Dodaj do ulubionych

Trudne decyzje....

21.11.07, 16:38
Od kilkunastu lat jestem w związku bez szans na normalność, z
awanturami kłótniami i itp...o których wtyd pisać.Życie wygląda
koszmarnie, i ta świadomość że nic mnie nie łączy z nim prócz
dziecka...Ale jak długo można trwać w niebycie tylko dla
dziecka...Awantura, krzyki wyzwiska poniżanie znęcanie
psychiczne..."wylewanie" wszystkiego co akurat w emocjach można
wypowiedzieć najgorszego przy dziecku...Potem mój płacz i bezsilność
zwykła kobieca bezsilność na ciągłe godzenie się z takim stanem
rzeczy.Ja wykształcona i w gruncie... twardo stąpająca po ziemi nie
umię sobie z tym poradzić ... Przeprosiny męża i moja naiwna wiara
że dla dziecka...warto bo ma z nim niezłe relacje i ojciec jest mu
potrzebny.Potem kolejny weekend i to samo ciągłe pretensje o szystko
i bez powodu - w większosci milczę unikam sytuacji by dziecko się
niedenerwowało...i to nie daje skutku...ale gdy się postawię jest
też tragicznie...ustalamy że się rozwodzimy i zasady, których
powinniśmy się trzymać...zgadza się ...na chwilę potem znów walka i
znęcanie psychiczne że mnie zniszczy itd...itd... by zachwilę
obiecywać że będzie lepiej ...że to tylko emocje ....gorszy
dzień .......Ja już nie mogę...nie mam siły. Jestem dobrą matką i
żoną ( przynajmniej tak mi się wydaje) dbam o dom, nie jestem
rozrzutna -raczej dla siebie minimalistka, nie łażę po koleżankach -
od czasu do czasu spotkam się z przyjaciółką która przyjedzie do
Polski lub wychodzę okazjonalnie na spotkania firmowe typu
wigilijne.Kocham nad życie dziecko i staram się być dobrą matką.Dom
jest posprzątany,oprany...Jestem normalną kobietką w domu,żoną po
pracy ...Odizolował mnie od znajomych -bo na to
przyzwoliłam ...zniszczył moje relacje z rodziną-bo na to
przyzwoliłam... zabrał moją całą radość życia - bo na to
przyzwoliłam....CHCIAŁĄM MIEĆ NORMALNĄ PEŁNĄ RODZINĘ... Ale jestem
sama ...sama emocjonalnie i w każdej płaszczyźnie...i już dalej tak
żyć nie mogę.Boję się że dziecko nie zrozumie że będzie to
zatrudne....bo cała ta sytuacja jest trudna.Ciągnie się to tak długo
ze dla dziecka jest to normalne że kłócimy sie a potem wraca
standard tygodnia praca-szkoła, dom....praca-szkoła,dom....potem
kolejny koszmarny weekend....Nieznoszę weekendów, cieszę się jak w
sobotę pracuje i jestem sama - to wyciszenie jest ukojeniem ...ale
potem wraca....i się zaczyna Próbowałam nie rozmawiać -by nie było
powodów do sprzeczek....ale on sam do nich zmierza.Emocje u niego
wyciszają się dopiero gdy widzi moje nerwy które zaciskaja mi
głos...ale na chwilę...To dziwne że nie potrafię zdobyć się by
odejść ...zebrać siły by dziecku powiedzieć kochanie to nie jest
normalna rodzina ...chcę byś inne wzorce czerpał.....I chciałabym
krzyczeć o pomoc ...ale nie potrafię...
Obserwuj wątek
    • bet66 Re: Trudne decyzje.... 21.11.07, 17:35
      zwiazek ofiary z emocjonalnym wampirem;
      niszcząc siebie karmisz jego.
      Gdzie są twoje granice cierpliwości i upokorzenia ?
      Co musi się stać, abyś powiedziała " dość" ?
    • oinga Re: Trudne decyzje.... 21.11.07, 19:26
      Piszesz, że dbając o dziecko tkwisz w "chorym" związku. Jaką zatem
      przyszłośc fundujesz dziecku, jaki będzie jego wzorzec
      funkcjonowania rodziny? Czy to aby prawdziwy powód dalszego
      utrzymywania związku? Nie bardzo chce mi sie wierzyc, albo
      okłamujesz nas albo, co gorsze, siebie.
      • kamika47 Re: Trudne decyzje.... 21.11.07, 19:49
        Jest bardzo wiele obaw...a pzrede wszystkim nie mam wsparcia w
        nikim... Jesli krok zrobię to pociągnę lawinę reakcji wrogich przede
        wszystkim jego. Potrzebuję ogromnej siły wsparcia ...samej jest
        trudno...Chciałabym bez emocji na spokojnie rozwiązac problem, nie
        mam juz siły tak funkcjonowac. Pracuję zawodowo i mam możliwośc
        samodzielnosci finansowej.... Gdybym opisała cały ten związek i to
        jak ta sytuacja narastała może byłoby łatwiej moi drodzy zrozumiec...
          • jasminowo Re: Trudne decyzje.... 22.11.07, 09:38
            Ja też radzę psychologa. Zdecydowanie. Wydaje mi się, że sama sobie
            zaprzeczasz, bo też uważam, że dla dobra dziecka tkwienie w
            przemocowym związku to błąd. Masz prawo do błędów. Ale wyciągaj z
            nich wnioski. Po tylu latach huśtawki wierzę, że możesz mieć problem
            ze spokojną oceną sytuacji, szans. Boisz się i rozumiem to. Wierzę,
            że zdajesz sobie sprawę z tego, że nikt za Ciebie decyzji nie
            podejmie. Nikt nawet nie powinien mówić Ci, ze powinnaś sie rozejść
            z mężęm. Bo kto z nas wie co się stanie dalej? "Cuda" się zdarzają.
            Miłość czasem wraca. Może uda się pójść na wspólną terapię? Jeżeli
            nie - pomyśl o sobie - gdybyś była dzieckiem - jak czułabyś się
            widząc wieczne awantury, poniżanie, przemoc emocjonalna? Pomyśl o
            małżeństwie dziecka - chciałabyś, zeby tkwiło w takim związku? Co
            byś wtedy zrobiła, gdybyś widziała co się tam dzieje? Co byś zrobiła
            dla dorosłego dziecka, które kochasz? A dlaczego nie mozesz zrobić
            tego dla siebie? Wierzę, ze nie masz sił - psycholog da Ci taką
            siłę.
            Przytulam ciepło. I pisz jeżeli potrzebujesz wsparcia. Jesteśmy tu.
            • kamika47 Re: Trudne decyzje.... 22.11.07, 10:20
              Jaśminowo dziękiuję za ciepłe słowa...Nie mam siły to prawda i muszę
              poszukać pomocy u specjalisty by wzmocnić się emocjonalnie... nim
              zacznę przechodzić jeszcze trudniejszy okres...
              dziękuję ...że nie jestem sama
              • jasminowo Re: Trudne decyzje.... 22.11.07, 11:06
                Nie jesteś sama. Ja kilka lat "kisiłam" się w trudnej sytuacji.
                Wsparcia na pewno udzieli Ci psycholog. Mnie udzielił. Nic na
                chybcika. To jak z dźwiganiem ciężarów. Nikt nie rzuca sie na
                wielkie za pierwszym razem.
    • sylwiamich Re: Kamika 22.11.07, 09:47
      To narmalna reakcja.Wyzucie z sił, emocji, woli walki, chęci do
      zmian i życia.Samej poradzić sobie będzie Ci trudno.To jak
      wychodzenie z głębokiej jamy.Drabine lub sznur ktoś Ci musi
      rzucić...z resztą poradzić musisz sobie sama.I widzę żę masz duży
      potencjał...widzisz gdzie jesteś...to połowa sukcesu.
      • kamika47 Re: Kamika 22.11.07, 10:24
        Najgorsza jest bezsilność i niemoc w najtrudniejszych momentach i
        ściana negatywnych reakcji która nie kruszeje nawet pod argumentami
        rozsądku...I masz rację że sama muszę sobie poradzić...ale muszę się
        wzmocnić....bo stan w którym jestem ....ehh...dziękuję za wsparcie
        • sylwiamich Re: Kamika 22.11.07, 10:38
          Wiesz Kamilko..ja myślę że sukces może Cię jedynie wyrwać z tego
          letargu.Zacznij od małych rzeczy, małych spraw, malutkich.Jesli
          wyjdzie Ci jedna...to motywuje....dalej łatwiej Ci będzie...bo
          uwierzysz że coś MOŻNA zmienić.I na terapię...ona naprawdę stawia na
          nogi...bo widzisz że inni mogą, więc czemu nie TY?smile)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka