Wiosna to nie jest, ale pogoda jest taka, że można pomalować drzewa. Bo to taki czas, gdy w dzień słońce rozgrzewa ciemne pnie tak bardzo, że soki zaczynają krążyć. A nocą minusowe temperatury ścinają te świeże soki zwiększając ich objętość, co powoduje, że nie mieszczą się, rozpychają i powodują pęknięcia kory. A to już otwarta furtka dla wszelkich patogenów. No i co by tu jeszcze można było zrobić korzystając z tych kilku ciepłych dni? Wyciąć suche trawy i inne suchotniki, które zostały na zimę. Wyciąć pędy malin, które owocowały późnym latem i jesienią, np. odmiana Polana tak robi. Przyciąć wrzosy, które kwitły w ubiegłym roku. Do tego miejsca, gdzie skończyły się kwiatki. Przyciąć lawendę np. o 2/3. Pozbierać (i nie wyrzucać na kompost!) stare liście spod róż, bo w nich siedzą przetrwalniki przeróżnych grzybów np. bardzo wstrętnej czarnej plamistości. Róż jeszcze nie ciąć, poczekać aż zakwitną forsycje, ich kwitnienie, to sygnał że już czas na cięcie róż. No i drzewa owocowe można zacząć ciąć. Czego na pewno nie ciąć: magnolii, azalii, różaneczników, pierisów, czarnych porzeczek (wycinać tylko co 3 lata najstarsze pędy), hortensji dębolistnych i ogrodowych. Nie ciąć teraz krzewów i drzew, które kwitną wczesną wiosną, zrobić to po kwitnieniu. No i cieszyć się słońcem, ciepłem, a poza miastem, to można nawet głęboko oddychać