Witam.
Przede wszystkim bardzo proszę o interpretację:
FT3 22,95% [wynik 4.2, norma (3.53 - 6.45)]
FT4 2,41% [wynik 11.73, norma (11.46 - 22.65)]
TSH 3,944 [norma (0,350 - 4,780)]
Czyli niby wszystko w normie, choć FT4 bardzo blisko dolnej granicy. Jednak obserwuję mnóstwo objawów charakterystycznych dla niedoczynności. Dodatkową okolicznością są kiepskie wyniki morfologii, mogące wskazywać na anemię. Zawsze miałam problem z utrzymaniem prawidłowego poziomu żelaza, ale wystarczała suplementacja i korekta diety.
Teraz dodatkowo pech chciał, że badanie wypadło w ostatnich dniach miesiączki, i to wyjątkowo obfitej. Efektem jest bardzo niskie żelazo w surowicy i zaburzone inne powiązane wskaźniki (obniżone MCV, MCHC, podwyższone EOS, MONO oraz OB=18, choć nie wiem, czy ma to znaczenie).
Nigdy nie byłam wulkanem energii, ale też nie czułam się aż tak paskudnie. Zupełną nowością są też dla mnie ogromne kłopoty z koncentracja i pamięcią, czasem czuję się jak 90-latka z Alzheimerem

(a mam zaledwie 33)
Podejrzewam, że internista po obejrzeniu wyników badań złoży wszystkie moje problemy na karb niedoboru żelaza. I ja tez chciałabym tak myśleć, a jednak czuję, jakby tym razem coś było inaczej...
Dlatego proszę o opinię - czy warto się przejmować tym nie do końca idealnym FT4? Czy raczej nie ma ono wpływu na mój obecny stan?