Rozwód... Please Help

06.05.09, 00:04
Zapewne tak jak dla wielu osób wcześniej, niespodziewanie dowiedziałem
się od mojej jeszcze małżonki, że nasz związek nagle i niespodziewanie
(przynajmniej dla mnie) się kończy (a w zasadzie już się skończył, nie
wie o tym jeszcze tylko aparat państwowy RP).
Żona moja jeszcze znalazła była sobie nową miłość (dla pikanterii jest
to kobieta, więc poniekąd zdefiniowała się co najmniej jako lesbijka,
lub w najgorszym razie - dla niej zapewne - jako biseksualna). Jak sama
mi powiedziała, równie dobrze mógł być to facet (zakładam, że takim
stwierdzeniem chciała mi dowalić, ale może po prostu nie pomyślała o
moich uczuciach mówiąc mi to).
Mamy synka, który ma prawie 4.5 roku. Kocham go ponad wszystko,
literalnie - dla niego dałby zrobić ze sobą cokolwiek, nie ma na świecie
nic ważniejszego. Czuję się zdradzony, oszukany, wykorzystany. Nie wiem,
czy normalny facet spodziewa się takiej historii, dla mnie to jest to co
najmniej jakbym znalazł się w środku jakiejś soap opera.
Całe nasze małżeństwo ponosiłem większość kosztów życia, teraz proces
rozwodowy popchnie mnie w okolice bankructwa (płaciłem w całości
wszystkie koszty życia, w tym każdą ratę kredytu za mieszkanie, czynsz,
wszystkie rachunki itd., bez przedszkola dziecka za ostanie 1.5 roku,
przy 10 latach związku)
Kiedy dochodzi do rozwodu, nagle okazuje się, że pomimo faktu, że
zarabiałem trzykrotność przychodów mojej żony, muszę ją spłacić z
kilkuset tysięcy wartości mieszkania, połowy samochodu itd.) Czuję się
strasznie oszukany, zdradzony i jeszcze do tego wykorzystany finansowo -
będę ją spłacał przez 30 lat jeszcze, płacąc za 10 lat pomyłki z czasów,
gdy przynajmniej ja kochałem ją wystarczająco, by związać się nią na
całe (tak wtedy myślałem) życie - poznaliśmy się na studiach...
Mając świadomość statystyk w PL (97% przypadków przyznania opieki nad
dzieckiem matce) najogólniej rzecz ujmując zgadzam się na jej warunki,
tak długo, jak długo rozmawiamy o naprzemiennej opiece nad naszym
dzieckiem (tydzień na tydzień).
Rozwód jest jeszcze przed nami, ale czuję się totalnie zdruzgotany, i we
własnej bezsilności zaczynam szukać pomocy - psychologicznej, prawnej,
jakiegokolwiek wparcia. Wiem, że to irracjonalne prosić o wsparcie
tutaj, ale może mi pomożecie?
Mieszkam w Warszawie, na Ursynowie, szukam pomocy. Terapeuty? Prawnika?
Jakiejś fundacji? Nie wiem kogo... Please help...
    • chalsia Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 00:18
      psychologia - Intra oraz fundacja Opta.
      Prawników w stolicy jest mnóstwo. Znam dwoje skutecznych, jeden z nich ma
      "normalne" stawki, drugi - nie wiem.

      CO do majątku - no cóż, przysięga małzeńską zawiera takie sformułowania jak
      "świadom swych praw i obowiązków". Innymi słowy - przez 10 lat małżeńśtwa żyłeś
      w nieswiadomości, że obowiązuje Was małżeńska wspólnota majątkowa ?

      A może to niech ona Ciebie spłaci? Albo zapiszcie obydwoje mieszkanie dziecku?
      Albo sprzedajcie mieszkanie i podzielcie się kasą? To ostatnie chyba najlepsze -
      skoro i tak żona miała się z dzieckiem wynieśc z rodzinnego mieszkania (skoro Ty
      ją chciałeś spłacać), Tobie będzie taniej życ w mniejszym.
      • adamouse Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 00:36
        Dziecko nie ma mieć nowego domu - ma mieć dwa domy (nowy mamy i stary
        mój). Może się mylę, ale wydaje mi się, że być może łatwiej chłopak to
        przeżyje, gdy będzie miał nowy kąt u mamusi i nadal stary pokój i swoje
        łóżku u mnie? Dziecko ma u mnie najwyższy priorytet, niestety żona moja
        za najwyższy ma własne szczęście i swoją nową miłość z ukochaną
        partnerką, za nic mając kilkanaście lat naszego związku i dziecko, które
        niewątpliwe kocha i mamę i tatę.
        Byłem świadomy obowiązków wynikających z małżeństwa jak pewnie wiele
        osób myślałem wtedy o wspólnej przyszłości nie o rozwodzie, a jest jak
        jest.
        Trudno mi o racjonalne decyzje w tej sytuacji i szukam jakiegoś
        wsparcia, również tutaj. Nie do końca mogę sobie pozwolić na trzeźwy
        osąd sytuacji, popadam w depresję, a wiem, że nie powinienem - w końcu
        ostatnią rzeczą na której mi zależy jest szczęście i dostatek nowego
        związku mojej nadal żony z jej obecną ukochaną.
        To nie do końca jest tak, że ja chcę ją spłacać - to jest jej propozycja
        (w oryginale poparta niebezpośrednim argumentem - ty mi spłacisz
        kilkaset tysięcy, ja za to kupię sobie mieszkanie dwupokojowe na
        Kabatach i zgodzę się na opiekę naprzemienną nad naszym dzieckiem).
        Patrząc na statystyki, wiem, że może mi zabrać dziecko, a to jest dla
        mnie więcej warte niż wszystkie pieniądze w tym czy jakimkolwiek kraju.
        Chyba nie powinienem tu pisać, to wydaje się rzucaniem się tonącego na
        brzytwę.
        To może konkretnie - możecie polecić jakiegoś prawnika i terapeutę?
        • chalsia Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 00:49
          opieka naprzemienna nad dzieckiem ma rację bytu jedynie wtedy, gdy rodzice
          mieszkają na tyle blisko siebie, że dziecko przez cały czas (bez względu, u
          którego rodzica akurat jest) utrzymuje kontakty społeczne ze swoją grupą
          rówieśniczą z przedszkola/szkoły.
          Innym warunkiem niezbędnym jest SCISŁA wspólpraca rodziców, o co często trudno
          po rozwodzie. De facto co tydzień każde z Was powinno drugiemu zdać pełne
          sprawozdanie z tego co dziecko robiło, co mu jest jak źle się czuje, jaki ma
          problem etc. tak by zachować ciągłość poczynań.
          • adamouse Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 01:02
            Jestem tego świadom, będziemy od siebie mieszkać w odległości dającej
            się pokonać spokojnie rowerem (dla małego dziecka to za daleko na spacer
            - ok. 6km) - Kabaty to taki PD koniec Wawy, a w szczególności część
            Ursynowa, gdzie mieszkamy aktualnie.
            Ma to też wiele konsekwencji - np. redukcja szans zawodowych do Warszawy
            i okolic, nici z poprzednich planów wyjechania na kilka-kilkanaście lat
            do cieplejszych krajów - no ale to tylko skutek uboczny chęci życia ze
            swoim dzieckiem, gdy małżeństwo dokonało swego żywota.
            Ja nadal proszę o porady, w tym w sprawie kontaktu z fachowcami, którzy
            mogą mi sensownie pomóc a nie tylko zedrzeć ze mnie skórę (na to
            wystarczy mi moja nadal żona).
    • chalsia Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 00:29
      > Mając świadomość statystyk w PL (97% przypadków przyznania opieki nad
      > dzieckiem matce)

      te statystyki są wynikiem głównie tego, że większość ojców nie stara sie o
      przyznanie opieki nad dzieckiem (z powodów przeróżnych).

      Na dodatek Twoja sytuacja jest zdziebko inna - bowiem nie wnosząc o przyznanie
      opieki nad dzieckiem Tobie wydajesz a priori zgodę na wychowywanie prawie
      5-cioletniego SYNA przez parę lesbijek (żeby nie było - nie mam nic przeciw
      mniejszościom seksulanym).
      Jak dla mnie masz jak najbardziej szansę na uzyskanie opieki nad synem.
      • teuta1 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 07:39
        Powoli. Najpierw się ogarnij. W Intrze są dość długie terminy -
        zarejestruj się teraz i czekaj. Żonie nie dawaj żadnych obietnic na
        piśmie, musisz ochłonąć. Na razie próbuj z nią rozmawiać o różnych
        możliwościach rozwiązania sprawy i uczciwie zastrzeż, że jesteś zbyt
        poruszony, żeby podejmować wiążące decyzje. A propos szans
        zawodowych, goryczy związanej z finansami. Każde z nas to
        przerobiło. Rozstanie w drastyczny sposób ograniczyło nasze
        możliwości finansowe, zawodowe, bo dom, dziecko, obowiązaki.
        Rozumiemy cię, ale to prosty wybór jest. Wybrałeś dziecko. Nie załuj
        tamtych możliwości. Im dłużej bedziesz rozpamiętywać, tym większy
        żal. Napisz na priv, dam namiary na dwóch adwokatów. Z całym
        szacunkiem dla preferencji seksuanych twojej żony - byc może będzie
        to okoliczność pozwalająca Tobie na zatrzymanie dziecka, ale żeby
        tak było, musisz zebrać dowody zdrady. Poza tym, skoro twoja żona
        używa dziecka jako bata na Ciebie, zebranie dowodów wydaje się być
        zasadne. Nie musisz ich używać, ale świadomość, że się je ma, trochę
        pomaga. Ja swoich nie uzyłam, ale psychiznie mi to pomogło.
        • nangaparbat3 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 22:12
          Poza tym, skoro twoja żona
          > używa dziecka jako bata na Ciebie, zebranie dowodów wydaje się być
          > zasadne.

          O jakim "bacie" mowisz?
          Mieszkanie jest w polowie jej wlasnoscia i splata jej sie nalezy jak psu kosc.
          W malzeństwo wkłada sie nie tylko pieniedze, ze ktos więcej zarabial nie znaczy,
          jego jego wklad w calosc byl proporcjonalnie wiekszy.
          • teuta1 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 22:48
            zrozumiałam, być może opacznie, że to żona nalega na działy
            małżeńskie...
      • kicia031 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 10:09
        Na dodatek Twoja sytuacja jest zdziebko inna - bowiem nie wnosząc o
        przyznanie
        > opieki nad dzieckiem Tobie wydajesz a priori zgodę na wychowywanie
        prawie
        > 5-cioletniego SYNA przez parę lesbijek (żeby nie było - nie mam
        nic przeciw
        > mniejszościom seksulanym).

        Wybacz Chalsia, ale przy calej mojej sympatii do ciebie musze
        powiedziec, ze pojechalas po bandzie. IMHO to twierdzenie w
        stylu "nie mam nic przeciwko czrnym, ale asfalt powinien lezec na
        swoim miejscu"

        Doskonale rozumialabym, gdyby autor watku mial cos przeciwko
        kontaktom dziecka z osoba na tyle pozbawiona zasad, ze nawiazala
        romans z kobieta zamezna. Ale co tu ma do rzeczy orientacja
        seksualna?
        • tricolour Orientacja seksualna ma wiele do rzeczy... 06.05.09, 10:16
          ... przy wychowywaniu dzieci, które wychowuje się głównie poprzez naśladowanie
          rodziców.

          Oczywiście lesbijki mogą wychowywać chłopca mówiąc mu, że u innych jest tak samo
          tylko inaczej.
          • kicia031 Wiesz Tri 06.05.09, 10:36
            ty corki nie wychowujesz, wiec chyba za bardzo pojecia nie masz o
            tym, kogo one nasladuja. Moge cie zapewnic, ze nawet niezbyt duze
            dzieci maja sporo innych wzorcow do nasladowania i wplywu rodzicow
            nie nalezy przeceniac - czasami niestety, czasami na szczescie.
            A tu mowimy o dziecku, ktore bedzie mialo regularny (opieka
            naprzemienna) kontakt z ojcem - wiec okazji do naqbycia meskich
            wzorcow bedzie az nadto.
            • tricolour Nie mówimy o mojej córce... 06.05.09, 15:35
              ... ani o Twoich dzieciach.

              Mówimy o tym, że dziecko ma wynosić wzorce z domu, a nie z miejsc, w których
              będzie sporo wzorców do naśladowania, najczęściej kiepskiej jakości. Chodzi o
              to, że ojciec z daleka jest kiepskim wzorcem do naśladowania, co chętnie
              podniosłaś gdy chciałaś mi dogryźć. Gdy zaś chodzi o innych, to ojciec
              dochodzący już dobrym wzorcem jest - no popatrz jaka sprzeczność w jednej Twojej
              wypowiedzi.

              Poza tym dziecko wychowywane przez lesbijki zostanie żywcem zeżarte przez swoją
              społeczność: wytknięte, poniżone i odrzucone. Dzieci nie mają żadnych hamulców i
              są okrutne. Dorośli też dodadzą swoje choćby z tego powodu, że anomalie
              seksualne mocno rozpalają wyobraźnię.
              • nangaparbat3 Re: Nie mówimy o mojej córce... 06.05.09, 22:16
                tricolour napisał:

                > Poza tym dziecko wychowywane przez lesbijki zostanie żywcem zeżarte przez swoją
                > społeczność: wytknięte, poniżone i odrzucone. Dzieci nie mają żadnych hamulców
                > i
                > są okrutne. Dorośli też dodadzą swoje choćby z tego powodu, że anomalie
                > seksualne mocno rozpalają wyobraźnię.

                Nieprawda.
                Bardzo wiele dzieci jest wychowywanych przez pary lesbijek, mowi sie, ze jest
                mama i "ciocia", albo "kolezanka mamy".
                No chyba ze zrobia pokazowy proces z odbieraniem dziecka matce-lesbijce - wtedy
                rzeczywiscie, juz widze tvn, cała Polska sie dowie, tak.
                • tricolour Dlaczego "ciocia" lub "koleżanka"? 06.05.09, 23:09
                  Przecież lesbijska partnerka nie jest ciocią ani koleżanką. Pełni funkcję
                  życiowego partnera, jest kochana i kochająca - to dlaczego okłamywać dziecko?

                  Coś mi się wydaje, że wali się koncepcja normalności wychowawczej związku
                  homoseksualnego jeśli trzeba okłamywać najbliższych.
                  • nangaparbat3 Re: Dlaczego "ciocia" lub "koleżanka"? 06.05.09, 23:21
                    Jak sie zyje w takim kraju jak nasz, to czasem trzeba.
                    • tricolour Niezła ścieżka myślowa. 06.05.09, 23:32
                      Jeżeli wyjdzie się z założenia, że związek homoseksualny jest OK i normalny pod
                      względem wychowania dzieci, to dochodzi się do wniosku, że kłamać czasem trzeba
                      lub nie trzeba i zależy to od kraju czyli ludzi.

                      Taką relatywną konstrukcją da się wszystko wykazać.
                      • nangaparbat3 Re: Niezła ścieżka myślowa. 06.05.09, 23:57
                        Niczego nie usiłuje wykazac.
                        Nie sądzę jednak, by było dobrze, zeby dziecko słyszało np. obraźliwe komentarze
                        pod adresem swojej matki, nawet jesli ja te komentarze uważam za calkowicie
                        pozbawione podstaw.
                        • chalsia Re: Niezła ścieżka myślowa. 07.05.09, 00:24
                          > Nie sądzę jednak, by było dobrze, zeby dziecko słyszało np.
                          obraźliwe komentarz
                          > e
                          > pod adresem swojej matki,

                          takie własnie komentarze może usłyszeć mieszkając z nią i jej
                          partnerką. %-ciolatek nie beirze udziału w sprawie w sądzie a z
                          tego co pisze ojciec wynika (takie mam wrażenie), że nie będzie
                          tego robił.
                  • kicia031 Re: Dlaczego "ciocia" lub "koleżanka"? 07.05.09, 10:43
                    Przecież lesbijska partnerka nie jest ciocią ani koleżanką. Pełni
                    funkcję
                    > życiowego partnera, jest kochana i kochająca - to dlaczego
                    okłamywać dziecko?
                    >
                    > Coś mi się wydaje, że wali się koncepcja normalności wychowawczej
                    związku
                    > homoseksualnego jeśli trzeba okłamywać najbliższych

                    Chyba nikt nie mowi o oklamywaniu najblizszych, tylko o
                    nieafiszowaniu sie z zyciem prywatnym na forum publicznym. Co
                    nawiasem mowiac ja tez robie, bo nie jest to niczyj biznes, z kim
                    spie. Jestem kim jestem ze wzgledu na swoje wlasne osiagniecia,a nie
                    ze wzgledu na to, z kim jestem w zwiazku.
                    • tricolour Nanga proponowała ciotki i koleżanki... 07.05.09, 10:56
                      ... więc zapytałem dlaczego poleca kłamstwo jako środek kontaku z
                      dzieckiem.
                      • nangaparbat3 Nie tyle proponowala 07.05.09, 17:13
                        ile napisala, jaki zazwyczaj jest usus - i nie tyle wobec wlasnego dziecka, ile
                        na zewnatrz.
                        • tricolour No ale tak się nie da... 07.05.09, 17:21
                          ... sama przecież widzisz, że żeby wytłumaczyć ciotki i koleżanki popadasz teraz
                          w propozycję mówienia dziecku czego innego niż na zewnątrz.

                          No nie da się tego scalić, bo rozdarte od początku.
                          • nangaparbat3 Re: No ale tak się nie da... 07.05.09, 18:37
                            Jesli jakas grupa jest dyskryminowana, to dzieci często uczą sie mowic na
                            zewnatrz "co innego".
                            czasem od tego zalezy zycie.
                            • tricolour No to idźmy dalej... 07.05.09, 18:52
                              ... jeszcze bym zrozumiał, że gdy grupa jest dyskryminowana, to ta grupa
                              kombinuje jak ustawić się w mniej niekorzystnej sytuacji wobec nieprzyjaznego
                              otoczenia. Grupa kombinuje dla siebie, ale nie zmusza dzieci by kombinowały na
                              korzyść własną i grupy.

                              No pierwsze słyszę, by rodzice zmuszali dzieci do ponoszenia odpowiedzialności
                              za czyny rodziców. Do tej pory wydawało mi się, że jesteś zdania, by dać
                              dzieciom jak najwięcej poczucia bezpieczeństwa właśnie przez rodziców.
              • kicia031 Lesbijki 07.05.09, 10:40
                Poza tym dziecko wychowywane przez lesbijki zostanie żywcem zeżarte
                przez swoją
                > społeczność: wytknięte, poniżone i odrzucone. Dzieci nie mają
                żadnych hamulców
                > i
                > są okrutne. Dorośli też dodadzą swoje choćby z tego powodu, że
                anomalie
                > seksualne mocno rozpalają wyobraźnię.

                Nie wiem, ile znasz lesbijek i ile wiesz o warunkach w jakich zyja -
                podejrzewam, ze niewiele. Tak sie sklada, ze moja najlepsza
                przyjaciolka jest lesbijka, i od lat mam wglad w zycie kobiet o tej
                orientacji, poznalam tez dosc dobrze warszawska "branże". Byc moze
                to, co piszesz, byloby prawda w twojej miejscowosci, gdziekolwiek
                mieszkasz, ale tutaj nikogo to za bardzo nie obchodzi. Dzieci
                lesbijek zyja sobie milo i normalnie i nie maja specjalnych
                problemow z rowiesnikami.
                • tricolour Twoja najlepsza przyjaciółka... 07.05.09, 10:49
                  ... ma 72 lata i nie ułozyła sobie życia z facetami, co było jej
                  wielkim osiągnięciem. Przebierała w tych facetach jak w ulęgałkach,
                  którzy się za nią uganiali i adorowali. Stawiałaś ją wręcz za wzór -
                  zapraszam do archiwum.

                  Teraz piszesz, że to lesbijka - no to jakie osiągnięcie ma lesbijka
                  w tym, że nie ma faceta i jaki to wzór relacji z mężczyznami?
                  • chalsia Re: Twoja najlepsza przyjaciółka... 07.05.09, 10:52
                    tricolour napisał:

                    > ... ma 72 lata i nie ułozyła sobie życia z facetami, co było jej
                    > wielkim osiągnięciem. Przebierała w tych facetach jak w
                    ulęgałkach,
                    > którzy się za nią uganiali i adorowali. Stawiałaś ją wręcz za
                    wzór -
                    > zapraszam do archiwum.
                    >

                    to było o ciotce, nie wiem skad wysnułeś wniosek, że to jedna i ta
                    sama osoba
                    • tricolour Ciotce, nie przyjaciółce? 07.05.09, 10:54
                      Jeśli o ciotce, a nie przyjaciółce, to przepraszam za pomyłę.

                      Nie zmieniam jednak zadnia o lesbijkach i ich wzorcu wychowawczym.
                      • kicia031 tri 07.05.09, 11:30
                        kobiety maja wiecej niz jedna "najlepsza przyjaciolke". Kogos, komu
                        mozesz powiedziec wszystko i otrzymac akceptacje dla ciebie sanej,
                        ale tez uczciwa ocene twojego postepowania i zjebke jak trzeba - ale
                        zawsze konstruktywna i wspierajaca. I komu dajesz to samo, gdy
                        trzeba.
                        • tricolour Tym sie różnimy.... 07.05.09, 11:39
                          ... ja mam jednego najlepszego przyjaciela, ale nie jest on do
                          wszystkiego. Przwdę mówiąc jest on do bardzo niewielu rzeczy, ale
                          takich, w których nie można go zastąpić.

                          Mam tez jedna najlepszą przyjaciółkę - narzeczoną i ona jest "do
                          wszytskiego".

                          smile
                          • kicia031 Re: Tym sie różnimy.... 07.05.09, 13:16
                            Nie dziwie sie prawde mowiac, ze masz TYLKO jednego - dziwie sie,
                            ze masz AZ jednego.
                            • tricolour Jednego... 07.05.09, 14:12
                              ... najlepszego. Najlepszy może być tylko jeden.

                              No i ten najlepszy mój przyjaciel ma cenną cechę, że nie dybie na mój tyłek.

                              tongue_outP
                • tricolour Jeżeli chodzi o lesbijki... 07.05.09, 11:35
                  ... to mnie one nie interesują. Podobnie nie interesuja mnie męskie
                  związki homoseksulane ani nawet inne związki heteroseksualne.
                  Uważam, że w ten sposób realizuje się moja tolerancja, że nie wiem i
                  nie interesuję się kto jest kim i jak sypia.

                  Co do dzieci w związkach homoseksualnych - dyskusji nie ma: takie
                  zwiazki nie moga mieć dzieci więc mają je "z zewnątrz" ku
                  zaspokojeniu swoich potrzeb.
                  • kicia031 Re: Jeżeli chodzi o lesbijki... 07.05.09, 13:17
                    ku
                    > zaspokojeniu swoich potrzeb.
                    No generalnie dzieci ma sie ku zaspokojeniu swoich potrzeb. Straszny
                    jest los dzieci, ktore sie urodzily bez glebokiej potrzeby
                    rodzicielstwa u swoich rodzicow.
        • chalsia Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 10:17
          Kiciu,

          nie zgadzams sie, że to zdanie ma taki wydżwięk jak Twoja
          trawestacja.

          to zdanie zostało napisane po to by uświadomić autorowi wątku
          implikacje wychowawczo-społeczne (dla dziecka) jakie mogą wyniknąć
          z takiego rozwiązania. Ponadto żyjemy w POlsce, kraju katolickim
          (znów - żeby nie było - ja niewierząca jestem).
          I z powyższych powodów uważam, że autor ma duże szanse na uzyskanie
          w sądzie opieki nad dzieckiem.
          • adamouse Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 12:35
            Pomimo calego zalu i rozgoryczenia nie zalezy mi na przyznaniu wylacznej opieki
            nad dzieckiem, skoro nasz syn nie moze miec rodziny, to niech chociaz ma matke i
            ojca, dlatego chcemy oboje, by doprowadzic do opieki naprzemiennej.

            Tez martwie sie jaki to bedzie mialo na niego wplyw, ale ludzie zyja w roznych
            zwiazkach, mam nadzieje, ze sobie tym chlopak poradzi, dzieci sa elastyczne.
            Wydaje mi sie to lepszym wyjsciem niz walka w sadzie o wylaczna opieke, mniej
            krzywdzace dla malego, nawet jezeli chwilami lapie mie zlosc i chcialbym isc na
            noze, to swiadomosc, ze tylko bardziej na tym straci dziecko dziala trzezwiaco.
            • kicia031 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 12:46
              No wiesz, podziwiam cie.
            • wolny_jesienny_lisc Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 14:52
              Ależ nikt nie mówi, że opieka ma być wyłączna.

              Przecież nie chcesz pozbawiać matki prawa do opieki. Chodzi raczej o to, że Sąd
              może ustalić miejsce pobytu dziecka przy ojcu i ustanowić (lub nie - jeśli
              strony są zgodne) warunki kontaktów dziecka z mamą.

              Moim zdaniem opieka naprzemienna to zły pomysł. Poczucie tożsamości i własny kąt
              w którym jest łóżko, zabawki pozwalają dziecku lepiej przejść rozstanie
              rodziców. Dwa takie "własne" miejsca to już nie oparcie, opoka, ale pomost i
              łódka. A stojąc w takim rozkroku - łatwo wpaść do wody.
              • kicia031 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 16:32
                Zasadniczo sie z toba zgadzam.
                Choc co jakis czas mam dyskusje z moja znajoma Finka, ktora zyje w
                takim ukladzie i twierdi, ze to jedyny i najlepszy, jaki moze byc!
              • mariefurie Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 16:45
                wolny_jesienny_lisc napisał:

                > Moim zdaniem opieka naprzemienna to zły pomysł. Poczucie tożsamości i własny
                kąt w którym jest łóżko, zabawki pozwalają dziecku lepiej przejść rozstanie
                rodziców.

                --To prawda.

                Dwa takie "własne" miejsca to już nie oparcie, opoka, ale pomost i
                > łódka. A stojąc w takim rozkroku - łatwo wpaść do wody.

                ---ale niekoniecznie się wpada do tej wody.
                Zresztą, to można ocenić (dziecko oceni) dopiero po latach (niestety).

                Tym niemniej, zgadzam się z Chalsią. Aby opiekę naprzemienna wprowadzić w życie,
                trzeba (móc)spełnić wiele warunków, które z tą naprzemiennością się wiążą.
                Inaczej - nici i ...pozostanie to wyłącznie w sferze teorii.
              • alinawk Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 11:09
                > Moim zdaniem opieka naprzemienna to zły pomysł.

                A mi się wydaje, że to najsprawiedliwsze rozwiązanie jesli chodzi o
                rodziców. Każde ma jednakowy dostep do dziecka, jednakowe
                możliwości dotyczace wychowania. Nie jest tak, że jedno jest od
                czarnej roboty (pomoc w odrabianiu lekcji, pranie, gotowanie itd.)
                a drugie od dostarczania prezentów i atrakcji.
                Jeśli chodzi o dziecko to musiałyby się wypowiedzieć dzieci
                wychowywane w ten sposób.
                • chalsia Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 11:18
                  > A mi się wydaje, że to najsprawiedliwsze rozwiązanie jesli chodzi
                  o
                  > rodziców

                  ale to nie chodzi o sprawiedliwość (równy podział) wobec rodziców,
                  ale o to co najlepsze dla dziecka. A opinie o opiece naprzemiennej
                  są podzielone, nie ma jednoznacznych wskazań na wyższosć takiej.
                  Tzn. wiadomo na pewno, że musi być spełnione sporo warunków by
                  miała sens, a podstawowym jest by rodzice się miedzy sobą
                  dogadywali. A jeśli potrafią się ze sobą w sprawach dziecka
                  dogadywać, to i bez opieki naprzemiennej też będzie dla dziecka
                  dobrze.
                  • chalsia warto przeczytać o opiece naprzemiennej 07.05.09, 11:25
                    www.justice.gc.ca/eng/pi/pad-rpad/rep-rap/2004_3/cust-gar.html
                  • mariefurie Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 14:32
                    No to u mnie opieka tzw naprzemienna wygląda tak.
                    Dziecko chodzi do jednej szkoły i mieszka ze mną.
                    My (rodzice) mieszkamy w róznych miastach. W związku z tym - w tygodniu -
                    dziecko jest ze mną, we wszystkie weekendy - z ojcem. we wszystkie wolne dni od
                    szkoły - też z ojcem. w świeta - dzielimy się. Pierwszy dzień swiat ze mną,
                    drugi - z nim.Lub na odwrót.
                    Młody jak jest u ojca zajmuje sie bardziej ścisłymi przedmiotami, jak u mnie -
                    humanistycznymi. Nikt nikomu nie wchodzi w drogę.
                    Zdarzają sie wyjątki co do weekendów (np, czyjeś urodziny osoby z rodziny,
                    przyjęcie itp), to dziecko jest przywozone na to przyjęcie (jesli to przypada w
                    weekend i mlody jest u ojca). Nie trzymamy się tez sztywno zasady: tydzien u
                    mnie, weekend - u niego. Jeżeli np w szkole nie ma zajęć we czwartek i piątek
                    (np z powodu jakiegoś swieta tydzień został skrócony), to młody jedzie do ojca i
                    spędza z nim po prostu więcej czasu. Jeśli ojciec nie może przyjechać (np
                    delegacja), to młody zostaje u mnie, i nikt niczego nikomu nie odlicza.
                    W ten sposób jesteśmy obydwoje na bieżąco, co się dzieje z dzieckiem, i mamy w
                    zasadzie w równej mierze czas podzielony.
                    Jesli chodzi o dziecko - to nie ma z jego strony żadnych "ale". Zarówno z chęcią
                    jedzie do ojca , jak i od ojca wraca tu do mnie.
                    Wszelkie niestandardowe sytuacje - po prostu omawiamy zawczasu, z udziałem
                    dziecka, gdyz jest juz na tyle duzy, że sam deklaruje chęć, aby uczestniczyć w
                    jakichkolwiek rozmowach jego dotyczących.
          • nangaparbat3 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 22:17
            Ze wzgledu na to, w jakim kraju zyjemy, dla dobra syna nie wytaczalabym armaty
            homoseksualizmu żony.
            Rzuca sie sępy i dopiero bedzie bal.
    • kicia031 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 10:15
      Wiesz... Rozumiem twoje cierpienie. Zdrada, porzucenie to bardzo
      boli. Mozliwosc straty dziecka... Uwazam, ze radzisz sobie z tym
      bardzo dojrzale. Moim zdaniem, za jakis czas bedziesz zadowolony, ze
      tak wlasnie sie stalo - jesli wiazesz sie z kims, kto nie ma
      hamulcow przed zdrada, piorun uderzy wczesniej czy pozniej.

      Co do twoich wyzszych dochodow - nawet w najbardziej rozwinietych
      pod wzgledem rownosciowym krajach kobiety zarabiaja 80% tego, co
      mezczyni na tych samych stanowiskach, mimo czesto wyzszego
      wyksztalcenia, kwalifikacji i wiekszego doswiadczenia zawodowego i
      wydajnosci pracy. a prawo ma to do siebie (albo przynajmniej powinno
      miec), ze chroni slabszych, w tym wyapadku - twoja zone.
      Trzymaj sie.
      • marek_gazeta Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 10:09
        > mimo czesto wyzszego wyksztalcenia, kwalifikacji i wiekszego
        > doswiadczenia zawodowego i wydajnosci pracy

        No i od razu humor mi się poprawił; kobiety są "często wyższe" (brawa za konstrukcję lingwistyczną), tylko faceci skąpią im kasy.
    • fightmore Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 21:19
      o zgrozo!! opieka naprzemienna... brak własnego kąta brak bezpieczeństwa. moja
      córeczka jest w tym samym wieku i nawet nie mogę sobie wyobrazic jej wedrowek od
      tatusia do mamusi... dla dziecka przeciez to szok zburzenie całego świata kóre
      sobie stworzyło. cała bajka rozsypała się na drobny maczek. ja na twoim miejscu
      walczyłabym o dziecko nie patrzac na statystyki. jak powiedziłą B. Shaw "Jeśli
      mój sąsiad codziennie bije swoją żonę, ja zaś nie biję jej nigdy, to w świetle
      statystyki obaj bijemy je co drugi dzień." dogadywanie się przed rozwodem jest
      ok pod warunkiem że emocje się w nas uspokoją.
      • nangaparbat3 Re: Rozwód... Please Help 06.05.09, 22:21
        Też mam wątpliwosci co do opieki naprzemiennej.
      • nangaparbat3 c.d. 06.05.09, 22:24
        Nie wiem, czy musialbys z żona aż walczyc o stałą opieke. Skoro Ty zostajesz w
        Waszym domu, dla dziecka jest lepiej byc z Tobą, zresztą w ogóle uważam, że
        chlopca powinien wychowywac ojciec, jeśli juz rodzicom przychodzi sie rozstac.
        Może zgodzilaby sie żona na jego zamieszkanie u Ciebie i do tego duzo czasu dla
        niej - na przyklad trzy popoludnia plus co drugi weekend od piatku do
        niedzieli/poniedziałku. Duzo czasu dla matki, ale miejsce syna byloby u Ciebie,
        takie jedno, stałe.
        Życze powodzenia i pozdrawiam.
        • zdradzona37 Re: c.d. 07.05.09, 09:00
          Sorry, ale może zainteresowanemu wcale nie zalezy na tym, aby główny
          ciężar opieki on miał przejąć?
        • alinawk Re: c.d. 07.05.09, 10:55
          > Nie wiem, czy musialbys z żona aż walczyc o stałą opieke. Skoro
          Ty zostajesz w
          > Waszym domu, dla dziecka jest lepiej byc z Tobą, zresztą w ogóle
          uważam, że
          > chlopca powinien wychowywac ojciec, jeśli juz rodzicom przychodzi
          sie rozstac.

          Ja się z tym nie zgodzę, takie małe dziecko (4,5 lat) bardzo
          potrzebuje matki, jesli chodzi o nastolatka to juz prędzej, chociaż
          mój nastolatek ze wszystkimi problemami przychodzi do mnie, a nie
          do ojca.
          • nangaparbat3 Re: c.d. 07.05.09, 17:15
            Oczywiscie ze takie male dziecko bardzo potrzebuje matki, ale nie mniej wcale
            potrzebuje ojca. a zycie takie, ze nie bedzie mialo obojga jednocześnie, jakos
            to podzielic trzeba.
            I powiem Ci, ze znam dzieci chowane przez samotne matki i samotnych ojcow i
            dlatego uważam, ze dla syna lepiej byc z ojcem na stałe i mamą weekendową.
    • marek_gazeta Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 10:28
      Przechodziłem przez rozpad małżeństwa i rozwód jakieś 2.5 roku temu. Wiem, jak się możesz czuć i co Cię czeka. Nie będzie łatwo, ale - wierz mi - da się to przeżyć i życie będzie jeszcze smakować.

      Ja byłem w ciężkiej depresji (wszystkie objawy prócz myśli i prób samobójczych), w przeciągu jakichś 3 miesięcy najgorszego doła praktycznie nie byłem zdolny do niczego, wyglądałem jak zombie, nie mogłem spać itp. Jak jesteś ciekawy, odszukaj moje stare wątki, ja wolę nie wyciągać "trupa" z szafy. Najważniejsze to nie stracić pracy - jeśli będzie bardzo źle, pomoże psychiatra i piguły. Trudno. Mogę Ci doradzić, abyś nie brał urlopu (to tylko pogłębi doła - leżenie i gapienie się w sufit albo picie), wychodził na siłę do ludzi, polegał na przyjaciołach. To forum - wirtualnie i spotkania z ludźmi w realu - _bardzo_ mi pomogło. Pomógł mi również sport - to ważne - zmuszałem się do wysiłku, a to przekładało się na lepsze samopoczucie fizyczne i, pośrednio, odbudowywało psychikę. Właśnie tak - trzeba się zmuszać do różnych rzeczy, bo w depresji nic się nie chce. Uważaj na płatne psychoterapie - potrafią być bardzo drogie, nie szastaj kasą, przyda się już wkrótce.

      Garść uwag. Po pierwsze, zgadzam się z przedmówcami: najpierw ochłoń. Na tyle, na ile możesz. Nie podejmuj żadnych zobowiązań "na gorąco". Idealnie byłoby najpierw odciąć się emocjonalnie od jeszcze-małżonki, a dopiero potem zająć się negocjacjami, ale to jest trudne bez zerwania z nią codziennych kontaktów. Nie pozwól jej grać dzieckiem, nie ma powodu, abyś płacił kasę za jakieś prawa do własnego dziecka, które Ci się należą jako ojcu. Zastanów się, czy chcesz się ubiegać o opiekę nad synem (konkretnie: aby mieszkał z Tobą), wtedy warto byłoby mieszkanie zatrzymać (zdrada żony, jej związek homoseksualny i pozostawienie dziecka we własnym mieszkaniu to bardzo mocny punkt wyjściowy, chociaż polski sąd jest kobietą).

      Co do spłaty - będziesz miał do spłaty połowę wartości mieszkania pomniejszoną o kredyt pozostały do spłacenia, a nie połowę wartości mieszkania. Tylko tyle. Jeśli dobrze zarabiasz, wierz mi, nawet w obecnej sytuacji będziesz mógł wziąć kredyt na spłatę małżonki i za jakiś czas sytuacja finansowa się ustabilizuje. Wreszcie, możecie mieszkanie po prostu sprzedać i kasę podzielić. Co do zapisania mieszkania dziecku - bardzo pięknie, tylko kto będzie w nim mieszkał? Jeśli żona, to Ty musisz sobie kupić lub wynająć, a to oznacza spore koszty - dobrem dziecka za X lat bym się tak bardzo nie przejmował, synowi będzie bardziej potrzebny szczęśliwy, radzący sobie w życiu ojciec, niż mieszkanie.

      Trzymaj się. Nie śledzę już regularnie tego forum, ale - w razie potrzeby - możesz napisać na @.
      • marek_gazeta Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 10:47
        Jeszcze jedno - skoro więcej zarabiasz od żony, natychmiast znieście u notariusza wspólnotę majątkową (wymaga zgody żony, niestety). Oczywiście uzgodnicie sposób finansowania wspólnych wydatków (po połowie) i więcej kasy będzie zostawać w Twojej kieszeni.
        • adamouse Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 17:22
          Czy zniesienie wspólnoty majątkowej jest tożsame z podziałem majątku?
          Rozważam pożyczkę hipoteczną w celu spłacenia żony i nie do końca
          wiem jak to ugryźć.
          Sprawy majątkowe od strony prawnej dotychczas mnie nie interesowały
          (o słodka niewiedzo), ale teraz myślę o tym, by brać pożyczke
          hipoteczną i spłacić żonę jednorazowo. Powinienem sam mieć zdolność
          kredytową, więc chyba się to uda.
          Tylko jak to zrobić, skoro obecnie jesteśmy współwłaścicielami -
          jeżeli wezmę teraz kredyt, to oboje musimy sie podpisać. Czy jak
          później pójdziemy do notariusza, to możemy mi przypisać mieszkanie,
          a żonie gotówkę? Ona przecież podpisała się pod kredytem,
          zastanawiam się, jak to wpływnie na jej zdolność kredytową - czy
          zobowiązania na moim już mieszkaniu, ale w kredycie podpisanym przez
          nią, nadal mają znaczenie?

          Generalnie staramy się porozumieć i nie do końca są dla mnie jasne
          implikacje prawne i finansowe działań przy podziale majątku.

          Zakładam takie ruchy:
          1. Biorę pożyczkę hipoteczną teraz nadal w małżeństwie (musimy
          podpisać się oboje pod kredytem)
          2. Idziemy do notariusza w celu podziału majątku i ustalenia
          rozłączności finansowej - dla mnie przypada mieszkanie, dla żony
          gotówka z pożyczki
          3. Mamy rozłączność, żona znajduje sobie mieszkanie i kupuje już
          sama - czy fakt, że mieliśmy jakieś wspólne zobowiązania jej to
          utrudni? Jeżeli tak, to chyba pozostaje kupić mieszkanie wspólnie i
          potem sie podzielić majątkiem i długami, ale nie wyobrażam sobie
          trochę skutecznego dzielenia się długami, nie wiem, czy to w ogóle
          jest możliwe.

          Mam wrażenie, że z każdym dniem zaczynam myśleć racjonalniej, nie
          chcę wojny, pogodziłem się z faktami prawnymi (nierówny wkład w
          powstanie majątku nie ma znaczenia przy podziale), chcę z tego wyjść
          nie tracąc poczucia własnej godności, ale też bez jakiejś straty
          finansowej, której mógłbym uniknąć...

          Staram się jakoś wewnętrzne podzielić to na dwie sprawy - jedna to
          koniec małżeństwa, druga to uczciwy podział majątku... Jeśli tego
          nie oddzielam emocje utrudniają mi racjonalną ocenę sytuacji...
          • nangaparbat3 Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 17:28
            Cos jakbym sie rozczarowala.
            Najpierw piszesz, jak to bezgranicznie kochasz synka, a teraz juz tylko o
            pieniadzach.
            • teuta1 Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 18:25
              Ponoć mężczyźni lepiej znoszą trudne sytuacje skupiając się na
              konkretach...wink. Moja propozycja: najpierw notariusz i ustanowienie
              rozdzielności majątkowej z zastrzeżeniem, że podział majątku
              wspólnego będzie wyglądał: i tu żona i ty deklarujecie - ona
              zrzeczenie sie mieszkania, ty spłatę w konkretnym terminie.
              Najlepiej idź do 1, 2 banków. tam siedzą doradcy. Od tego są, zeby
              Ci wytłumaczyc, jak mozesz wziąć kredyt na spłate jeszcze małżonki.
            • adamouse Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 18:34
              Oczywiście, że kocham mojego synka i zrobił bym dla niego pewnie
              wszystko, co tylko możliwe - ale matka mojego dziecka znalazła swoje
              nowe szczęście gdzie indziej.
              Zwróć uwagę, że odpowiadam na konkretny post, w którym ktoś mi
              doradza w sprawach finansowych. A po 10 latach mamy trochę majątku i
              technicznie trzeba to podzielić - w miarę możliwości bez wojny i bez
              wzajemnych pretensji, choć nie wiem, czy to w ogóle jest możliwe.

              Co do syna mamy konsensus - opiekę naprzemienną.
              Co do pieniędzy prawie też - ja spłacam żonę, w wyniku czego stać ją
              na kupno mieszkania z jakimś niedużym kredytem. Ale diabeł tkwi w
              szczegółach.

              Poza tym niekoniecznie chcę pisać o moich uczuciach do dziecka -
              sprawy techniczne są mniej bolesne i łatwiej o nich pisać na
              publicznym forum.
          • tricolour To nie takie proste... 07.05.09, 18:44
            ... bo nie piszesz pod zastaw czego chcesz brać pożyczkę hipoteczną: czy pod
            zastaw Waszego starego mieszkania, czy tego nowego, co żona sobie ma kupić.

            Jeśli pod zastaw starego, to jak chcesz podzielić je potem jako wspólny majątek
            jeśli wcześniej będzie zastawione? I co na to bank, który dał pieniądze, ale
            zmieniają się warunki umowy? Co zrobisz, gdy zażąda natychmiastowe spłaty?
            Twoje punkty 1 i 2 szachują się i zakładają dobrą wolę żony, a na to bym nie liczył.

            "Staram się jakoś wewnętrzne podzielić to na dwie sprawy - jedna to koniec
            małżeństwa..." - lepiej rozpocznij proces rozwodowy, który da Ci z automatu
            rozdzielność majątkową, a przy okazji ukaże zakres dobrej woli u żony.
          • chalsia Re: Rozwód... Please Help 08.05.09, 00:02
            > Zakładam takie ruchy:
            > 1. Biorę pożyczkę hipoteczną teraz nadal w małżeństwie (musimy
            > podpisać się oboje pod kredytem)
            > 2. Idziemy do notariusza w celu podziału majątku i ustalenia
            > rozłączności finansowej - dla mnie przypada mieszkanie, dla żony
            > gotówka z pożyczki
            > 3. Mamy rozłączność, żona znajduje sobie mieszkanie i kupuje już
            > sama - czy fakt, że mieliśmy jakieś wspólne zobowiązania jej to
            > utrudni? Jeżeli tak, to chyba pozostaje kupić mieszkanie wspólnie i
            > potem sie podzielić majątkiem i długami, ale nie wyobrażam sobie
            > trochę skutecznego dzielenia się długami, nie wiem, czy to w ogóle
            > jest możliwe.
            >

            Zniesienie wspólwłasności NIE jest podziałem majatku. Oznacza tylko tyle, że od
            daty podpisania zniesienia współwłasności (u notariusza Twoje zarobki są tylko
            Twoje, a jej - tylko jej. Ale wtedy - mimo bycia męzem - możesz brać nowy kredyt
            tylko na siebie.
            Zniesienie współwłasności następuje tez automatycznie z dniem rozwodu.
            Podział majątku jest osobną sprawą. Mozna zrobić u notariusza przed rozwodem
            (ale po zniesieniu współwłasnosci) albo po rozwodzie (w sadzie "wychodzi" to
            taniej).
            I nie dawałabym jej kasy na nowe mieszkanie przed podziałem majątku, żeby się
            nie okazało, że musisz "płacic" dwa razy za to samo.
            • marek_gazeta Re: Rozwód... Please Help 08.05.09, 12:15
              Słuchaj Chalsi, bo to mądra kobieta, a jej porady prawne są konkretne i słuszne.

              Rozwód może potrwać od kilku miesięcy (terminy w sądzie) do paru lat (w przypadku wojny lub/i złej woli którejś ze stron, orzekania winy itp.). Dlatego warto jak najszybciej znieść wspólnotę majątkową i założyć oddzielne, własne konto, na które zarobki będą spływać. Od tej pory to, co sam kupisz, jest wyłącznie Twoje, a żona finansuje swoje wydatki ze swojej pensji. Wydatki wspólne będziecie finansować po połowie.

              Małżeństwo się de facto zakończyło, więc nie czas na jakieś sentymenty.

              Podział dotychczasowego majątku to oddzielna sprawa, w każdym razie w sensie wartości będzie po połowie. Nie ma znaczenia, że zarabiałeś więcej (Ty przynosiłeś kasę, żona gotowała itp., taki podział ról w małżeństwie), z tego, co wiem, nie masz szans na inny podział, więc warto się pogodzić z faktami.
    • young-and-bored Re: Rozwód... Please Help 07.05.09, 22:33
      adamouse napisał:

      > Mając świadomość statystyk w PL (97% przypadków przyznania opieki
      nad
      > dzieckiem matce) najogólniej rzecz ujmując zgadzam się na jej
      warunki,
      > tak długo, jak długo rozmawiamy o naprzemiennej opiece nad naszym
      > dzieckiem (tydzień na tydzień).


      Wobec tego wasza rozmowa jest oparta na mrzonce, którą na obecnym
      etapie najpewniej zaserwowała Ci żona - w nadziei na szybki rozwód i
      sprawny podział kasy. Bo Twoje aktualne i niestety naiwne założenie,
      że sąd orzeknie o opiece nad synkiem tydzień / tydzień bez
      określania miejsca zamieszkania syna przy jednym z rodziców jest
      mrzonką.
      Twoja żona prawdopodobnie chce, żebyś wierzył, że będziecie się
      opiekować dzieckiem naprzemiennie - i być może w tej chwili jest
      zdania, że naprawdę może to tak po rozwodzie wyglądać. Co nie zmienia
      faktu, że zapewne koniec końców nie zamierza na Twoją rzecz
      zrezygnować w sądzie z orzeczenia o ustaleniu miejsca pobytu dziecka
      przy matce i z alimentów na dziecko. Wobec tego Twoja idea opieki
      naprzemiennej ostatecznie sprowadzi się do suchego zapisu o
      powierzeniu władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom - co z kolei jest
      fikcją literacką w kontekście faktu, że matka będzie sobie mogła za
      chwilę z dzieckiem zamieszkać choćby w Suwałkach albo Hamburgu, bo
      na ten przykład to stamtąd pochodzi jej nowa miłość. Reasumując -
      jeśli kochasz synka i chcesz zapewnić sobie stały i solidny wpływ na
      jego wychowanie - to negocjacje na temat rozwodu i podziału majątku
      opieraj na punkcie mówiącym o ustaleniu miejsca pobytu dziecka
      przy ojcu - i w kontekście takiego zapisu nie będzie oczywiście
      żadnych przeszkód, żebyście zajmowali się z żoną dzieckiem
      naprzemian i we własnym zakresie forsowali taki pomysł sprawowania
      opieki. W przeciwnym razie nie będziesz miał żadnej gwarancji, że
      żona znowu nie postawi Cię przed nowymi faktami dokonanymi,
      tak jak miało to miejsce w przypadku jej związku. A jeśli się żona
      się nie zgodzi na tak ujety konsensus - no cóż - statystyki
      statystykami, a sąd zapewne weźmie pod uwagę, że jesteś rozsądnym
      facetem, że dobrze zarabiasz i możesz zapewnić dziecku odpowiednie
      warunki, że to żona rozwala rodzinę. W tej sytuacji odradzałbym
      kompromis.
    • stefanbatory45 Re: Rozwód... Please Help 11.05.09, 01:09
      Na temat spraw finansowo-majątkowych nic Ci nei napiszę. W mojej
      sprawie tematu nie było.

      Co do dzieciaka.
      To też nie jest zawsze tak, że jak Ty sobie powiesz z zoną że chcecie
      opieki naprzemiennej to sąd to klepnie. Zależy od sędziego.

      My z żoną nie chcieliśmy naprzemiennej, nie chcemy też wyłacznej
      opieki nad dzieckiem bo ta ma być oczywiście wspólna. Chodzi tylko i
      wyłącznie o miejsce zamieszkania dziecka i ustalenie częstości wizyt
      z drugim rodzicem. Sędzina wysłała nas do biegłego psychologa z małą,
      aby on określił nasz stosunek do dziecka, dziecka do nas i wydał
      opinię na temat opieki biorąc również naprzemienną pod uwagę. I
      psycholog wyraźnie napisała, że dziecko nie może podlegać opiece
      naprzemiennej gdyż jest zbyt wrażliwe, a przede wszystkim zbyt małe.

      Opieka naprzemienna to wymysł chyba amerykanów, nasze sądy podchodzą
      do tego z rezerwą, moim zdaniem nie jest to dobre dla dziecka - musi
      mieć jeden dom i tyle, nawet jeśli ma to być dom mojej matki jeśli
      tak zdecydują.

      Dostałeś w dupę od żony, uważam więc, że z pełną premedytacją
      powinieneś wykorzystać fakt że jest z kobietą. Zdrada - wina, jeśli
      sędzina będzie starszą kobietą, ten fakt może zadecydować o miejscu
      zamieszkania u Ciebie.
      Sorry to może niezbyt fer, ale nie kłamiesz i nie robisz nic
      nieuczciwego. Takie są realia w PL.

      Ciągle prosisz o specjalistów. Zrozum że nikt Ci nie da na nic
      recepty. Prawnik nie da Ci listy do zrobienia po której zrealizowaniu
      syn bedzie z Tobą, a żona winna na papierze.

      Ja wziąłem adwokata bo nie łapię papierowych / proceduralnych spraw,
      bałem się że o czymś zapomnę, napiszę nie tak itd. Teraz trochę
      żałuję bo gość jakiś rewelacyjny nie jest, a kilka tysięcy poszło,
      mogłem pokój córki za to zrobić albo wyjechac z nią na wakacje.
      Adwokat na sprawach duka, więcej mówię ja, albo mu podpowiadam. A
      wypełnienie odpowiedzi na pozew i paru innych papierów można zrobić
      na pojedynczych wizytach.

      Psycholog - byłem na dwóch spotkaniach, przy czym kobieta na
      pierwszym ustaliła od razu cały grafik, a na drugim przerwała mi
      zaryczanemu w połowie zdania bo czas się kończył.
      Już nie wróciłem, moim psychologiem byłem ja sam i moja rodzina. Wiem
      ze często nei ma się do kogo zwrócić, bliscy starają się ale nie dają
      rady. Może w takim przypadku pozostaje tzw specjalista.
      Nie licz tylko że jak za dotknięciem złotego badyla po paru
      tygodniach będziesz miał wszystko poukładane w głowie jak w aptece.

      Trzeba czasu, potem myśli się naprawdę spokojniej.
      Poukładaj priorytety, te mniej ważne sprawy i możliwe rozwiązania.
      Idź do adwokata na jedną, dwie rozmowy z konkretną zwięzłą listą
      pytań i wątpliwości, a na nastepne z kolejnymi po przemyśleniu.

      Do psychologa idź z pomysłem co chcesz dzięki tym spotkaniom uzyskać
      (zresztą sam powinien Ci taki pytanie zadać na wstępne).

      Trzymaj się, pewnie łatwo nie będzie. I nie patrz na te 97%. Też
      byłem tym przerażony, sędzina - kobieta, dwie ławniczki na pierwszej
      sprawie - kobiety, kurator - kobieta, psycholog - kobieta. Myślałem
      że jestem w ciemnej dupie. Wszędzie baby smile, jak ja mam udowodnić że
      mała powinna mieszkać u mnie?
      Okazuje się że kurator (czego nie powinna robić) powiedziała że jej
      zdaniem dziecko powinno być ze mną. Psycholog to samo. Być może będę
      w tej trójce statystycznej i Ty też smile

      Poza tym te statystyki moim zdanie kłamią i już.
      Jak wiesz że tego chcesz to masz duże szanse.

      I jeszcze jedno. Od początku założyłem sobie, bez względu na wynik
      wszystkich wątków sprawy - totalną uczciwość. W przeciwieństwie do
      postępowania mojej żony i jej rodziny.
      Nawet jak przegram, z uśmiechem i bez zażenowania spojrzę zawsze w
      lustro. To naprawdę pomaga i procentuje.

      Pozdrawiam
      Stefan

      I nie bagatelizuj potęgi tego forum. Żaden prawnik czy psycholog nie
      spotkał się z tyloma sprawami które są tutaj opisywane.
      • dsz27 Re: Rozwód... Please Help 11.05.09, 09:01
        Witaj,

        Ja również nie doradzę Ci w sprawie procedur czy spraw finansowych, bo nie
        jestem w tych tematach specjalnie biegła, wiele innych osób i tak już parę
        mądrych słów w tym temacie dodało.

        Ale w związku z tym, że moja i Twoja sytuacja są bardzo podobne to postanowiłam,
        że dodam i swoje trzy grosze.

        Skoro matka lub ojciec decyduje się na związanie się z osoba tej samej płci, to
        moim skromnym zdaniem powinien mieć pełną świadomość konsekwencji swoich
        decyzji. I pewnie zaraz polecą gromy ale uważam (i jest to tylko moje prywatne
        zdanie), że wychowywanie dzieci przez parę lesbijek/gejów nie jest delikatnie
        mówiąc dobrym rozwiązaniem . Nie wiem jaki masz kontakt z dzieckiem, nie wiem
        jaka jest twoja sytuacja finansowa ale uważam, że temat jest bardzo
        skomplikowany i spłycanie go nie jest rozsądne.

        Życzę Ci aby decyzje, które podejmiesz były przemyślane pod każdym względem.
        Powodzenia

        Donia
        • jedyny_kwiatuszekkkk Re: Rozwód... Please Help 11.05.09, 10:27
          Witaj Adamie.
          Postanowiłam wypowiedzieć się w Twoim wątku, ponieważ mam analogiczny problem z moim mężem, jak Ty ze swoją żoną, z ta tylko różnicą że mój mąż jak się okazało zdradził mnie z koleżanka z pracy i tak mu już zostało.
          Też mam problem mieszkania, podziału dorobku małżeńskiego.
          Ja na samym początku spraw okołorozstaniowych nalegałam na to żeby podpisać umowę rozdzielności majątkowej. Oznacza ta że od momentu podpisania takiej umowy odpowiadasz sam za wszystkie zobowiązania. Znalazłam mieszkanie, złożyłam wniosek w banku o kredyt mieszkaniowy (już sama) i póki co czekam na jego rozpatrzenie......
          Jest to o tyle ważna sprawa, przynajmniej w moim przypadku że mój mąż prowadzi własną działalność gospodarczą wiele urządzeń brał na kredyt, w leasingu. Nie chciałam już na to wszystko podpisywać zgody. Bo nie daj Boże to wszystko mnie by obciążało.
          Poza tym niektóre banki do jakiejś tam kwoty udzielają kredytów nie wymagając zgody współmałżonka. Także wiesz lepiej się zabezpieczyć przynajmniej od tej strony. Bo powiem Ci na swoim przykładzie że przy rozstaniach, różnicach zdań co do ewentualnego podziału majątku wychodzą z ludzi brzydkie cechy - takie o które nie posądzał byś swojego współmałżonka. Niestety.

          I idę do przodu krok po kroczku.Nie jest łatwo bo my mamy dwójkę malutkich dzieci, ale wiem że dla nich muszę być silna.
          Jeżeli chodzi o terapie to ja chodziłam w dwa miejsca. A w zasadzie trzy. Jedne się sprawdziły drugie nie. Ja też jestem z Warszawy więc jeśli chcesz namiary to pisz na marzenkka1@gazeta.pl
          Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie.
      • kicia031 Re: Rozwód... Please Help 11.05.09, 10:40
        Dostałeś w dupę od żony, uważam więc, że z pełną premedytacją
        powinieneś wykorzystać fakt że jest z kobietą. Zdrada - wina, jeśli
        sędzina będzie starszą kobietą, ten fakt może zadecydować o miejscu
        zamieszkania u Ciebie.
        Sorry to może niezbyt fer, ale nie kłamiesz i nie robisz nic
        nieuczciwego. Takie są realia w PL.

        A gdzie w tym dawaniu ex-zonie w dupe jest dobro dziecka?
        • stefanbatory45 Re: Rozwód... Please Help 11.05.09, 16:55
          Kicia, on nie daje w d.. żonie, sam dostał.
          Stara się o dziecko i nie wie czy wykorzystać w sądzie fakt, że zona
          oprócz zdrady zrobiła to z kobietą i chce w takim związku wychowywać
          ich dziecko. Więc mówię - wykorzystaj to.

          Z własnego doświadczenia i wielu przypadków tu opisanych daję nowemu
          związkowi żony marne szanse.
          A nawet jeśli obie zostaną razem, moim zdaniem dziecko w mniejszym
          stopniu będzie zmaltretowane psychicznie pozostając z ojcem w jego
          rodzinnym domu niż mieszkając nagle z mamą i "ciocią" w obcym miejscu
          bez ojca.

          I proszę Cię, nie zaczynajmy tematu czy związek homo jest czy nie
          jest wartościowy. To substytut który nie jest w stanie normalnie
          wprowadzić dziecka w życie, szczególnie po rozwodzie rodziców.
          Moje zdanie i tyle.

          Pozdrawiam
          Stefan
Pełna wersja