Dodaj do ulubionych

Powrót syna marnotrawnego

31.01.08, 15:27
Mam nadzieje że znacie tą przypowieść bo nie chce mi się jej opisywaćwink
Czasem gnębi mnie ten temat, tyle że tym marnotrawnym synem jest mój ojciecwink
Z którym żyje w zasadzie w zgodzie ale nie chcę go traktować tak samo jak
mamy. Nie chce by mi pomagał przy domu choć w sumie mógłby dużo zrobić. Nie
chcę by czuł się mi potrzebny bo wiem że w starszym wieku bardziej mu na tym
zależy. Nie chce też by zbyt często spotykał mojego syna mimo że trochę
odbieram mu dziadka. Po prostu uważam że mu się to nie należy. Gdy byli
jeszcze małżeństwem- więcej czasu spędzał z kochankami niż z nami. Mama
pracowała, opiekowała się nami a ojciec miał w nosie wszystko. Nie mogę teraz
traktować ich jednakowo.
Obserwuj wątek
    • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 31.01.08, 15:29
      Chcesz go w ten sposób upokorzyć i ukarać?
      • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 31.01.08, 16:39
        sibeliuss napisał:
        > Chcesz go w ten sposób upokorzyć i ukarać?

        Właśnie nie. Jak bym go chciał ukarać to bym go olał i nie widywał się z nim
        zresztą i tak jest ciężki do wytrzymania. Po prostu uważam ze to by było nie
        sprawiedliwe gdyby traktował ich tak samo i tyle. Ale ta przypowieść właśnie z
        tym mi się kojarzy tyle że zakończeni inne wink
        • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 31.01.08, 17:16
          Nie da się trochę. Albo kogoś szanujesz, albo nie.
          Alebo stajesz przodem - albo tyłem. Nie ma opcji bokiem.
          • woman-in-love Re: Powrót syna marnotrawnego 31.01.08, 18:12
            jest opcja bokiem. Dlaczego nie?
            • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 01.02.08, 10:04
              woman-in-love napisała:

              > jest opcja bokiem. Dlaczego nie?

              Dla higieny psychicznej.
          • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 01.02.08, 00:00
            sibeliuss napisał:
            > Albo kogoś szanujesz, albo nie. Alebo stajesz przodem - albo tyłem.

            O szanowaniu to zbytnio nie ma mowy- bo i nie ma za co. Ale żyć miedzy ludźmi
            jakoś trzeba. Więc mojego ojca mogę traktować znośnie - nie dawać sobie na głowę
            wchodzić- ale z drugiej strony nie dawać mu tego czego może teraz by oczekiwał.
            Już kilaka razy proponował mi że pomoże mi coś zrobić z domem- jest na
            emeryturze ma dużo czasu. Ale ja nie chcę - choć cholera przydał by się- ale nie
            chcę by czuł że jest mi potrzebny, by miał jakiś powód do tego bym był mu
            wdzięczny. Nie chcę by czuł że jest dla mnie ważny - bo w sumie nie jest- bo
            tylko dzięki wychowaniu i kulturze utrzymuje z nim kontakt i niech tak zostanie.
            • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 01.02.08, 10:04
              Powiem tak, czy przed powrotem ojca rozmawiałeś z mamą o tym?
              Czy ojciec jest świadomy Twojego podejścia? Brak umiejętności
              wybaczenia bardziej zaszkodzi Tobie niż jemu. Dlaczego ma nie pomóc
              przy domu, w którym mieszka? (nie chodzi o wdzięczność tylko o
              konserwację czegoś z czego korzysta).
              • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 01.02.08, 10:42
                sibeliuss to nie takwink W ogóle nie tak;D
                Mój ojciec przez całe życie zgrywał wielce zżytego z nami(synami). Po rozwodzie
                wyjechał za granice alimenty płacił do czasu aż mój starszy o 3 lata brat nie
                zaczął pracować. Potem mu się odwiedzało. Raz w roku przyjeżdżał do polski na
                miesiąc - o czym dowiadywaliśmy się od ludzi. Po dwu tygodniowym pobycie w
                Polsce odwiedzał nas i wylewał wiadra łez jak to nas kocha i tęskni. W ciągu
                miesięcznego pobytu wiedziałem go 2 góra 3 razy. Nigdy nie miał ustalonych wizyt
                ani ograniczonych- zresztą po rozwodzie miałem już 11 lat to byłem już dorosły;D
                Mama sama namawiała nas do widywania się z ojcem tyle że jemu nie bardzo się
                chciało.
                Teraz nie mieszkam z nim, jego powrót polega tylko na tym że parę lat temu
                wrócił do polski i mieszka 6 km ode mnie. Ja mam swój dom w którym mieszkam z
                moją rodziną - wprowadziliśmy się półtorej roku temu i jeszcze trochę do
                zrobienia jest.
                Z tym całym powrotem chodzi mi o to że teraz jego stosunek do mnie może zmienił
                się na lepsze. Może dlatego że łatwiej mu spędzać czas z dorosłym facetem, może
                dlatego że ma więcej czasu, może też dlatego że mieszkamy w małej miejscowości
                gdzie ludzie wszystko widzą i komentują a gdyby coś u mnie robił- komentowali by
                że jest dobrym ojcem i mi pomaga- a wiem że na takich opiniach bardzo mu zależy.
                W dorosłym życiu te kontakty z rodzicami są już inne - więc i o konflikty
                trudniej. Może też ojciec się starzeje i się zmienia- nie wiem, starszym ludziom
                zależy na poczuci ważności. Choć on ma dopiero 60 lat.
                Tu nie chodzi o wybaczanie, mi chodziło o samą tą przypowieść która trochę
                przeniosłem na swoje życie. Wybaczyć można każdemu i trzeba. Ale traktując na
                równi osobę która starała się przez całe życie (moja mama, syn który został z
                ojcem) z osobą która w pewnym momencie odeszła(ojciec, syn marnotrawny) i to nie
                w momencie rozwodu, bo znudziło mu się dużo wcześniej. Dla mnie traktowanie tych
                dwóch osób na równi jest krzywdzące dla tej pierwszej.
                Ja nie chcę go karać, po prostu czułbym się źle gdyby myślał że jest dla mnie
                tak samo ważny jak moja mama. Od dwóch lat sam mam syna i teraz jeszcze bardziej
                widzę jego obłudę, bo z jednej strony opowiadał wielkie pierdoły o miłości do
                nas. A z drugiej miał dwie kochanki- dal mnie niesamowite jest to kiedy miał na
                to czas. Bo mi żal poświęcić czas który spędzam z dzieckiem na wyjście z kumplem
                na piwo. A jemu nie było żal na kochanki?
                • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 11:40
                  egon26 napisał:

