Dodaj do ulubionych

Macie rację...

02.06.07, 17:47
wszyscy n tym forum,ktorzy piszą, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Umnie
wyszlo może nie slońce, ale już promyki. Dostałąm w pracy wspanialą szansę,
nowy projekt,który mnie pochłonie. Musi mi się udać, bo wtedy uwierzę w
siebie, że dam sobie radę sama z synkiem. Naprawdę sie cieszę, bo mam teraz
na czym się skupić, a nie tylko na rozpiapiętywaniu tego, co było i żalowaniu
tego co miało być. Pisałam w innym wątku, że synke spytał dlaczego nie
pojdziemy w trojkę do kina na dzien dziecka.Mąż spotkał się z nim przed
południem. I synek namówiłgo aby poszedł z namido kina. Tak prosił, że nie
mielismy sumienia mu odmówić. Powiedzilismy mu ze to wyjatkowo. Ale widzę ze
on ma cały czas nadzieję, że kiedyś znowu będziemy razem, w trójkę. Że jak
tata znajdzie prace w naszym mieście to będzie mieszkał z nami. Teraz jak
płaczę, to tylko dlatego, że synka mi żal. Bardzo chciałąm aby wychowywał się
w pełnej rodzinie. Ciezko patrzeć na niego jak matę nadzieję. Nie mam siły mu
jej odbierać, choć powiedzialąmmu, że może być tak ze juz nigdy nie bedziemy
mieszkać wszyscy razem.I dodalam ze ja go nigdy nie zostawię. Ja sama powoli
ucze sie zyc sama i chyba nie wychodzimi to najgorzej smile
Obserwuj wątek
    • aron95 Re: Macie rację... 03.06.07, 09:45

      Dziecku nie można robić nadzieji > Po pewnym czasie może uznac że taka sytuacja
      jest przez niego . Że się źle starał .




      Nie dziej się żadne zło - ulegającym zmianie , ani żadne dobro istniejącym przez
      zmianę. ( M.A.)
      • rumba65 Re: Macie rację... 03.06.07, 10:06
        Zgadzam się z Aronem. Tak naprawdę to są Twoje nadzieje. I wiem co mówię bo
        sama coś podobnego przeżywałam. Eks wyprowadził się na moją prośbę (w tle był
        romans), miał przemyśleć co dalej. I wtedy nagle zaczął tęsknić za dziećmi, za
        mną? Często przychodził do domu i dzieciom w zasadzie poświęcał więcej czasu niż
        kiedyś. Pozwalałam na to i tłumaczyłam sobie że to dla dobra dzieci, żeby miały
        kontakt z ojcem. Ale potem zrozumiałam, że dzieci, chociaż starsze od Twojego,
        miały niezły miszmasz w głowie. Nie bardzo rozumiały co się właściwie dzieje.
        Zdaję sobie sprawę, że Twoje emocje niepoukładane. Ale warto dla dobra dziecka
        trzymać się jednej wersji, nawet jeśli bolesna.
    • marieta_makieta Re: Macie rację... 04.06.07, 11:44
      Mary, cieszę się, że już lepiej się czujesz. Trzymam kciuki za Ciebie i Twojego
      synka. Bardzo mi przykro, że on tak tęskni za ojcem, ale jak słusznie napisali
      poprzednicy, lepiej nie dawać mu nadziei. Pozdrawiam
    • lilyrush Re: Macie rację... 04.06.07, 11:54
      Mary-trzymam kciuki, zebyś codziennie dopisywałą cos optymistycznego do tego
      wątku smile
      • mary171 Re: Macie rację... 04.06.07, 12:40
        Mąż się dzis odezwał, że chciałby się spotkać ze mną i porozmawiać. Nie
        umówilismy sie konkretnie. Boję się tego spotkania, ale wiem, że i tak musi do
        niego dojść. Czego się boję? tego, że nadal nie będzie ze mną szczery. Tego, że
        usłyszę od niego to o czym już wiem (tylko ciężko misie pogodzić jeszcze), że
        mnie nie kocha i chce rozwodu. Ale też boję się, że powie, że chciałby naprawić
        nasz związek, bo wtedy nie wiem co mu powiedzieć. Ja bym chciała, ale mam małą
        wiarę, ze się uda. Jaksię przygotowac do takiej rozmowy. teraz widzę, że jas
        też popełniłam wiele błędów. Przyzwyczajam sie do mysli o rozstaniu więc chyba
        to byłoby najlepsze, ale tez najbardziej bolesne...
        • lilyrush Re: Macie rację... 04.06.07, 12:50
          Ale czy to "najbardziej bolesne" nie będize najkrócej bolesne?
          Czy jesli bęidze chciał anprawiac to nie zaczniecie i będizecie sie tak kisic i
          nic to nie da? Do naprawiania trzeba na 100 % przekonanych do tego 2 ludzi.
          Jeśli Ty juz w tej chwili nie wierzysz to co dalej? Bo będize tylko trudniej....
        • verita75 Re: Macie rację... 04.06.07, 13:01
          Mary, trochę w tej Twojej historii widzę mojej. Mój mąż też zniknął na jakiś
          czas i nie kontaktował się nawet. Wydaje mi się, że naprawdę dopadły go już
          wtedy koszmarne wyrzuty sumienia. Nie miał chyba odwagi stanąć ze mną twarzą w
          twarz.
          W końcu oczywiście doszło do naszej konfrontacji. Ja już byłam ciut silniejsza
          niż parę tygodni wcześniej. I miałam odwagę powiedzieć, że mogę żyć bez niego.
          A on chciał walczyć.
          I zawalczył. Poszedł na terapię. Zmienił się.
          Więc tak naprawdę teraz Ty już nic nie rób. Poczekaj. Jeśli będzie chciał
          wrócić, i będzie umiał o to zawalczyć, wtedy będziesz się zastanawiać.

          Chyba Tri kiedyś napisał, że zdradzony w takiej sytuacji ma sobie czekać,
          siedzieć i machać nóżką (mam nadzieję, że mi się nie dostanie za cytowanie bez
          zgody autorasmile). Ja siedziałam, machałam i mało mi się nie zwichnęłasmile, ale
          przynajmniej w końcu zadziałać musiał on.
          • mary171 Re: Macie rację... 04.06.07, 13:37
            I znowu się powotórzę. macie rację smile). Ja już nic nie robię. Nie utrudniam mu
            po prostu tego spotkania. na początku ja chciałam szybko sie spotkać i chciałam
            wyjaśnień. potem (za radą psychologa) juz wogóle nie naciskałam. Ten czas
            przydał się mi też. Przemyślałam wiele rzeczy, spojrzałam na nasz związek z
            innej perspektywy (wasze posty tez mi pomogły w tym). Ale nadal nie mogę ze
            100% pewnością powiedzieć "Nie chcę być z nim" (jakaś część - ta większa
            chciałaby). Ale mogę już ppwiedzieć, że mogę bez niego żyć, a to już jakiś
            postepsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka