panimaciejowa
08.10.13, 18:35
Witam,
nie mam już siły. Lekarze mi nie pomagają. Od dwóch lat staramy się z mężem o dziecko. Mimo licznych opinii lekarzy, że i ja (27l.) i mąż (28l.) jesteśmy zdrowi (mamy komplet badań) ciąży brak. Proszę Was o pomoc.
Wyniki z 11/2012:
TSH 3,17 (0,27 – 4,20)
FT3 3,30 (2,00 – 4,40)
FT4 1,33 (0,93 – 1,70)
przeciwciała TG 154,20 (max.115,00)
przeciwciała TPO 5,00 (max.34,00)
USG tarczycy w porządku, z uwagą radiologa, że obserwuje podejrzenie niewielkiego stanu zapalnego o charakterze hashimoto. Spytałam go, czy to się leczy, powiedział, że w takim stadium nie, że nalezy obserwować, nastepne badanie powinnam wykonać za około rok. Zrobiłam oczywiście szybciej, po 4 miesiącach i
Wyniki z 03/2013 (bez euthyroxu jeszcze):
TSH 3,45 (0,27 – 4,20)
FT3 2,58 (2,00 – 4,40)
FT4 1,20 (0,93 – 1,70)
przeciwciała TG 270,70 (max.34,00)
przeciwciała TPO 13,36 (max.115,00)
Udałam się do pani endokrynolog (świetna, z polecenia), która zdiagnozowała u mnie hashi. Zleciła dawkę euthyroxu 50. Po 2 tygodniach TSH bylo rowne 0,84. Dawka została zmniejszona do 25. Następnie nastąpiły jakieś wariacje z TSH - wynik wahał się, skoczył nawet do 9,87. Lekarka kazała mi przyjmować euthyrox w dawce na zmianę 50 i 75. (teraz wiem, że nie powinno się przyjmować dawki leku "na zmianę", ani badać poziomu tsh częściej niż raz na 6 tygodni, gdyż taki właśnie czas jest miarodajny dla prawidłowej oceny jak organizm reaguje na daną dawkę leku).
Wyniki z 07/2013 (po różnych dawkach euthyroxu, od 50 do 150)
TSH 0,22 (0,27 – 4,20)
FT3 3,32 (2,00 – 4,40)
FT4 1,79 (0,93 – 1,70)
W 08/2013 z powyższymi wynikami trafiłam do kolejnego lekarza (tym razem gin-endo, również z super opiniami), który z zatrważającą miną stwierdził, że u mnie nigdy nie występowało hashimoto i niepotrzebnie zażywałam euthyrox od 03/2013, że tsh 3,45 to super tsh i nie trzeba bylo go zaburzać euthyroxem. Powiedział, że gdybym nie planowała ciązy to z miejsca odstawiłby u mnie euthyrox, że obecnie mam nadczynność, ale jest to NADCZYNNOŚĆ FARMAKOLOGICZNA. Ustalił dawkę euthyroxu 75. Zlecił abym po 7 tygodniach zrobiła badanie tsh - tak też zrobiłam, tsh wynosi 1,97 i satysfakcjonuje lekarza - zostajemy przy dawce 75. Do tej pory uważałam, że jeśli kobieta chce zajść w ciążę to TSH powinno być równe ok.1. Ale pan doktor powiedział „owszem, ale tylko u kobiet, u których stwierdzono Hashimoto, a Pani przecież Hashimoto nie ma”. No i jak tu być mądrym?! Niby wg niego nie mam, a organizm reaguje wzrostem tsh na euthyrox wychodzac z nadczynnosci. Na dniach udam się do laboratorium zbadac tsh, ft3, ft4, bo oczywiscie aktualny pan doktor wcale tego nie zleca. Na moje pytanie, kiedy teraz powinnam zbadac chociazby tsh, powiedzial: "Za rok."
Zarówno pani doktor jak i pan doktor to lekarze, którzy oprócz prywatnych świadczeń (z których korzystam) pracują w warszawskich szpitalach państwowych.
Jak wg Was powinnam interpretować mój przypadek?