Ponieważ leczę się od kilku tygodni zaledwie, i to małą dawką Euthyroxu,
kontrola u endo dopiero 17 lutego, a czuję się fatalnie - wszelkie objawy
niedoczynności oraz Hashi - wybrałam się wczoraj do rodzinnej z prośbą o
trochę zwolnienia - wiem, że hormony tarczycy wchłaniają się słabiej zimą i w
warunkach stresu, a moja praca jest jednym wielkim stresem.
Zwolnienia oczywiście nie dostałam, bo przecież moje wyniki nie są takie złe.
Na wzmiankę, że należy chyba leczyć objawy, a nie wyniki, zostałam wysłana do
psychiatry po zwolnienie, bo p. dr rodzinna nie miała podstaw, by dać mi
zwolnienie i ryzykować kontrolę ZUS (= uważa mnie za symulantkę?).
Pani dr grzecznościowo może mi dać zwolnienie na podstawie zaświadczenia od
psychiatry, gdyż uważa, że moim problemem jest depresja i tyle.
A najlepiej byłoby wg niej wziąć urlop wypoczynkowy. Pytam tylko, kto mi go da
i dlaczego mam marnować urlop WYPOCZYNKOWY na dochodzenie do zdrowia?
Czy lekarz rodzinny, NAWET w przypadku okresu przemęczenia i wypalenia
zawodowego nie może dać kilku dni zwolnienia? Jakim prawem odsyła do
psychiatry, na wizytę u którego czeka się ze 2 tygodnie?
Dlaczego ja jej tego wczoraj nie powiedziałam? Dlaczego nie miałam pod ręką
listy objawów niedoczynności z jakiegoś uznanego źródła, która obejmuje także
depresję?
Jakim prawem niedouczony lekarz ogólny wypowiada się o moich wynikach?
Jak długo jeszcze można to znosić?