                  > Bo mi żal poświęcić czas który spędzam z dzieckiem na wyjście z
                  kumplem na piwo. A jemu nie było żal na kochanki?
                  --
                  A to Ci wpółczuję, bo w życiu powinien być czas na wszystko, a
                  higiena psychiczna nakazuje mieszać towarzystwo w którym się
                  przebywa. Z czasem możesz unieszczęśliwić dziecko rolą najlepszego
                  kumpla.
                  • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 14:36
                    sibeliuss napisał:
                    > Z czasem możesz unieszczęśliwić dziecko rolą najlepszego kumpla.

                    Wiem o tym i zdaje sobie z tego sprawę. Mój syn ma dopiero 2 lata i to dopiero
                    za 4 dniwink W jego wieku ciężko jest mieć dużo kumpli, ale jak dorośnie nie mam
                    zamiaru mu ich zastępować, choć będę próbował z nim jakoś część czasu spędzać.
                    Ale mam nadzieje że uda mi się zrobić to tak by nie było to narzucenia się- może
                    pomogę mu w lekcjach i raz na jakiś czas pójdziemy w góry lub na narty.
                    Zobaczymy jak się sytuacja rozwiniewink Teraz w tygodniu po pracy mam dla niego
                    2-3 godzin, czasem trzeba coś załatwić więc też odpadają. A weekendy są rodzinne
                    najczęściej, z wyjazdami gdzieś lub do znajomych.
                    Ale może masz racje, równowaga musi być. Tyle że czasem trzeba ją zawiesić,
                    jeśli chce się coś osiągnąć. Jedni zawieszają ją dla pracy a inni dla rodziny. I
                    celowo napisałem tutaj zawiesić bo z czasem mały znajdzie swoich znajomych,
                    dziewczynę a my wrócimy do swoich.
                    • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 18:36
                      Zawiesic się nie da, bo za kilka lat nie będziesz miał o czym z tymi
                      ludźmi rozmawiać. Mój szwagier powiedział kiedys kumplom, ze przy
                      piwie nie ma tematów pieluszkowych. Pochwalić się dzieckiem i
                      przejść do tematów, o których faceci rozmawiaja przy browarku.
                      • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 22:37
                        Wszystko zawiesić się da, a jeśli wspólnie z żoną decyduje się na potomstwo to i
                        wspólnie decyduje się na wychowanie ich. Jeśli stare towarzystwo piwne odpadnie
                        to kiedyś znajdzie się nowe. Jeśli jednak jacyś przyjaciele opuszczą mnie przez
                        to że ma teraz dla nich mniej czasu to już ich problem nie mój. A przy piwie nie
                        muszę rozmawiać o pieluchach o czym przekonasz się jeśli kiedyś spotkamy się
                        przy piwiewink Bycie aktywnym ojcem to mój cel, ale nie mam zamiaru na siłę
                        wtłaczać go wszystkim znajomym.
                        • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 10:28
                          Ano zobaczymy smile
                          ps. czy rozmiawiałeś szczerze z ojcem, dlaczego nie potrzebujesz
                          jego pomocy?
                          • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 11:53
                            sibeliuss napisał:
                            > ps. czy rozmiawiałeś szczerze z ojcem, dlaczego nie potrzebujesz
                            > jego pomocy?

                            Nie. Ale zbieram się do tej rozmowywink
                            • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 14:19
                              Największą wagę przyłóż do zapanowania nad emocjami obu stron.
                              Powiedz co masz rzec, ale nie rań. Nie mentoruję, ale ja jestem po
                              takiej rozmowie.
                • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 11:41
                  egon26 napisał:

                  > sibeliuss to nie takwink W ogóle nie tak;D

                  Dopiero teraz załapałem - Twój ojciec nie zamieszkał z Twoją mamą.
    • kirkwall Re: Powrót syna marnotrawnego 09.02.08, 14:07
      Chcesz uslyszec prosbe o przebaczenie?
      • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 10.02.08, 20:43
        kirkwall napisała:
        > Chcesz uslyszec prosbe o przebaczenie?

        Nie. Bo tu o wybaczanie w ogóle nie chodzi, tylko o zwykła ludzką uczciwośćwink Na
        razie i tak mi to nie grozi bo ojciec tylko czasem próbuje się staraćwink Ale
        chodzi mi o to że nawet gdyby teraz był takim ojcem jakiego zawsze chciałem
        mieć, nie mógłbym już spotykać się z nim częściej, rozmawiać szczerzej, być z
        nim bliżej itd. Dlatego że uważam że byłoby to nie w porządku wobec mojej mamy,
        ja oceniam ich przez całokształt a nie ostatnie kilka miesięcywink
        Moje stosunki z ojcem są całkiem normalne jak z każdym obcym facetemwink Jak mnie
        zaprosi to czasem go odwiedzę, jak wpadnie bez zapowiedzi to wpuszczę do domu.
        Jak jest miły to ja jestem miły, jak jest niegrzeczny też jestem niegrzeczny.
        Choć ostatnio nawet przemilczałem jak mnie wkurzał. Opiekowali się na zmianę z
        moją mamą córkami brata i spotkałem się z nim u mamy. Byłem z małym który
        naprawę bardzo ładnie i wyraźnie mówi jak na swój wiek. Ojciec zaczął się go
        pytać: "A czemu ty w ogóle nie seplenisz, dzieci w twoim wieku powinny seplenić.
        Pewnie rodzice krzyczą na ciebie byś mówił ładnie." - to już mnie wkurzyło, ale
        olałem. Potem przy kawie moja mama wyskoczyła że już dawno nie zostawialiśmy jej
        małego. Więc jaj powiedziałem z żartem że po tym co zrobiła parę miesięcy temu
        po prostu się boimy - mały spadł jej ze schodów, stała koło niego, nie mam
        pojęcia jak to się stało. Zaczęła się śmiać że ja to strasznie pamiętliwy
        jestem, na co stary: "Tak tak pamiętliwy, mi to pamięta rzeczy z przed 20 lat" i
        tu już miałem ochotą puścić wiązankę, wziąć za fraki i wywalić z domu. Bo
        chodziło mu o to że kiedyś w kłótni przypomniałem mu jak to w zimie wyrzucił
        mojego starszego brata z domu, za to że brat przezywał swoją koleżankę. Mój
        ojciec nigdy nie pił był dyrektorem szkoły. Wkurzył mnie tym bo to naprawdę
        ciężko zapomnieć, a on to próbuje obrócić w żart lub jakiś sposób oczernienia
        mnie że ja dalej pamiętam taką "błahostkę" bo przecież on jak zwykle nie winny.
        A te kilka godzin gdy nie wiedziałem co się dzieje z moim na tamten czas
        ukochanym bratem, pamiętam dokładnie do dziś i tamto wspomnienie nawet teraz
        potrafi doprowadzić mnie do łez- teraz ryczęwink
        • magdmaz Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 10:24
          Rozumiem Cię doskonale.
          Być może to jakaś nieumiejętność wybaczenia. Ale może niekoniecznie. Bo
          "wybaczyć" to nie znaczy dać z siebie ponownie nabijać w butelkę. Nie wiem, może
          ten przypadek jest inny niż mój. Ale chodzi o to, że dziś Twój ojciec ponosi
          konsekwencje swojego postępowania sprzed lat i wg mnie to JEST sprawiedliwe. Nie
          wiem, może ktoś mi udowodni, ze jeśli wybaczę do końca, przyjmę pod dach i
          zapomnę o tym, co było, to konsekwencje dosięgną go w innym życiu. Możliwe,
          wierzę w Boską sprawiedliwość, bo mi tak łatwiej. Ale nie zgadzam się na
          przyzwolenie społeczne dla takiego postępowania, jakie opisałeś. Nie zgadzam się
          na przyzwolenie społeczne dla rozbijania rodzin, dla niealimentacji, dla
          opuszczania dzieci, czy "obrażania się" na dzieci, kiedy małżeństwo się rozpada.
          A wybaczenie-zapomnienie to powiedzenie:"nic ważnego się nie stało". Nie prawda.
          Stało się i nic tego nie cofnie, dlatego twój stosunek do ojca jest tego czystą
          konsekwencją, a nie zemstą czy oczekiwaniem na pokajanie się.
          • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 14:51
            magdmaz napisała:
            > Rozumiem Cię doskonale.

            No na reszcie mnie ktoś rozumiewink Tu naprawdę nie chodzi o wybaczanie. Bo gdybym
            mu jakoś tam nie wybaczył pewnych spraw to po prostu bym się z nim nie widywał i
            tyle. Dziś byłem u niego na urodzinach kupiłem mu wino i cmoknąłem w policzki,
            nawet syna zabrałem by się nim trochę nacieszył. Byłem tam z bratem który miał
            bardzo mało czasu, chyba nawet nie byliśmy pół godziny- ja bym dla przyzwoitości
            został troszkę dłużej. Ojciec chciał bym zostawił małego u nich i odwiezie mi go
            później. Na to już zgodzić się nie mogłem, bo według mnie nigdy na to nie
            zasłużył. Wydaje mi się że rodzice przez całe życie pracują na późniejsze
            relacje z dziećmi. On sie zbytnio nie starałwink
        • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 18:40
          Dziś ten brat juz nie jest ukochany?
          • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 13.02.08, 22:52
            sibeliuss napisał:
            > Dziś ten brat juz nie jest ukochany?

            Tak nie jest. Każdy z nas ma swoje życie i swoje interesy. Wtedy byliśmy
            dziećmi, teraz każdy z nas ma swoją rodzinę i swoje zobowiązania. Dalej kocham
            mojego brata lecz podejście do życie już jest zupełnie inne. Teraz kocham moja
            żonę, syna. I jeśli była by taka potrzeba oddałbym za nich życie, za brata już
            chyba nie. Bo ktoś inny mojego życia potrzebuje.
            • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 10:38
              Jesteś młody, może jeszcze nie umiesz stopniować uczuć.
              Każdego z bliskich należy kochać, nie tylko kobietę która daje Ci
              miłość, dziecko, seks i coś tam jeszcze. No, ale do tego trzeba
              czasu smile
              • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 11:50
                Miło mi że twierdzisz że jestem młody. Tylko trochę źle mnie zrozumiałeś, a może
                ja trochę źle to napisałem. Kocham mojego brata dalej. Tyle że w tamtym czasie
                był dla mnie jedną z najważniejszych osób w moim życiu- jeśli nie najważniejszą.
                Teraz przeszedł już na dalszy plan. Jako dziecko byłem w niego bardzo zapatrzony
                i nie dostrzegałem cech negatywnych, tak jak często dzieci robią względem swoich
                rodziców. W zasadzie mój brat trochę pełnił też rolę mojego ojca. Kiedyś byliśmy
                bardzo zgrani, głównie dlatego że we wszystkim go słuchałem. Z wiekiem
                przestawałem go słuchać i trochę relacje się pogorszyły.
                • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 14:24
                  Normalne jest, że kryteria się zmieniają. Podobnie jest z tym, że z
                  czasem przestajemy ślepo czerpać ze wzorców i te wzorce czują się
                  oburzone - do obrażenia włącznie. C'est la vie powiedziała
                  koniczynka znikając w krowim pysku.
        • kirkwall Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 14:54
          Rozumiem - czyli nie ma z tego wyjscia, po prostu status quo. Bo tego co bylo on
          juz nie naprawi. Moze ja po prostu zle do tego podchodze - ty piszesz jak jest,
          ja od razu kombinuje jakby tu zrobic, zeby bylo lepiej wink
    • kirkwall Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 15:29
      Zapomnialam - historia o synu marnotrawnym konczy sie przebaczeniem. I ten
      'dobry' syn nie moze tego zrozumiec - jak mozna wybaczyc. Stad moje wczesniejsze
      pytanie.
      • sibeliuss Re: Powrót syna marnotrawnego 14.02.08, 15:42
        Z wybaczeniem jest trudno, trzeba pogodzić się z często silnymi
        emocjami. U mnie nie widać skruchy i dlatego wybaczam, ale pamiętam
        i biorę wszystko pod uwagę. Czas goi rany, ale zostawia blizny.
        • egon26 Re: Powrót syna marnotrawnego 15.02.08, 09:41
          A jaki jest twój ojciec? Z moim cały problem polega na tym że to on zawsze uważa
          się za ofiarę i według niego wszyscy są winni tylko nie on. Poza tym
          przypuszczam że się od razu obrazi bo jakim prawem cokolwiek mogę mu mówić skoro
          on był takim dobrym ojcem- w jego przekonaniu. Najlepiej to by mu było list
          napisaćwink Na połowę swojego rodzeństwa jest obrażony bo kiedyś tam zwrócili mu
          uwagę. Obawiam się też że będzie się zarzekał i obwiniał o wszystko moją mamę.
          Przez kilka lat wmawiał mi że mama go oczernia mówiąc że ją bił, ja tego nie
          widziałem i przyznam ze czasem zaczynałem się nad tym zastanawiać, do czasu aż w
          chwili słabości przeprosił przy mnie mamę za to że ją bił. Oczywiście że mama
          też nie jest bez winy bo trzeba było zacząć go wychowywać a nie usługiwać przez
          pół życia. Stary ogólnie ma bardzo ciężki charakter i należy do grupy ludzi
          którzy uważają że im wolno wszystko powiedzieć, z wszystkiego żartować a gdy
          ktoś im coś powie to jest wielkie obrażanie się. Pamiętam jak kupiłem dom, było
          jeszcze sporo pracy by go wykończyć ale cieszyłem się nim jak dziecko. Przyszedł
          ojciec i wszystko skrytykował, nie powiedział ani jednego dobrego słowa. W końcu
          się wkurzyłem i mniej kulturalnie wyprosiłem go z domu. Inna sytuacja. Urodził
          mi się syn, zadzwoniłem do niego i powiedziałem że został prawdziwym dziadkiem
          (brat ma dwie córy-a ponoć dziadek musi mieć wnukawink) Pogratulował mi i tyle. Po
          miesiącu, zadzwonił do mnie wieczorem że chce zobaczyć wnuka, mały właśnie miał
          iść spać, więc mu powiedziałem by przyszedł następnego dnia. Obraził się bo on:
          "tak strasznie chciał zobaczyć dziecko" - po miesiącu, wtedy mieszkaliśmy u
          teściów i miał góra 2 km do nas, a facet jest na emeryturze- wiec raczej
          zapracowany nie był. Kiedyś zawsze powtarzał że pierwszemu wnukowi jak tylko się
          urodzi przepisze las - ma jakiś kawałek. Śmiać mi się chce bo odkąd mały się
          urodził już o tym nie wspomina. Był wychowany w rodzinie gdzie ojciec jadł
          pierwszy obiad a potem mogły jeść dzieci i te wzorce chyba mus się okropnie
          podobały. Tyle że dziadek utrzymywał cały dom, u nas dom utrzymywała mama, nawet
          do tego stopnia że prezenty dla nas kupował za jej pieniądzewink Mama raz- dwa
          razy w tygodniu dyżurowała całą noc w szpitalu, wtedy miał się nami zajmować
          ojciec. Najczęściej wtedy wracał bardzo późno z pracy bo bawił się z kochankami,
          do czego przyznał się mamie po rozwodzie. Rozpisałem się, ale gość ma naprawdę
          straszny charakter. Ale faktycznie będę mu musiał kiedyś powiedzieć dlaczego nie
          chcę by zajmował się moim dzieckiem i był dla niego dobrym dziadziem. Choć
          trochę się też boje że może mały potrzebuje dwóch dziadków, tyle że jakoś nie
          mam przekonania do tego by faktycznie taki był. Wiem że straszny z niego szpaner
          i lubi by ludzie myśleli że jest wspaniałym dziadkiem, ojcem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka