Dodaj do ulubionych

samotny wieczór.....

29.06.08, 20:21
witam. nie raz zaglądałam na forum, ale po raz pierwszy piszę. pewnie większość z was tak ma/miało, że w pewnym momencie poczuliście, że jesteście totalnie osamotnieni. miesiąc temu złożyłam pozew (z prawdziwą ulgą) i z niecierpliwością oczekuję na rozprawę.mąż chwilowo jeszcze w domu "pomieszkuje", co bardzo mnie dołuje. dziecko na wakacjach, atmosfera nie do zniesienia. facet, który zapewniał o swoim uczuciu w ciągu paru tygodni pokazał, kim tak naprawdę jest. szkoda pisać.... najgorsze chyba jest to, że nikt z bliskich nie wie jeszcze o tych problemach. jak pomyślę co się będzie działo, to mnie ciary przechodzą. na zewnątrz jestem wesoła, a w środku tylko ciemność. pewnie zanudzam, ale nie mam nawet komu się wygadać.
Obserwuj wątek
    • lampka_witoszowska Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 20:33
      to może juz sobie gruchnij tę bombę do bliskich?
      znmartwienie Ci odejdzie, bo juz będziesz wiedziała, jak zareagują -
      a może wcale nei będzie sodomii i gomorii...
      • zielona_ropucha Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 20:41
        Hejsmile Ja też samotnie,ale jak pierwszy raz napisałam,to poczułam się
        lepiej...a ciemność minie...już sie Lampka do Ciebie
        odezwała...będzie jaśniej...rozjaśnią Ci w głowie,chociaż ja z moją
        ciemnotą jeszcze jestem oporna,ale światełko w tunelu widzę,nadzieja
        jest,więc pisz i rozgość się,tutaj jest naprawdę jak w domu...czasem
        awanturki,ale zawsze wsparcie znajdziesz.Pozdrawiam.
    • mala30latka Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 20:39
      witamy mairie smile
      my to wszystko przeżyliśmy, ja przeżyłam i niecierpliwe oczekiwanie
      na rozprawę (2,5 miesiąca od zlożenia pozwu)i atmosferę, i doły...
      mnie eks zapewniał o miłości naprzemian z wyzwiskami na mnie i moją
      rodzinę (bliższą i dalszą), kompletna huśtawka i brak równowagi,
      który potrafi wykończyć bardziej niż cokolwiek innego. mam to za
      sobą, ty też będziesz miała. najlepsze, że na miesiąc przed rozwodem
      przypomniał sobie że mnie jednak kocha, że drugiej takiej jak ja nie
      znajdzie... i rozwodu chciał, ale chciał też mnie... paranoja ;/
      o reakcje bliskich się nie martw na zapas, był tu niedawno wątek na
      ten temat, poczytaj...
      osamotnieni pewnie wszyscy tu bywamy albo permanentnie jesteśmy...
      dołączasz do zgranej grupy smile głowa do góry
      ja siedzę sama z psem aktualnie, biorę piwo i idę na meczyk
      popatrzeć wink
      • mairie Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 20:47
        myślę, że z bliskimi sobie poradzę, zawsze twardo obstawałam przy swoim. mam 32
        lata i decyzje, które podejmuję, są przemyślane. ale kiepsko jest ze mną i
        widzę, że jednak ciężko to znoszę. mam jakieś ataki paniki itp. raz euforia, a
        raz dół. myślę, że to też brak przyjaciół w wielkim mieście, bo znajomi, to
        całkiem inna broszka. ps.też meczyk ogladam chociaż żałuję, że to nie Portugalia smile
        • lampka_witoszowska Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 20:52
          jesooo, ta euforia na zmianę z dołem to jakas choroba przenoszona
          drogą netową czy sądową?...
          mam to samo i ciągle czytam, że w czasie przy rozwodzie tak się ma

          ja to sobie w sobie obserwuję jak królika doświadczalnego i w
          przypadku doła i tak wiem, że za niedługo przyjdzie euforia - i tak
          mi jakos lepiej przez ten dystansik obserwatora

          no, i jeszcze ryczę jako królik nad moim króliczym losem - też
          pomaga...

          • zaspana-cieciowa Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 20:54
            To się nazywa u życzliwych psychoza dwubiegunowasmile)))
            • mairie Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 21:00
              hmmm, czyli to tak powszechna przypadłość wśród rozwódek, jak np. katar? ja
              chciałabym czasem poryczeć, ale nie mogę. to chyba przez to, że ciągle udaję
              przed wszystkimi, że jest fajnie, a jest do dupy sad tak się zastanawiam, czy
              jeszcze coś miłego mnie spotka, bo jakoś wierzyć w to mi się nie chce.
              • lampka_witoszowska Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 21:06
                kurczę - bo trudno w to wierzyc
                ale przypomnij sobie jakąs straszną tragedię z młodosci wczesnej lub
                dzieciństwa - a każde dzieciństwo obfituje w takie tragiczne
                wydarzenia, które zdają sie byc końcem świata

                a potem świat stanął na nogi i zdarzyło sie tyle dobrego!

                teraz też tak będzie
                tylko trzeba czasowi dac czas...
                • zaspana-cieciowa Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 21:10
                  Lubię samotne wieczory.Dzieci na podwórku, chłop się obraził i
                  poszedł...dobrze mismile))
                • manderla Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 21:12
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > kurczę - bo trudno w to wierzyc
                  > ale przypomnij sobie jakąs straszną tragedię z młodosci wczesnej
                  lub dzieciństwa

                  O rety! Ja do tej pory jak widzę niebieskie poręcze (takie
                  niebieskie-oczojebne) na schodach, to zaraz mi sie przypomina moj
                  żłobek. I z nerwow mi kark zaraz zaczyna sztywnieć.
                  nie wiem co sie tam dzialo w żłobku, bo nie pamiętam nic, ale mam
                  tak po dziś dzień, jak widze porecze w tym kolorze.
                  Tragedia słowem wink
                  Cholera, zepsulam sobie wieczór samotny. wink
              • dsz27 Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 21:17
                Dołączam się! Każdy z nas to przechodził, to jak coś nieuniknionego ale trzeba
                przeżyć, wyjścia nie ma. Raz dolina a raz słoneczko, z czasem tych słonecznych
                dni będzie więcej. Nie udawaj przed samą sobą bo tylko bardziej się
                ranisz.Przyznaj się, ze jest do dupy i tak właśnie się czujesz. A coś miłego z
                pewnością Cię spotka. Każdego z nas spotkasmile
                Pozdrawiam
                • mairie Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 21:36
                  przypomniałam sobie smile miałam ukochaną pidżamkę w myszki, strasznie już była
                  zniszczona, a ja tylko w niej chciałam spać. mama pokazała mi, że się dosłownie
                  rozłazi w rękach i się podarła kochana szmatka sad byłam przekonana, że już nigdy
                  nie zasnę bez niej. ale szybko okazało się, że kolejna była fajniejsza smile))
                  • lampka_witoszowska Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 23:06
                    smile)))
                    ja taką czarną rozpacz przeżyłam, jak dostąłam pierwszą dwóję,
                    łooomatko, myślałam, że świat mi sie skończył i teraz to już tylko
                    źle będzie, bo mi tej dwói nikt przecież nie wymaże i nie wykreśli smile

                    a wcale mi to jakoś nie przeszkodziło byc nadal piątkową uczennicą smile


    • dzul1 Re: samotny wieczór..... 29.06.08, 21:34
      Ja, podobnie jak lampka, radze wyjsc z problemem na zewnatrz. Mnie
      bardzo pomoglo, kiedy juz nie musialam robic dobrej miny do zlej gry
      i zrzucilam z siebie ten ciezar. To wbrew pozorom nie takie trudne.
      Oczywiscie Eksiowi nie bardzo to bylo na reke. A poza tym jestemy
      chyba na podobnym etapie. Tez jeszcze pomieszkuje, chociaz pani
      pocieszycielka przejmuje juz powoli obowiazki po mnie... A ja? mam
      mniej pracy, wiecej czasu dla siebie. Powoli zaczniesz dostrzegac i
      dobre strony. Ale bardzo powoli. Acha, i ja nie potrafilam byc na
      zewnatrz wesola. Smutek, ktory mialam wypisany na twarzy od razu
      sygnalizowal ludziom, ze cos jest "nie tak".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka