samaosia
23.02.08, 01:06
dziękuje wam wszystkim, że mogę was tu czytac, że mimo, iż wiele razy nie chce
zgodzic sie z waszymi wypowiedziami, daja mi one jednak do myslenia.
dzieki.
powoli zbieram sie do kupy, ale jeszcze bardzo daleka droga przede mną.
nie wiem czy ktos pamieta tu moj problem, nie mam siły go przytaczac
są lepsze i gorsze dni, czasami boli mniej a czasami bardziej, nie ma dnia bez
bólu..jeszcze, ale powoli zaczynam wierzyc, ze taki dzień moze nastapic kiedys
z waszych doswiadczen wynika, ze lepiej nie spotykac sie z mezem, ja sie
spotykam prawie codziennie, skończyły sie co prawda nasze "romantyczne
schadzki" o których opowiadałam wczesniej, cóz, moze i lepiej, po co sie oszukiwac
do napisania tego postu skłonił mnie kolejny juz watek w ktorym mąz konczac
związek chce przyjazni.
my tez zyjemy w przyjazni..... ale co dzieje sie we mnie to juz tylko ja sama
wiem. kocham go i nienawidze za to co mi zrobił odchodzac, tesknie za nim i
nie chce żeby wrocił, jestem rozdarta i rozdrgana emocjonalnie. niedługo mina
4 miesiace odkad odszedł...
kiedy wreszcie minie ból? kiedy przestanę czekac na jego powrót?
moze powinnam sie cieszyc, ze nie okazał sie taką swinia jak niektorzy
opisywani tu mezowie - ze nie odszedl do kochanki, ze nie zostawił mnie bez
srodków do zycia, ze zajmuje sie dziecmi, ze rozmawiamy ze soba bez awantur i
krzyków, ale co z tego, skoro to wszystko boli tak samo jakby tak sie zachował
dlaczego ciagle mnie zapewnia, że on odszedł, ze sie rozstalismy, czyzby
zapewnial sam siebie? przeciez ja go o to nie pytam!
dlaczego mi powiedzial, ze on nie potrafi byc sam i na pewno kogos sobie
znajdzie? po co mi to mówi? celowo mnie rani? dlaczego??
zbliza sie nasza rocznica ślubu...boję sie tej daty, boję sie, że znowu nie
dam rady
jeszcze raz dziekuje wam, ze jestescie, duzo daje mi czytanie was