ani.chybi
06.08.09, 11:32
Wydaje mi się, że warto by było w jednym wątku zgromadzić sposoby i
sposobiki ułatwiające odbicie się z okołorozwodowego dna.
Moim zdaniem najpoważniejszą odskocznią jest dogłębne zrozumienie
mechanizmów psychicznych obojga partnerów napędzających związek i
dokonania realnego wartościowania, w tym przyjęcie na siebie części
winy za rozwodową porażkę. Nie jest to akt jednorazowy, a dłuższy
proces, niewolny od cierpienia. W jego efekcie pojawi się
realistyczny obraz partnera, własnej osoby i związku. Na tym
polegałoby zamknięcie małżeństwa.
Dalej dobrze by było zinwentaryzować swój zestaw na drogę w
pojedynkę, a więc na kim mogę się oprzeć, jak zagospodaruję wolny
czas, w jaki sposób będę radzić sobie z codziennymi trudnościami.
Po takim rozeznaniu wypada już ruszyć w drogę, będzie jej jeszcze
długo (pojęcie względne) towarzyszyło cierpienie.
Niezastąpione wydaje się planowanie, na poczatek poszczególnych dni,
później dłuższych okresów. Kiedy to nie będzie już potrzebne,
jesteśmy na prostej - weszliśmy w porozwodową normalność.
Zdarza się, że w międzyczasie lepiej poznajemy siebie; odkrywamy
wady i zalety, wytyczamy nowe cele życiowe, co może dać początek
intensywnej pracy nad sobą. Pokusiłabym się o twierdzenie, że
przeżycie rozwodowej traumy i tego, co ona za sobą pociąga, na stałe
zmienia osobowość człowieka. Czasami tak dalece, że do opisu tej
samej osoby właściwy jest termin "nowa tożsamość".
W takim sensie można uznać rozwód za czynnik rozwoju osobowości.