samaosia
09.03.08, 23:51
źle sie dzis czuję.
sprowokowałam męza do rozmowy, nie wiem dlaczego to zrobiłam. To tak strasznie
boli.
czy przywiązanie, bliskość, bycie dla kogoś waznym, bycie najblizszą osobą,
czy tego wszystkiego po nastu latach małzenstwa nie mozna nazwać miłoscią?
według mnie to własnie jest miłosc.
według niego tej miłosci do mnie brak.
wszystko powyższe deklaruje a mówi, ze nie kocha.
dlaczego zmarnowalismy te wspolne lata, dlaczego nie zrobilismy wiecej żeby
zwiazek ratowac? dlaczego on nie chce probowac jeszcze raz, dlaczego nie
wierzy, ze mamy jeszcze szanse
znowu bełkocze, ale tak strasznie mi zle i smutno, moze jest tu ktos kto
jeszcze nie spi i jest w stanie potrzymac mnie wirtualnie za reke?
ja tak bardzo kocham mojego meza....