Dodaj do ulubionych

hashimotowe mamy i zony

03.03.07, 09:12
hej dziewczyny smile Mam prawie 7 mieisieczna coreczke i jestem "swieza"
hashimotka, lecze sie od ponad miesiaca, narazie jestem na etapie tsh 18 wiec
mozecie sobie wyobrazic jak sie czuje...jakby malo tego bylo ze jestem non
stop spiaca i zmeczona to mala zaczyna teraz zabkowanie i czasami wstaje do
niej co pol godziny w nocy a w dzien chce byc caly czas na rekach noszona,
nie mam juz sily nie mowiac o innych rzeczach do zrobienia, macie tez takie
male dzieci? jak dajecie sobie rade? A jak z waszym libido? moje niestety
jest rowne zeru, czy po wyrownaniu hormonow to sie zmieni?
Obserwuj wątek
    • agutek76 Re: hashimotowe mamy i zony 03.03.07, 12:49
      moja ma 17 miesięcy- zachorowałam kilka lat przed ciążą więc u mnie doszedł
      jeszcze strach czy w ogóle zajdę w ciążę, czy nie poronię, czy z dzieckiem
      będzie wszystko dobrze... no cóż nie pocieszę cię- im dalej tym trudniej-
      zobaczysz jak ci zacznie dzidzia po całym mieszkaniu latać a Ty nie będziesz
      nic innego robić tylko gonić i pilnować żeby krzywdy sobie nie zrobiła- czasem
      troche tesknie za czasami jak Małgosia leżała sobie na macie i podziwiała
      grzechotkę..jak byłam na wychowawaczym było jeszcze ok- chodziłam sobie spać w
      dzień jak mała spała ale teraz pracuję i całe noce nieraz mamy nieprzespane z
      powodu ząbków-chodzę czasm jak zombi- szef wchodzi rano do pokoju - rozdziela
      zadania do zrobienia i czasem patrząc na moją minę omija mnie szerokim łukiem
      mówiąc- pani Agnieszko niech pani sobie odpocznie -
      nie mam nikogo do pomocy oprócz męża oczywiście, który wraca z pracy o 19-
      obie babcie mieszkają daleko
      ale moja córeczka wynagradza mi to wszystko


      • moneta21 Re: hashimotowe mamy i zony 03.03.07, 14:30
        hej dziewczyny,cieszcie sie z tego co macie:piski i śmiechy dzieci,czasami
        płacz,nieprzespane noce i pierwsze kocham usłyszane od dziecka,synowie będą Wam
        się niedługo oświadczać(mój syn jest we mnie szaleńczo zakochany)a córki
        zwierzać z pierwszych zawodów miłosnych.Czas tak szybko płynie i trzeba doceniać
        to co mamy
        ,z mężem planowaliśmy trzecie dziecko ale niestety choroba oczu wyklucza
        ciązę.Mam 15-letnią córkę i prawie 5-letniego synka.
        Wiem że czasem ciężko,ja w takich przypadkach czytałam poradniktóry dostałam od
        rodziców po pierwszym porodzie i cała złość mijała-dzieci nie robią na złość
        tylko czasem są bezradne wobec świata a mogą polegać tylko nan nas.Jeżeli było
        pod sercem 9 m-cy to czemu nagle ma znależć się daleko od nas w pustym
        łożeczku,dla dziecka to normalne że cały czas jest z nami,kobiety w Afryce cały
        czas mają dziecko przy sobie,zamotane w chuście.Bierzmy z nich przykład.
        Córka urodziła się jak byłam 20-latką a syn jak przekroczyłam 30-tke-jak bardzo
        inne jest moje podejście do wychowania dzieci,ciekawe jaką będę babcią?
    • aagata4 Re: hashimotowe mamy i zony 03.03.07, 21:22
      witaj... tez mam hashimoto... akurat moim problemem nie jest ciągle zmeczenie
      tylko brak pamieci... juz mi takie plata figle ze hej... dobrze ze maz tego nei
      wykorzystuje... nie wiem jak to bedzie jak dzieci dorosną... czy tez za
      przykladem taty nie beda tego wykorzystywać...


      ale co do noszenia dziecka... moj ma teraz 14 miesiecy.... noszenie sie
      skonczylo ... jak zaszłam w druga ciąze i mam ciąże zagrozona....
      nie wlno mi dźwiagać, a brdzo czesto jestem po dwa lub trzy dni sama z dzieckiem
      ....

      nie wyobrazalam sobie jak mozna dziecka nie nosic jak placze i zabkuje...ale
      okazalo się, że to można zrobić... trzeba uzywac krotkich komunikatów (stale
      tych samych) i być konsekwętnym, fakt, że dziecko to nie automat i nie zawsze
      posłucha, nie nalezy tez wymagac tego od niego jak ząbkuje... ale jak juz daje
      komunikat to daje czas na wyknanie zadania i jak nie skutkuje to sama
      doprowadzam do tego... (np mowie ze nei wolno ruszac firan i zasłon - i jak nie
      skutkuje to zabieram go zawsze ile razy powiem ze nie wolno ... choc sie
      awanturuje to nie popuszczam.. odwracam uwage z roznym skutkiem, przemawiam
      czule i tłumacze ze tak trzeba lub tez w innym przypadku .. ale daje komunkat
      polóz sie i spij.... jak sie nei połozy sam to powtarzam polecenie a potem klade
      go sama... oczywiscie glaszcze i przemawiam czule choc placze, bo chce wymusic
      na mnie swoje rzeczy ...generalne staram sie postepowac konsekwetnie ale
      oczywiscie bez krzyku i bez karania ...

      generalnie zauwazylam ze juz jak miał 4 miesiace to potrafil wymuszac na mnie
      krzykem branie na rece... sądze ze wtedy powinnam byla juz nie brac go od razu
      na rece kiedy wlasnie płaczem wymuszal ranie na rece tylko sie polozyc obok
      niego i glaskac i przemawiac czule... ale nic dopiero niedawno sie nauczylam
      postepowac z dzieckiem ... gdyby nie to ze nie wolno mi dźwgać to pewnie by juz
      dzieciak robil ze mna co chce... a tak sie zrobim całkiem posluszny (choc nie
      zawsze)

      zauważylam spora poprawe i jest dużo łatwiej... generalnie dziecko potrzebuje
      przytulania i kto powiedzial ze trzeba je nosić? mozna usiąść na podlodze,
      przytulac i gadac do niego lub odwracac uwage w rozny sposob... czy tez polozyc
      go obok siebie w łóżku ...

      wtedy spanie we własnym łózeczku robi sie problemem.. ale czy dziecko nie moze
      spac z rodzicami? czy warto placic wysoka cene tylko za to zeby dziecko spalo
      samo w łózeczku? w koncu człowiek to jedyny ssak co wyrzuca dzieci z
      gniazda....(czyli każe isc spac do wlasnego łózeczka)


      pisze tak,,, choc też ćwicze spanie we wlasnym łózeczku... ale nie na siłe i
      stopnowo coraz czesciej udaje mi sie go uspić w łózeczku i czse spi w nim do
      rana....

      pozdrawiam i życze coraz lepszego samopoczuia i sukcesow wychowawczych (choc
      zdaje sobie sprawe z tego ze jest to trudne kiedy samemu sie jest przemęczonym)...

      pozdrawiam

      Agata
      • moneta21 Re: hashimotowe mamy i zony 05.03.07, 18:05
        no jesteś supermama!gratulacje za takie podejście!
        Nie martw się,że dziecko odczuje nienoszenie na rękach-jeżeli się przytula
        dziecko i utwierdza w swojej miłości to nie zabraknie mu niczego-mówię to z
        doświadczenia ponieważ tak jak Ty nie mogłam dżwigać( i nie mogę)jestem po kilku
        operacjach okulistycznych i podnieść można mi tylko 3 kg.Powodzenia!
    • tygrysek30 Re: hashimotowe mamy i zony 07.04.07, 22:39
      Witam serdecznie. Czytam to forum od niedawna i widze, ze wiele dziewczyn cierpi na brak
      mozliwosci zajscia w ciaze przy chorobie Hashimoto. Moje dolegliwosci zaczely sie jakies 5 lat
      temu i byla o wielka brama, za ktora pojawil sie dla mnie nowy swiat. Lecze sie w Warszawie ale
      nie trafilam jak na razie do dobrego specjalisty i lecze sie u konowalow niestety. Jakims cudem
      zaszlam w ciaze. Postraszyla mnie ginekolog na wizycie, ze przy mojej chorobie jest to
      maloprawdopodobne. Dodam ze moj endokrynolog ze szpitala wogole mnie nie uswiadomil jak to
      jest z ta ciaza w Hashimoto i co robic.Nikt nie zadal sobie trudu zebu mi cos powiedziec o tej
      chorobie. Mialam 34 lata i od 10 lat mezatka ale dzieci nie mialam z powodu bardziej zlego
      samopoczucia. Uznalam, ze poprostu nie mam na to sil, no ale instynkt byl silniejszy.
      Zaczelam planowanie i rzeczywiscie nic z tego nie wychodzilo, wiec stwierdzilam ze trudno i ze
      taka antykoncepcja to wsumie fajna sprawa, wiec przestalam stosowac wszelkiwe obliczania i
      srodki i poprostu wspolzylam. Co bedzie to bedzie. A stalo sie bardzo zle!
      Przed miesiaczka w polowie cyklu nagle okazalo sie, ze jestem tak oslabiona, ze zaatakowal
      mnie wirus polpasca. Wzielam leki niczego nie swiadoma i czekalam na kolejna miesiaczke a tu
      nic. Uznalam to za oslabienie. Kiedy nie doczekalam sie kolejnej miesiaczki po 2 tygodniach
      zrobilam test i oslupialam, pobieglam do lekarza. Bylam juz 2 mies w ciazy. Ciaza przebiegla
      nadspodziewanie dobrze. W pierwszym trymestrze mialam troche problemow i moj organizm
      odrzucal ciaze ale dostalam leki i potem latalam jak fryga. W trakcie zmienilam leczenie z
      Eltroxinu na Eutyrox i moj ginekolog uratowal mi syna. Moj organizm wogole nie przyjmowal
      Eltroxinu, mialam paskudne wyniki. Po szybkiej zmianie i konskich dawkach udalo sie w miare
      szybko wyrownac ten poziom i donosilam ciaze a nawet przenosilam troche. Porod mialam
      tragiczny, zaladowano mi tyle oksytocyny ze moglabym swiecic ale nie moglam urodzic i
      skonczylo sie cieciem. Urodzilam synka ale z wada. Ma roszczep wargi i podniebienia, ciezka
      alergie i slabo sie rozwiaja. Przeszlam z nim gechenne przy czym sama ledwo laze. Musze
      ganiac od szpitala do szpitala. Stwierdzilam tez ostatnio, ze mam problemy z sercem. To
      oslabienie ktore wiazalam z choroba Hashimoto zwiazane jest niekoniecznie z nia, tylko z slabo
      dzialajaca zastawka serca.
      Kocham swoje dziecko ale nie wiem czy zdecydowalabym sie ponownie wiedzac co mnie
      czeka. Dziecko to nie tylko fajny bombel do ubierania ale wlasnie ogromny stres. Dwa lata po
      jego urodzeniu dobily mnie calkowicie. Z dnia na dzien jestem slabsza, nawet nie mam juz sil
      jechac do lekarza.
      Przemyslcie to mamy Hashimotki. Nie przespane noce, stresy, operacja dziecka, codzienna
      walka z zywieniem dobily mnie tak, ze teraz nie bardzo wiem kto wychowa moje dziecko bo ja
      nie mam juz sil. Depresja juz siega zenitu. Oczywiscie robie badania starajac sie walczyc ile
      moge ale glupota lekarzy do ktorych trafiam mnie oslabia. Dobrze, ze sama sie troche
      zdiagnozowalam, bo ktoregos dnia umarlabym i nikt nie wiedzialby na co. Sama sobie
      postawilam diagnoze i wykonalam EKG I ECHO. Uwierzycie, ze zadna internistka na to nie
      wpadla.Moja obecna endokrynolog na wiesc o moim samopoczuciu uznala ze zmyslam i
      zadnych badan mi nie zlecila, mimo ze sygnalizowalam o problemach swoich krazeniowych i
      oslabieniem. Niestety nikt tez nie wie co z moim dzieckiem sie dzieje. Pani endokrynolog
      stwierdzila ze trzeba czekac. Moje dziecko nie przyrasta na wadze i jest najchudszym
      dwulatkiem na swiecie. Jedno jest pewne. Moja depresje buduje glupota lekarzy do ktorych
      trafiam i kompletna niewiedza. Mam pecha chyba. Sama diagnozowana bylam na kamice
      watrobowa 7 lat!!!!! Niezle co. A wiecie ko to diagnozowal? CZD w Miedzylesiu!!!
      Doskonale wiem co powoduje wzrost moich przeciwcial - walka o przetrwanie w tej glupocie.
      • kreola7 Re: hashimotowe mamy i zony 11.04.07, 10:41
        Tygrysku, bardzo Ci współczuję Twojej sytuacji, ale musisz walczyć. Nie możesz
        się poddać. Wiem, że jest Ci na pewno bardzo cieżko, ale uśmiech na Twojej
        twarzy musi się pojawiać, bo tego potrzebuje Twoje dziecko. Nie przedstawiaj mu
        świata jako ciągłej walki z chorobami jego i Twojej.
        Nie możesz się załamywać. Skorzystaj z pomocy psychologa, który przpisze Ci
        odpowiednie leki, które pomogą Ci wrócić do równowagi. Depresja to bardzo
        poważna choroba. Nie myśl o tym, kto wychowa Twoje dziecko, bo wychowasz je Ty.
        Ma dopiero dwa lata, a jeszcze przez wiele lat będzie Cię potrzebować.
        Jeżeli możesz mieć wsparcie w kimkolwiek to wykorzystaj to, duzo rozmawiaj,
        wyjdź do ludzi, jeśli masz taka możliwość to poświęć trochę czasu tylko dla
        siebie, zrelaksuj się.
        Musisz być silna.
        Pozdrawiam ciepło
        Mama dwulatki-hashimotka
        • aada1 Re: hashimotowe mamy i zony 11.04.07, 11:19
          Tygrysek ...a jakie masz aktulane wyniki z badan?
          Mnie sie wydaje ze cos sie rozjechalo z hormonami u Ciebie. Koniecznie zrob badanie.
          Bierzesz tyroksyne? w jakiej dawce ?
          Nie wiem ale czesto taka silna depresja jest wyniki braku FT3. Moze jestes ta
          osoba ktora potrzebuje suplementacji dwoma hormonami?
          Walcz o siebie , nie poddawaj sie kochana. Musisz zaztroszczyc sie o siebie
          sama, tego nikt za Ciebie nie zrobi.
          Dobrze wiesz, ze dla nas podstawa to dobrze ustawine hormony. Wtedy wstajemy z
          lozka rano z usmiechem na twarzy. Jesli jednak jest cos zle to lapiemy mega doly
          , z ktorych trudno sie nam jest wydostac.
          Ada
          • kszaklaka Re: hashimotowe mamy i zony 11.04.07, 13:09
            Tygrysek,
            mi też się wydaje, że Twoja depresja może być związana z hormonami, złą dawką
            leków. Ja przeżyłam dpreję po urodzeniu drugiego dziecka, okropna jest ta
            niemoc działania. Jeszcze wtedy nie wiedziałam,że mam problemy z tarczycą.
            Teraz kiedy się leczę jest dużo lepiej, stany depresyjne pojawiają się
            sporadycznie. Życie odzyskało kolory i naprawdę cieszę się z tego, że mam
            dzieci. Wydaje mi się, że musisz, zająć się sobą. Wykorzystać pomoc bliskich i
            zatroszczyć się o siebie. Ada ma rację, że nikt tego nie zrobi za Ciebie. Ja
            długo czekałm, że ktoś się może zainteresuje moim kiepskim samopoczuciem. Pomoc
            otrzymałam dopiero kiedy zaczęłam przydzielać zadania.
            Koniecznie, zrób badania! Mam nadzieję, że uda Ci się pokonać stan depresji. A
            wtedy napewno znajdziesz siły, żeby zajmować się dzieckiem i cieszyć się tym.
            Pozdrawiam
            Ksza
      • hashi-tess Re: hashimotowe mamy i zony 11.04.07, 14:33
        tygrysek30 napisała:
        Niestety nikt tez nie wie co z moim dzieckiem sie dzieje. Pani end
        > okrynolog
        > stwierdzila ze trzeba czekac. Moje dziecko nie przyrasta na wadze i jest najchu
        > dszym
        > dwulatkiem na swiecie.


        Proszę napisz czy wszyscy mądrzy lekarze zbadali poziom hormonów Twojego dziecka?!


        Jest mi strasznie przykro, że walczysz codziennie o siebie i swoje dziecko.
        Z opisu Twojego wynika, że niemalże walczysz z wiatrakami.

        Wiesz też, że jeden uśmiech Twojego malucha rozwiewa chmury zgromadzone na Twoim
        czole.
        Napisz, czy możemy Ci jakoś pomóc???


        Tess
      • morgana_le_fay Re: hashimotowe mamy i zony 12.04.07, 10:49
        Tygrysku,
        Bardzo Ci współczuję i życzę dużo sił w dalszej walce. Znam podobne do Twoich
        stany depresji, huśtawki nastrojów, a nade wszystko momenty zwątpienia, czy
        dobrze zrobiłam chcąc mieć dziecko?, Czy nie był to akt egoizmu i
        prymitywnego "chcenia", a nie bezgranicznej miłości, o czym wówczas, lata temu
        byłam przekonana? Otóż ja sprzedałam swojej prawie dorosłej już dzisiaj córce
        poza hashimoto również inną, o wiele poważniejszą wadę genetyczną nerek. Do
        tego odziedziczyła po ojcu koszmarną wadę wzroku i astmę alergiczną. Ponieważ
        nery zaczynają mi powoli padać, nadzieje na przyszłośc nieciekawe, coraz
        częściej nachodzi mnie refleksja nad przyszłością mojej córki. Jednak w
        ogólnym rozrachunku zwycięża nadzieja i świadomość, że jej życie, jakkolwiek
        nie tak komfortowe jak innych rówieśników jest ogromną wartością. Dzięki
        ocieraniu się o ból i niedogodności rozwinęła w sobie cechy, których młodzież w
        jej wieku jest często pozbawiona. Ma w sobie więcej dojrzałości i wrażliwości,
        empatii i darzy życie i zdrowie wielkim szacunkiem. To wszystko jest nie do
        przecenienia, a przy swojej inteligencji ma szanse przekuć te wartości w wielki
        życiowy sukces, jeśli nawet nie w sensie spektakularnym, to w prawdziwy sukces
        udanego, spełnionego istnienia. Myślę, że podobne wątpliwości i potężny ból
        trawią każdego rodzica, który wbrew swoim marzeniom ma chore dziecko. Co
        przeżywała moja mama, kiedy usłyszała moją diagnozę 25 lat temu? Ja sobie
        tłumaczę, że każde istnienie jest po coś, a po 17 latach wyrobiłam w sobie
        wręcz swego rodzaju łatwość odrzucania smutnych myśli. Jedno spojrzenie na
        córkę i jest nagroda za wszystkie przepłakane chwile i lęki. Poza tym: 30 lat
        temu mój ojciec musiał umrzeć na to, co u mnie w tej chwili jest do
        opanowania. Moja mama miała klasyczne objawy hashi, którego żaden lekarz nie
        zdiagnozował przez prawie pół wieku. Gdyby ją leczyli prawdopodobnie żyłaby do
        dziś. Bez leczenia przypałętały się inne pokrewne choróbska. Z nami już jest
        lepiej. Nasze dzieci czeka lepsze jutro. Na pewno! Walczmy o nie!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka