Dodaj do ulubionych

jednak to wkleję

13.06.07, 00:25
Gwoli wyjasnienia: pasierbica pani, o ktorej mowa, to rzeczywiscie diabel
wcielony.
I ciekawa jestem, co Wy na to:


Tak jak sugerowały dziewczyny odizolowałabym się od dzieci NM.
Poinformowałabym
go o swoim stanowisku i jak było pisane, albo rybki albo akwarium. Albo zaczną
cię szanować, albo niech chłop zabiera je na weekendy do hoteli. To jest TWÓJ
dom, TWÓJ azyl, Twoje miejsce na ziemi.
Obserwuj wątek
    • maheda Re: jednak to wkleję 13.06.07, 00:50
      Nie bardzo rozumiem, w czym dzieło? smile
      • turzyca Re: jednak to wkleję 13.06.07, 09:38
        ja rozumiem, ze na forum nexiowym po skargach jednej forumki na dziecko meza
        inne uzytkowniczki walnie proponuja, zeby ona zakazala mezowi spotykac sie z
        dzieckiem w domu. Bo to jej dom i powinna miec tam swoj spokoj.
    • nicol.lublin Re: jednak to wkleję 13.06.07, 09:31
      nanga, chyba zapomniałaś dać linka?
    • maheda Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 09:39
      Ile lat ma dziecko męża? I czy ta pani była przyczyną rozwodu rodziców?

      P.S. Ostatnio pouczyła mnie jedna dalsza Ciocia, a reszta rodziny Ją zresztą
      poparła, że ojczym/macocha to są te osoby, które mieszkają z dzieckiem na co
      dzień. Żona/mąż drugiej strony nie jest ani ojczymem, ani macochą, jeśli na co
      dzień nie wychowuje dziecka. To wtedy tylko druga żona taty, czy drugi mąż mamy,
      ale na pewno nie macocha i nie ojczym.
      • turzyca Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 09:53
        To samo powiedziala mi moja Babcia.

        Ale "druga zona taty" jest cholernie nieporeczna konstrukcja. Przydaloby sie
        wymyslec jakis termin i go rozpropagowac.
        • z_mazur Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 10:02
          Nie do końca się z tym zgadzam.

          Dla mnie najistotniejsze jest to, na ile tej drugiej(iemu) uda się nawiązać
          kontakt z dzieckiem. Można mieszkać obok i być obcym człowiekiem i spotykać się
          w weekendy i być bliską osobą. A macocha, ojczym to tylko słowa dosyć
          precyzyjnie określające relację formalną pomiędzy ludźmi.

          Są osoby, które nadal korzystają z dosyć prezyzyjnych określeń na krewnych i
          odróżniają wujków od stryjków, wyjenki i ciocie od stryjenek i stryjnych, a są
          tacy dla których to już wszystko po prostu ciocie i wujkowie.
          • maheda Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 10:06
            Trochę szkoda tak zubażać język polski.
            Podoba mi się, że starsi zwracają uwagę na takie rzeczy i że nas ich uczą.
            Od tego właśnie są smile
            • z_mazur Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 10:10
              Ależ ja się jak najbardziej z tym zgadzam.
              Macocha, ojczym to po prostu drugi mąż (żona) jednego z rodziców i tyle, nie ma
              co dorabiać do tego jakiejś ideologii związanej z wychowywaniem, bądź nie.
              • maheda Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 10:14
                wink Czyli się jednak nie zgadzasz.
                Jeśli ktoś wychowuje dziecko, będąc nowym mężem matki, z którą dzieci mieszkają
                - jest on nie tylko drugim mężem matki, ale również poprzez bliski codzienny
                kontakt wytwarza się między nimi silna więź emocjonalna - dlatego taki człowiek
                to dużo więcej, niż drugi mąż matki. Dlatego to jest ojczym. Drugi ojciec.
                Podobnie jest z drugą żoną ojca, jeśli dzieci z nimi mieszkają - często się
                przecież wtedy nimi zajmuje, opiekuje się nimi, więc to ktoś więcej, niż druga
                żona męża - to macocha. Druga matka.

                Drugi mąz czy druga żona rodzica, z którym się nie mieszka i którego się tylko
                okazjonalnie widuje - nigdy nie wejdzie z dzieckiem w tak bliski kontakt.
                Będzie najwyżej super gościem/laską. Ale nie będzie tak bliską rodziną, jak
                ojczym/macocha.
                • z_mazur Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 10:35
                  No chyba się nie rozumiemy. Czy z wszystkimi bliskimi Ci osobami mieszkasz???

                  Mnie chodzi właśnie o stosunek emocjonalny, który może ale nie musim mieć
                  związku z faktem wspólnego mieszkania.

                  Zresztą w związku z wieloma bajkami słowo macocha np. ma raczej pejoratywną
                  konotację.
                  • turzyca Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 10:52
                    Moj drugi dziadek owdowial i powtornie sie ozenil (mniej wiecej 10 lat temu). Wg
                    mojej Babci jego druga zona jest macocha mojego ojca. Ale jesli matka dzieci
                    zyje to drugiej zony ojca nie mozna nazwac macocha - jak widac nie zalezy to od
                    jej mieszkania z dziecmi (czy wieku tych dzieci) tylko od faktu jakie miejsce w
                    zyciu rodziny zajmuje.
                    • z_mazur Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 10:56
                      Tak, to jest chyba sedno.

                      To słowo pochodzi z czasów, gdy nie było rozwodów, i macocha (ojczym) zawsze
                      byli następcami zmarłego współmałżonka.
                  • maheda Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 11:59
                    Nie, nie ze wszystkimi bliskimi mieszkam.
                    Ale też znakomita większość z tych osób to są moi przyjaciele - druga żona taty
                    czy drugi mąż mamy może stać się przyjaciółką/przyjacielem, ale nie staje się
                    automatycznie częścią życia.
                    I to niezależnie, czy Ci się to podoba, czy nie.
                    A jestem w stanie zrozumieć, że akurat Tobie się nie podoba.
                    • z_mazur Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 12:16
                      Mnie chodzi o to, że określenie macocha i ojczym to po prostu słowa, które
                      określają stopień powinowactwa i nie mają żadnego związku z relacją emocjonalną.

                      Tak samo jak ojciec matka nie ma takiego związku. Są ojcowie (rzadziej matki),
                      którzy nie poczuwają się do swojej roli, co nie zmienia faktu że nominalnie
                      tymi ocjami są. Podobnie jest z ojczymem i macochą dorabianie do
                      tego "emocjonalnej ideologii" jest bez sensu.
                      • z_mazur PS 13.06.07, 12:22
                        Jeszcze jedno skojarzenie
                        Dla jednych teściowie stają się drugą rodziną, dla innych nawet nie stają się
                        bliskimi osobami, co nie zmienia faktu, że formalnie tymi teściami są.
                      • maheda Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 12:24
                        A nie, no oczywiście, że są to słowa na określenie pewnych zależności
                        formalnych.
                        Natomiast nie widzę powodu, żeby stosować je zamiennie, jak i nie widzę powodu,
                        żeby ich nie używać.
                        Są to nasze, polskie słowa na określenie pewnej rzeczywistości i tak samo, jak
                        nie lubię nazywania kradzieży kombinowaniem, czy oszustwa - cwaniakowaniem, tak
                        samo odpowiednie i tutaj chyba należy dać rzeczy/osobie słowo.
                        smile Ale na punkcie języka, to ja akurat mam fiołka alpejskiego.
                        • z_mazur Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 12:27
                          Ale ja nie znam Twojego zdania, bo pisałaś o opinii wyrażonej przez członków
                          Twojej rodziny z którym się nie zgadzam.

                          Kolejny mąż matki to ojczym, a kolejna żona ojca to macocha i tyle. Mieszkanie
                          i wychowywanie nie ma z tym nic wspólnego.
                          • maheda Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 12:36
                            No właśnie nie.
                            Kolejny mąż matki, z którą się nie mieszka, to tylko kolejny mąz matki, a nie
                            ojczym.
                            Kolejna żona ojca, z którym się nie mieszka, to tylko kolejna żona ojca, a nie
                            macocha.

                            Macocha i ojczym to osoby, które wspólne z rodzicem wychowują na co dzień
                            dziecko. Na pewno wywodzi się to z czasów, kiedy wspólne wychowywanie dziecka
                            wiązało się ze śmiercią lub jakimś dożywotnim więzieniem drugiego z rodziców,
                            ale konsekwencje tego są widoczne w nazewnictwie do dziś.
                            • z_mazur Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 12:50
                              W takich sytuacjach staję się formalistą. smile

                              Przybrana rodzina – rodzina powstająca w wyniku powtórnego małżeństwa przez
                              owdowiałego lub rozwiedzionego rodzica. Składa się ona z jednego rodzica, jego
                              rodzonych dzieci, nowego małżonka oraz ewentualnie dzieci własnych tego nowego
                              małżonka.

                              Dla dzieci rodzica biorącego ślub jego kolejny mąż lub żona jest rodzicem
                              przybranym, którym jest ojczym (przybrany ojciec) lub macocha (przybrana
                              matka). Dla osoby mającej małżonka, który posiada dzieci z poprzednich
                              związków, dzieci takie nazywane są przybranymi i są to pasierb (przybrany syn)
                              i pasierbica (przybrana córka). Wspólne dzieci rodzica rodzonego i rodzica
                              przybranego są dla ich dzieci z poprzednich związków rodzeństwem przyrodnim
                              (przyrodni brat, przyrodnia siostra)
                              • sbelatka tak sie zastanawiam 13.06.07, 13:17
                                czy każde z was nie może sobie zostac przy swoim zdaniu?

                                szczególnie, że juz po drugiej wyminie postow widac, że stoicie twardo na
                                swoich stanowiskach
                                i żadne argumenty - logiczne nawet - do Was nie docierają

                                osobiście blizsze jest mi rozuminie tej sprawy przez z_mazur
                                • z_mazur Re: tak sie zastanawiam 13.06.07, 13:22
                                  > czy każde z was nie może sobie zostac przy swoim zdaniu?

                                  Pewnie tak będzie. smile

                                  Co nie znaczy, że nie można podyskutować. Szczególnie jeśli robi się to bez
                                  zacietwierzenia i zbędnych emocji.
                                • maheda och, no już przestań :-) 13.06.07, 15:57
                                  W końcu mam okazję wymienić kilka słów z obleganym chłopakiem z_Mazur, odmówisz
                                  mi tej przyjemności? smile
                              • panda_zielona Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 14:06
                                No dobrze teoretycznie masz rację z_mazur,ale jak określić drugą żonę/męża,gdy
                                dziecko zostaje z żyjącą matką/ojcem - też macocha? ojczym?. Ja w żadnym razie
                                tak bym ich nie nazwała.
                                • z_mazur Re: Chyba zajarzyłam. 13.06.07, 14:34
                                  No czyli myślisz o tym w podobny sposób do Mahedy.

                                  A prawda jest taka, że gdy oboje rodzice wejdą w kolejne związki to dziecko ma
                                  dwie przybrane rodziny. Z ojcem i macochą, oraz z matką i ojczymem, do tego
                                  dochodzi ewentualne przybrane rodzeństwo (dzieci macochy ojczyma z poprzednich
                                  związków) i przyrodnie rodzeństwo (dzieci ojca, matki z kolejnym partnerem).

                                  Przecież to na prawdę proste i nie ma co tutaj dzielić na macochy i żony ojców,
                                  albo ojczymów i mężów matek.

                                  Dodam tylko, że to nazewnictwo obowiązuje również niezależnie od wieku dziecka
                                  i dotyczy również pełnoletnich dzieci.
    • misbaskerwill Ech, 14.06.07, 13:42

      Rozdmuchany został wątek semantycznysmile, a dyskusja nad tematem nawet się nie
      zaczęła.

      A to odwieczny konflikt interesów.
      Z jednej strony, next wiedziała, że bierze faceta z "bagażem"(mówiąc brzydko).
      I że od "bagażu" własnych dzieci, żaden dobry człowiek odciąć się nie da.

      Z drugiej strony, czy ważniejsze jest ulepienie własnego, nowego gniazdka, nawet
      kosztem utrudnienia kontaktu "potwornych" pasierbic z ich ojcem?
      Egoizm czy altruizm? Nadmierny szacunek dla siebie, czy uległość wobec innych?
      To pewnie kwestia wychowania, filozofii życiowej, którą next wyniosła jeszcze z
      domu.
      Poza tym, punkt widzenia, zależy od punktu siedzeniasmile.
      I tradycyjne pytanie - czemu next nie rozważa problemu z głównym zainteresowanym
      - jej partnerem... Czy jest on na tyle bezwolny, że nawet o jego kontaktach z
      dziećmi ma decydować next i jej forum? To po cholerę się rozwiódł?smile
      • nangaparbat3 Re: Ech, 14.06.07, 18:29
        > Rozdmuchany został wątek semantycznysmile, a dyskusja nad tematem nawet się nie
        > zaczęła.
        No i wlaśnie.
        Tez mnie to zdumialo.
        Co do meritum - tu nie ma konfliktu miedzy egoizmem a altruizmem, tylko miedzy
        przyzwoitościa a jej brakiem.
        I nie chodzi tylko o utrudnianie kontaktow z dziećmi - mnie sie zdaje, ze
        dziecko powinno sie w domach swoich rodziców czuc U SIEBIE.
        pomysł, zeby zakazać spotkan w domu (MOJ DOM< MOJ AZYL) nie został przez nikogo
        na tamtym forum (macochy) poddany krytyce. To daje do myslenia.
        • chalsia Re: Ech, 14.06.07, 22:26
          > pomysł, zeby zakazać spotkan w domu (MOJ DOM< MOJ AZYL) nie został przez ni
          > kogo
          > na tamtym forum (macochy) poddany krytyce. To daje do myslenia.

          eee, zostal poddany krytyce i to nie raz tylko może akurat nie w tym wątku. No
          bo ile można ciągle to samo tłumaczyć.
          Chalsia
        • natasza39 Re: Ech, 14.06.07, 23:56
          nangaparbat3 napisała:
          Akurat po Tobie, nanga, zawsze trzeźwo myślacej i obiektywnej, nie spodziewałam
          się takiego spłaszczenia watku:

          > Co do meritum - tu nie ma konfliktu miedzy egoizmem a altruizmem, tylko miedzy
          >
          > przyzwoitościa a jej brakiem.

          Przyzwoitością, to powinien sie wykazać partner jeśli chce gościć w domu swojej
          partnerki swoje dzieci, jeśli wie, ze te dzieci nie są delikatnie mówiąc
          grzeczne i umiejące się zachować.
          Ewentualnie te dzieci, jeśli sa juz rozumnymi nastolatkami zdającymi sobie
          sprawę z pewnych norm, które winny przestrzegać.

          > I nie chodzi tylko o utrudnianie kontaktow z dziećmi - mnie sie zdaje, ze
          > dziecko powinno sie w domach swoich rodziców czuc U SIEBIE.

          Pod warunkiem, ze ten dom NALEŻY do ich rodzica (w poruszanym wątku dom nie był
          domem taty, ani nawet wspólnym, ale wyłącznie domem macochy)

          > pomysł, zeby zakazać spotkan w domu (MOJ DOM< MOJ AZYL) nie został przez ni
          > kogo
          > na tamtym forum (macochy) poddany krytyce. To daje do myslenia

          Akurat w tym wątku nie był, ponieważ "macocha" opisała złośliwe plamienie dywanu
          barwy białej sokiem z czereśni oraz topienie rodowej bizuterii w kiblu.
          I to po tym jak ta "nieprzyzwoita" wg Ciebie macocha, zabrała "biedne" dziecko
          na własny koszt na Majorkę, czy inne Kanary (dokładnie nie pamiętam miejsca).
          A zatem przyzwoitość powinna być po obu stronach i dzieci maja prawo czuc sie
          jak u siebie pod warunkiem, ze same zachowuja sie przyzwoicie.
          Nieprzyzwoite zachowania własnych dzieci rodzic temperuje: klapsem, reprymenda,
          kara, czy jakims innym rodzajem zachowań wychowawczych. Macocha ma jedna broń, w
          przypadku kiedy w jej domu dziecko zachowuje sie nieprzyzwoicie.
          Na dodatek wtedy, kiedy biologiczny rodzic nie reaguje.
          Ma prawo powiedzieć rodzicowi:
          Chcesz się spotykac z dzieckiem? Proszę bardzo! Ale nie u mnie w domu.
          I nie był to watek o macosze, która sobie wymysla, zaraz na wstepie:
          nieprzyprowadzaj do mnie swoich dzieci!
          To była rada dla macochy, która wyczerpała wszystkie mozliwe srodki porozumienia
          sie z dzieckiem które nie umie sie zachowac w domu.
          Tam był opis zachopwań dziecka nie tylko w domu macochy, ale np. u dziadków.
          Jak sie ma dzikie i niewychowane dziecko, to sie go albo wychowuje, albo sie
          izoluje od wychowanego i postepujacego zgodnie z normami cywilizowanych ludzi
          społeczeństwa, a nie wymaga sie od społeczeństwa aby akceptowało małego chama
          tylko dlatego, ze jest dzieckiem z pierwszego małzeństwa kogokolwiek.
          • libra22 Re: Ech, 15.06.07, 00:25
            To dziecko jakoś straszliwie woła o uwagę i pomoc.
            Ale radzić sobie i zwrócić na to uwagę powinien rodzic.
          • nangaparbat3 Natasza, Chalsia 16.06.07, 07:45
            Specjalnie wkleilam tylko kawalek, bez linku, bo chodzilo mi o pewien sposob
            myslenia, nie o sprawe konkretnej osoby. Chodzilo mi o wypowiedź jednej z osob
            dyskutujacych, a nie o konkretną sytuację załozycielki watku. Bo dla mnie ta
            wypowiedź odzwierciedla pewien stosunek do innych ludzi w ogole, system
            wartosci, filozofie zycia, tak jak napisał Mis.
            Ja w ogole nie rozumiem, jak mozna komuś, z kim sie mieszka, dyktować warunki
            na zasadzie "mieszkasz u mnie". Nie chce przez to powiedzieć, ze moze robic co
            zechce, absolutnie nie w tym rzecz. Nie widze jednak innej mozliwości niż ta,
            ze ten, kto ze mna mieszka, jest u nas "u siebie". Owszem, wiem, ze nawet
            rodzice uzywaja tego argumentu (jak dlugo mieszkasz U MNIE, masz mi byc
            posłuszny) wobec własnych dzieci, ale wiem tez, ze nic dobrego z tego nie
            wynika. Własność (tu nie mówię oczywiscie o rzeczach osobistych, jak chocby ten
            nieszczęsny pierscionek) nie moze byc argumentem w sporach o emocje i to miedzy
            nablizszymi.
            Spłaszczenie tamtego watku polega na tym, że nikogo, ale to literalnie nikogo
            nie obeszła tamta dziewczynka - nieznośna, okropna, na oko wręcz zaburzona,
            dwunastoletnia - o ile dobrze sobie przypominam - dziewczynka.

            Po tej dziewczynce dorosli, ktorych zadaniem jest chronienie jej, wspieranie,
            pomaganie, nieźle sie przejechali. Skoro rodzice się rozwiedli, atmosfera w
            rodzinnym domu nie była tą, w jakiej dziecko wzrasta w milości i szacunku.
            Potem mama wyszla za mąż, urodziła dziecko ojczymowi - dla dzieci to
            doswiadczenie traumatyczne, z tego co widzę, właśnie taki uklad: matka-ojczym-
            przyrodnie rodzeństwo - jest dla dzieci niesłychanie trudny. znałam dwoch, nie,
            trzech chlopcow, ktorzy znaleźli sie w takiej sytuacji. Dwoch zaczęlo
            przejawiać zachowania sadystyczne, trzeci w ogole przestal sie uczyć. Wierz mi,
            dzieci nie staja sie takie z wyrachowania. To jest tylko ich sposób na radzenie
            sobie z sytuacją, w której cierpia.
            To nie jest tak, ze ta mala postanowiła sobie, ze bedzie zła, tak zła, ze nikt
            jej nie bedzie chciał. To raczej czujac sie niechciana zachowuje sie tak, by
            poczuc się sprawczynią tego odrzucenia, bo taka sytuacje łatwiej znieść.
            Moze zresztą "zeźliła się" inaczej, jedno jest pewne - nie podrzucili jej
            kosmici, ktos ja wychowywał. I nie posądzam nikogo o złą wolę - tak wyszło. ale
            wyszło tak, ze te dziewczynke w jakis sposob zniszczono - mamusia ma nowa
            rodzinę, tatus tez bedzie miał nowa rodzinę, dziadkowie nie mogą z nią
            wytrzymać - czy tak trudno pojąć, ze ona jedynie cholernie nieumiejetnie walczy
            już nawet nie o miość i akceptację, ale o uwagę? Bo najgorsze dla dziecka
            (zresztą nie tylko dla dziecka) jest odrzucenie, a własnie to sie tamtej pani
            proponuje. Chce podkreślić, ze ona sama wcale się do przyjecia takiej postawy
            nie kwapi, co akurat bardzo dobrze o niej swiadczy.
            Chciałabym tez zauważyć, ze jakkolwiek wyrzucenie cennego przedmiotu i
            zabrudzenie dywanu sa ewidentnie złe, odrzucanie dziecka jest nieporownywalnie
            gorsze, w kazdym razie dla mnie.
            Mnie zaszkowało to, ze w całym watku dziewczynka nie zastanowiła nikogo jako
            osoba, w całości, interesujace było tylko i wyłacznie jak ja utemperować.
            Oczywiście przy takim podejsciu nie ma szans na sensowne zmiany w jej
            zachowaniu, na odwrót, bedzie coraz gorzej i na pewno w pełni zasłuzy na
            wyrzucenie jej poza nawias rodziny.
            Ja juz o tym problemie pisałam, tutaj, a propos konfliktow małzeńskich - ze nie
            widzimy tej drugiej osoby w calości, tylko w tej części, ktora zaspokaja lub
            nie nasze potrzeby, tak w skrocie.
            Natasza, piszesz tak:

            > Jak sie ma dzikie i niewychowane dziecko, to sie go albo wychowuje, albo sie
            > izoluje od wychowanego i postepujacego zgodnie z normami cywilizowanych ludzi
            > społeczeństwa, a nie wymaga sie od społeczeństwa aby akceptowało małego chama
            > tylko dlatego, ze jest dzieckiem z pierwszego małzeństwa kogokolwiek.
            Tu nie chodzi o izolowanie od społeczeńswa, tylko od pani, ktora jak twierdzi
            bardzo kocha jego ojca. Taki komunikat "nie chce tu wiecej widzeć twego
            dziecka, bo jest okropne, zle, niewychowane" ze strony osoby, z ktorą chce sie
            budować zwiazek na cale zycie, to dla mnie sygnał, zeby brac nogi za pas i wiac
            gdzie pieprz rosnie.
            Bo to jest - inaczej powiedziane - nie zyczę sobie miec w związku z toba
            żadnych problemów, tak naprawdę wcale mnie nie obchodzisz, ty jako ty. Obchodzi
            mnie, zeby mieć męża, który zaspokoi moje potrzeby, a nie kogoś, kto dołozy mi
            klopotow.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka