Dodaj do ulubionych

poradźcie coś mądrego !!!

20.06.07, 21:57
Witam wszystkich!
też chcę wam opowiedzieć swoją historię, mam nadzieję, że coś mi poradzicie.
Jesteśmy 2 lata po ślubie. Zaraz po ślubie zaszłam w ciążę. Byłam wtedy
bardzo szczęśliwa.
Mamy naszą ukochaną córcię która ma 1 rok i 4 miesiące. Obydwoje bardzo ją
kochamy.
Czekaliśmy na nią z utęsknieniem i ze strachem, bo ciąża była zagrożona.
Urodziłam w 7 miesiącu naszą córcię. Mój mąż był przy porodzie. Poród był
bardzo ciężki, a dziecko natychmiast trafiło do inkubatora i pod respirator.
To były dla nas bardzo ciężkie i trudne chwile. Ja byłam totalnie rozbita
sytuacją a mąż dzielnie mnie wspierał, czułam że mam w nim oparcie, mówił, że
wszystko będzie dobrze i rzeczywiście córcia dochodziła do siebie, dzielna
była i silna (mój kwiatuszek)
Niedługo potem zaczęło się w domu robić nieprzyjemnie
Nie mogę mu zarzucić ani zaradności ani odpowiedzialności w stosunku do
dziecka. Jest oczkiem w głowie tatusia, tym bardziej, że to wykapany tata. Od
tamtej pory zmieniłam się i ja i mąż. Zazwyczaj jest odwrotnie, że po
urodzeniu dziecka, to tatusiowe czują się odrzuceni, bo mamy zajmują się
dzieckiem, u nas wszystko było odwrotnie. Mąż przestał się mną kompletnie
interesować, ciągle chucha i dmucha na dziecko.
Z racji tego że mieszkamy w innym mieście niż nasze rodziny i nie możemy
liczyć na żadną pomoc, nauczyłam go dosłownie wszystkiego, jeżeli chodzi o
pielęgnację dziecka, karmienie, opiekę, stosowanie leków, szczepionki, kremy,
kąpiele itp. Na początku byłam nawet z tego dumna i chwaliłam się, że mój mąż
umie wszystko przy dziecku „zrobić”, po czym później okazało się to wielkim
problemem. Jest bardzo dokładny i ciągle sprawdzał po mnie, czy mleko ma
odpowiednią temperaturę, czy dobrze dziecko posmarowałam kremem, że 15 min za
wcześnie albo za późno dałam jedzenie, lub że zrobiłam dziecku 190 ml a nie
np180 itp…kilka razy wmówił mi że jestem złą matką…
I od tego się zaczęło! Myślam, że go uduszę, płakałam całą noc, nie mogłam
się powstrzymać
To tak strasznie bolało, nawet nie wiecie jak, kocham swoje dziecko
najbardziej na świecie, zrobiłabym dla niego wszystko, to ja wszystkiego
uczyłam męża a on mówi że jestem złą matką. To były najgorsze słowa jakie
usłyszałam kiedykolwiek w życiu.
Zaczęły się problemy z wychowywaniem dziecka, różnica poglądów i zdań.
W domu zaczęły się awantury, na początku ciężko przechodziły mi słowa
grubszego kalibru, ale później nie pozostawałam dłużna. Nigdy wcześniej nie
używałam brzydkich słów, już je wszystkie znam – mój mąż mnie ich nauczył
Powiedział mi już wszystko co najgorsze, że jestem głupia, że jestem,
prostakiem, że jestem zerem, dnem, że jestem popierdolona, albo co ty
pierdolisz….itp
Powiedział, że bardzo żałuje tego że się ze mną ożenił.
Nie mogę już z nim normalnie porozmawiać, bo ciągle odzywa się z podwyższonym
tonem i cały czas z jakimiś pretensjami. Nie chcę żeby dziecko patrzyło na
ciągłe awantury i nie chcę żeby moja córka brała sobie na wzór mężczyzny
swojego tatusia. Mówi się, że dla dobra dziecka rodzice powinni być razem,
ale w naszym przypadku nie jest to chyba najzdrowsze rozwiązanie.
Nie mogę już dłużej znieść tego poniżania i braku szacunku, nie wspomnę o
seksie, bo już zapomniałam co to w ogóle jest, raz na 2-3 miesiace.
Wiem, że może jestem głupia, ale ja go jeszcze kocham mimo tych krzywd, które
mi wyrządza.
Bo wiem, że zaraz potem przyjdzie mnie przeprosić i powie, że mówił to
wszystko specjalnie, żeby mnie zdenerwować, że tak naprawdę on tak nie myśli,
że mnie kocha itp.
Przerabialiśmy to już kilka razy, przez 2-3 tyg. był miły, widać było że się
stara, po czym znów powtórka.





Wróciłam po wychowawczym do pracy, wszyscy pytają gdzie jest ta dawna
dziewczyna, że bardzo się zmieniałam, zrobiłam się poważna i smutna, zawsze
byłam bardzo bystra, teraz ciężko jest mi się skupić. Bardzo schudłam z
nerwów.

Powiedział mi że mogę sobie odejść, gdzie tylko chcę, on pierwszy nie
odejdzie a dziecka nigdy w życiu mi nie odda, a jeżeli dziecko miałoby być u
mnie, on je i tak zabierze albo po prostu ukradnie. I tego się najbardziej
boję, że mogę stracić moją córcię.

Poza tym podjęliśmy wspólnie kredyt hipoteczny na 30lat.
W mieście, w którym mieszkamy jesteśmy zupełnie sami, nie mam gdzie uciec,
rodzice daleko, nie chcę rezygnować z pracy.
Poradźcie co ja mam w takiej sytuacji zrobić, czy rozwieść się i co dalej,
gdzie mieszkać, za co żyć, czy wynająć mieszkanie, czy sobie sama poradzę z
małym dzieckiem, co z kredytem?

Przeprawszam za ewentualne błędy pisałam na prędce, nie chce mi się
sprawdzać..
Obserwuj wątek
    • ivone7 Re: poradźcie coś mądrego !!! 20.06.07, 22:28
      wiesz, wspolczuje ci bardzo...
      uczucie ponizenia znam bardzo dobrze...i pewnie wiele/wielu z nas...
      po pierwsze uspokoj sie..otworz okno, odetchnij gleboko..
      kochasz go? chcesz z nim byc? czy wyobrazasz sobie zycie bez niego?
      zastanow sie...postaraj sie ratowac resztki godnosci ktore masz..zacznij
      powazna rozmowa, wypisz na karteczce to co chcesz mu powiedziec, nie daj sie
      poniesc emocjom..
      i idzcie na terapie
      nie dacie sobie rady sami....a jak nic z tym nie zrobisz to bedzie jeszcze
      gorzej..
      aaa i nie daj sie ponizac..spokojnym glosem odpowiedz..ja nie
      pierdo...przeslyszales sie..nie jestem glupia, nie jestem zla matka...itd
      spokoj i obojetnosc to najlepszy sposob..nerwy i emocje nakrecaja taka osobe do
      jeszcze wiekszej ochoty ponizania...
      powodzenia
      masz jeszcze o co walczyc...wiec bierz sie w garsc i idz zolnierzu walcz..
      • geo_v Re: poradźcie coś mądrego !!! 20.06.07, 23:03
        W zasadzie mogę się podpisać pod słowami Ivone... Nie poddaj się bez walki, ale
        skorzystaj z pomocy specjalistów. Porozmawiaj z nim, zaproponuj terapię. Jeśli
        dostrzeże problem i zgodzi się na takie rozwiązanie, może to być dobra droga do
        sukcesu. Jeśli nie, nie chcę być złym prorokiem...
    • panda_zielona Re: poradźcie coś mądrego !!! 20.06.07, 23:06
      Teoretycznie to powinnaś się cieszyć,że ojciec tak chętnie zajmuje się Waszym
      maluszkiem.Nie wszyscy ojcowie chcą i potrafią.Smutne jest natomiast to,
      • panda_zielona Re: poradźcie coś mądrego !!! 20.06.07, 23:14
        za wcześnie enter.
        Smutne jest natomiast to,że z powodu dziecka kłocicie się Wy.Twój mąż chyba za
        bardzo wszedł w rolę.
        Zgadzam się z Ivone7,że musisz spokojnie zażądać szacunku dla siebie.
        Powinniscie iść na terapię,bo inaczej będzie coraz gorzej.Warto ratować
        małżeństwo.
        • aloha17 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 08:36
          Dziekuję za słowa otuchy,pobudziłyście we mnie spowrotem wolę walki, bo
          wydawało mi się, że juz ja stracił. Będę jeszcze raz próbować, tylko jak dlugo
          można dawać szansę. Próbowałam go namówic na psyhologa, to stwierdził, że sama
          muszę się leczyć, nie uciekam od rozmów, bo rzeczywiście one pomagały, niestety
          nie na długi czas. Rozwód to ostateczność - myślałam że nigdy mnie nawet taka
          myśl nie dosięgnie....i rzeczywiście z jednej strony bardzo się cieszę z tego
          że tak bardzo interesuje się wszystkim co dotyczy dziecka, ale z drugiej strony
          te ciągłe uwagi, są nie do zniesienia. Chcę żeby nasze dziecko nie wyrosło na
          dziwaka i dzikusa.
          Myślałam, że dziecko bardziej jeszcze scementuje nasz związek, niestety
          wszystko zaczęło się kruszyć...
          • aloha17 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 08:40
            przepraszam za te błędy , z powrotem, psycholog! zaraz się spalę :o(
            • panda_zielona Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 09:24
              Nie przejmuj się błędami.To wybaczalne smile,piszemy często w emocjach,szybko i
              mogą się zdarzyć.
              • aron95 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 10:12
                Wspaniałomyślne jesteście jak błedy wybaczacie .
                angoise nie ma ?


                Zrób sobie wekeend bez męża . Nic mu nie mów , wyjedz z dzieckiem .
                Na drugi dzień zadzwoń i powiedz ; Ja się Ciebie boję! - tylko tyle
                Efekt murowany
                • ivone7 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 10:31
                  aronie to zly pomysl...bo to by byla manipulacja i to za pomoca dziecka..
                  zaburzone sie relacje miedzy malzonkami i to trzeba naprawic..za bardzo maz
                  stal sie tata a przestal byc mezem...
                  zabieranie dziecka i wyrywanie go sobie z rak tylko poglei ta przepasc...
                  oni musza na nowo stac sie na 1 miejscu mezem i zona a dopiero otem mama i
                  tata..
                  a dziecko na tyle duze, ze mozna na weekend sprzedac do dziadkow...dziadki malo
                  widza, bo daleko mieszkaja wiec uciesza sie podwojnie..
                  • aron95 Tu wstrząs jest potrzebny!!! 21.06.07, 11:10
                    I refleksja nad tym do czego to małżeństwo zmierza . Skoro on nie widzi w sobie
                    problemu to trzeba mu ten problem wskazać .
                    Pojedyncze słowa bardziej dociera niż potok słów .Aby nad słowami mógł się
                    zastaniawiać trzeba coś zrobić nietypowego aby zmusić go do zastonowienia .
                    Nie koniecznie to może być wyjazd i nie koniecznie te słowa .
                    Ale koniecznie coś szokującego i koniecznie jedno zdanie .





                    ivone7 napisała:

                    > aronie to zly pomysl...bo to by byla manipulacja i to za pomoca dziecka..
                    > zaburzone sie relacje miedzy malzonkami i to trzeba naprawic..za bardzo maz
                    > stal sie tata a przestal byc mezem...
                    > zabieranie dziecka i wyrywanie go sobie z rak tylko poglei ta przepasc...
                    > oni musza na nowo stac sie na 1 miejscu mezem i zona a dopiero otem mama i
                    > tata..
                    > a dziecko na tyle duze, ze mozna na weekend sprzedac do dziadkow...dziadki malo
                    >
                    > widza, bo daleko mieszkaja wiec uciesza sie podwojnie..

                    I
                  • panda_zielona Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 11:53
                    > zabieranie dziecka i wyrywanie go sobie z rak tylko poglei ta przepasc...
                    > oni musza na nowo stac sie na 1 miejscu mezem i zona a dopiero otem mama i
                    > tata..
                    Święta racja Ivone,tylko,że to bardzo trudne,bo nie wiemy czy tata zgodzi się
                    na wywiezienie dziecka do dziadków.A może powinni pojechać tam razem z
                    dzieckiem i ktoś z boku powinien popatrzeć na jego zachowania,bo nie sądzę aby
                    na ten czas się powstrzymał od swoich uwag.I wówczas mu ktoś z najbliższej
                    rodziny uświadomi problem.A jeśli nie to może autorka wątku sama pójdzie do
                    psychologa,a ten ją ukierunkuje czy jest jakis sposób na zmianę zachowań męża.
                    W sumie tobardzo trudna i patowa sytuacja,bo fatalnie jest gdy ojciec mało
                    interesuje się dzieckiem,ale jeśli krytykuje wychowanie matki też źle.
                    • ivone7 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 12:14
                      panda...a ja jokos nie wierze, ze slowa krytyki kogos z boku zmienia zachowanie
                      meza czy zony...
                      tutaj zmienil sie srodek ciezkosci..oni przestali byc malzenstwem a stali sie
                      rodzicami...z tym ze jemu to odpowiada a jej nie bardzo...
                      i cale clou tej imprezy polega na tym zeby ten srodej ciezkosci wrocil na
                      wlasciwe miejsce..
                      fajnie, ze tata zajmuje sie dzieckiem..zle ze poniza przy tym matke.. i co
                      najgorsze ona nie czuje sie spelniona ani jako matka ani jako zona..
                      terapia jest konieczna..tylko trzeba namowic rowniez meza na wizyte..
                      dla mnie najwazniejsze odbudowanie szacunku wzajemnego i relacji miedzy
                      malzonkami..
                      • panda_zielona Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 15:24
                        Nie miałam na myśli krytyki typu "robisz źle",co mogłoby zadzialać jak płachta
                        na byka,ale delikatne uświadomienie,że matka nigdy nie chce źle dla swojego
                        dziecka i pochwalenie w jego obecności jej walorów jako wspaniałej mamy.Może
                        dałoby mu to do myślenia.Masz rację,że zmienił się srodek cięzkości,ale jak
                        widać tylko z jego strony.I terapia moglaby wiele zmienić.Ale co zrobić jak
                        facet jest uparty jak osiołek i nie przyjmuje do wiadomości,że powinien.
                        Wszystko zależy od siły charakteru autorki wątku,a z tego co widzę boi się
                        swojego męża.
            • ivone7 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 10:10
              aloha..bledami sie nie przejmuj..nie takie tu widzielismy i nie takie
              popelnilismy..
              a pomyslalas o tym zeby na weekend odwiesc dziecko do rodzicow a sami byscie
              sobie zrobili czas tylko dla siebie..taki weekend malzenski i to nie chodzi
              tylko o sex ale o czas spedzony ze soba, rozmowy spacery..proby nawiazania
              bliskosci..moze po takim weekendzie maz chetniej zgodzi ie na psychologa..
              przeciez to ze jest dziecko nie znaczy ze my sie mamy przeistoczyc TYLKO w
              rodzicow...
    • akacjax Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 12:53
      Dlaczego napisałaś, że myślałaś, ze dziecko scementuje Wasz związek? Było cos nie tak wcześniej?

      Zachowanie Twojego m.wygląda na przemoc psychiczną, a jego reakcja potem-na tzw. "miodowy miesiąc"-fazę cyklu przemocowego.
      Zastanów się, czy możesz postawic granicę, czy raczej ulegasz?
      Na pewno możesz sama skorzystać z pomocy psychologa, bo to Cię wzmocni. Bez tego uwierzysz w jego słowa.


      • 30-letnia Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 13:10
        a ja na twoim miejscu poszłabym sama na terapię choćby po to, by nauczyć się
        walczyć o swoją godność, by znaleść w sobie coś fajnego i z tego czerpać siłę.
    • artemisia_gentileschi Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 17:01
      Jak mu tak zalezy na dziecku to zagralabym w ten sposob: pyskuje do Ciebie -
      spytaj czy celowo uczy dziecko takich wyrazow i sposobu zwracania sie do ludzi,
      poinformuj go ze przez takie odnoszenie sie do Ciebie swietnie przygotowuje
      corke do bycia ofiara w zwiazku, gdy dorosnie itp.
      • aloha17 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 17:14
        bardzo wam wszyskim dziekuję. Długo zastanawiałm sie nad tym, czy wogóle opisac
        moją historię na forum, teraz napewno tego nie żałuję i wiem, że mam w was
        mnóstwo wsparcia. Spróbuje namówić męża na terapię małżeńską, choć już
        próbowałam, tylko że teraz zrobię to ze zdwojoną siłą, dzięki wam. Z mojej
        strony zrobię wszystko, żeby ratować ten związek, nie chę odrazu decydowac się
        na rozwód bez walki. Te wszyskie sposoby o których wspomniałyście przechodziły
        mi czasami przez myśl, oprócz jenego, że może może to rózniez i mie jest
        potrzebna jakaśm terapia. Mój mąż ma bardzo trudny charakter, jest bardzo
        uparty i stanowczy, ale i ja też nie dam sobie w kaszę dmuchać, być może
        własnie dlatego nie mozemy dojść porozumienia. Jesteście dobrymi
        psychologami :o) Choć powiem wam, że ja też często doradzałam przyjaciołom czy
        koleżankom w rozwiązywaniu podobnych problemów, często trafnie, niestety nie
        potrafię sama sobie pomóc.
        • ivone7 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 17:20
          bo:
          1.najciemniej pod latarnia
          2.szewc bez butow chodzi
          3.madry polak po szkodzie..
          i dlatego tak to bywa...
          • aloha17 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 17:21
            święta racja ivone!
      • aloha17 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 17:20
        chcę wam jeszcze powiedzieć, że wogólę się go nie boję i on dobrze o tym wie,
        boję się tylko jednego, a mianowicie, tego, że gdybyśmy ostatecznie zdecydowali
        się na rozstanie, to rozpocznie się ostra walka o dziecko, nie chcę dopuścic do
        tego
        • aloha17 Re: poradźcie coś mądrego !!! 21.06.07, 17:26
          czy macie jakieś nabiary na dobrą poradnie małżeńską lub psychologa w Warszawie?
        • tricolour A co to znaczy "nie boję się"? 21.06.07, 17:41
          Co czujesz gdy Cie tak słownie poniewiera i poniża? Ja bym odczuwał strach, że w
          końcu dojdzie do rękoczynów, bo kiedys słowa wyczerpią swoją siłę.

          Nie zamykaj sie na negatywne odczucia, bo inaczej zakłamiesz wredną
          rzeczywistość, chamstwo, wulgarność, nielojalność męża. Tylko zajrzenie
          rzeczywistości w oczy daje szanse na zmiany.
          • ivone7 Re: A co to znaczy "nie boję się"? 21.06.07, 17:50
            zgadzam sie z Tri...ja to przerobilam..bedzie tak jak mowi..
          • aloha17 Re: A co to znaczy "nie boję się"? 21.06.07, 17:57
            co czuję?....czuję do niego wówczas ogromny wstręt i mam ochotę wyrzucić go za
            drzwi i rzeczwywiście masz rację, że po takich słowach to juz krótka droga do
            rękoczynów. Na szczęście jeszcze do tego nie doszło i mam nadzieję, że nie
            dojdzie, chociaż kiedyś padło juz hasło, czy chcesz "w twarz"... pewnie ją
            wystawiłam, ale przy tym powiedziałam, że jeżeli coś takiego zrobi, to będzie
            koniec wszyskiego.
            • panda_zielona Re: A co to znaczy "nie boję się"? 21.06.07, 18:13
              No to teraz na terapię marsz smile
            • jonna38 Re: A co to znaczy "nie boję się"? 21.06.07, 18:17
              Mysle, ze twoj maz potrzebuje terapii szokowej.Przy nastepnej niegrzecznej
              uwadze nic nie odpowiadaj, milcz i czekaj az sobie gdzies pojdzie.Potem spakuj
              sie, wez dziecko i wyjedz do rodzicow nie zostawiajac mu wiadomosci.Niech ma
              czas na przemyslenia.Zalatw sobie na ten czas urlop z pracy badz wez
              chorobowe.Sama tez bedziesz miala czas na zastanowienie.Zycie mamy jedno i w
              glownej mierze sami decydujemy jak sie potoczy.Wszystko ma swoja cene.Pomysl tez
              o ewentualnosci, ze ciagniesz ten zwiazek latami, a np po 10 latach on sobie
              znajdzie kogos kto bedzie lepsza matka... Albo corka dorosnie, odejdzie na swoje
              a ty zostaniesz z tymi wszyskimi zlymi wspomnieniami i nim jako towarzyszem na
              starosc...
              Warto tez pamietac, ze bedac z kims nie dokonca odpowiednim pozbawiamy sie
              szansy znalezienia tego odpowiedniego...
            • panda_zielona Re: A co to znaczy "nie boję się"? 21.06.07, 18:18

              Niestety ja nie znam żadnego dobrego psychologa,nie mam też namiarów na dobrą
              przychodnię.Jakoś udało mi się przejść przez cały ten bajzel bez psychologa.Po
              za tym jak ja miałam kłopoty w małżeństwie,to instytucja psychologa kojarzyła
              się z psychiatrą i wariatkowem.Jest tu sporo osób z Warszawy i napewno coś
              wymyślą.Trzymaj się.
    • tricolour Zasuwaj na terapię... 21.06.07, 18:18
      ... może nawet lepiej sama na początek. Życzę Ci wrednego psychologa, który
      postawi na nogi Twoją godność, prawo do szacunku i nauczy powtórnie konfrontacji
      z rzeczywistością.

      Takiego, który potrafi powiedzieć, że terapia to nie burdel i klient nie musi
      wyjść zadowolony. Klient ma wyjść zdrowy.
      • akacjax Re: Zasuwaj na terapię... 22.06.07, 07:32
        Ja nie z Warszawy, ale generalnie polecają pomoc na Belgijskiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka