ŻYCIE STOP!!!

09.10.08, 19:59
Witam jestem tu nowa ale od razu proszę o radę. Jestem po pierwszej
rozprawie rozwodowej, podczas której sędzina namawiała mnie do
wycofania pozwu, ponieważ rozwód w mojej sytuacji nie jest
możliwy.Pomijam szczegóły...Nie mieszkam z "mężem" już ponad rok i
tyle samo czasu go nie widziałam, pozew złożony kilka miesięcy temu.
Teraz wiem,że on zrobi wszystko żeby tę całą sprawę ciągnąć w
nieskończoność....A ja i moje życie stop....Poznałam kogoś i
chciałabym w końcu być szczęśliwa Poradźcie czy muszę czekać na
orzeczenie rozwodu, czy ktoś będzie wnikał w to czy teraz kogoś mam?
Dodam, że to ja wniosłam pozew bo pił bił kradł.Co mam zrobić czekać
czy zacząć żyć na nowo?
    • leptis ... 09.10.08, 20:18
      no śmiało...mów dalej...
      jeszcze chwilę jestem...posłucham..
      • sbelatka Re: ... 09.10.08, 23:08
        to nie jest fachowa porada smile

        ale ja... nie zawieszałaby życia na kołku.. z nadzieja, ze powisi,
        powisi i jak kiedys zechcę to zdejme z kołka...

        oczywiście wazne jest jak wygląda Twoja sytuacja.. jaki chcesz
        rozwód.. jak mąż w tym wszytskim itede... W pewneych sytuacjach - na
        krótka metę - coś tam mozna odkładac, ukrywac... Ale na jak długo?
        No i pzrede wszystkim PO CO?
        • czerwonymuchomor Re: ... 10.10.08, 10:33
          jeśli jest trwały rozpad małżeństwa,nie mieszkacie ze sobą-taka
          separacja,to tu już nie ma zdrady,(jeśli rozwód jest chwilowo
          niemożliwy-wystąp o separację sądownie,potem łatwiej dostać rozwód i
          wszystko co robisz to na własne konto)
          • zoja00 Re: ... 10.10.08, 19:23
            o co chodzi z tym trwałym rozpadem małżeństwa?Czytałam gdzieś , że
            musi minąć przynajmiej pół roku od chwili rozstania.Ja "mężą" nie
            widziałam rok i 4 miesiące> Czy to jest już rozpad czy jeszcze nie?
            Bo sędzina jakoś tego nie widział...
        • zoja00 Re: ... 10.10.08, 19:20
          dzięki bardzo w końcu ktoś mnie rozumie bo ja już nie mam na to
          wszystko siły...od ponad roku sama borykam się z życiem a teraz jest
          ktoś kto chce mi pomóc a z drugiej strony ktoś kto w zemście(bo
          inaczej tego nie nazwę)nie stawia sie na rozprawy i manipuluje sądem
          jeszcze raz dzięki
          • czerwonymuchomor Re: ... 10.10.08, 20:47
            niech się nie stawia na rozprawy-przynajmniej nie musisz patrzeć na
            jego gębe (kumpeli były nie stawiał się do sadu,bo myślał,że nie
            dostaną przez to rozwodu-mylił sie-po 3 sprawie dostała rozwód)
            ja jeszcze mieszkałam z niby męzem,jak wystapiłam o rozwód.
            wyprowadziłam sie po kilku tyg.-przed sprawą rozwodową,
            dla sądu liczył się fakt,ze od dawna z nim nie śpię(seks mi obrzydł
            z nim,jak znalazłam dowody zdrady),ze on pije i różne wtedy były
            hocki- leczyłam depresje z tego powodu(zaświadczenie z poradni),
            najlepsze było,jak ex wyskoczył na rozprawie z tekstem "a ona
            odeszła,bo pewnie kochanka sobie znalazła"-efekt był taki,że orzekli
            całkowity rozpad pozycia małżenskiego na 1 sprawie(no bo zycie sobie
            układa juz z innym hihihi-nie było wtedy nikogo,pózniej -owszem;p)
            • zoja00 Re: ... 10.10.08, 21:50
              Jak ja zazdroszczę tym wszystkim którzy mają to za sobą. On mieszka
              jakieś 600km ode mnie. Przesyła do sądu jakieś lipne papiery od
              lekarzy a sędzia wyznaczyła mu przesłuchanie w sądzie w mieście
              gdzie teraz mieszka. Koszmar jakiś, mam przeczucie, że nigdy sie nie
              rozwiodę i że on nadal bedzie panował(dosłownie) nad moim życiem.
              Nie mogę być szczęśliwa bo mam obawy jak to wpłynie na tok
              rozprawy.A jak jakaś sędzina uzna , że chce rozwodu z chorym mężem
              bo znalazłam sobie kochanka?Nie mam siły kolejny raz tłumaczyć co z
              nim przeszłam, jak długo stałam za jego plecami żeby sie nie
              przewrócił, jak wyciągałam z dna...ale po 6 latach mam dość. Chyba
              czeka mnie jakiś kryzys bo nie widzę nadziei na nowe lepsze życie.
              I jeszcze raz dzieki ze moge sie tu wypłakc
              • czerwonymuchomor Re: ... 11.10.08, 10:16
                mogłas najpierw wystąpic o separację,przeważnie po 2-3latach
                orzekany jest rozwód(nie zawsze,ale w większości tak)
                chodzisz na jakąś terapię? gdybym nie zaczęła się leczyc,pewnie
                dalej tkwiłabym w tej patologii(w sądzie zaśw.od psych. też
                pomógło,ze małzonek wpływa destrukcyjnie na mnie i syna i moje
                słowa,że wolę się zabić, niz być z takim gnojem)
                musisz znalezc siłę i nie dac się,od czego masz mózg?tez mozesz
                latac po lekarzach,a to że masz kogoś innego?no to co-odeszłaś,nie
                jesteś już z mężem,przeciez jesteś człowiekiem,a nie maszyną.

                Moja prawniczka dała mi radę-na sprawie wszystko mam powiedzieć jak
                było,odp.na pyt.stanowczo,nie kręcic,nie dyskutowac(jestem nerwowa-
                nażłopałam sie meliski przed sprawą),aby zrozumiane było,ze podjęłam
                decyzję przemyslaną, nieodwołalną i obojetnie ile spraw by nie było
                to ja i tak decyzji nie zmienię. Co zdecydowało-moja
                postawa,zaśw.,słowa ex,ze odeszłam do kochanka(hehehe-chłopy
                myśla,ze jak kobieta odchodzi to do innego)-nie wiem,ale dostałam
                rozwód na 1 sprawie(nie było mediacyjnej)


                --------------------------------------------------
                Małpa zawsze będzie małpą,choćby i w jedwabiu.
                • zoja00 Re: ... 11.10.08, 20:04
                  to wszystko u mnie jest takie skomplikowane, czekałam rok(dosłownie)
                  zanim złożyłam pozew.Przez ten czas nie widziałam go ani razu,
                  myślałam że to wystarczy. Sprawę rozpoczęłam bez prawnika- teraz
                  wiem ,że to był kosmiczny błąd. Sędzina powiedziała, że przecież
                  mogę żyć tak jak teraz po co mi rozwód. To powaliło mnie na
                  kolana...A co do terapii to jestem klasycznym przykładem żony
                  alkoholika-współuzależnienie to moje drugie imię. Dopiero teraz
                  widzę jak jestem skrzywina tym wszystkim. Spotkałam fantastycznego
                  faceta a robie wszystko żeby udowodnić sobie , że nie mam prawa do
                  szczęścia.Nie wiem kiedy będę miała kolejną sprawę, bo najpierw
                  muszą przesłuchać jego.Widzę teraz, że nie wazne jest to co mi i
                  dziecku zrobił, ale to że ma jakies zaświadczenia od psychiatry.
                  A wiesz może czy zawita do nas jakiś psycholog z sądu?Słyszałam że
                  tak robią, ale do tej pory nic się nie dzieje.
                  • czerwonymuchomor Re: ... 12.10.08, 13:08
                    ja miałam rozmowę z kuratorem, wyznaczonym przez sąd(ze względu na
                    małoletność syna)miałam tez opinię z poradni psych.-pedagog.syna,
                    może dlatego nie potrzebowali rozmowy z psych.?
                    Trzeba było na sprawie powiedzieć,ze chcesz zycie ułozyć na nowo z
                    poznanym porządnym mężczyzną i dlatego chcesz rozwód .
                    Zakończyc tamten etap zycia,aby zacząć od nowa.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja