16.04.07, 11:16
Cześć,
Kolejny problem - jak tak dalej pójdzie to ja sama, bedę zasilać to forum
moimi problemami smile). Na dniach będę rodzić, więc kategorycznie się nie
zgodziłam na to, żeby mąż widywał się z dzieciakami poza naszym mieszkaniem.
Mimo oporu Ex, mąż zrozumiał mnie i dzieciaki spędziły z nami cały weekend -
spały u nas też.
W sobotę spotkaliśmy się ze znajomymi, i chciałabym przeczytać co sądzicie o
takim zachowaniu.
Pasierbica ma 12 lat jest dużą i wyrośnięta jak na swój wiek.
W czasie grilla co i rusz siadała na kolanach ojca i zarzucała mu ręce na
szyję, przytulała się i łasiła - no dobrawy wyglądało to dwuznacznie.
Dziewczynie cycki rosną, stanika nie nosi, a zachowuje się jak jakaś niunia.
Kiedy zwróciłam jej uwagę, mówiąc ze się niestosownie zachowuje, mąż się
nabzdyczył, ale znajomi mnie poparli.

W domu przy dzieciach dosć nieprzyjemnie zwrócił mi uwagę i mówił, że staję
się macochą z kopciuszka.

Co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • latortura Re: Lolitka 16.04.07, 11:23
      wink

      zazdrosnica poprostu wink
      czuje, ze lada moment pojawi sie maluszek, chciala pokazac wszem i wobec, ze
      tatus jest "jej"...

      spodziewasz sie coreczki czy synka ?
      ja rodze poczatkiem lipca, bedzie chlopczyk wink

      pozdrawiam
      • lilianka1999 Re: Lolitka 16.04.07, 11:32
        Dziewczynka smile
        Jestem już gruba tak, że bardziej nie moznasmile
        Nie mogę się doczekać rozwiazania.
        • weronka77 Re: Lolitka 27.04.07, 00:41
          Spokojniewink TWoja córeczka rozgromi konkurencję i położy ją na łopatkiwink MOja
          tak zrobiła i po 13 letniej siostrze śladu nie mawink)
          • mrs_ka Re: Lolitka 27.04.07, 01:06
            No to gratulujemy.
            Jednak prawdą jest, ze tygrysy nigdy nie pozbywają się swoich pasków.

            a.
      • anastazjapotocka Re: Lolitka 16.04.07, 11:37
        Też tak myślę.
        Swojego czasu także mnie denerwowało, kiedy dojrzewająca pasierbica z rosnącym
        biustem wskakiwała mojemu mężowi na kolana. A już amoku dostałam, jak kiedyś w
        nocy wlazła mu do łóżka (naszego zresztą, a ja nie byłam ubrana, że się tak
        wyrażę...).

        Dawne dzieje, ale złoszczą tak samo.

        Po prostu zwróć spokojnie i kategorycznie uwagę, że to Twój dom i tu panują
        zasady i obyczaje dyktowane przez Ciebie.

        A mężowi powiedz sokojnie i z troską w głosie, że w czasach kiedy w mediach
        jest głośno o molestowaniu seksualnym dzieci - takie zachowanie pasierbicy jest
        niestoswne i bardzo dla niego ryzykowne, bo może być podstawą do
        niesprawiedliwych oskarżeń... nawet przed sądem.

        W końcu nigdy nie wiadomo, co tej wykształconej eksi do głowy przyjdzie, aby
        Wam dokopać (nie oceniam, czy słusznie chciałaby Wam dokopać).
        Lepiej zachować czujność.
    • pelagaa Re: Lolitka 16.04.07, 11:32
      Moja 12-letnie pasierbica siada swojemu ojcu na kolanach i zarzuca mu rece na
      szyje, a ja nie widze w tym nic zlego. Moze dlatego, ze ja po trzydziestce tez
      czasem siadam mojemu ojcu na kolanach i zarzucam mu rece na szyje smile
      Jak moj chlop mnie pocaluje lub przytuli, biegnie z okrzykiem "a ja???". Kiedy
      mam PMS to moze i czasem to dostrzegam, w inne dni ciesze sie, ze maja takie
      mocne wiezi wink
      Grunt to uswiadomic sobie, ze corka to nie rywalka.
      • lilianka1999 Re: Lolitka 16.04.07, 11:35
        Moze nie rywalka, ale zachowanie jest dwuznaczne.
        Dla mnie to niesmaczne jak widze taką scenę. Zrozum, dziewczynka nie jest juz
        dzidziusiem, ale rozwijającą się panienką ze streczącymi za przeproszeniem
        sutkami. Wydaje mi się, ze skoro matka i ojciec nie widzą tego to ktoś musi jej
        to powiedzieć dla jej dobra.
        • pelagaa Re: Lolitka 16.04.07, 11:56
          > Dla mnie to niesmaczne jak widze taką scenę.

          A dla mnie jest niesmaczne to, co piszesz. Jestes zazdrosna i dorabiasz dupie
          uszy, ot i co.

          > Zrozum, dziewczynka nie jest juz
          > dzidziusiem

          I co z tego? Nie ma prawa do czulosci wlasnego ojca, bo wyrosly jej cycki, a
          sam tatus znalazl lilianke, ktora jest zazdrosna?
          I rozumiem dokonale, bo na codzien mam 12-latke z rosnacym biustem w domu,
          pasierbice dodam, jakbys jeszcze nie zalapala, ze rozumiem doskonale.
    • natasza39 Re: Lolitka 16.04.07, 11:35
      Chyba źle rozumiesz słowo "lolitka". Lolitka, to panienka, która uwodzi
      dojrzałych meźczyzn swoja budzącą się seksualnością.
      Twoja pasierbica, to natomast dziecko, które siada jak dziecko swemu ojcu na
      kolanach. Co z tego, że temu dziecku urosły cycki? Przeciez ona nie siedzi ojcu
      na kolanach, żeby mu cyckami zaimponować.
      Psychicznie to dziecko, które chce potwierdzić swoją pozycje, bo w twoim
      brzuchu rosnie konkurencja.
      Moje pasierbice też mają cycki, ale jak siadaja ojcu na kolanach to do głowy
      nie przyszłoby nazywanie ich lilitkami.
      A nawet jakbym coś tak durnego pomyslała, to napewno, przy obcych ludziach na
      grilu tego bym nie powiedziała, ale to chyba kwestia kultury osobistej, bo nie
      wyobrażam sobie w takich sytuacjach poruszać kwestii intymnych przy obcych
      ludziach.
      Przesadzasz i mam tylko nadzieję, że to kwestia rozchwianych ciążą emocji, a
      nie cecha charakteru, bo jeśli to charakter, to walcz z tym kobieto.
      Żaden normalny facet nie pozwoli sobie robić sobie z własnej córki kurewny i to
      na dodatek przy obcych ludziach.
      • chalsia Re: Lolitka 16.04.07, 14:15
        > Przesadzasz i mam tylko nadzieję, że to kwestia rozchwianych ciążą emocji, a
        > nie cecha charakteru, bo jeśli to charakter, to walcz z tym kobieto.

        no niestety, zważywszy na dotychczasowe problemy opisywane przez Liliankę
        (nawet przed ciążą), nie jest to kwestia hormonów ciążowych sad((
        Chalsia
    • kicia031 Re: Lolitka 16.04.07, 12:07
      Na dniach będę rodzić, więc kategorycznie się nie
      > zgodziłam na to, żeby mąż widywał się z dzieciakami poza naszym mieszkaniem.

      Mysle, ze z racji zblizajacego sie porodu powinnas koniecznie zabronic mezowi
      wychodzenia do klopa, i w ogole oddalania sie od ciebie na odleglosc wieksza
      nic metr.

      • babe007 Re: Lolitka 16.04.07, 12:15
        Szczególnie w dobie telefonów komórkowych to troszke śmieszne (rozumiem, że mąż
        ma zabronione równiez chodzic do pracy?).

        No ale tak mają kobiety, które olądały za dużo telewizji. Tam każda rodząca
        nagle łapie się za brzuch, zwija w konwulsyjnym bólu i NATYCHMIAST rodzi.

        Lilianko, jeżeli będziesz miała szczęście to od pierwszych skurczy do porodu
        upłynie kilka (bliżej 10 niż 2) godzin, a jak nie to znaaacznie dłużej. Jak
        zadzwonisz do mena na komórkę (tę powinien mieć bezdyskusyjnie zawsze przy
        sobie, naładowaną i włączoną nawet na audiencji u Prymasa wink )to on bez
        problemu zdąży.

        Jeżeli chodzi o Twoje podejście do pasierbicy - popieram Pelagę.

        Zdrowia i więcej loozu!
        • jowita771 Re: Lolitka 18.04.07, 11:40
          babe007 napisała:

          > Szczególnie w dobie telefonów komórkowych to troszke śmieszne (rozumiem, że
          mąż
          >
          > ma zabronione równiez chodzic do pracy?).
          >
          > No ale tak mają kobiety, które olądały za dużo telewizji. Tam każda rodząca
          > nagle łapie się za brzuch, zwija w konwulsyjnym bólu i NATYCHMIAST rodzi.

          zapomniałaś o wodach. ciężarne jeszcze z reguły mówią "wody mi odeszły". i
          rzeczywiście nastepuje ekspresowy poród.
          a ja jak obudziłam się ok. 10 ze skurczami, to do szpitala pojechałam o 21.30.
          pusciłam w tym czasie niemęża do ciotki po cos.
          • babe007 Re: Lolitka 18.04.07, 12:33
            Eeee, nie przesadzaj z tym ekspresowym wink. Szybciej niz normalnie (dlatego
            czasami dla przyspieszenia akcji w szpitalu przebijają pęcherz), ale to nie
            jest tak, ze odchodzą wody i w przeciągu 15 minut masz bóle parte. Nie piszę
            oczywiście o wieloródkach - tam akcja jest szybsza (chociaż teź nie 5 minut)
            • jowita771 Re: Lolitka 18.04.07, 13:11
              ja pisałam jak to wygląda na filmach. jak dzieckiem, to myslałam, że od ósmego
              miesiąca ciąży nie wyjdę z domu, bo co będzie, jak w autobusie urodzę albo na
              ulicy niemalże na pasach.
              • babe007 Re: Lolitka 18.04.07, 13:34
                smile)))
            • chalsia Re: Lolitka 18.04.07, 15:55
              jakie tam szybciej. Jak mi odeszły wody (a skurczów nie było), to zadzwoniłam
              do położnej, a ta powiedziała mi, że do szpitala powinnam przyjechać najpóźniej
              po 6 godzinach jeśli nie będzie skurczów, a w końcu urodziłam po jakiś 12
              godzinach od odejścia wód.
              Chalsia
    • natasza39 I jeszcze jedno.... 16.04.07, 12:28
      Mój młody uwielbia się do dziś dnia do mnie przytulić. NA kolanach co prawda
      nie siada, ale dlatego, żeby mi je chyba zmiażdżył, bo waży ponad 80 kg.
      Gdyby mój M zwrócił mi uwagę i to na dodatek na proszonym grilu, przy obcych
      ludziach, że młody to jakiś zboczek, bo lubi się do matki, przytulić, to chyba
      byłaby to ostatnia rzecz, która wysłuchałabym od niego. Potem juz musiałby się
      spakować tylko.

      BTW. Masz urodzić dziewczynkę. Mam nadzieję, że jej tez będzie wolno przytulać
      się do własnego ojca do momentu kiedy zaczną rosnąć jej cycki. Po tym czasie
      będziesz uważała to za niesmaczne.
      • agamagda Re: I jeszcze jedno.... 16.04.07, 12:44
        Ja przepraszam za brak powagi, ale mam nastepuące propozyce:
        - dziewczynce ze sterczącymi cyckami założyłabym pas cnoty - nigdy nie wiadomo
        co przy grillu moze się staćsmile)) Goraco przecież jest smile)

        - sterczące sutki włożyłabym w rodzaj spłaszczajacego gorsetu - niech gówniara
        nie prowokuje.

        - w zwiazku ze zblizajacym sie porodem mężowi założyłabym rodzaj dzwoneczka,
        co bym mogła wiedzieć, gdzie sie znajduje w każdej chwili. Na szyję - górną
        znaczysmile
        • kicia031 Re: I jeszcze jedno.... 16.04.07, 13:03
          agamagda napisała:

          > - w zwiazku ze zblizajacym sie porodem mężowi założyłabym rodzaj dzwoneczka,
          > co bym mogła wiedzieć, gdzie sie znajduje w każdej chwili. Na szyję - górną
          > znaczysmile

          A ja bym go zachipowala podskornie i sledzila GPSem. Przyda sie nie tylko na
          okolicznosc porodu wink)
        • natasza39 Re: I jeszcze jedno.... 16.04.07, 13:16
          Ja to nawet mam trochę wyrzuty sumienia, że obsztorcowywuję liliankę, ale
          naprawdę, jak popatrze ze swojej perspektywy, na to co piszesz, to mnie czasem
          rozwala.
          Po prostu niektóre "problemy" sama sobie na siłę dziewczyno tworzysz.
        • lilianka1999 Re: I jeszcze jedno.... 16.04.07, 13:25
          agamagda napisała:

          > Ja przepraszam za brak powagi, ale mam nastepuące propozyce:
          > - dziewczynce ze sterczącymi cyckami założyłabym pas cnoty - nigdy nie
          wiadomo
          > co przy grillu moze się staćsmile)) Goraco przecież jest smile)
          >
          > - sterczące sutki włożyłabym w rodzaj spłaszczajacego gorsetu - niech
          gówniara
          > nie prowokuje.
          >
          > - w zwiazku ze zblizajacym sie porodem mężowi założyłabym rodzaj dzwoneczka,
          > co bym mogła wiedzieć, gdzie sie znajduje w każdej chwili. Na szyję - górną
          > znaczysmile



          Się zastanawiam czy się obrazić, czy nie ???

          Ale jakoś tak przedstawione, faktycznie nie brzmi to za poważnie....

          Natasza, ja sobie naprawdę nie wymyślam problemów. To jakoś tak samo mi się
          nasuwa. Dla mnie dziwnie wyglada jak duza dziewucha włazi na kolana i się mizi.
          Choć, moze masz rację, pisząc że niedługo też bedę miała dziewczynkę, pewnie
          gdyby była to moja córka, kto wie???
          • natasza39 Re: I jeszcze jedno.... 16.04.07, 13:35
            lilianka1999 napisała:
            > Natasza, ja sobie naprawdę nie wymyślam problemów. To jakoś tak samo mi się
            > nasuwa. Dla mnie dziwnie wyglada jak duza dziewucha włazi na kolana i się
            mizi.


            A ja to doskonale rozumiem, choć sama byłam dzieckiem, które ojcu nigdy na
            kolana nie właziło, a obślinających mnie ciotek nienawidziło. Wycierałam się
            ostentacyjnie, jak mnie jakaś ciotka, albo wujek obsliniła.
            Mój syn natomiast to typ misia-przytulanki. I co mam dziecku bronić przytulenia
            do tzw. "cycka", tylko dlatego, że mu na dole sisusiak obrósł włosami?
            Przecież to nadal mój syn, a nie kochanek.
            Tak samo córka nie przestaje być dzieckiem swego ojca tylko dlatego, że na dole
            obrośnie i sutki jej zaczynają sterczeć.
            Jak dostanie okresu, to ma ojca unikać?
            Nadal będzie jego dzieckiem przecież.
            W normalnych rodzinach, nieskażonych jakimiś zboczeniami, gdzie nie istnieje
            problem wykorzystywania seksualnego dzieci taka intymnosc między dzieckiem i
            rodzicami jest jak najbardziej naturalna.
            Dla normalnego dorosłego dziecko, a szczególnie własne dziecko, nie jest
            postrzegane jako istota seksualna. Dla normalnego dziecka rodzic tez jest
            aseksualny. Dotyk ojca czy matki, dotyk dziecka jest czymś bezpiecznym i
            ciepłym, a nie obleśnym.
            Nie róbmy z siebie popierdzieleńców jak w Stanach, kiedy facet może być skazany
            za mycie dziecku osranej pupy gołą ręką, a nie specjalną myjką.
            Przypadek ten opisywany był zresztą szeroko. Facet-Polak zresztą- za umycie
            dziecka konkubiny siedzi w teksańskim więzieniu.
            • chalsia Re: I jeszcze jedno.... 16.04.07, 14:19
              > Nie róbmy z siebie popierdzieleńców jak w Stanach, kiedy facet może być
              skazany
              >
              > za mycie dziecku osranej pupy gołą ręką, a nie specjalną myjką.
              > Przypadek ten opisywany był zresztą szeroko. Facet-Polak zresztą- za umycie
              > dziecka konkubiny siedzi w teksańskim więzieniu.

              o jezu ..... sad((
              Chalsia
              • anastazjapotocka Re: I jeszcze jedno.... 16.04.07, 14:26
                Sama znam taki przypadek.
                Baba porzuciła męża i 3-letnią córeczkę. Ojciec tą córeczką się opiekował przez
                kilka lat. Baba wyszła za bogatego dziadka i przypomniała sobie o córce.
                Rezultat tego przypomnienia był taki, że OBIE, matka i córka zeznały w sądzie,
                że ojciec tę dziewczynkę molestował.
                Pomimo BRAKU BEZPOŚREDNICH dowodów facet dostał 10 lat.
                Odsiedział 4, aż jego córce się nagle odwidziało i poleciała na Policję, że
                matka ją do nakłoniła do takich zeznań, bo dziewczyna nie rozumiała dokładnie
                co to jest "molestowanie". Teraz już rozumie, bo ją mąż matki molestuje...
                Rzecz działa się w Niemczech pod koniec lat osiemdziesiątych.
              • mrs_ka Re: I jeszcze jedno.... 27.04.07, 01:05
                Bardzo przepraszam, Nataszo, ale Jesteś mocno niedoinformowana: facet Polak
                naturalnie nie molestował dziecka (tę wersję lansowały polskie gazety w duchu
                "jak nasz rodak został poszkodowany przez chory system sądowniczy USA") tylko
                jakoś żadna z polskich gazet nie wspomniała, że dziecko wskutek tego "mycia"
                doznało uszkodzeń odbytu.

                a.
                • natasza39 Re: I jeszcze jedno.... 27.04.07, 11:00
                  mrs_ka napisała:

                  > Bardzo przepraszam, Nataszo, ale Jesteś mocno niedoinformowana: facet Polak
                  > naturalnie nie molestował dziecka (tę wersję lansowały polskie gazety w duchu
                  > "jak nasz rodak został poszkodowany przez chory system sądowniczy USA") tylko
                  > jakoś żadna z polskich gazet nie wspomniała, że dziecko wskutek tego "mycia"
                  > doznało uszkodzeń odbytu.

                  No popatrz!
                  Cały reportaz na ten temat widziałam w tv. Płaczaca matka skazanego, nasz konsul
                  w usa, konkubina i nic absolutnie takiego tam nie było.
                  Dziennikarze łżą.
    • chalsia w podsumowaniu 16.04.07, 14:23
      > Kiedy zwróciłam jej uwagę, mówiąc ze się niestosownie zachowuje, mąż się
      > nabzdyczył, ale znajomi mnie poparli.
      >
      > W domu przy dzieciach dosć nieprzyjemnie zwrócił mi uwagę i mówił, że staję
      > się macochą z kopciuszka.
      >

      nie dziwię mu się, słusznie się nabzdyczył. A znajomi, tak jak Ty, nie są ojcem
      pasierbicy.
      aaaa, nie zdziwiłabym się, że od tej pory będziesz miała z pasierbicą jazdy, bo
      ją PUBLICZNIE poniżyłaś pomawiając o zachowania seksualne wobec ojca - bo do
      tego sprowadza się Twoja reakcja w trakcie zdarzenia. Więc jakby co - miej
      wtedy pretensje do siebie i pamietaj o tym fakcie.
      Chalsia
    • kasia_kasia13 Re: Lolitka 16.04.07, 15:29
      Mysle, ze pasierbica Ci tak latwo tego nie zapomni.
      • konkubinka Re: Lolitka 16.04.07, 15:40
        Mnie tylko interesuje czy Lilianka chce aby jej przyklasnąć czy bierze pod
        uwage takze zdania przeciwne.
        Ja podobnie jak Pelaga czesto jeszcze siadam ojcu na kolana (a cycki mam
        ogromnebig_grin), moja pasierbica tez tuli sie czesto do ojca.
        Za niesmaczne uwazam to co insynuujesz.
        Urodzisz dziewczynke?I co zrobisz za 12 lat gdy usiadzie ojcu na kolanach?
        A dlaczego nie mozesz zostawac sama w ostatnich dniach ciazy?Tego poprostu
        wcale nie kumam.
        • chalsia Re: Lolitka 16.04.07, 15:47
          > A dlaczego nie mozesz zostawac sama w ostatnich dniach ciazy?Tego poprostu
          > wcale nie kumam.

          bo się boi. Czego? ano tego nie rozumiem w dobie telefonów komórkowych.
          Chalsia
    • dyderko Re: Lolitka 16.04.07, 16:55
      Wydaje mi się ze to mała zazdrość małej panny a Ty robisz wielkie "halo".
      Afiszowała się że to jej tato, pokazywała że jak jesteście obie to z nią spędza
      czas a nie z Tobą i co? Jakoś tak mam wrażenie że przeczulona jesteś. Odpuść
      sobie, pokłada się na nim? Olej to! To jego córka i on niech się wstydzi za jej
      zachowanie. To co ma na sobie też jej i jej rodziców sprawa. Jeśli nie robi Ci
      afrontu to po prostu ospuść sobie, nie warto się denerwować.

      Przyznam Ci się że mimo wieku mocno zaawansowanego i biustu też pokaźnego (MN
      twierdzi że na niego się złapał, choć ja podejrzewam że na nogi) przytulam się
      czasami do mojego ojczyma. Nie jest moim ojcem, nie jestem nastolatką, a jakoś
      nikt się nie dziwuje i nawet dziwnych skojarzeń nie ma. Racja teraz na kolanach
      mu nie przesiaduję ale jak miałam kilkanaście lat to lepiłam się do tego
      wspaniałego człowieka bardzo!
    • kammik Re: Lolitka 16.04.07, 17:34
      Czy ty się zastanowiłaś, jak obraziłaś swojego męża sugerując mu, że jego
      relacje z córką mają seksualne podteksty?
      No i fakt, pasierbica dłuuuuugo o tym nie zapomni.
    • anqouleme Re: Lolitka 16.04.07, 17:50
      Ależ ty kobieto masz wyobrażnie?!
      Siedziała na kolanach ojca w majteczkach czy bez?A mizianie się było z
      języczkiem i macankiem?

      Co zbyt brutalnie to ujełam?! A czy ty wykazałas się taktem obrzucając błotem
      niewinnośc 12-latki. Mysle,że teraz w każdej pieszczocie swojej jak i ojca
      bedzie doszukiwała się czegoś dwuznacznego.Zbrukałaś to Lilianko.
    • latortura Re: Lolitka 16.04.07, 20:54
      jak dla mnie to nic innego jak zazdrosc, ktora niestety rozumiem, bo sama to
      przezywalam,
      pisze w czasie przeszlym poniewaz teraz cos mi sie "odwrocilo" i tak jak
      wczesniej, wprost patrzec nie moglam na corke NM to teraz chetnie zostaje z nia
      nawet "sam na sam",

      problem mam inny, bo w chwili obecnej nie potrafie "zcierpiec" obecnosci syna
      NM...(ale to inna historia),

      w kazdym razie tez w pewnym momencie bardzo "bolal" mnie widok przytulajacej
      sie corki NM do Niego, z tym, ze ona ma dopiero 8 lat i nie dziwi mnie Jej chec
      kontaktu z ojcem,
      problem byl we mnie i bardzo silnie to przezylam wlasnie teraz gdy jestem w
      ciazy, to taka swojego rodzaju zazdrosc o uczucia NM, o to, ze ja w brzuchu
      nosze NASZE wspolne dziecko i podswiadomie probowalam wywalczyc sobie juz
      wczesniej Jego uczucia wzgledem naszego nienarodzonego jeszcze dziecka...

      z biegiem czasu i z biegiem ciazy, gdy widze juz jak reaguje moj NM na nasza
      wspolna przyszlosc i nasze dziecko, gdy widze, ze na to czeka i ze sam "boi"
      sie jak to bedzie gdy na swiat przyjdzie nasz syn (obawy dotycza uczuc, boi
      sie, ze nieswiadomie "odsunie" troszeczke dzieci z poprzedniego zwiazku, ze
      poprostu da sie pozniej odczuc iz ma dla nich mniej czasu, bo musi swoj czas
      podzielic teraz na trojke dzieci- powoli przestalam miec obawy co do Jego uczuc
      do naszego malenstwa,

      i chyba tu lilianka tkwi problem, nie chodzi juz o to przytulanie, bo tak jak
      dziewczyny pisza wyzej, gdy Wasza coreczka w tym wieku bedzie to robic, nie
      bedziesz zapewne miala nic przeciwko,
      tylko o ta zazdrosc wlasnie,
      pasierbicy o Ciebie i "nowe" dziecko, oraz Twoja o pasierbice,

      z tym, ze chcesz miec teraz meza przy sobie (bo lek przed nowoscia, czyli
      rozpoczeciem porodu itd) to rozumiem, choc ja z kolei w tych koncowych dniach
      wolalabym raczej miec "swiety spokoj" w domu, NM zawsze jest w poblizu i bede
      Mu wdzieczna jesli nie bede miala wlasnie pasierbow wokol siebie,

      jak bedzie...zobaczymy...
      narazie exia robi wszystko zeby "uprzykrzyc" nam ten miesiac w ktorym urodzi
      sie dziecko, (ale to tez temat na inny watek),

      poki co, odpoczywaj i mysl raczej o swoim dziecku,
      bo lada moment wszystko wywroci sie do gory nogami i bedziesz myslala tylko o
      swoim wlasnym malenstwie wink

      pozdrawiam
    • mangolda Re: Lolitka 17.04.07, 11:35
      > Kiedy zwróciłam jej uwagę, mówiąc ze się niestosownie zachowuje, mąż się
      > nabzdyczył, ale znajomi mnie poparli.

      Chciłam tylko zuważyć, że nie tylko Lilianka, ale też inni świadkowie opsiwanej
      sceny, czuli się zażenowani. Czyżby oni też mieli ciążowe humory?

      IMO dziewczyna jest wyuzdana i należy z tym walczyć.
      • konkubinka Re: Lolitka 17.04.07, 11:37
        najlepiej podsunac jej oswiadczenie do podpisu-bez stanika nie zblize sie do
        ojcabig_grinbig_grinbig_grin
      • lilith76 Re: Lolitka 17.04.07, 14:08
        > Chciłam tylko zuważyć, że nie tylko Lilianka, ale też inni świadkowie opsiwanej
        >
        > sceny, czuli się zażenowani.

        To, że któryś z panów miał wzwód na ten widok, to raczej już jego problem.
        Ogólnie jesteśmy społeczeństwem, gdzie okazywanie sobie uczuć i ciepła publicznie są wyuzdaniem.

        Dziewczynie w końcu przejdzie.
        Trzeba się cieszyć, że jest tak otwarta. To dobry start w życie.
    • jowita771 Re: Lolitka 18.04.07, 11:51
      Lilianko, myslę, że niepotrzebnie się unosisz. pasierbica może czuje,
      że "traci" ojca, bo lada moment będzie maluszek. trudno jest dzieciom w pełnych
      rodzinach, kiedy rodzi się rodzeństwo, a co dopiero w takiej sytuacji. mój
      niemąż widuje się z pasierbicą sam na sam w domu babci dziecka, albo zabiera
      małą do swoich rodziców i wtedy nasza mała tez tam jest. staram się, żeby
      pasierbica miała ojca trochę tylko dla siebie, zabieram małą do innego pokoju.
      trochę bawią sie razem, bo chciałabym, żeby miały kontakt ze sobą, ale rozumiem
      też, że należy się pasierbicy ojciec na wyłączność. i tak ma go mało. nie
      denerwuj się na pasierbicę, trochę wyrozumiałości, to jeszcze dziecko. a że
      skomantowałaś przy obcych to gruba przesada moim zdaniem.
    • escribir Re: Lolitka 25.04.07, 21:35
      Moja 10-letnia córka chętnie przytula sie do ojczyma.
      A ja jestem zazdrosna .......... że do mnie się tak nie przytula!!!!!!!
      • niezapominajka281 Re: Lolitka 26.04.07, 16:36
        a ja Cię niestety dobrze rozumiem, bo mam to samo na codzień. Córka mojego mężą
        chodzi do gimnazjum a zachowuje się identycznie jak twoja pasierbica. Siedzenie
        ojcu na kolanach i głaskanie go po głowie albo opieranie się o niego z
        równoczesnym wieszaniem się mu na szyji to u nas standard. i nikt mi nie wmówi
        że to jest normalne, bo gdybym zobaczyła stojącego na ulicy faceta przed 40 z
        gimnazjalistką uwieszoną u szyi i opartą o niego to pomyślałabym sobie tak jak
        każda inna osoba że to jakiś facet z małolatą. Dla mnie ten widok też nie jest
        przyjemny, wiem co przeżywasz. Gdy jesteśmy u moich braci w odwiedzinach a ona
        demonstracyjnie siedzi ojcu na kolanach, głaskając go po głowie to mam ochotę
        coś o powiedzieć na ten temat, ale nigdy jej nic nie powiedziałam bo wiem że
        dopiero wtedy by się zaczęło - mąż zaraz by zaczął bronić swojej córki a ona już
        do końca życia wiedziała by jak mnie wkurzyć - więc ja się tylko śmieje z tego
        wymownego okazywania uczuć.
        Aha i jeszcze jedno - ja jeszcze nie mam swoich dzieci, ale jeśli będę miała
        kiedyś córkę w wieku pasierbicy i będzie się tak samo zachowywała w stosunku do
        swojego ojca jak pasierbica to napewno z nią porozmawiam, zapytam czy nie ma
        jakiś problemów emecjonalnych, wytłumaczę jej że pewne zachowania są
        zarezerwowane dla dzieci małych , inne dla dzieci dużych a jeszcze inne
        zachowania obowiązują w małżeństwie. Z pasierbicą nie mam zamiaru o tym
        rozmawiać bo jej zachowanie nie wynika z potrzeby "serca" tylko jest ono
        udowodnieniem mi i całemu otoczeniu ż eto ona jest najważniejsza dla tatusia i
        to ją tatuś kocha najbardziej.
    • joanna9969 Re: Lolitka 26.04.07, 20:01
      A mi przypomnialo sie teraz cos co kiedys
      czytalam o dorastajacych pannicach.To byl pewnie jakis artykul
      a w nim bylo tym ze dziewczyny w wieku dojrzewania odkrywaja
      swoja seksualnosc i nieswiadomie zaczynaja ja
      testowac na mezczyznach ze swojego otoczenia (np na ojcu )
      ,ten wiek jest bardzo burzliwy dla takiej osoby niby to
      dziecko niby mloda kobieta i tak sie zachowuje.
      Z przypadkow ekstremalnych znam taki ze w mojego M exksi rodzinie
      byla panienka w tym wieku co na przyjeciach siadala
      na kolanach i flirtowala ze wszystkimi mezczyznami .
      W wieku 13 juz lat ona spala z chlopakiem w domu
      (w jednym lozku) za pozwoleniem rodzicow ktorzy twierdzili ze
      nie potrafia ja skontrolowac.
    • joanna9969 Re: Lolitka 26.04.07, 21:54
      a mlodej spraw prezencik , pierwszy biustonosz
    • weronka77 Re: Lolitka 29.04.07, 17:45
      U NAs ten numer by nie przeszedłwink A to dlatego że na M uwiesić się nie da bo
      tego nie lubiwink(z wyjątkiem pewnej dwulatki któa wiesza się notorycznie na
      nimwink)no i że od dwóch lat nie mam z pasierbami kontaktu-trudno było,ale sobie
      wynegocjowałam że NIE znaczy NIewink
      • niezapominajka281 Re: Lolitka 02.05.07, 17:01
        Mam dość - wczoraj byłam z mężem i jego córką na majówce w rodzinnym mieście
        jego córki. Więc myślałam naiwnie że ona zobaczy swoje koleżanki z klasy i
        będzie z nimi tańczyć, ale niestety tylko ja tak myślałam. Pasierbica oczywiście
        do żadnych koleżanek nie poszła - nie wiem czy się z nimi pokłóciła, czy po
        prostu tak kocha tatę że nie mogła go na chwilę zostawić. Koniec końców cały
        wieczór wisiała na ramieniu swojego ojca, a jak mąż chciał ze mną zatańczyć to
        malutka córeczka (chodzi do gimnazjum)zaczęła tupać nóżką że ona sama nie będzie
        stać i mamy nie tańczyć. Tak więc ok. godz. 22 powiedziałam mężowi że mam dość
        tej "zabawy tanecznej" i chcę jechać do domu, oczywiście jego córka " jeszcze
        nie, jeszcze nie bo ona chce posłuchać tego zespołu i zobaczyć jak się inni
        bawią". Niestety dla niej jak mąż zobaczył moją minę wiedział że jeśli zaraz nie
        pojedziemy do domu to ten wieczór może być naszym ostatnim wspólnym wieczorem i
        przy wielkim niezadowoleniu jego córki pojechaliśmy do domu.
        Mam ochotę rzucić to całe towarzystwo w diabły.
        • lady_telimena Re: Lolitka 02.05.07, 21:17
          niezapominajka281 napisała:

          > Mam dość - wczoraj byłam z mężem i jego córką na majówce w rodzinnym mieście
          > jego córki. Więc myślałam naiwnie że ona zobaczy swoje koleżanki z klasy i
          > będzie z nimi tańczyć, ale niestety tylko ja tak myślałam. Pasierbica
          oczywiści
          > e
          > do żadnych koleżanek nie poszła - nie wiem czy się z nimi pokłóciła, czy po
          > prostu tak kocha tatę że nie mogła go na chwilę zostawić. Koniec końców cały
          > wieczór wisiała na ramieniu swojego ojca, a jak mąż chciał ze mną zatańczyć to
          > malutka córeczka (chodzi do gimnazjum)zaczęła tupać nóżką że ona sama nie
          będzi
          > e
          > stać i mamy nie tańczyć. Tak więc ok. godz. 22 powiedziałam mężowi że mam dość
          > tej "zabawy tanecznej" i chcę jechać do domu, oczywiście jego córka " jeszcze
          > nie, jeszcze nie bo ona chce posłuchać tego zespołu i zobaczyć jak się inni
          > bawią". Niestety dla niej jak mąż zobaczył moją minę wiedział że jeśli zaraz
          ni
          > e
          > pojedziemy do domu to ten wieczór może być naszym ostatnim wspólnym wieczorem
          i
          > przy wielkim niezadowoleniu jego córki pojechaliśmy do domu.
          > Mam ochotę rzucić to całe towarzystwo w diabły.




          Niezapominajko,
          Moze porozmawiaj ze swoim M i niech on spróbuje wytłumaczyć swojej córecze, ze
          jednak lepiej bawiłaby się w towarzystwie rówieśnikó?
    • dd5 Re: Lolitka 05.05.07, 18:37

      Nie jestem macochą, ale mamą i kobietą. Wszystko zależy od tego w jaki sposób
      córka siada na kolanach ojca i w jaki się do niego przytula, wydaje mi się że
      łatwo jest odróżnić zwykłą potrzebę bliskości od chęci kokietowania ojca jako
      faceta. Osobiście tego nie rozumiem, bo ja jako nastolatka nie czułam nigdy
      potrzeby przytulania się do taty, czy siadania mu na kolanach ani nie widziałam
      tego u moich kuzynek. Natomiast miałam koleżankę która miała takie relacje z
      tatą, że potrafił ją podszczypywać po biuście i to zawsze mi się wydawało
      niesmaczne, a jej jakoś nie przeszkadzało.
      Ja jestem po rozwodzie i ponownie wyszłam za mąż, mam kilkuletnią córkę, która
      wprost uwielbia swojego ojca i pewnie w przyszłości będzie stresować jakąś
      kobietę z którą ex się zwiąże, ale widząc jaki to duży problem (rozumiem to)
      postaram się jakoś z nią rozmawiać, jeżeli oczywiście będę o tym wiedziała.
      Szczerze mówiąc to bardzo bolesne kiedy o względy partnera trzeba walczyć z tak
      nierównym przeciwnikiem jak ukochana córeczka. Obawiam się że w przypadku
      mojego ex to duże prawdopodobieństwo bo wpatrzony jest w córkę jak w obrazek,
      ale my z mężem staramy się ją prostować więc miejmy nadzieję że nie wyrośnie na
      zepsutą pannicę zatruwającą życie swojej macoszce. Zresztą ja już teraz staram
      się jej uświadomić że tata znajdzie sobie jakąś miłą koleżankę i nie będzie
      taki samotny (na razie córeczka bardzo się nad nim użala z tego powodu) i na
      pewno będzie bardziej szczęśliwy. Szczerze mu tego życzę bo może jak się
      zakocha nie będzie mi tak zatruwał życia a i dla dziecka taka sytuacja będzie
      bardziej zdrowa.
      • niezapominajka281 Re: Lolitka 14.05.07, 16:46
        mam dość
        • natasza39 Re: Lolitka 15.05.07, 01:34
          niezapominajka281 napisała:

          > mam dość

          Tego watku, lolitek, czy konkretnie córki twojego eMa?
          • erlich3 no rywalka dla macochy 15.05.07, 10:52
            rośnie. Żenada po prostu.Dziewczyna celowo prowokuje, chce coś co sobie uroiła
            udowodnić całemu światu i sobie a przede wszystkim biednej ciężarnej macosze. I
            wszystko jest OK. Trzeba ją pochwalić.Kazda prowokacja czy to dzieciaka czy
            osoby dorosłej powinna być waloryzowana jako czyn zły i jako taka zganiona. Nie
            chodzi o to żeby pasierbice wychłostać i spalić na stosie ale uważam że ojciec
            powinien wytłumaczyć córce, że nie wypada publicznie tak się zachowywać a
            zwłaszcza udawadniać że jest się pępkiem świata. 12-letnia dziewczyna to
            jeszcze oczywiście nie dorosła kobieta, ale już nie 5-latka i doskonale rozumie
            że chce macosze zagrać na nosie.I to właśnie powinno byc ukrócone. Bo moim
            zdaniem , jeśli tego typu prowokacje będą uchodzić jej na sucho będą miały
            tendencje wzrostowe w przyszłości a po co sobie psuć nerwy i niszczyć relacje,
            które jako tako wyglądają?Jeśli chodzi o chierarchię ważności to jeśli dziecko
            a nie mąż, czy żona (i obojętnie czy pasierb czy własne dziecko) zajmie 1
            miejsce w życiu rodzica związek między dwojgiem ludzi bardzo na tym ucierpi.Mój
            syn jest wychowywany przez ojczyma i zawsze na to zwracałam uwagę żeby ukrócić
            jego ewentualna zazdrość. Efekt jest taki że kiedy pokłócimy się z mężem , to
            on natychmiast zaczyna zabiegać o to byśmy sie pogodzili. Zależy mu na dobrych
            relacjach między nami a nie na tym aby gdzieś tam zamieszać, skłócić nas i
            wtedy byc na 1 miejscu w moim życiu.Dziecko musi miec świadomość jakie jest
            jego miejsce w życiu rodzica i że nigdy nie będzie ważniejsze o męża czy żony.I
            taka postawa według mnie jest właściwa. Zresztą wiadomo że nie wychowujemy
            dzieci dla siebie i pasierbica Lolitki zapewne niedługo będzie preferowała
            przytulic się do swojego chłopaka niz do ojca. Lolitko musisz to przetrwać ale
            jednocześnie zdecydowanie naciskać na to ,aby ojciec starał się wyeliminować
            złe zachowania córki a nie puszczać je płazem i udawać że nic sie nie stało.
            • kicia031 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 10:59
              erlich3 napisała:

              chierarchię

              yhm yhmmmm

              .Dziecko musi miec świadomość jakie jest
              > jego miejsce w życiu rodzica i że nigdy nie będzie ważniejsze o męża czy żony.

              Ale dla wielu ludzi ich dzieci, krew z krwi, ich wlasne geny i co jeszcze
              istotniejsze, memy, sa wazniejsze od meza czy zony, przypadkowej w sumie osoby,
              ktora dzis jest aktualna, a jutro moze byc Ex.
              • erlich3 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 11:08
                kicia, jasne że dla wielu osób tak jest. Ale tak nie powinno być. Jest to nawet
                trudne do zniesienia w rodzinie bez pasierbiąt a co dopiero w poskładanej.
                Macocha nie może chyba żyć ze świadomościa, że córka czy syn z 1 małżeństwa
                jest ważniejszy.Poza tym wchodzenie w małżeństwo już na starcie z
                przekonaniem ,że małżonek dziś jest a jutro może go nie być jest (sorry za
                wyrażenie) ale bardzo niedojrzałe. Samo tarktowanie parnera jest wtedy
                przedmiotowe no i plany na przyszłość też chyba trochę inne niz w przypadku gdy
                zakłada się "bycie z kimś" do grobowej deski-jak to się mówi.Pewnie że praktyka
                wygląda inaczej. Czasem się nie da i klops-rozwód .Jednak wchodząc w małżeństwo
                należy to czynić z przekonaniem bycia z kimś do końca. To daje drugiej stronie
                poczucie bezpieczeństwa, to samo poczucie daje dzieciom z tego związku itd.A
                więc dziecko dzieckiem, ale nie można szlaeć na punkcie "własnej krwi".
                Powtarzam jeszcze raz, że dzieci wychoujemy nie dla siebie. A ostatecznie na
                stare lata zostaje nam mąż czy żona i to z tą osobą dzieli się życie.
                • paka111 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 11:25
                  . A ostatecznie na
                  > stare lata zostaje nam mąż czy żona i to z tą osobą dzieli się życie.


                  A co jeśli na stare lata zostaniemy sami ( partner pożegna sie z życiem).
                  Jeśli nauczymy dzieci ze najważniejszy jest obecny partner to .. klops -
                  zostajemy sami.( to był żart… )
                  Uważam , ze w rodzinie nie ma osób ważniejszych i mniej ważnych.
                  Dbać trzeba o wszystkich których się kocha.
                  Nie rozumiem wartościowania .Masz dziecko???
                  Każdy dba o tych których kocha .

                  Mówisz o dojrzałości. Wiesz takie Wartościowanie miłości jest dla mnie
                  niedojrzałe. Bo miłości nie da się porównać i powiedzieć która jest większa.
                  Bardziej kocham Mame czy Tate - to dzieci tak mówią. Z wiekiem i
                  doświadczeniem zaczynamy rozumieć ze miłość ma różne barwy i kolory i różne
                  imiona.
                  Nie wydaje mi sie żeby osoba dojrzała umiała powiedzieć które dziecko bardziej
                  kocha albo czy bardziej kocha męża czy córkę - są to różne typy miłości , różne
                  ich kolory i właśnie takie szacowanie ” kochasz mnie czy ja bardziej” - jest
                  niedojrzałe.

                  I jeszcze tak na pół żartem
                  Na tyle kocham swoje dzieci ze chciałabym by mój partner kochał je „bardziej”
                  niż mnie ..
                  Pozdrawiam

                  Paka111
                • kicia031 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 11:43
                  erlich3 napisała:

                  >
                  > Macocha nie może chyba żyć ze świadomościa, że córka czy syn z 1 małżeństwa
                  > jest ważniejszy.

                  Alez moze. Ja zyje i mam sie swietnie. Jedno zastrzezenie - wazny jest nie syn
                  czy corka z pierwszego malzenstwa, tylko po prostu dziecko. Dla mnie zreszta
                  tez najwazniejsze sa moje dzieci i gdybym kiedys stanela w sytuacji wyboru -
                  byloby to bardzo ciezkie dla mnie, ale nie mam watpliwosci co bym wybrala...
                  • erlich3 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 12:26
                    w tzw "normalej " czyli nieposkładanej rodzinie (proszę nie zrozumieć że
                    poskładana jest nienormalna)dzieci tak naprawde czerpią z miłości między
                    rodzicami. I jak się pieprzy między rodzicami właśnie, to choćby ojciec czy
                    matka (każde indywidualnie) miało cudowne relacje z dziećmi, to niestety
                    niewystarczy i zawsze pociągnie za sobą cierpienie dziecka.I nie chodzi mi tu o
                    wmawianie komuś, że taką samą miłością darzy się dziecko, matkę czy ojca, bo to
                    oczywista bzdura. Ale małżonek ma być po prostu najważniejszy. Pewnie że jest
                    masa chorych układów, które mają się dobrze ale to jeszcze o niczym nie
                    świadczy.
                    W rodzinach z pasierbami jest to bardzo trudne, bo wchodzi w grę element
                    niezdrowej rywalizacji, której w zwykłej rodzinie nie ma. Ale i tak pasierb czy
                    pasierbica musi znać swoje miejsce w szeregu i niedopuszczalne jest aby czynił
                    (a) jakieś kroki w kierunku zniszczenia małżeństwa rodzica, czy wzbudzania
                    zazdrości.
                    • kicia031 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 12:34
                      erlich3 napisała:

                      >

                      > W rodzinach z pasierbami jest to bardzo trudne, bo wchodzi w grę element
                      > niezdrowej rywalizacji, której w zwykłej rodzinie nie ma. Ale i tak pasierb
                      czy
                      >
                      > pasierbica musi znać swoje miejsce w szeregu i niedopuszczalne jest aby czynił
                      > (a) jakieś kroki w kierunku zniszczenia małżeństwa rodzica, czy wzbudzania
                      > zazdrości.

                      Ale mow za siebie. To ze u ciebie tak jest, to nie znaczy, ze tak jest w kazdej
                      rodzinie. To, ze ty odczuwasz potrzebe, rzeczywiscie bardzo niezdrowej,
                      rywalizacji z corka meza to nie znaczy, ze kazdy odczuwa taka potrzebe.
                      To ze twoj maz nie potrafi ci dac poczucia, ze jestes dla niego wazna i musisz
                      sie w tym utwierdzac rywalizujac z jego corka, to wasz partykularny problem.

                      To ze ty uwazasz meza za wazniejszego niz twoje wlasne dziecko i ze twoj syn
                      ma ma taki brak poczucia bezpieczenstwa, ze czuje sie zmuszony pelnic role
                      mediatora meidzy doroslymi to dla mnie jest nienormalne, ale najwyrazniej ja
                      mam inne standardy i inne poczucie odpowiedzialnosci za osobe ktora powolalam
                      na swiat swoja decyzja...
                      • derena33 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 13:14
                        Droga erlich, chyba nie dorastalas w zwyklej rodzinie?
                        o ja dorastalam w zwyklej pelnej kochajacej sie rodzinie i wierz mi moja droga,
                        ze nawet w takiej rodzinie, jest taki okres w zyciu malej dziewczynki ze jest
                        zazdrosna o ojca, a nawet deklaruje sie ze chcialaby wyjsc za niego za maz.
                        Tylko jest jedna roznica, matka traktuje to normalnie, natomiast macocha zaraz
                        staje do rywalizacji z corka swojego partnera podejrzewajac dziecko o
                        przemyslane zle intencje.
                        No coz zapewne kazdy sadzi wedlug siebie.
                    • tautolog Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 14:26
                      Mam do Ciebie serdeczną prośbę, pisz proszę, "że wydaje Ci się", "według
                      Ciebie", "myślę żę" bo w przeciwnym wypadku czytający może odnieść wrażenie, że
                      chore prawdy ( według mnie ) które tu prezentujesz to aksjomaty.

                      "Dziecko nigdy nie będzie ważniejsze niż mąż, partner" szczerze podziwiam.
                      • pelagaa Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 14:40
                        > "Dziecko nigdy nie będzie ważniejsze niż mąż, partner" szczerze podziwiam.

                        Ja raczej wspolczuje dziecku, ze zostalo zepchniete na drugi plan przez
                        jakiegos obcego mu faceta. Nie sadze, aby zadzialalo to dobrze na dziecieca
                        psychike. Ojciec pewnie dziecko porzucil, a matka wychowuje z musu, choc
                        najwazniejszy jest nowy facet.
                • chalsia Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 15:29
                  > kicia, jasne że dla wielu osób tak jest. Ale tak nie powinno być

                  a czemuż to ???
                  Bo TY tak twierdzisz??
                  A jakim to jestes autorytetem w tej sprawie?
                  No coż, osoba z problemem chorobliwej zazdrości wobec pasierbicy zapewne nie
                  może mieć po prostu innego zdania.

                  Chalsia
                  • zamia35 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 16:15
                    Ja uważam, że partner to partner a dziecko to dziecko. Oboje kocha się inną
                    miłością i obdarza inaczej. Może głupio to brzmi, że partner jest ważniejszy,
                    ale rozumiem, co erlich miała na myśli. Zgadzam się, że dziecko wychowujemy dla
                    świata, ono odchodzi a my zostajemy z partnerami. Jeśli całą swoją uwagę skupia
                    się na dziecku to po jego odejściu pozostaje pustka, której nie można niczym
                    wypełnić, bo przez lata skupiania się na dziecku zgubiło się nagle dobry
                    kontakt z partnerem. Dziecko nie zostanie z rodzicem, nie poświęci swego życia
                    dla matki czy ojca, by stać wiernie przy nim do śmierci. We wszystkim potrzebny
                    jest umiar i rozsądek.

                    Mój pięcioletni synek też mówi, że się ze mną ożeni, ale nie ma w nim zazdrości
                    o mojego partnera (nie ojca dziecka). Synek lubi, gdy między nami jest dobrze,
                    bo czuje się wtedy bezpiecznie i nigdy nie robił nic, by nas skłócić.
                    Pasierbice często (nie zawsze) pewne rzeczy robią wyraźnie w celu zamieszania
                    między ojcem a jego partnerką. Na to godzić się nie można. Nie sądzę, by moje
                    dziecko w wieku 12 lat też mówiło, że ożeni się ze mną. Wtedy będzie rozumiało,
                    o co chodzi i że matka to matka, a nie żona.
                    Tolerowanie nachalnego wieszania się dwunastolatki na szyi ojca i kokietowania
                    go to wprowadzanie dziewczynki w rolę partnerki, a to jest chore dla ojca, dla
                    macochy, a szczególnie dla dziecka.

                    Nie generalizuję, ale są takie dziewczynki, które kokietują tatusia i chcą
                    zrobić na nim wrażenie nie jako dzieci, ale małe kobietki. Uważam, że to jest
                    niewłaściwe i trzeba nad tym zapanować.
                    • erlich3 do Chalsi 15.05.07, 16:33
                      Chalsia czy ty jesteś macochą? Bo jeśli tak, to ja współczuję zarówno twoim
                      pasierbom jak i partnerowi. Nie będę owijać w bawełnę-tak zawistną i złośliwą
                      jędzę rzadko w życiu się spotyka. Wyglądasz mi bardziej na SM ,taką którą
                      facet kopnął w tyłek bo juz miał jej dość.Na miejscu pasierbicy juz bardziej
                      wolałabym mieć u boku zazdrosną macochę niż takie wiecznie plujące jadem babsko.
                      • kicia031 Re: do Chalsi 15.05.07, 16:49
                        Nie będę owijać w bawełnę-tak zawistną i złośliwą
                        > jędzę rzadko w życiu się spotyka. Wyglądasz mi bardziej na SM ,taką którą
                        > facet kopnął w tyłek bo juz miał jej dość.Na miejscu pasierbicy juz bardziej
                        > wolałabym mieć u boku zazdrosną macochę niż takie wiecznie plujące jadem
                        babsko
                        > .


                        no tak - z braku argumentow siegamy po inwektywy. zalosne.
                      • tautolog Re: do erlich 15.05.07, 16:51
                        Nie wiem czy Chalsia jest macochą czy sm, ale myślę, że drogiej pani albo się
                        zdrowo w główce popier.... albo nerwy puszczają.
                      • chalsia Re: do Chalsi 15.05.07, 17:33
                        to ja wolę jednak "pluć jadem" na zachowania, których nie akceptuję, niż
                        zachodzić w ciążę po to, by partner z tego powodu miał mniej kochać swoje
                        dziecko z poprzedniego związku.
                        Chalsia
                      • chalsia Re: do Chalsi 15.05.07, 18:16
                        > Wyglądasz mi bardziej na SM ,taką którą
                        > facet kopnął w tyłek bo juz miał jej dość.

                        hi hi hi, pomógł mu w tym damski katalizatorek.
                        A na poważnie - niewątpliwie prawdą jest, że nie byliśmy dla siebie
                        odpowiednimi partnerami.
                        Chalsia
                      • natasza39 Re: do Chalsi 16.05.07, 02:01
                        erlich3 napisała:

                        > Chalsia czy ty jesteś macochą? Bo jeśli tak, to ja współczuję zarówno twoim
                        > pasierbom jak i partnerowi. Nie będę owijać w bawełnę-tak zawistną i złośliwą
                        > jędzę rzadko w życiu się spotyka. Wyglądasz mi bardziej na SM ,taką którą
                        > facet kopnął w tyłek bo juz miał jej dość.Na miejscu pasierbicy juz bardziej
                        > wolałabym mieć u boku zazdrosną macochę niż takie wiecznie plujące jadem babsko

                        Z forum znam chalsie ponad 3 lata i ostatnia rzecza która bym o niej
                        powiedziała, to to, ze jest jest cyt. "zawistną i złośliwą
                        > jędzę (którą) rzadko w życiu się spotyka".
                        Znam wiele forumowych jędz, ale chalsia?, śmiechu wartesmile
                        Pewnie dlatego, ze się z toba nie zgadza.


                        Ps. Mnie akurat ex nie kopnął w tyłek, tylko on "kopnął w kalendarz", a tez
                        uważam, że twoje poglądy są chore.
                  • zamia35 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 16:20
                    Zwracam Wam uwagę na wypowiedź dd5. Ona pisała jako matka, która widzi pewne
                    cechy i zachowania we własnej córce. Może dlatego widzi, że nie gapi się we
                    własne geny i własną krew jak kość w gnat, ale patrzy, rozumie i wyciąga
                    wnioski. Przez to będzie miała wpływ na zachowanie dziecka. To jest mądra
                    miłość rodzicielska. Miłość do dziecka jak najbardziej nie może być ślepa, nie
                    wspominając już o odmianie miłości określanej "tatuś ZAKOCHANY w córeczce".

                    dd5
                    jestem pod wrażeniem.
            • joanna9969 Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 18:08
              Mysle ze erlich troche zle sie tu wyrazila i
              stad ta cala nagonka na nia relacje rodzice-dziecko a
              partner - partnerka to so dwa zupelnie inne swiaty
              ktore nie powinny sie mieszac .
              Tak jak nieprawidlowe jest to ze partner wchodzi pomiedzy
              rodzica i dziecko tak samo karygodne jest kiedy dziecko
              wchodzi pomiedzy partnerow ktorzy maja prawo do utrzymania
              prywatnosci i wyjatkowosci swojego zwiazku.
              W pelnej rodzinie gdzie jest mama i tata jest to jakos
              naturalne, w rodzinach laczonych trzeba nad tym popracowac.
              Ja musze przyznac ze urodzenie dziecka naprawde otworzylo
              mi oczy na wiele spraw .
              Nawet bycie na tym forum pomaga mi wciaz sie uczyc i uswiadamiac
              sobie pewne sprawy.
              • chalsia Re: no rywalka dla macochy 15.05.07, 18:14
                Tobie tak.

                Natomiast Erlich nie dopuszcza innych punktów widzenia - tak wynika z tego co
                pisze. Tym bardziej, ze jednym z argumentów za "wyższością" uczucia do
                partnera/ki był fakt opieki na starość.
                Ja mam wrażenie, że Erlich właśnie nie pojmuje tego, że relacje rodzice-dziecko
                są inne niż między partnerami (nie ważne czy są razem rodzicami dziecka, czy
                nie).
                Chalsia
            • natasza39 Re: no rywalka dla macochy 16.05.07, 01:24
              erlich3 napisała:

              >12-letnia dziewczyna to
              > jeszcze oczywiście nie dorosła kobieta, ale już nie 5-latka i doskonale rozumie
              >
              > że chce macosze zagrać na nosie

              I tu masz rację!
              Wie dziewczyna jak "zagrać na nosie" głupiej macosze.
              Gdyby ją (macochę) to nie ruszało, to pewnie by tego nie robiła.
              Ale że ją "rusza", to tym bardziej przednia zabawa.
              Monza się do własnego ojca poprzytulać, a przy okazji zazdrosnej i
              niedowartościowanej babie zagrać na nosie.
              Przednia zabawa!

              >Jeśli chodzi o chierarchię ważności to jeśli dziecko
              > a nie mąż, czy żona (i obojętnie czy pasierb czy własne dziecko) zajmie 1
              > miejsce w życiu rodzica związek między dwojgiem ludzi bardzo na tym ucierpi.

              To partner czy partnerka ma zapewnić takie bezpieczeństwo i pewność związku, ze
              żadne pasierby, mamuśki, bracia i siostry nie powinni zwiazkowi zagrażać.
              A pewność ta nie polega na tym, ze odseparowywaniu sie partnera od pasierbów
              mamusiek i sióstr, tylko na tym, że partner za każdym razem, o każdej godzinie
              daje "sygnał" ze pomimo tego, że na świecie poza partnerem istnieją kochane
              dzieci, kochane mamusie i kochane siostry, to jednak on (ten partner) jest
              najbardziej kochany.
              Ja wiem, że to trudne i można być zazdrosnym nawet o cały świat, ale ani z
              matka, ani z pasierbem ani z siostra nie da sie "walczyć", trzeba być po prostu
              tym najważniejszym. Chowanie pod spódnicę lubego jest żałosne, bo on wtedy nie
              ma alternatywy.
              Najmilej być dlatego, ze partner chce a nie dla tego, że nikt inny oprócz nas mu
              nie pozostał.



    • derena33 Re: Lolitka 15.05.07, 19:29
      Wlasciwie to nie mialam sie juz tu odzywac w tym watku gdzie kobiety dorosle o
      plugawych myslach, plugawia uczucia i okazywanie tych uczuc ojcom przez
      dziewczynki ich corki.

      Coz zlego jest w tym ze 12letnia dziewczynka usiadzie swojemu tacie na kolana i
      go pocaluje? Czy tez lasi sie do niego jak to zostalo tutaj nazwane?
      Moze po prostu za nim tesknila caly czas gdy go nie widziala? Czy naprawde tak
      trudno to zrozumiec?
      Nie, to jest nie do pojecia przez niektore panie, widocznie wychowywane przez
      rodzicow, ktorzy nie okazywali im uczuc, a gesty czulosci w tych rodzinach byly
      odczytywane jako zaproszenie do seksu. Inaczej trudno zrozumiec takie
      podejscie. Coz kazdy sadzi wedlug siebie.

      Nie przyszloby mi nigdy do glowy nazwac corke mojego partnera lolitka, czy
      raczej lolita ( bo jest juz calkiem dorosla) gdy glaszcze swojego ojca po
      glowie i caluje go bo taka ma potrzebe. Robi to przy mnie, a mnie jest milo, ze
      go kocha i nie boi sie okazywania uczuc, widocznie rodzice wychowali ja bez
      leku, ze jej zachowania moga byc zinterpretowane jako niewlasciwe.
      Ja tez mojego starego tatusia moge pocalowac i przytulic a moja mama patrzy na
      to z rozrzewnieniem do glowy nikt nawet nie pomysli o jakiejs dwuznacznosci.

      Zastanowcie sie kobiety, czy wy jestescie zdrowe psychicznie, czy wam
      przypadkiem podejrzliwosc i zazdrosc o partnera nie uderza na mozg?
    • sar36 Re: Lolitka 15.05.07, 20:44
      Dżizas... Przejrzałem posty b. pobieżnie... Przecież to jego córka!
      Objawz zazdrości o nowe dziecko i tyle. Czym tu się nakręcać?
    • kai_30 W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 08:46
      Podobny temat pojawił się niedawno na innym forum (tam nie ma macoch tongue_out) i też
      się zastanawiałyśmy, jak to jest z miłością do dziecka i miłością do partnera.

      W "normalnych" rodzinach jest łatwiej - dzieci są wspólne, nie ma raczej
      elementu zazdrości (poza normalnymi na pewnych etapach rozwoju tekstami typu
      "ożenię się z mamusią") i jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że trzeba
      wybierać, wartościować, zastanawiać się, czy ważniejszy partner, czy dziecko.

      Tutaj zazwyczaj mamy dwa fronty - samodzielne mamy uważają, że dziecko jest
      najważniejsze, a partner, no cóż - dziś jest, jutro go nie ma, natomiast macochy
      wręcz przeciwnie - i nie ma co się dziwić, w końcu to nie ich dzieci.

      Tym niemniej wniosek ogólny jest taki sam, niezaleznie od rodzaju rodziny - dla
      każdego zdrowego emocjonalnie rodzica jego dziecko jest "najważniejsze" do
      pewnego momentu. Owszem, dzieci wychowuje się dla świata, nie dla siebie, ale
      żeby je dobrze wychować, niezbędne jest im poczucie bezpieczeństwa i pewność, że
      mama/tata je kocha. Jeśli ta hierarchia jest odwrotna, to mamy do czynienia z
      patologią różnego rodzaju - albo matka pozwala, żeby konkubent katował jej
      dziecko, albo ojciec "rozwodzi się" z własnymi dziećmi, albo po prostu dzieci
      rosną w poczuciu, że są gówno warte.

      Z czasem ta hierarchia się zmienia - dzieci rosną, usamodzielniają się,
      niezdrowe byłoby życie ich życiem i poświęcanie się dla nich. Ale póki są małe,
      wymagają miłości.

      Mam wrażenie, że macochom często trudno to zaakceptować, bo a) same są
      niedojrzałe emocjonalnie i chciałyby być kochane bezwarunkowo i bez zastrzeżeń,
      a w dzieciach widzą rywali, b) nie mogą pogodzić się z przeszłością chłopa - bo
      skoro ma dzieci, to znaczy, że kiedyś kochał inną i z nią chciał budować życie.
      A zdrowy emocjonalnie człowiek bez problemu pogodzi miłość do dziecka z miłością
      do partnera/partnerki - bo to rzeczywiście zupełnie inna miłość jest. Domaganie
      się od partnera wyboru "albo dzieci, albo ja" jest chamskie i nieludzkie. Nie
      wiem, dlaczego uznaje się, że mężczyzna zawsze wybierze kobietę w takiej
      sytuacji. Jeśli facet rzeczywiście kocha swoje dziecko, to można się na takim
      założeniu przejechać. Czy normalna kobieta wybrałaby faceta, a dzieci oddała do
      domu dziecka? Normalny facet też nie powinien.
      • erlich3 Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 09:57
        kto tu napisał, że skoro miłość do małżonka jest na 1 miejscu to znaczy że
        dzieci się nie kocha, lub tez , co gorsza, ojczym może jej katować itd.??? To
        jakieś zupełne nieporozumienie.Partner jest kochany i jest na 1 miejscu i
        dzieci też są kochane, ale nie przedkładane non stop nad miłośc do parnera. To
        my dorośli ludzie tworzymy relacje między sobą, kochamy dzieci a dzieci czerpią
        z naszej miłości. No bo sorry, ale jeśli macocha pisze (przykład z forum), że
        parner powtarza jej co jakiś czas, że córka zawsze będzie dla niego
        najważniejsza to jest po prostu chore.Zresztą o pierwszeństwie miłości do
        małżonka nad miłością do dzieci pisze papież Jan Paweł II w "Familiaris
        Consorcjum" i mówią o tym na każdych naukach przedmałżeńskich w kościele. A
        chyba papieżowi nie chodziło o to,żeby przyzwalać na katowanie pasierbów. Po
        prostu jeśli miłość do dziecka będziemy przedkładać ponad miłość do partera,
        związek może tego nie przetrwać, rozsypać się a na tym właśnie najbardziej
        ucierpią dzieci.
        • kicia031 Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 10:12
          Ach to wszystko sie wyjasnilo - to co glosisz to element katoideologii.
          Wezcie sie za raczke z Mongołda, alleluja i do przodu
        • natasza39 Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 10:41
          erlich3 napisała:
          >Zresztą o pierwszeństwie miłości do
          > małżonka nad miłością do dzieci pisze papież Jan Paweł II w "Familiaris
          > Consorcjum"

          Papież to dopiero "zboczeniec" był, ten się stadami "lolitek" otaczał na
          róznych rodzaju zlotach modzieży.

        • dyderko Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 10:49
          Coś w tym jest, ja wprawdzie jak Kicia nie lubię jak miesza się ideologię z
          życiem ale... Czy zauważyłyście ile małżeństw się rozpada bo młode mamy
          odsuwają od siebie mężów uważając że dzieci są najważniejsze? Latami traktują
          mężów jako maszynki do produkcji pieniędzy którym niepotrzebna czułość,
          sympatia, poczucie bezpieczeństwa; poświęcają im za mało czasu i uwagi bo
          dziecko jest najważniejsze. Czasami związek jest w stanie to przetrwać, czasami
          nie. A przecież nie po to się wiążemy ze sobą by czuć się mniej ważnym,
          pomijanym, niepotrzebnym w życiu swojego partnera. Człowiek winien tak dzielić
          swój czas i uwagę by nikt w jego otoczeniu nie czuł się zaniedbany.
          Jeśli nasza dojrzałość jest wystarczająca to nie ma potrzeby zastanawiać się
          kto jest ważniejszy czy dziecko czy partner, i jedno i drugie są niezbędne by
          czuć się szczęśliwym, spełnionym, bezpiecznym...
          • kicia031 Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 11:09
            Czy zauważyłyście ile małżeństw się rozpada bo młode mamy
            > odsuwają od siebie mężów uważając że dzieci są najważniejsze?


            No szczerze mowiac ja zauwacylam, ze duzo wiecej malzenstw rozpada sie daltego,
            bo rozpieszczony gowniarski malzonej nie jest w stanie zniesc tego, ze przestal
            byc jedynym waznym w zyciu swojej zony i na sile probuje rywalizowac z
            dzieckiem. Nie zajmuje sie nim w ogole (bo to rywal i wrog) jednoczesnie majac
            pretensje do padajacej na pysk zony, ze nie zmienia mu pampersow wink)

            Dla mnie milos to nie patrzenie na siebie, tylko wspolne p[atrzenie w te sama
            strone. Jesli wiecznie oczekujemy bycia w centrum zainteresowania partnera,
            oczekujemy robienia rzeczy dla nas, zamiast robienia ich razem, to do
            malzenstwa nie doroslismy.
            Amen
            • dyderko Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 14:42
              Masz rację Kiciu, tak też się zdarza... Na świecie jest i wiele kobiet które
              jak mają dziecko to przestają zauważać we własnym facecie partnera, kochanka i
              ojca tego dziecka, i wielu mężczyzn którym się wydaje że związek zawsze będzie
              zabawą w dogadzanie panu i władcy. Trzeba znaleźć złoty środek. Tak jak matka
              winna dbać o dziecko tak by było szczęśliwe, nie zapominając o tym że obok jest
              mężczyzna który potrzebuje i ciepła, czułości i zainteresowania, tak samo
              mężczyzna winien dać to samo i partnerce i dziecku. Patrzenie w jednym kierunku
              nie wyklucza tego że się zauważa siedzącego obok towarzysza podróży (i nic nie
              stoi na przeszkodzie by od czasu do czasu zapytać go czy ma jakieś sugestie na
              temat wspólnej drogi, przytulić się do niego, czy zapytać czy świat odbiera tak
              samo jak my).

              Tak na marginesie, to Ty strasznie zraniona chyba jesteś...
              • kicia031 Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 09:35
                > Tak na marginesie, to Ty strasznie zraniona chyba jesteś...
                >
                dzieki za domorosla analize wink)
                Tak, w wielu dziedzinach, ale akurat nie w tej. Po prostu sa pewne rzczy ktore
                mnie podkrecaja i to jedna z nich. Wiekszosc tych rzeczy dotyczy noerownosci
                miedzy mezczyznami i koboietami w wiekszosci dziedzin zycia.
          • kai_30 Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 11:11
            dyderko - ależ oczywiście, że o miłość trzeba dbać. O partnerską szczególnie.

            W powyższym poście nie chodziło mi wcale o to, żeby odsuwać partnera na dalszy
            plan, czy też go zaniedbywać. Raczej o to, że partner nie ma prawa wymagać, żeby
            odsuwano na dalszy plan dziecko. Czyli dokładnie tak, jak piszesz: "Człowiek
            winien tak dzielić
            > swój czas i uwagę by nikt w jego otoczeniu nie czuł się zaniedbany." Nie wiem,
            dlaczego macochy zakładają, że ojciec powinien olać całkowicie lub częściowo
            własne dzieci.

            Wydaje mi się, że naturalny sposób dziecko jest bezwględnie najważniejsze
            krótko po urodzeniu. Wtedy partner schodzi na dalszy plan - siłą rzeczy.
            Noworodek wymaga opieki 24 na dobę, trudno byłoby jeszcze skakać wokół męża. Z
            tym, że w pełnych rodzinach to jest niejako naturalne - w końcu partner jest też
            ojcem dziecka, więc "dokłada" się opiekuńczo, i sam rezygnuje (a przynajmniej
            powinien) z części własnych potrzeb. Potem stopniowo ta "bezwzględna
            najważniejszość" dziecka maleje, w miarę jak rośnie i się usamodzielnia.

            Gdy takie poświęcenie całej swojej energii dziecku i tylko dziecku trwa latami,
            robi się już niedobrze. Ale przecież nie o tym rozmawiamy w tym topiku! Tutaj
            jest mowa o ojcach, którzy widują się z dziećmi najwyżej kilka razy w tygodniu.
            Trudno zatem ich porównywać do matek karmiących, trzymających niemowlę przy
            piersi przez całą dobę.

            > Jeśli nasza dojrzałość jest wystarczająca to nie ma potrzeby zastanawiać się
            > kto jest ważniejszy czy dziecko czy partner, i jedno i drugie są niezbędne by
            > czuć się szczęśliwym, spełnionym, bezpiecznym...
            >

            O, to to to.
            • dyderko Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 15:10
              Kai, tylko niektóre macochy zakładają że ojciec powinien olać swe dzieci.
              Czasami jest tak ze oczekiwania matki wobec zajmowania się dzieckiem
              przekraczają zdolność przystosowania się macochy (jeśli matka ciągle, bez
              jakichkolwiek uzgodnień, zmienia plany nie pozwalając nowej rodzinie na
              planowanie czegokolwiek), albo dziecko (czy samo czy z podpuszczenia matki,
              choć czasem innych członków rodziny) traktuje macochę tak że kontakt z nim jest
              dla niej bardzo przykry, albo ojciec nie umie zachować zdrowego rozsądku
              dzieląc czas, energię i emocje między nową partnerką a swoim dzieckiem... Gdy
              wyłączymy te przypadki dopiero zostaje ta grupa (często najgłośniej
              krzyczących) macoch zazdrosnych o męża, o jego przeszłość i o to co już jej
              nigdy dane nie będzie (np. nie urodzi mu pierworodnego) albo po prostu
              niepewnych jego uczuć czy własnej wartości.

              Co do odsuwania ojca od życia rodziny to ja miałam na myśli nie sytuację gdy
              partner przestaje być w centrum zainteresowania (bo to jest konieczność gdy
              jest dziecko) ale sytuacje gdy od ojca się odsuwa jego kobieta, równocześnie
              odsuwając go od dziecka („nie rusz, bo nie umiesz”, nie rusz bo mu krzywdę
              zrobisz, „nie idź do niego bo śpi”, „sama go nakarmię bo Ty to źle zrobisz”wink.
              Po kilku latach okazuje się że więź z matką zanikła a więź z dzieckiem nie
              miała szans się nawiązać. Potem taka matka, jeśli ojciec dzieci odejdzie (mówię
              o kilku znanych mi przypadkach, nie o wszystkich na świecie) miota się pomiędzy
              żądaniem całkowitego zainteresowania ojca dzieckiem a zabranianiem ojcu
              kontaktów z dzieckiem. A najchętniej neguje jakąkolwiek rolę i wagę nowej
              partnerki ojca w jego życiu bo przecież ma dziecko i dla niego ma obowiązek,
              tak jak ona to zrobiła, wszystko poświęcić (związki są i mijają a dziecko
              pozostanie).
              • anqouleme Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 17:21
                dyderko napisała:
                >
                > Co do odsuwania ojca od życia rodziny to ja miałam na myśli nie sytuację gdy
                > partner przestaje być w centrum zainteresowania (bo to jest konieczność gdy
                > jest dziecko)


                Jak czytam tego typu wypowiedzi, to nasuwa mi sie skojarzenie,że wychodząc za
                mąż kobieta bierze sobie dorosłe dziecko, wymagające nieustającej troski i
                opieki a nie dojrzałego, samodzielnego osobnika.
                • dyderko Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 09:03
                  Tak Anqouleme, bierzesz sobie dziecko, to które jest w facecie jakiego
                  pokochałaś. Tak jak on żeni się z tą małą dziewczynką, która ma fochy i czasami
                  bez powodu płacze. To że człowiek jest dorosły, dojrzały i samodzielny nie
                  oznacza że przestał potrzebować czyjejś czułości, zainteresowania, ciepła. A
                  jeśli ktoś udaje że mu jest to niepotrzebne to znaczy że został w życiu
                  zraniony bardziej niż inni i boi się to pokazać.
                  • anqouleme Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 09:21
                    Dyderko,jak rozumiem twój facet jest w centrum twego zainteresowania.
                    Gratuluję.
                    Ale skoro jest w centrum to Ty musisz być z boku, a taki rozkład pozycji w
                    związku nie jest zdrowy ani partnerski.
                    Ja nie traktuje mego partnera jak dziecko ani jak osobe która musi być w
                    centrum mego zainteresowania. Od tego miał mamusie jak był dzieckiem.
                    Ale ja wybrałam dorosłego i dojrzałego osobnika, który nie domaga się
                    piedestału i miejsca na świeczniku.
                    Jeszcze raz gratuluje Dyderko priorytetów zyciowych,każdy facet z Tobą wciąż
                    bedze mógł być dzieckiem a ty jego mamusiąsmile
                    • dyderko Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 10:25
                      Za bardzo upraszczasz, Anqouleme. Wybacz truizm ale życie nie jest tylko czarne
                      ani tylko białe. Nie upraszczaj go więc do sytuacji że kobieta musi być albo z
                      rozpieszczonym, wymagającym ciągłej uwagi dzieckiem albo dorosłym dojrzałym nie
                      pozwalającym sobie na żadną słabość gierojem.
                      Mój facet nie jest w centrum mojego zainteresowania. Mam jeszcze swoją rodzinę,
                      kilku przyjaciół, pracę, zainteresowania, pasje. Dzielę swój czas i uwagę tak
                      by wszystko na co mam ochotę móc przeżyć. Ale mój facet jest wystarczająco
                      blisko tego centrum by nie czuł się dodatkiem do mojego życia.
                      On ma poza mną dzieci, rodzinę (wyliczam ich osobno od dzieci bo to jednak
                      odrębna sprawa), przyjaciół, pasję, pracę. Też tak dzieli swój czas i uwagę by
                      niczego nie stracić i wszystkim poświęcić wystarczające zainteresowanie i
                      uwagę. Jestem szczęśliwa, zadowolona i spełniona bo mam go dokładnie tyle ile
                      potrzebuję.
                      Natomiast w każdym z nas (a przynajmniej w nas dwojgu) czasami budzi się małe
                      dziecko które potrzebuje dodatkowej opieki czy większej uwagi. Oboje wiemy że
                      gdy taki moment nastąpi to możemy powiedzieć partnerowi „potrzebuję Cię” i on
                      rzuci wszystko inne by wesprzeć ukochaną osobę.

                      A tak w ogóle to przeczytaj uważnie naszą rozmowę. Ja właśnie piszę że nie
                      chodzi mi o sytuację przesuwania centrum uwagi kobiety z jej mężczyzny (chyba
                      słowa „nie” nie doczytałaś), nigdy nie twierdziłam że dobrze jest gdy on tym
                      centrum jest. Natomiast potem polemizuję z Twoim twierdzeniem że w dorosłym
                      mężczyźnie nie ma prawa być ani odrobiny dziecka, bo ja uważam że ta odrobina
                      powinna w nim właśnie pozostać i po to by jego romantyzm nie umarł i po to by
                      on sam nie zwariował.
                      • anqouleme Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 12:50
                        Dyderko,dziekuje Ci bardzo za streszczenie mi twego zycia i otoczenia.
                        Co do uproszczeń-to ty podzieliłaś moja wypowiedz na dwa światy albo
                        rozpieszczony samiec albo gieroj.
                        Określenie gieroj bardzo mi sie podobasmile

                        Powiem krótko i możliwie jak najprościej: znam i facetów wymagających od swojej
                        partnerki 100% uwagi ciągle niedojrzałych jak i tzw gierojów.Znam też mnóstwo
                        dojrzałych facetów,bez syndromu Piotrusia Pana. Dla których związek to
                        równowaga dawania i brania.

                        Natomiast nie podoba mi sie gdy kobiety udzielają sobie rad w stylu,że kiedy
                        pojawia się dziecko nalezy dbać o partnera aby nie poczuł sie odsuniety.
                        Czyli ustawiamy naszego dojrzałego partnera w pozycji rywala w stosunku do
                        dziecka.
                        I nagle o to kobieta,która pada na pysk po nieprzespanych nocach,zmianie
                        pieluch,pracy zawodowej musi jeszcze zadbać o potrzeby partnera bo ten moze sie
                        poczuc zaniedbany.
                        W takiej sytuacji zaniedbane może się czuc tylko starsze rodzeństwo.Dojrzały
                        partner własnie w tym momencie daje nie bierze.
                        I chyba to rozumiesz,.
                        • dyderko Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 13:16
                          Czyżbym nie miała prawa sprostować Twojego błędnego wyobrażenia o mnie? Jeśli
                          zrobiłam Ci przykrość to przepraszam.
                          Ja dawałam radę taką jaką dawałam bo wiem że jest ona istotna, uwierz mi wiem.
                          Zbyt dużo widziałam sypiących się małżeństw z tego powodu że ta padająca na
                          pysk kobieta nie pozwalała mężowi sobie pomóc, zasypiała na stojąco ale
                          odpychała go od dziecka, i od siebie w efekcie też. Na każdą propozycję pomocy
                          reagowała tylko żądaniem „nie przeszkadzaj”. Tego właśnie wiele małżeństw nie
                          jest w stanie przetrwać. Nawet jeśli mężczyzna wyrósł już z pieluch całkowicie.
                          A tak właściwie to nie wiem jakim cudem polemizujemy. Ja ten sąd wygłosiłam na
                          samym wstępie w tekście do którego się odniosłaś. No chyba że nie uważasz że
                          matka ma prawo lub obowiązek zawłaszczyć wszelkie obowiązki wobec dziecka,
                          odsuwając jego ojca całkowicie, zamęczając się psychicznie i fizycznie. A ten
                          mężczyzna ma to mężnie przetrwać hibernując swe uczucia do kobiety na czas
                          nieokreślony i czekając na bliższe kontakty z dzieckiem do czasu kiedy będzie
                          mógł z nim np. kopać piłę.

                          A tak przy okazji to ja nie chciałabym gieroja, wolę człowieka.
                          • anqouleme Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 13:59
                            dyderko napisała:

                            > Czyżbym nie miała prawa sprostować Twojego błędnego wyobrażenia o mnie? Jeśli
                            > zrobiłam Ci przykrość to przepraszam.

                            Moja drogasmile nie musiałas prostować żadnego mego wyobrażenia o tobie.
                            A co do przykrości-no cóż jestem gruboskórna musiałabyś postarać się mocniej
                            aby mnie dotknąć.

                            > Zbyt dużo widziałam sypiących się małżeństw z tego powodu że ta padająca na
                            > pysk kobieta nie pozwalała mężowi sobie pomóc, zasypiała na stojąco ale
                            > odpychała go od dziecka, i od siebie w efekcie też. Na każdą propozycję
                            pomocy
                            > reagowała tylko żądaniem „nie przeszkadzaj”. Tego właśnie wiele mał
                            > żeństw nie
                            > jest w stanie przetrwać. Nawet jeśli mężczyzna wyrósł już z pieluch
                            całkowicie.

                            Można widzieć dużo rozpadających się małżeństw i gówno wiedziec aby udzielac
                            rad.
                            Wie się tyle ile sie przezyje. Obserwacja z doskoku nie jest miarodajna do
                            wydawania jakichkolwiek opinii,rad lub generalizowania.

                            > A tak właściwie to nie wiem jakim cudem polemizujemy.

                            Hmm... nie wiem ale sprawia mi to przyjemność (tu ukłon w twoja strone)
                            • dyderko Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 14:17
                              Wiesz... chyba więc powinnyśmy założyć osobny topic pt np. "Anqouleme przeciwko
                              Dyderko w sprawie nie ważne jakiej", co?
                              Dzięki za miłą pogwarkę, przy każdej możliwej okazji będę do Twych usług (tu
                              głęboki dyg)
                          • chalsia Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 15:00
                            > Zbyt dużo widziałam sypiących się małżeństw z tego powodu że ta padająca na
                            > pysk kobieta nie pozwalała mężowi sobie pomóc, zasypiała na stojąco ale
                            > odpychała go od dziecka, i od siebie w efekcie też. Na każdą propozycję
                            pomocy
                            > reagowała tylko żądaniem „nie przeszkadzaj”. Tego właśnie wiele mał
                            > żeństw nie
                            > jest w stanie przetrwać.

                            jest również "model odwrotny" (tez częsty) niż powyższy czyli rozsypujące się
                            małżeństwo, gdy kobieta - młoda matka wprost prosi o pomoc swojego męża i
                            dooopa (w stylu "nie będę w nocy wstawał do dziecka bo JA IDĘ RANO DO PRACY").
                            A nawet jeśli jest pomoc, to okraszona wielkimi pretensjami w stylu "jak to
                            cały dzień w domu z dzieckiem siedzisz i nie miałaś czasu na ..... (tu wstawić
                            cokolwiek)".
                            Chalsia
                            • dyderko Re: W kwestii hierarchii uczuć 17.05.07, 15:25
                              Nie rozumiem co chcesz mi przekazać. Że ja się mylę? Nie, nie wmówisz mi że się
                              mylę, a ja nigdzie nie piszę że opisuję wszystkie związkii. Czy tylko wygadać
                              się o tym co Tobie samej na wątrobie leży? Jeśli tak to nie ma sprawy, pisz
                              sobie aż Ci ulży.
                              • kicia031 Dyderko 17.05.07, 15:36
                                czy ty masz dzieci?
                                Bo to wszystko co piszesz to mi brzmi jak wypowiedzi teoretyka.
                                Problem w tym, ze jak sie nie ma ani wlasnych doswiadczen (praktyka) ani
                                dostepu do miarodajnych wynikow badan naukowych (teoria) to wychodza czasami
                                mniejsze lub wieksze brednie...
                                • kicia031 Re: Dyderko 17.05.07, 15:37
                                  I jeszcze jedno. Kochasz misia i to super jest. Ale to nie znaczy, ze trzeba
                                  misiowi zaraz we wszystko wierzyc...
                                  • dyderko Re: Dyderko 17.05.07, 15:59
                                    Tak jestem teoretyk, dlatego siedząc obok ale blisko mogę widzieć to czego
                                    matka nie widzi a ojciec często sobie nie uświadamia. No ale niektórzy wolą
                                    powiedzieć że tyle wiem co zjem niż przyjąć coś od kogoś kto nie mówi im tego
                                    co chcą usłyszeć. Ja ani nie robiłam osobistych wycieczek ani do Ciebie ani do
                                    Chalsi, a tu wielki raban. Teraz to prosi się zapytać „czy to na zasadzie uderz
                                    w stół a nożyce się odezwą?”
                                    A miś nie ma tu nic do rzeczy, akurat nie mówię na podstawie życia misia. Ale
                                    pewnie Ty wiesz lepiej.
                                    • kicia031 Re: Dyderko 17.05.07, 16:09
                                      No do mnie to przepraszam bardzo robilas osobiste wycieczki. Ale nie w tym
                                      rzecz - rzecz w tym ze ja bardzo cenie, kiedy ktos sie dzieli osobistymi
                                      przezyciami, uwazam to za wielki dar, choc czesto to rzucanie perel przez
                                      wieprze. Cenie tez, jesli ktos dzieli sie wiedza nabyta poprzez powazne studia
                                      tematu.
                                      Lubie natomiast wiedziec, jaki jest status metodologiczny pogladow, ktore sie
                                      glosi, bo przyznasz, ze jest roznica zasadnicza miedzy stwierdzneim, ze cos sie
                                      zdarza - i tak, opisane przez ciebie przypadki zdarzaja sie, z moich obserwacji
                                      wynika, ze jednak rzadko - ale moze ja zyje w specyficznym srodowisku.
                                      Najwyrazniej Chalsia rowniez.

                                      A co do misia, to tak mnie to uderzylo ogolnie. To jak choroby zakazne wieku
                                      dzieciego, trzeba przez nie przejsc wink)
                                      • dyderko Re: Dyderko 18.05.07, 10:32
                                        A nie zauważyłaś Kiciu, że osobiste wycieczki robiłam w prywatnych e-mail’ach,
                                        nie na forum, gdzie nigdy Cię nie atakowałam? Dla mnie prywatna rozmowa to
                                        prywatna rozmowa i po jej zakończeniu nie ma prawa mieć wpływu na moje
                                        zachowanie wobec rozmówcy przy osobach postronnych, nie przyszło mi do głowy że
                                        będziesz pielęgnować urazę tym bardziej że ani niegrzeczna ani napastliwa nie
                                        byłam (jeśli się mylę to przepraszam Cię bardzo).

                                        Moje zdanie jest moim zdaniem, mam prawo je przedstawić, tak jak Ty masz prawo
                                        się wypowiadać na temat życia i np. Lilianki czy LaTortury nie wiedząc
                                        dokładnie co się tam dzieje i jak to od środka wygląda (tym samym bez
                                        przeprowadzania dokładnych badań). Tym bardziej że ja się akurat (może pech,
                                        może rzeczywiście środowisko, a może umiejętność obserwacji) z takimi
                                        przypadkami spotkałam wiele razy. Przedstawiłam więc ten jeden mały aspekt
                                        życia, który wydał mi się ważny bo w świetle tego co poobserwowałam mocno
                                        destrukcyjny dla rodziny (jakbym pisała na męskim forum to pisałabym pewnie o
                                        tym że należy dbać o partnerkę i pomagać jej, a nie o odsuwaniu partnera od
                                        dziecka i w efekcie od rodziny). Nie przyszło mi do głowy że zrobi taką furorę
                                        że zacznę być sprawdzana o prawo do analizy obserwowanych zjawisk. Jeśli Ciebie
                                        uraża to że wypowiadam swoje sądy, nie mając fachowego przygotowania to wybacz
                                        ale też mam ochotę sobie pogadać, po to tu przecież przychodzimy.
                                        • kicia031 Re: Dyderko 18.05.07, 11:27
                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=47003&w=60825177&wv.x=2&a=62539080

                                          Nie zrozum mnie zle, mi to nie przeszkadza. Na forum dyskutuja ludzie o
                                          ludzkich sprawach i wiedza o prywatnych doswiadczeniacg rozmowcy wiele zmienia
                                          we wzajemnym rozumieniu. Tylko nie pisz, ze nie robisz osobistych wycieczek...
                                          • dyderko Re: Dyderko 18.05.07, 11:46
                                            Hmmm... nie myślałam że życzliwość może urazić... pewnie źle wyartykułowałam,
                                            cóż...
                                            • kicia031 Re: Dyderko 18.05.07, 11:54
                                              Ale mnie to nie uraza. Zlituj sie i sprobuj troche wyluzowac, bo strasznie
                                              emocjonalna sie ta dysklusja robi...
                                    • chalsia Re: Dyderko 17.05.07, 16:45
                                      > co chcą usłyszeć. Ja ani nie robiłam osobistych wycieczek ani do Ciebie ani
                                      do
                                      > Chalsi, a tu wielki raban. Teraz to prosi się zapytać „czy to na zasadzie
                                      > uderz

                                      a teraz to ja nie rozumiem????

                                      Nie robiłaś do mnie osobistych wycieczek - fakt.

                                      A ja robiłam osobiste wycieczki "do Ciebie"? Gdzie? Naprawdę nie kojarzę.
                                      Bo jesli chodzi o mój post pokazujący "odwrotny model" - on nie
                                      jest "osobisty" - po prostu pokazuje inne, bardzo czesto spotykane zjawisko. Co
                                      nie oznacza, że kwestionuję sytaucje opisane przez Ciebie - tak też bywa.
                                      Chalsia
                                      • dyderko Re: Dyderko 18.05.07, 10:33
                                        Chalsiu, wybacz skrót myślowy. Nie wiedziałam czy Kicia występuje przeciw mnie
                                        czy w obronie Ciebie i jakoś tak mi niezręcznie wyszło. Teraz mam wrażenie ze
                                        to jednak dalszy ciąg naszej prywatnej dyskusji, więc powtórnie już bym tak
                                        samo zdania nie sformułowała.
                                        • chalsia Re: Dyderko 18.05.07, 11:24
                                          Bezpośrednio pod moim postem o "odwrotnym modelu" napisałaś tekst (poniżej),
                                          który nie ma absolutnie związku z Twoją forumową i pozaforumową dyskusją z
                                          Kicią.
                                          I na dodatek jednak zmieniam zdanie, że nie robiłaś do mnie wycieczek
                                          osobistych, bo poniższy tekst spokojnie za taki można uznać.

                                          "Nie rozumiem co chcesz mi przekazać. Że ja się mylę? Nie, nie wmówisz mi że
                                          się mylę, a ja nigdzie nie piszę że opisuję wszystkie związkii. Czy tylko
                                          wygadać się o tym co Tobie samej na wątrobie leży? Jeśli tak to nie ma sprawy,
                                          pisz sobie aż Ci ulży."

                                          Tak więc niestety nadal czuję pewnego rodzaju urazę.
                                          Chalsia

                                          ps. a takie sytuacje jak opisane przeze mnie niestety znam z autopsji, jednak
                                          nie leżą mi na wątrobie, bowiem miały miejsce kilka lat temu.
                                          • dyderko Re: Dyderko 18.05.07, 11:36
                                            No cóż, idziesz przez życie złośliwie traktując wszystkich którzy inaczej
                                            patrzą na świat i dziwisz się że czasem ktoś za mocno lub zbyt przykro
                                            zareaguje. Ja jednak przepraszam, nie miałam zamiaru urazić, najmniejszego i
                                            głupio mi tak szczerze mówiąc.
                                            • chalsia Re: Dyderko 18.05.07, 12:01
                                              Uszczypliwa i sarkastyczna (a nie są to synonimy złośliwości) bywam wobec
                                              głupoty/tępoty ludzi, którzy mają IQ powyżej 100.
                                              Żeby nie było, nie jest to wycieczka osobista tylko komentarz do stwierdzenia o
                                              sposobie traktowania ludzi inaczej niż ja patrzących na świat - tych akurat
                                              cenię JEŚLI I ONI cenią inne spojrzenie na świat, niż to, które sami prezentują.
                                              Taka prosta zasada wzajemności.
                                              Chalsia
        • anqouleme Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 14:20
          erlich3 napisała:

          >
          Zresztą o pierwszeństwie miłości do
          > małżonka nad miłością do dzieci pisze papież Jan Paweł II w "Familiaris
          > Consorcjum" i mówią o tym na każdych naukach przedmałżeńskich w kościele. A
          > chyba papieżowi nie chodziło o to,żeby przyzwalać na katowanie pasierbów. Po
          > prostu jeśli miłość do dziecka będziemy przedkładać ponad miłość do partera,
          > związek może tego nie przetrwać, rozsypać się a na tym właśnie najbardziej
          > ucierpią dzieci.

          Moje drogie dziecko, nie zrozumiałas przesłania Jana Pawła II lub nie uważałas
          na naukach przedmałżeńskich.
          Mieszasz relacje partner-partner a rodzic-dziecko.
          Tu nie da się zbudować ciągu prostego, tu moga powstac tylko dwie równoległe.
          I twierdzenie,że normalny rodzic przekłada dobro dziecka nad dobrem własnym
          jest jak najbardziej uzasadnione.Dziecko jest uzależnione od miłości
          rodzica,jest bezbronne bez tego.

          Poza tym Erlich, zamiast dyskutowac na forum idz zrób obiad i poprasuj koszule
          męzowi bo jeszcze odejdzie jak nie bedziesz dbała wystarczająco dobrze o
          niego.I to bedzie twoja wina.
        • tautolog Re: W kwestii hierarchii uczuć 16.05.07, 18:27
          Ludzie trzymajcie mnie.
          Kobieto co TY PISZESZ.
          Fakt, że wrzuciłaś w wyszukiwarkę encyklikę papieską na temat rodziny w żaden
          sposób nie uprawnia cię do wyciągania wniosków jakie wyciągasz.
          Rozumiem, że w szermierce słownej robi wrażenie na interlokutorze parę cytatów
          łacińskich lub kilka (koniecznie) obcojęzycznych uznanych nazwisk z zakresu
          psychologii lub socjologii.
          Owszem POD WARUNKIEM, ŻE DANE DZIEŁA LUB AUTORÓW SIĘ PRZECZYTAŁO.

          Kobieto!!! gdzie Ty w Familiaris Consortio (Consurcjum to prozumienie kilku
          firm) znalazłaś takie wartościowanie?
          Skąd taka gradacja uczuć?
          Proszę Cię, to że Tobie coś się wydaje, nie oznacza, że to coś jest aksjomatem,
          ba to coś nie oznacza nawet normy.
    • cleopa Re: Lolitka 16.05.07, 11:34
      jak Boga kocham zaczynam pomalu dostawac schizy..do cholery w czym problem?? w
      tym ze corka okazuje milość OJCU?? To jego córka,jego krew z krwi i tego nikt
      nie zmieni !!
      Doszukiwanie sie w siadaniu córki ojcu na kolanach jakis zapedów seksualnych
      to juz drugi krok do dobrego psychiatry..Nie sadzilam ze kobiety sa az tak
      zawistne i podle..
      • chalsia Re: Lolitka 16.05.07, 11:59
        > to juz drugi krok do dobrego psychiatry..Nie sadzilam ze kobiety sa az tak
        > zawistne i podle..

        eeee, nie generalizuj. Tylko NIEKTÓRE kobiety takie są - z reguły te, kt ore są
        niedojrzałe i/lub o mocno zaniżonym poczuciu własnej wartości.
        Chalsia
        • niezapominajka281 Re: Lolitka 04.06.07, 17:21
          Wczoraj odwieżliśmy córkę męza po weekendzie spędzonym u nas. Ja już nie wiem co
          mam myśleć, to jej zachowanie(wieszanie się ojcu na szyji, przesiadywanie na
          kolanach, głaskanie po głowie)wyprowadza mnie z równowagi. Mam wrażenie że
          ostatni weekend to była czysta pokazówka przed moimi rodzicami którzy nas
          odwiedzili. Córka męża nie odstępowała go na krok, jak tylko widziała że mąz
          zbliża się do mnie to zaraz coś od niego chciała, potrzebowała natychmiastowej
          pomocy itd. Powoli mam już tego dośc
          • anqouleme Re: Lolitka 04.06.07, 20:43
            niezapominajka281 napisała:

            > Wczoraj odwieżliśmy córkę męza po weekendzie spędzonym u nas. Ja już nie wiem
            c
            > o
            > mam myśleć, to jej zachowanie(wieszanie się ojcu na szyji, przesiadywanie na
            > kolanach, głaskanie po głowie)wyprowadza mnie z równowagi. Mam wrażenie że
            > ostatni weekend to była czysta pokazówka przed moimi rodzicami którzy nas
            > odwiedzili. Córka męża nie odstępowała go na krok, jak tylko widziała że mąz
            > zbliża się do mnie to zaraz coś od niego chciała, potrzebowała natychmiastowej
            > pomocy itd. Powoli mam już tego dośc


            Dziecko drogie albo idz do psychologa albo wydoroślej!
            Zazdrosna jesteś o córkę męża ?!
            Faktycznie,masz problem ale z własną niedojrzałością!
            • joanna9969 Re: Lolitka 05.06.07, 16:25
              coreczki tez moga byc zazdrosne o tatusiow ew.
              pragna pokazac kto jest tu najwazniejszy.
              A w ogole to kiedys zastanowil mnie pewien watek na innym forum
              ze najwieksze nieporozumienia sa przewaznie na lini
              next-pasierbica , z pasierbami nie ma az takich problemow
              i duzo latwiej jest nawiazac z nimi dobry kontakt.
          • natasza39 Re: Lolitka 04.06.07, 23:03
            niezapominajka281 napisała:
            > Wczoraj odwieżliśmy córkę męza po weekendzie spędzonym u nas. Ja już nie wiem c
            > o
            > mam myśleć, to jej zachowanie(wieszanie się ojcu na szyji, przesiadywanie na
            > kolanach, głaskanie po głowie)wyprowadza mnie z równowagi

            Może w takim razie pomódl się ładnie a córce przydarzy się jakaś kara za
            "grzechy". Tak jak "wymodliła" sobie ta kobitka:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=63566020&a=63566020
    • lilianka1999 Re: Lolitka 05.06.07, 15:29
      Ja tylko powiem, ze od tamtej akcji, nigdy takie sceny się nie powtórzyły.
      Więc chyba warto było zwrócić uwagę.

      Dla dobra pasierbicy i mojego spokoju.
      • cleopa Re: Lolitka 06.06.07, 09:34
        Powiem Ci tylko tyle ,ze nie wyjdzie Ci to na dobre.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka