myszasta2
30.05.11, 16:20
Witam!
Ja też z tych początkujących. Gdy tak czytam wasze posty to nadziwić się nie mogę nad waszą wiedzą o tarczycy. Moja (wiedza) jeszcze w powijakach.
Może opiszę o co u mnie chodzi .
W ub. roku, na wiosnę zaczęłam czuć kluskę w gardle, jakiś taki obrzęk - zaczęłam od usg bo stwierdziłam, że tak naprawdę to nigdy tej mojej tarczycy nie badałam - ot, czasem samo tsh ale zawsze było w normie.
Wg usg wyszły guzki i wskazania radiologa do biopsji. Zapisałm się zatem do endo i równolegle robiłam szereg innych badań na tą nieszczęsną kluskę bo radiolog wykluczył by to tarczyca była powodem dyskomfortu. A wię zrobiłam gastroskopie, byłam u laryngologa (stwierdził jedynie przesuszenie śluzówki), alergologa (alergia na kota i psa czyli jak dotą bez zmian).
Byłam w końcu u endo (dr Nazim, o którym trochę tu poczytałam i zgadam się z opiniami) i dowiedziałam się, że prawdopodobnie mam hashimoto (bądź inne zapalenie tarczycy) bo wskazuje na to obraz usg, natomiast moje samopoczucie ma inne podłoże i zapisał mi lek przeciwlękowy (nie brałam go bo nie był to stan który spędzał mi sen z powiek). Nic mi innego nie zapisał tylko kazał skontrolować samo tsh za pół roku. Zrobił mi jeszcze biopsję i po 2 tyg telefonicznie poinformował, że jest ok - guzki nie mają charakteru złośliwego.
W przeciągu tego pół roku robiłam jeszcze jedną biopsję ale nie skonsultowałam jej z innym lekarzem (endo, który ją zlecił bo fatalnie się czułam w dniu kiedy wypadała mi wizyta).
Od początku tego roku zaczęłam czuć się dużo gorzej - wahania nastroju, stany zmęczenia i otępienia, że boję się wychodzić z domu, przez to zrobiłam się aspołeczna. Problemy z koncentracją. Ponadto miewałam zawroty głowy i dyskomfort związany z sercem.
Zwalałam to na nerwicę i jakoś z tym trwałam bo i tak siedzę w domu na wychowawczym więc ograniczyła wyjścia do minimum (spacery z małym) wyręczając się kim popadnie w podbramkowych sytuacjach.
W końcu pojawiło się u mnie takie dziwne uczucie związane z oddychaniem - taka niemoc i odrętwienie jakbym za chwilę miała przestać oddychać.
Trafiła na to forum i doczytałm się o dr Bobrowskim. Udałam się do niego (doszłam ledwie żywa) i opowiedziałam mu wszystko jak na generalnej spowiedzi od początku - nie czekając długo stwierdzim, że mam niedoczynność a jak zobaczył wyniki - potwierdził hashi (bądź inne zapalenie). Bardzo dokładnie przeprowadził wywiad i zapisał eutherox 50 (1/2 przez 2-3 dni, potem naprzemiennie co drugi dzień 1 i 1/2 tab przez 6-8 dni i ostatecznie 5x w tyg 1tab i 2x w tyg 1/2).
Zaczęłam łykać i już po paru dniach (od ostatniej środy czyli 5 dzień) jak czuję się o niebo lepiej - nie mam takiej niemocy, nie mam dyskomfortu z sercem i oddychaniem a to bardzo mi uprzykrzało dzień).
Ale o co mi chodzi - moje wyniki na moje oko są super - nie widzę tu niedoczynności , oto one:
14.05.2010 tsh 0,76 (norma 0,350 - 4,940)
ft3 2,81 (norma 1,71 - 3,71)
ft4 1,00 (norma 0,70 - 1,48)
26.01.2011 tsh 0,78 (normy jw. )
ft3 3,29
ft4 1,07
04.03.2011 tsh 0,981 (normy jw.) - tylko ten jeden pomiar
18.04.2011 tsh 0,712 (normy jw. )
ft3 3,06 - 67,50%
ft4 1,04 - 43,59%
anty TPO < 1,0
anty TG 1,48 (norma do 4,11)
Te ostatnie przeliczenia na procenty zrobiłam sobie jak przeczytałam na tym forum i na wizycie u endo zapytałam o ich interpretację ale nie był zorientowany czemu to służy i pierwszy raz słyszy o takiej analizie.
Acha, z tarczyca też nie należy do małych - ok 20 ml więc trudno powiedzieć że zanika.
Co sądzicie o tych wynikach?
Pytam bo czuję się niby dużo lepiej ale jak dziś zażyłam sobie 1/2 tab eutheroxu 50 (choć powinnam całą to czuję lekki ucisk w szyi - czy to może mieć wpływ? Wczoraj zażyłam 3/4 tab (należę do osób trochę ostrożnych w braniu jakichkolwiek leków, zwłaszcza w zwiększaniu dawek) i czułam dziwne uderzenia ciepła.
Jeśli trzeba wklepię opisy z usg ale teraz chyba nie zdążę bo zaraz mały może się zbudzić.
Tak na marginesie - myślę, że moja hashi mogła się uaktywnić w związku z porodem (2008r), może z ciążą pozamaciczną i zastosowanym methotrexatem (II 2010)?
Robiłam podstawowe badania hormonów płciowych (teraz na wiosnę) i są ok (tu też szukałam przyczyny mojego fatalnego samopoczucia) - miesiączki - jak z zegarkiem w ręku (może raczej z kalendarzem - co 27-28 dni), kompletnie bezbolesne.