nemi49
07.02.20, 02:00
Piszę do Was, bo nie wiem już co robić i co o tym myśleć. Mam 25 lat, od około 7-8 lat mam stwierdzoną depresję i zaburzenia osobowości. Przez wiele lat byłam leczona pod tym kątem, z gorszymi i lepszymi skutkami. W zeszłym roku brałam wenlafaksynę i jako że gdy zapominałam o dawkach nic się nie działo, nawet gdy nie brałam jej kilka dni pod rząd, odstawiłam ją. Było całkiem dobrze, świetnie wręcz. Niestety pod koniec grudnia zeszłego roku nagle wpadłam w stan paniki - takiego wolnopłynącego lęku z napadami przerażenia. Pojawiły się kołatania serca, zaczęto ponownie mnie badać - okazało się, że to tarczyca. Początkowo ucieszyłam się nawet, paradoksalnie - w końcu znałam swojego wroga i jest nim subkliniczna niedoczynność tarczycy. Dostałam euthyrox 25 i skierowanie na USG tarczycy. Od psychiatry ponownie leki, tym razem zupełnie inne: Coaxil (tianeptyna). Początkowo jakoś to szło - nawet trochę się uspokoiłam. USG nie wykazało zmian w tarczycy, wszystko było w normie. Ale od jakiegoś czasu... Po 1) całkowicie zmieniła mi się skóra. Tak jak wcześniej była sucha, tak teraz na twarzy jest tłusta, pojawiają się wypryski. Po 2) włosy. Zawsze miałam skłonność do wypadania włosów ale teraz mam wrażenie, że lecą jak igły z choinki po świętach. Ale najgorsza jest agresja: zawsze byłam dość wybuchowa, nerwowa, ale około po 3 tygodniach brania Euthyroxu stałam się niewyobrażalnie nerwowa - mam wrażenie że im dłużej go biorę tym bardziej. Nerwowa atmosfera w pracy pewnie nie pomaga ale zaczynam wątpić, że jest przyczyną. Wpadam w histerię, agresję, w jakiś szał o pierdoły. Jestem chodzącą bombą, która tyka. Niszczę tym siebie i rodzinę, nie potrafię tak żyć. Chcę uniknąć zniszczenia ludzi, których kocham, a widzę jak ich krzywdzę swoimi napadami. Nie mam już sił, poziom mojego napięcia i nabuzowania jest tak wysoki że wystarczy iskra. Nie potrafię nad tym zapanować w żaden sposób.
Czy to możliwe, że to od Euthyroxu? Czy jest szansa, że te objawy miną? Lek biorę już około miesiąca. Co dalej? Euthyrox 25 na podstawie wyników badań krwi przepisała mi lekarka pierwszego kontaktu. Po około 3 tygodniach wyniki hormonalne polepszyły się, ale jakim kosztem... Na jaką alternatywę dla euthyroxu mogę liczyć i czy w ogóle jest możliwe, że na jakąkolwiek? Mam już myśl, żeby odstawić to dziadostwo ale boję się - za miesiąc mam dość ważny wyjazd za granicę i wolałabym uniknąć ataków paniki i wszelkich sensacji. Trzymać się zaleceń lekarza, który mnie już zna czy biec szybko do endokrynologa choćby prywatnie? Czy po odstawieniu Euthyroxu może być jeszcze gorzej? Proszę, pomóżcie, być może ktoś z Was był już w takiej sytuacji, być może ktoś się zna. Nigdy nie byłam aż takim kłębkiem nerwów, nawet w najtrudniejszych chwilach mojego życia. Po tak krótkim czasie już jest to uciążliwe, a perspektywa takiej męki przez miesiące mnie przeraża - zwłaszcza boję się o swój stan zdrowia podczas wyjazdu. Błagam Was o pomoc, wszelkie sugestie będą pomocne i jestem za nie z góry wdzięczna...