Dodaj do ulubionych

bardzo, bardzo

09.03.08, 23:51
źle sie dzis czuję.
sprowokowałam męza do rozmowy, nie wiem dlaczego to zrobiłam. To tak strasznie
boli.
czy przywiązanie, bliskość, bycie dla kogoś waznym, bycie najblizszą osobą,
czy tego wszystkiego po nastu latach małzenstwa nie mozna nazwać miłoscią?
według mnie to własnie jest miłosc.
według niego tej miłosci do mnie brak.
wszystko powyższe deklaruje a mówi, ze nie kocha.
dlaczego zmarnowalismy te wspolne lata, dlaczego nie zrobilismy wiecej żeby
zwiazek ratowac? dlaczego on nie chce probowac jeszcze raz, dlaczego nie
wierzy, ze mamy jeszcze szanse

znowu bełkocze, ale tak strasznie mi zle i smutno, moze jest tu ktos kto
jeszcze nie spi i jest w stanie potrzymac mnie wirtualnie za reke?
ja tak bardzo kocham mojego meza....
Obserwuj wątek
    • samaosia Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 00:59
      wszyscy spią.... szkoda sad
      • leptis Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 06:25
        ja lapie czytajac klimaty LUDZI...nie zdarzen....
        i chyba jednak dobrze mi cos w głowie sie "jarzylo" wieczor czytajac
        Sylwiątkowe zdania (te wczesniejsze....ostatnich piszac nie
        czytalem...)...

        To chyba Twoja historia w pamieci pozostala....ze sie z
        mezem...bylym .... w jednym lozku znalazlas ...Nie! ...Nie! ...To
        nie Twoja wina..
        Ty go nadal bardzo bardzo kochasz Samaosiu smile))..jesli wierzyc
        slowom Sylwii i....mojej tego tekstu pamieci...

        Tu znowu mój gatunek sie nie sprawdzil....

        To On powinien wiedziec...ze tego z Toba juz nie wolno robic...Od
        jego odejscia..powinnien pojac, ze mi..KAZDEMU...innemu facetowi
        powinno byc .... blizej do Twojego lozka Samaosiu, niz jemu....

        To sa takie ABC....co ludzie nie lapia....przerazajace po prostu...

        zbieraj sie do zycia!!! i mysl...konstruktywnie...i prawdziwie..i
        swoim..BYLYM mezu smile
        • samaosia Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 11:56
          on nie jest BYŁY, on jeszcze wciąz jest AKTUALNY
    • sadaga Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 08:26
      samosiu niestety sama sobie robisz krzywdę. nie zmusisz nikogo do
      miłości. a litości przecież nie chcesz prawda?
      pozwól mu odejść. nie przedłużaj własnego cierpienia. bo dopóki
      będziesz miala nadzieję będziesz cierpiała... im szybciej
      uświadomisz sobie ze to koniec tym lepiej dla Ciebie. mimo że to
      boli i będzie bolało. przykro mi.
      trzymam Cię za rękę. mocno.
    • drugiezycie Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 08:41
      Nie szukaj teraz odpowiedzi na pytanie dlaczego- i tak jej nie znajdziesz.
      Katujesz się, ciągłym rozdrapywaniem problemu. Tak jest i już. Im szybciej sie z
      tym pogodzisz tym lepiej dla Ciebie. To trudne, wiem, ale z czasem pewnie coraz
      bardziej będą otwierały Ci się oczy, coraz więcej dotrze do Ciebie spraw,
      których pewnie wcześniej nie zauważałaś (lub je od siebie odrzucałaś). I może
      kiedyś sobie odpowiesz na swoje pytania. Ale nie teraz. Teraz nie myśl o tym co
      było- myśl co masz zrobić dzisiaj, jutro. Trzymaj się
    • sylwiamich Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 08:48
      Często się zastanawiam czemu ludzie to robią? A w zasadzie czemu
      zdecydowana większośc kobiet to robi? Prowokuje sytuację. Czyli
      kopie się w swoją prywatną dupę.Mam wiele teorii na ten
      temat..pewnie wszystkie prawdziwe. Może kobiety muszą być skopane
      żeby móc sobie odpuścić? I same sobie te kopy fundują? Może to etap
      zdrowienia? Gdzie uświadomione kłóci się z nieuświadomionym? A może
      chorobliwa chęć "czucia".Czegokolwiek.Byle tak silnego żeby bąbelki
      nie pozwoliły oddychać?
      Moi panowie nie pytali.Czasami tylko...gdy wzdychałam, achowałam i
      ochowałam.Obecny nie pyta pomimo achów i ochów
    • olowa Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 09:03
      ilekroc trafiam na taki post i na odpowiedzi, rady ponizej mam to samo
      odczucie...ze oto ktos robi to, co miliony przed nia...a reszta radzi, bo ma to
      za soba...a wiadomo, ze nie da sie w danym momencie,po przeczytaniu kilku slow
      madrych glow powiedziec "Stop"...WSZYSTKO ma swoj czas trwania, trawienia..KAZDY
      SAM musi zrozumiec, poczuc sile tych kopow, wyplakac, wybelkotac,
      wyzebrac...Jedni dzien, inni miesiac, niektorzy latami sie mecza...ale chyba nie
      da sie sztucznie przeciac danego stanu, otrzasnac za pomoca wyczytanych
      zdan...to sie dzieje w srodku indywidualnie...potem sie tylko statystyki robi
      kto, ile, jak...
      • drugiezycie Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 09:21
        Masz rację. To trzeba samemu przeżyć. Każdy sam musi odcierpieć, zrozumieć,
        dojrzeć.
        Tylko, gdyby było do końca tak, jak piszesz, to to forum nie miałoby sensu. Nikt
        nie zaglądałby tu szukając pomocy. A jednak tych osób jest tak wiele. Więc może
        to jednak ma sens... Może pomaga zrozumieć i przyspieszyć to dojrzewanie do
        prawdy, powitanie nowego. Tu nie chodzi o statystykę, tylko o życie. A mało kto
        jest tak silny, aby w momencie jak sie wali cały świat na głowę,od razu mówić,
        że to minie. Że mija, wiedzą Ci co juz są dalej i jeśli mogą pomóc, to czemu nie?
        • olowa Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 09:25
          wlasnie zeby sie wyzalic, wyplakac...zwlaszcza kobiety...inni, ci "po" zeby
          madrego cos napisac...ale procesy wewnetrzne chyba sie same tocza...
          nie podwazam wartosci formu...ja sama skorzystalam, wiele sie dowiedzialam w
          kwestii formalnej...
          i dziekuje za to
          moze niedlugo bede sie madrzyla tu smile
          • sylwiamich Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 09:32
            To ja Ci powiem czemu.Kiedyś byłam z kimś.Był dla mnie najważniejszy
            na świecie.Weszłam na forum o takich związkach i oświeciło mnie.To
            co czułąm czuje dokładnie każda kobieta w takiej sytuacji.I mi to
            pomogło.Nie twierdzę że było łatwo.Ale racjonalizacja zaczęła
            działać.
            • mary171 Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 10:16
              Sylwia - niestety nie do wszystkich racjonalne argumenty trafiają
              tak łatwo. Mi też bardzo pomogliście, gdy byłam w rozsypce, ale sama
              popełniałam głupie błędy. I sama się na tych błędach przejechałam i
              chyba w końcu zrozumiałam pewne rzeczy. Ale naprawdę musiałam
              dotknąć "swojego" dna.
              • z_mazur Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 10:32
                Bo takie uzależnienie emocjonalne od drugiej osoby opiera się o
                takie same mechanizmy jakie występują w każdym uzależnieniu.

                Dlatego trzeba dosiegnąć dna, żeby chcieć wyjść z tego uzależnienia.

                Dla każdego to dno jest inne. Dla jednego będzie to usłyszenie
                wypowiedzianego w twarz: "Nie kocham Cię", a dla innego poniżanie
                się błaganie, posunięcie się do czynów, które wzbudzą uczucie
                obrzydzenia do samego siebie. Dopiero po takim sięgnięciu dna można
                wyjść z nałogu, także tego związanego z uzależnieniem emocjonalnym
                od drugiej osoby.
                • bozenadwa Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 11:21
                  samaosiu mysle o tobie bardzo bardzo cieplo.Nie znam twojej
                  hisrorii,jestem tu nowa.Ale to co pisza inni zrobilas juz duzo aby
                  sobie pomoc.mysle ze zdarzaja sie gorsze i lepsze dni.Ja podobnie
                  pojmuje milosc jak ty .My bylismy z m. ok 30 lat .Nie wiem jakie to
                  ma znaczenie. Przeszlismy raze duzo kryzysow burz zyciowych.I bardzo
                  trudnych sytuacji ktore dotykaly nas z zewnatrz.Wychodzilismy z tego
                  calo .Myslalam ze dzieki naszej prawdziwej milosci.Teraz nie
                  rozumiem.uslyszalam slowa nie kocham cie.I nie rozumiem tego
                  nadal.Kocham swojego m.>Ale nie chce niczego na sile.To nie ma
                  sensu.Przez tyle lat wierzylam ze mnie kocha.I to teraz jest
                  cholernie ciezkie.zawsze czulam ze nasza rodzina stanowi jedno.Z
                  roznych powodow byla okaleczana ,ale milosc zawsze nas
                  jednoczyla.Namawialam m, na terapie rodzinna gdy wyszly sprawy ze
                  srednim synem.Swiat zawoal mi sie na glowe kilka razy w naszym
                  malzenstwie.Najbardziej jak zostal aresztowany moj starszy syn .Mial
                  wtedy 19 lat. duzo bylo winy m.Wybaczylam mu .Moje dzieci bardzo
                  przezywaja to co sie teraz dzieje.A ja MUSZE byc silna za siebie i
                  za nich.Kazdy czlowiek ma wolna wole.Ale mysle ze gdyby w roznych
                  kryzysach malzenskich nie pojawialu sie pocieszycielki Byloby mniej
                  dramatow rodzinnych i rozwodow.Ale skoro tak jest Nie ma innego
                  wyjscia TRZEBA TO PRZYJAC .Pozdrawiam CIe serdecznie .Ja tez cierpie
                  i dlatego przytulam cie mocno bo rozumiem co czujesz
                • a.niech.to Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 11:32
                  z_mazur napisał:

                  > Bo takie uzależnienie emocjonalne od drugiej osoby opiera się o
                  > takie same mechanizmy jakie występują w każdym uzależnieniu.
                  Warto sobie zadać trud zrozumienia mechanizmu, w który jesteśmy
                  wkręceni. Świadomość tego, jak on działa ułatwia demontaż.
    • a.niech.to Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 11:39
      samaosia napisała:

      > czy przywiązanie, bliskość, bycie dla kogoś waznym, bycie
      > najblizszą osobą,
      > czy tego wszystkiego po nastu latach małzenstwa nie mozna nazwać
      > miłoscią?
      Samaosiu, czy to przypadkiem nie jest Twój łańcuch? Nadmierne
      dążenie do zespolenia z inną osobą nie jest miłością, a próbą
      uzupełnienia pewnych deficytów osobowości.
      Powiem Ci tak: jeśli go kochasz, pozwól mu odejść.
      • bozenadwa Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 12:10
        a.niech.to napisała:

        > samaosia napisała:
        >
        > > czy przywiązanie, bliskość, bycie dla kogoś waznym, bycie
        > > najblizszą osobą,
        > > czy tego wszystkiego po nastu latach małzenstwa nie mozna
        nazwać
        > > miłoscią?
        > > Mysle ze chec bycia z kims blisko, przywiazanie ,bycie dla kogos
        waznym jest miloscia.Ale ta graniza miedzy miloscia a uzaleznieniem
        moze stac sie niewidoczna jesli nie mamy poczucia wlasnej wartosci
        > To faktycznie istnieje ryzyko uzaleznienia.SAMOOSIU jestes
        wspanialym cieplym czlowiekiem.Masz prawo do szczescia do
        zycia,Nawet jesli to zycie bedzie bez niego.ON to nie jest przeciez
        cale twoje zycie .Masz wokol siebie bliskie ci osoby.Masz sama
        siebie.zycie jest piekne tylko musisz to wreszcie zobaczyc.Nie chce
        urazic czyis pogladow ,.Ja pisze o sobie .JAk 9 lat temu zostal
        aresztowany moj syn bylo to dla mnie takim szokiem i bolem ,ze jak
        troche siegam pamiecia to .... Oparlam sie na wierze i chyba dlatego
        nie zwariowalam .Jestem osoba malo odporna na stres.Zamiast
        psychotropow ide na msze.WIem ze kazdy ma swoje sposoby i ja nie
        chce tu nikogo nawracac.Pisze o sobie.Ostatnio powtarzam czesto
        sobie sama jak nie chce mi sie zyc ,jak przychodza mi takie mysli ze
        nie dam rady bez mojeg m.NIE BEDZIESZ MIAL BOGOW CUDZYCH PRZEDE
        MNA.Nie chce uchodzic tu za Matke Terese. nawiedzona itp. Poprostu
        pisze co mnie pomaga .Samaosiu zycze ci duzo sily ,spokoju i
        odnalezienia samej siebie
    • a.niech.to Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 11:41
      Masz zastanawiający nick. Popraw go na Samosię i będzie oki.smile
      • samaosia Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 12:11
        nie. nie jestem samosią.

        dzis mam strasznego kaca, ze sprowokowałam go do rozmowy, ze odsłoniłam swoje
        słabe strony a taka juz bylam dzielna, juz prawie uwierzył (i wszyscy wokół
        łacznie ze mną), ze przestaje bolec, że zaczynam sie uwalniac, ze odchodze, ze
        ewoluuje.
        i wszystko wzieło w łeb, nie da sie, nawet w dobrej wierze, samego siebie
        oszukiwac, predzej czy pozniej to wyjdzie.
        liczyłam, ze on sie ocknie, opamieta, ale nie, jest niezłomny.
        musze sobie chyba wytatuowac w widocznym miejscu "JA!JA!JA!", kiedy w koncu to
        ja bede dla siebie wazna i kiedy przestane znosic, godzic sie na kazdy ból w
        imie miłosci, dla niego, no kiedy?

        kilka miesiecy pracowitej terapii wzieło w łeb, znowu jestem w malutkich kawałkach
        • leptis Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 13:05
          rano bardzo zaryzykowalem...nie weryfikujac danych...
          i to ze On jest Twoim mezem lub juz nie-jest bez znaczenia...
          w caloksztalcie...bledow...jakie moglem popelnic...

          co to za znowu...odslanianie slabych stron...
          Przed kims to odslanianie?..mialas na mysli..Czy przed soba...???..to chyba
          wazne rozroznienie...w tym jest optymizm smile..duzy...dla Ciebie...

          W koncu jak sie kocha to naprawde "dynda", co kochany przeze mnie czlowiek
          pomysli...o moich wyrazach milosci...tak mi sie wydaje...

          a Ty juz zaczynasz sie tym przejmowac...rozpoczynajac tym samym proces
          odejscia...co mnie nie zachwyca...bo zycze Ci jak najlepiej...powrotu meza itp
          itd...ale TU I TERAZ to jest najlepsze co CIEBIE moze spotkac Samaosiu smile)))

          do pracy!!!! bo poniedzialek!!!
        • sylwiamich Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 13:15
          terapia jest dla Ciebie...żeby łatwiej było Ci przejść rozstanie z
          mężem lub/i żeby dokonać w sobie zmian.Jesli trakuje się terapię
          jako pomoc w oszukaniu kogoś (kochaj mnie, jestem już komś innym,
          nie Twoją żoną), to takie są skutki.
          Nie wyleczysz się "na zawsze".
          Nie będziesz szalała...pomyslisz sobie za kilka dnisurprisedn myślał że mi
          nie zależy.Będziesz szalała...pomyslisz że nie masz honoru.Mi honor
          nie jest potrzebny.Podobnie jak a.niech.to ....zawadzał.Bez niego
          lżej.Przeżyj to po swojemu (w granicach prawa)....smile))))
        • a.niech.to Re: bardzo, bardzo 10.03.08, 17:31
          samaosia napisała:

          > kilka miesiecy pracowitej terapii wzieło w łeb, znowu jestem w
          malutkich kawał
          > kach
          Nie odnosisz wrażenia, że każda kolejna wpadka jest jednak płytsza
          od poprzedniej?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka