wszyscy n tym forum,ktorzy piszą, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Umnie
wyszlo może nie slońce, ale już promyki. Dostałąm w pracy wspanialą szansę,
nowy projekt,który mnie pochłonie. Musi mi się udać, bo wtedy uwierzę w
siebie, że dam sobie radę sama z synkiem. Naprawdę sie cieszę, bo mam teraz
na czym się skupić, a nie tylko na rozpiapiętywaniu tego, co było i żalowaniu
tego co miało być. Pisałam w innym wątku, że synke spytał dlaczego nie
pojdziemy w trojkę do kina na dzien dziecka.Mąż spotkał się z nim przed
południem. I synek namówiłgo aby poszedł z namido kina. Tak prosił, że nie
mielismy sumienia mu odmówić. Powiedzilismy mu ze to wyjatkowo. Ale widzę ze
on ma cały czas nadzieję, że kiedyś znowu będziemy razem, w trójkę. Że jak
tata znajdzie prace w naszym mieście to będzie mieszkał z nami. Teraz jak
płaczę, to tylko dlatego, że synka mi żal. Bardzo chciałąm aby wychowywał się
w pełnej rodzinie. Ciezko patrzeć na niego jak matę nadzieję. Nie mam siły mu
jej odbierać, choć powiedzialąmmu, że może być tak ze juz nigdy nie bedziemy
mieszkać wszyscy razem.I dodalam ze ja go nigdy nie zostawię. Ja sama powoli
ucze sie zyc sama i chyba nie wychodzimi to najgorzej