Dodaj do ulubionych

zawiedziona

17.06.07, 11:29
miałam kiedyś nick hashimotka i rozpoczęłam wątek o tym, czy uważacie, że choroba ma jakiś związek z tym jak się wasze życie potoczyło. i odpowiedzi były pełne oburzenia, że to geny i tylko geny. a teraz wszystkie rozpatrują swój typ osobowości, bo w czasopiśmie i może jednak coś w tym jest. więc może jednak zastanówcie się zanim zaczniecie komuś wmawiać, że nie ma racji, bo ja poczułam się urażona kiedy przeczytałam odpowiedzi, miałam wrażenie, że panie pomyślały, że powinnam się leczyć na główke, pisały mi o jakiś ciemnogrodach. a teraz napisała o tym pani psycholog i objawienie!! tak samo jak piszecie, że wątek i już był i ktoś tam powinien sobie poszukać, zamiast rozpoczynać nowy. na litość Boską. jak to komuś przeszkadza, to niech poprostu nie odpowieda. co to dla Was za problem?? niech sobie piszą. wolność!
Obserwuj wątek
    • hashi-tess Re: zawiedziona 17.06.07, 19:35
      Nie obrażaj się na forum.
      Nikt tu nikogo nie chce obrażać.
      Jeśli to nastąpiło, to zapewniam
      Cię, że nie było to napisane rozmyślnie.
      Na podstawie Twoje postu mogę przypuszczać,
      że jesteś w dalszym ciągu na etapie
      ustalania swojej optymalnej dawki syntetycznego T4.

      Naprawdę nie powinnaś tak mocno przejmować się jakąkolwiek krytyką.
      To forum jest do wspierania się, pomagania
      osobom, które są na etapie początkowym powrotu do
      "zdrowotności".

      Proszę napisz jak mogłybyśmy Ci pomóc.

      Serdecznie Cię pozdrawiam
      Tess
    • hashi-tess Re: zawiedziona 17.06.07, 19:39
      choraona napisała:

      > miałam kiedyś nick hashimotka i rozpoczęłam wątek o tym, czy uważacie, że choro
      > ba ma jakiś związek z tym jak się wasze życie potoczyło.


      Moja choroba ujawniła się po ogromnym stresie /nie pogodziłam się
      z odejściem bardzo bliskiej mi osoby/.
      Poza tym z linii żeńskiej mojej rodziny wszystkie
      kobiety mają problem z tarczycą.
      Czy u wszystkich choroba ujawniła się po
      przejściach?
      Trudno mi powiedzieć.
      Niemniej staram się pilnować, aby moje dzieci robiły kontrolne
      badania pod kątem tarczycy.

      Tess
    • morgana_le_fay Re: zawiedziona 18.06.07, 00:11
      Przepraszam bardzo, ale kiedykolwiek jest mowa o związku hashimoto z psychiką
      zawsze staram się odezwać i nigdy nie krytykuję takich wypowiedzi. Jednym
      słowem "to nie ja" wink)

      U mnie choroba ujawniła się dokładnie w tej sekundzie kiedy lekarz oznajmił mi
      diagnozę nieoperacyjnego raka u bliskiej osoby. Uścisk w gardle trwał 1.5
      miesiąca bez przerwy, po czym dołączyła reszta objawów.
    • ankab29 Re: zawiedziona 18.06.07, 00:43
      witaj...o Boziu jeszcze nie śpięsmile
      Pamiętam Twój wątek i wyraziłam w nim podobne odczucia do Twoich.(Stres, stres
      i praca na 200% normy przez parę lat - i tarczyca się zbuntowała. U mnie w
      całej rodzinie nikt nie miał kłopotów z tarczycą- jestem piersza) Nie obrażaj
      się na forum i na inne hashimotki. Więcej na nim chęci pomocy i dobrych rad niż
      uszczypliwości. A jeśli spotkały Cię te ostatnie to spróbuj potraktować to z
      wyrozumiałością - czasem człowiek w przypływie złego samopoczucia potrafi swoje
      złe emocje wrzucić tam, gdzie nie powinien. Przecież kto lepiej zrozumie
      chorego jak nie inny chory? Pozdrawiam ciepło. Pisz, pytaj, czytaj i odwiedzaj
      forum.I zdrowiej przede wszystkimsmile
    • rosteda Re: zawiedziona 18.06.07, 00:49
      Witaj Choraona
      Przykre to jest, ze wlasnie na forum dla chorych z taka sama choroba jaka masz
      Ty otrzymalas taka wlasnie odpowiedz.
      Ale nie przejmuj sie tym bo ta osoba ktora do Ciebie tak napisala czesto jeszcze
      gorzej odpowiadala innym. Przylatuje na forum jak "po ogien", namiesza i znika
      zeby po jakims czasie znowu sie pojawic i na kims wyzyc.
      Przeczatalam tez Twoj post z wynikami.
      Niestety Zajacowna miala racje ze Twoje TSH z lutego bylo za wysokie.
      Po takim czasie warto zebys zrobila nowe wyniki TSH, fT3 i fT4 i sprawdzila jak
      wygladaja Twoje hormony.
      Nastepna sprawa, to nie jest najlepsze wyjscie ze tarczyce leczysz u
      endokrynologa-ginekologa.
      Poszukaj i poczytaj jakich lekarzy polecaja inni z Trojmiasta.
      Wazne jest znalezc endokrynologa ktory dobrze zna sie na chorobach tarczycy.
      Ginekolodzy to raczej zajmuja sie hormonami plciowymi.
      Pozdrawiam Rosteda
      • advancia Re: zawiedziona 18.06.07, 09:36
        Większoś z Pań pisze, że choroba została odkryta po przeżytym przez Was stresie.
        Myślę, że jest trochę inaczej: to stres, trudne przeżycia, somatyzajce nerwicy
        etc. spowodowały, że zaczęłyście odwiedzać lekarzy i szukać źródła złego
        samopoczucia. Można więc powiedzieć, że hashimoto wykryto u Pań "przy okazji". I
        całe szczęście, że tak się stało.
        Kilka z Pań tylko w tym wątku wspomina swoje najgorsze, traumatyczne
        doświadczenia, zapewniam Was, że to one i inne sprawy, które plączą Wam życie,
        powodują, że nadal czujecie się źle. Nie tarczyca! Tarczycę codziennie
        "karmicie" hormonem i dajcie jej w końcu spokój. Zajmijcie się leczeniem swojej
        psyche. Poczujecie niewyobrażalną ulgę. Piszę to bez złośliwości, atakowania
        kogolwiek, choć chwilami mam wrażenie, że moje pisanie jest jak walka z
        wiatrakami, bo Panie ciągle powtarzają swoje, a co gorsze nie czytają moich słów
        dokładnie i wyrywają kawałki wypowiedzi z kontekstu.
        Mimo to wciąż mam nadzieję, że moje słowa trafią choć do jednej osoby.
        • hashi-tess Re: zawiedziona 18.06.07, 10:17
          A ja proponuję abyś poczytała
          jaki wpływ na psychikę ma brak hormonów tarczycy.
          Gdybyś nic nie znalazła, chętnie wkleję Ci link strony medycznej,
          mówiącej o naszych problemach psychicznych,
          który wielokrotnie był już na naszym forum cytowany.

          Tess
          Podczas moich przeżyć traumatycznych moje TSH wynosiło 28,
          przy normie standardowej.
          Więc mi tu nie insynuuj, że moja tarczyca nie miała
          wpływu na moje samopoczucie.
          Tym zdaniem kończę z Tobą dyskusję.
          Nie nadajemy na tych samych falach.
          Nie dogadamy się.
          Życzę Ci, aby w przyszłości tarczyca nie dała Ci popalić.
          Choć sama w to nie wierzę.
          A Ty z podkulonym ogonem tu wrócisz.
        • rumpa Re: zawiedziona 18.06.07, 11:09
          Myślę, że jest trochę inaczej: to stres, trudne przeżycia, somatyzajce nerwicy
          > etc. spowodowały, że zaczęłyście odwiedzać lekarzy i szukać źródła złego
          > samopoczucia.
          Znowu pudło - jak miałam traumatyczne przeżycia, to przenosiłam góry.
          Moja tarczyca wyskoczyła z pełnym rozpędem, gdy traumatyczne przeżycia się skończyły.
          Tak się rozpędziłaś że poprawiasz psychiatrów i psychologów ? W liczbie mnogiej! Bo właśnie mi
          fachowcy w tych dwu dziedzinach powiedzieli, że żadnej nerwicy i depresji u mnie nie ma. A niedawno
          czepiałaś się o brak zaufania do lekarzy?
          I jeszcze jedno - mnóstwo ludzi ma traumatyczne przeżycia, ale w depresje i inne jazdy nie popadają.
          Może właśnie dlatego że ich tarczyca jest zdrowa jak koń? Może zanim można to wychwycić w
          badaniach, tarczyca już źle funkcjonuje i dlatego te traumatyczne przeżycia robią taką szkodę, bo
          działają jak dopalacz? Zdajesz sobie sprawę że często pierwszym objawem stwardnienia rozsianego
          jest depresja? Ilu ludzi dzięki takim "mądrym" jak ty zostało zdiagnozowanych parę lat póżniej?
          Depresja i nerwica to dla mnie już coś takiego jak upuszczanie krwi - tak jak kiedyś wszystko tym
          leczono, tak teraz wszystko się tym tłumaczy. Moja babcia umarła, bo gdy po samobójczej śmierci syna
          miała bóle żołądka to stwierdzono k... m.ć nerwicę. Bardzo uzasadniona diagnoza, nieprawdaż?
          Oczywiście był nowotwór złośliwy. Zmarła w mękach, a na "nerwicę" leczono ją ponad rok!!!!!
          Poczujecie niewyobrażalną ulgę.
          Zgadza się - poczułam niewyobrażalną ulgę, ale sił od tego nie nabrałam.
          Piszę to bez złośliwości, atakowania
          > kogolwiek,
          Twoje słodkie marzenia, Advancia - jak dla mnie generalnie robisz sobie dobrze kosztem innych
          przyjmując patronującą pozę i wykazując się zerową empatią ( vide sprawa żelatyny) i delikatnością
          walca drogowego. Zdrowy rozsądek to twój rozsądek, nieprawdaż? I całkiem złośliwie - nie pomyślisz
          sama o terapii, żeby nauczyć się trochę wychodzić poza czubek własnego nosa i własnych przekonań?
          Wiesz byłam kiedyś świadkiem takiej sceny, koło Stawki, gdzie wydział psychologii - jechała panna,
          perfekcyjna i dopracowana, studentka i rozmawiała ze swoim chłopakiem - no ale czemu ty się
          denerwujesz? ten coś się starał jej wytłumaczyć, a ta znowu swoje z tymi nerwami i patrzy się na niego
          takimi okragłymi oczkami...Im bardziej on się wściekał tym bardziej ona była spokojna - istny wampir.
          A z tą terapią - ja tak miałam po pierwszym roku terapii że wszystko chciałam tym leczyć. Po piątym
          już nie. Z czasem człowiek mądrzeje.
        • morgana_le_fay Do Advancii 18.06.07, 18:30
          W swoich poprzednich postach krytykujesz rzekome stawianie diagnozy i leczenie poprzez internet, które jakoby odbywaćby się miało na tym forum. Pytam zatem: Jakim prawem to Ty teraz stawiasz diagnozę osobom, których nie tylko nie widziałaś na oczy ale i nie znasz ich problemów nawet w takim stopniu w jakim znają je tutejsze stałe bywalczynie.
          Moja droga, ktoś wreszcie musi ci to powiedzieć. Zachowujesz się wyjątkowo arogancko. Wygląda na to, ze Twój problem jest albo natury psychicznej albo jest nim kompletny brak podstaw kultury współżycia między ludźmi. Jeśli uważasz, że masz misję, którą jest oświecenie kilkudziesięciu ciemnych bab, to zapewniam cię, że źle trafiłaś. Wiele z nas bije cię na głowę zarówno wiedzą, jak i życiowym doświadczeniem i tylko przez delikatność nie mówi ci tego wprost. Okazuje się jednak, że jesteś odporna na niuanse. Powiem Ci więc otwarcie. Nie dręcz więcej porządnych ludzi. Zajmij się czymś pożytecznym.
      • mary_lu Re: zawiedziona 18.06.07, 11:12
        rosteda napisała:

        > Ale nie przejmuj sie tym bo ta osoba ktora do Ciebie tak napisala czesto
        jeszcz
        > e
        > gorzej odpowiadala innym. Przylatuje na forum jak "po ogien", namiesza i znika
        > zeby po jakims czasie znowu sie pojawic i na kims wyzyc.

        Masz na myśli mnie, Rostedo? sad

        Przykro mi, że Choraona poczuła się niezrozumiana, ale naprawdę uważam, że
        wpędzanie się w poczucie winy na zasadzie "sama jestem sobie winna, że
        zachorowałam, bo nie potrafiłam zapanować nad swoją psychiką i zyciem i przez
        zły nastrój, stres, przepracowanie wpędziłąm się w Hashimoto" to już lekka
        przesada. Nie znamy dokładnych przyczyn swojej choroby! A poczucie winy jest
        często spowodowane nastrojem depresyjnym...
        • kaczka78 Re: zawiedziona 18.06.07, 15:29
          Wniosek z tego taki, że warto też odwiedzić psychologa a nie taki że macie się
          pozabijać.

          A ja już nie wiem. Dzisiaj z rana podjęłam decyzję o terapi. Nie wiem od czego
          to wszystko ale to bardzo trudne do zniesienia. Ta walka pochłąnia całą radość
          z mojego życia. Czas zadziałąć bardziej kompleksowo. Od operacji niedługo minie
          rok. Mam spieprzone życie. Powodem może być tarczyca ale też moja osobowość. Ja
          nie wiem czy moja osobowość to ja czy ten organ. Zbiór chormonów. Jestem już
          zmęczona. Jestem spokojniejsza bo zrezygnowana. Mam 28 lat i 29 na karku.
          Wszystko zaczęło się od liceum. Wiem jedno. Kolejnego takiego roku nie
          wytrzymam.- I pisze to serio, świadomie i nie jest to efekt przemijającego doła.

          • rumpa Re: zawiedziona 18.06.07, 18:45
            Terapia może byc fascynującą przygodą i ja na pewno nie będę jej Ci odradzać. Przeważnie najpierw
            jest olśnienie, potem - pot i łzy, czasem załamanie, potem znowu pot i łzy i lekkie czasem silniejsze
            rozczarowanie...aż któregoś dnia reagujesz inaczej i wtedy wiesz że coś się stało...coś dobrego. W
            między czasie oczywiście jest ten etap gdy wszystkich chcesz nawracać, zazwyczaj po pierwszym
            olśnieniu a przed pierwszym załamaniem.Wyobrażam sobie jak musiałam być wtedy irytująca smile)))
            Jedyny problem jaki widzę jest taki że w pewnym momencie , jest taki etap, zaczynasz olewać ciało i
            wpadasz w sidła pomysłu że wszystko zależy od psychiki. innymi słowy coś cię dusi w gardle - od razu
            jest gotowa olbrzymia teoria dlaczego, mnóstwo wyjaśnień z wyjątkiem jednego - wole mi rośnie.
            włosy wypadają - na pewno stres, a nie brak fosforu, nie mam siły - na pewno ojciec i matka coś
            powiedzieli, a teraz przypomina mi ich szefowa, ale na pewno nie brak żelaza itd.
            Gdy trafisz na dobrego terapeutę to mogą być jedne z najbardziej fascynujących chwil życia. Jeśli nie
            trafisz - szukaj dalej. Ja zaliczyłam najpierw idiotkę, która mi dała leki nasenne, potem kretyna, który
            zgodnie zs szkołą amerykańską kazał mi powtarzać sobie że jestem świetna, wreszcie trafiłam na
            sensowne egzemplarze. I było super, naprawdę, choć nielekko. i naprawdę długo - kilka lat.Trzymam
            kciuki.
            A tak półżartem półserio, to mało jest ludzi którym terapia jest zbędna, tyle że nie wyleczy ona na
            przykład braku fosforu, który jest odpowiedzialny za moje pełzanie, wypadanie włosów i cerę jak u
            zmurszałego trupa. Dodatkowo, po terapii widzisz ile osób totalnie porąbanych psychicznie jest
            gejzerami energii stuprocentowo przekonanymi o własnym zdrowiu, inteligencji i jakości porad które Ci
            serwują. I wtedy lecisz do lekarza źeby jednak sprawdzić te pierwiastki w krwi i inne rzeczy, które
            jednak być może są również odpowiedzialne za to, że na te ciosy które cie spotykają reagujesz tak a
            nie inaczej. Pozdrawiam- Ewa
            • mary_lu Re: zawiedziona 18.06.07, 21:48
              Rumpa, podpisuję się pod Twoim postem... W dodatku - jestem psychologiem...

              Nie uważam, aby Hashimoto miało być automatycznie wskazówką do terapii. Procent
              chorych na Hashi potrzebujących psychologa jest może nieco wyższy, niż w całym
              społeczeństwie, ale najczęściej psycholog może tylko nieco pomóc w walce z
              objawami. A leczyć powinien endokrynolog.
              • advancia Re: zawiedziona 18.06.07, 22:31
                Czy w takim razie, panie psycholog, uważacie, że zaburzenia nerwicowe, lęki,
                niepokoje są przypisane chorobie Hashimoto?
                • mary_lu Re: zawiedziona 18.06.07, 22:40
                  Nie są przypisane. Są jednym z możliwych objawów. Tak samo, jak nie każda z nas
                  ma zaburzenia depresyjne.

                  Nerwice i lęki to zaburzenia bardzo popularne i jest mnóstwo czynników
                  spustowych. Hashimoto, niestety, świetnie na taki czynnik się nadaje...
                  • advancia Re: zawiedziona 18.06.07, 23:18
                    A dlaczego się nadaje?
                    • madziulaw Re: zawiedziona 19.06.07, 10:14
                      "A dlaczego się nadaje?"

                      Aaaa, Advancia - trza troche się douczyć ........... jest dużo publikacji
                      lekarskich w językach różnych. Mam nadzieję, że Rosteda podeśle ci trochę
                      linków, ale są już na forum tylko trzeba je gruntownie zczytać, tyle że, z
                      twoim podejściem, nie wiem czy zdzierżysz....

                      A jeszcze jedno pytanie ---co ty na tym forum jeszcze robisz, skoro jest to
                      miejsce hipochondryków i znachorów?

                      Masz swoich lekarzy, w tym 2 moich ulubionych, co włosy z głowy rwą, czy łapią
                      się za nią (coś koło tego) i trzymaj się ich.

                      A tak gwoli wyjaśnienia - bo temat jest prosty - poczytaj/ szukaj informacji o
                      wpływie zaburzeń hormonalnych na psyche i fizis.

                      Czy ty wiesz co to jest hashi, na czym polega, jak przebiega, w jaki sposób się
                      uwidacznia? Radzę poczytać, bo wszelka wiedza medyczna bierze się z książek
                      (nie jest to jak sądzisz dar od boga, geniusz czy cóś) + z doświadczenia i
                      pracy z ludżmi. Trzeba być non stop na czasie a to wymaga i znajomości języków
                      i ciągłego uczenia.

                      Żegnaj, bo jak to hashii tess napisała "nie nadajemy na tych samych falach".





    • madziulaw Re: zawiedziona 19.06.07, 11:23
      Charaona, przepraszam że zapomniałam o tobie, ale Advancia całkowicie mnie
      ostatnio angażuje tym swoim widzeniem świata oczami innych. Nic samodzielnego
      myślenia, nic z chęci zgłębiania świata, posiądnięcia wiedzy.

      Charaona - wydaje mi się, ze jesteś przewrażliwiona, na forum prowadzimy
      dyskusje - czasami mniej czy bardziej obcesowe (bo czasu brak i czasem trzeba
      krótko), ale nie ma co się obrażać,a a warto przemyśleć i wyciągnąć własne
      wnioski. Czasem warto podsumować.. Tak się poznajemy przecież..

      Co do reszty - dziedziczność czy nie - wsio rawno. Jesteśmy tutaj z konkretnymi
      problemami - i dobrze że mozemy się spotkać i o tym porozmawiać, podzielić się
      wiedzą...

      Ucałowania.

      Dobrego humoru życzę

      Pozdrawiam
      • advancia do Mary_lu 19.06.07, 12:38
        Czy możesz napisać z punktu widzenia psychologa, jakie widzisz czynniki
        wywołujące zaburzenia lękowe przy chorobie Hashimoto?
        Zakładając, że chory jest leczony i wyniki hormonów mieszczą się w granicy normy
        laboratoryjnej (nie zagłębiając się w analizowanie, czy norma jest właściwa, czy
        nie).
        • rumpa Re: do Advancii 19.06.07, 17:05
          Rozumiem że zakładasz że jeśli rzeczywistość nie pasuje do teorii, tym gorzej dla rzeczywistości. Ja
          odwrotnie - taka sytuacja oznacza że teoria jest do doopy, mamy kiepskie narzędzia do jej sprawdzenia,
          albo ...pominęliśmy ważny element. Fantastycznie, ciekawe jaki ?...
          Ale to frajda tylko dla tych których myślenie nie odstrasza...
        • mary_lu Re: do Mary_lu 20.06.07, 12:53
          Zaburzenia lękowe maja tendencję do utrwalania się, więc często po ustaniu
          bezpośredniego czynnika je wywołującego - trwają nadal.

          Wiele zachowań lekarzy, rodzin chorych na hashimoto, czy rózne dolegliwości
          związane z chorobą mają działanie "anterapeutyczne", czyli mają działanie
          przeciwne do tego, jakie należy zapewnić w terapii tych dolegliwości (chodzi
          choćby o przysłowiowe "wsparcie i zrozumienie").

          Zbyt mało wiadomo o tym, co się naprawdę dzieje w organizmie o sztucznie
          substytuowanych hormonach - np. ja miewam bardzo kiepskie dni, dalej nie
          odzyskałam pełnej sprawnosci pamięciowej, więc mimo tego, że zazwyczaj czuję
          się całkiem normalnie, to nie napadam na dziewczyny, które czują się gorzej niż
          ja.

          Utrzymujemy bardzo niskie TSH, przecież teoretycznie takie wyniki wskazują
          nadczynność - więc można się spodziewać lęków...

          Ja mam za mało danych aby negować informacje o samopoczuciu większości
          forumowiczek, bardzo mnie dziwi, że Ty to robisz - i to z jakim zacięciem.
          Tylko na podstawie tego, że sama robisz za gieroja? Może ja zacznę się udzielać
          na jakimś forum dla alergików - kilka miesięcy temu samoistnie ustapiło mi
          paskudne atopowe zapalenie skóry... Zacznę im wymyslać od hipochondryków i na
          własnym przypadku bedę udowadniać, że to samo mija bez śladu smile
    • grassa Re: zawiedziona 19.06.07, 12:49
      Witam! Nie było mnie tu chwilę i musiałam poczytać zaległoścismile) Nie będę dziś
      marudzić na temat swoich wyników, bo muszę chyba zrobić komplet nowych (coś
      mnie zatyka znowu)winkZafrapowało mnie coś innego>>> a propos kłopotów z
      nabraniem głębokiego oddechu, czyli moich najbardziej irytujących przypadłości
      >>> nijaka advancia stwierdziła, w komentarzu skierowanym do kogoś, że to może
      być zołądek! Chachachacha. Drogie dziewczyny, nie ma właściwie po co sie
      obrazać i nad czym debatować. Choraona! Głowa do góry i nie szarp sobie nerwów
      mągrościami advanci czy innych podobnych. A propos advanci. Droga Pani, tak mi
      się jakoś wydaje, że jest Pani ekspertką od wszystkiego. Można Twoj posty
      poczytać na przedziwnych forach - „Oszczędzamy", „Forumkowe Przyjaźnie"
      czy „Biegnąca z wilkami". Grunt to mieć poglądy!!!Chachacha. I dobrze, że je
      masz, szkoda tylko że wyrażasz je z gracją słonia. Życzę ci advancia
      wszystkiego najlepszegosmileI wyluzuj dziewczynosmile Choraona - będzie dobrze, ja to
      wiem, bo jak większość forumowiczek, różne stany przeszłam i są już dni,że
      czuję się szczęśliwa- bo prawie zdrowasmile) Też tego doświadczysz. I to nic, że 5
      dni później bywa gorzej. To nic. Wydaje mi się, że to forum jest po to, żebyśmy
      w swoim stanie nie czuły się samotne. Ja nie szukam tu porad lekarskich, tylko
      takiego czysto ludzkiego zrozumienia. Nie psujcie tego złudzenia, bo chyba jest
      nam jednak potrzebne. Sciskam.
      • zossia2 Re: zawiedziona 19.06.07, 22:54
        Przepraszam Charona ,ze w twoim poscie dzieje sie mala zadymka,ale jakos nie
        moge sie oprzec ,mam kilka pytan do Advanci.
        Czy kiedykolwiek przezylas jakikolwiek stres,duzego i malego kalibru???czy
        smierc najblizszej osoby nie moze sprawic ,ze przez jakis czas czujesz sie
        przygnebiona ,pozbawiona motywacji do zycia jednym slowem -masz depresje?
        czy kiedykolwiek troszczylas sie o swoje dziecko i martwilas jednoczesnie czy
        ta wredna przypadlosc tarczycy nie wplynie w jakikolwiek sposob na twoja
        pocieche9chyba nie trzeba ci mowic jakie moga byc skutki)?
        czy poczytalas sobie dokladnie troche medycznych pozycji o hashi,w ktorych
        jasno jest napisane ,ze lekarze nie znaja przyczyn powstania tej choroby
        (innych chorob z autoagresji rowniez)ale wskazuja ,ze bardzo silny
        stres ,wysilek ,jakies traumatyczne przezycie moze ja wywolac ?

        sama jestes chora i nie masz 100% pewnosci ,ze hashi cie kiedys niepowali,nie
        zycze ci tego ,
        poza tym jestes kobieta ,a tak malo w Tobie zrozumienia ,
        udajesz twardzielke ,a jednak szperasz po necie w poszukiwaniach hashi,czyli
        cos tam cie jeszcze interesuje poza opinia Twoich lekarzy.
        Pozdrawiam
        • advancia Re: zawiedziona 19.06.07, 23:44
          Widzę, że faktycznie zrobiła się niezła burza. Pomimo ataków i obelżywości pod
          moim adresem, staram się zrozumieć punkt widzenia kilku Pań, które tak bardzo
          walczą o status osoby ciężko chorej. Proszę mnie nie zrozumieć źle - mam sporą
          wiedzę na temat hashimoto i nie pragnę jej pogłębiać. Zdaję sobie sprawę, że są
          ciężkie przypadki i że dolegliwość ta naprawdę potrafi dopiec. Próbowałam
          wytłumaczyć swój punkt widzenia osobom z lekką niedoczynnością tarczycy, które
          potwornie wyolbrzymiają problem. Skala cierpienia jest niezmierzalna, ale we
          wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek. Ja nie udaję twardzielki, po prostu
          normalnie żyję. Łykam co rano leki i koniec. Z czego mam robić dramat?
          Cieszę się, że moje hashimoto zostało zdiagnozowane tak wcześnie (choć nie wiem,
          od ilu lat choruję), ale leki biorę ok. 3 lat. Moje życie nie jest usłane
          różami, nie chcę tu o nim pisać, ale gdybym miała doszukiwać się przyczyn
          powstania u mnie choroby Hashimoto w traumach z przeszłości, to znalazłabym je
          bez problemu. Jednak nie w tym rzecz.
          Czasami czuję się trochę gorzej, są dni, że jest źle, nie chce mi się wstać z
          łóżka. Mimo to nie łączę każdego kichnięcia z tarczycą. A niestety często na
          forum takie zachowania można spotkać.
          Cała ta dyskusja jest niepotrzebna i dziwię się, że tyle z Pań zareagowało z
          taką wielką agresją. Nie zmienię mojego podejścia do Hashimoto, bo są dużo
          większe problemy, choroby i zmartwienia niż niedoczynność tarczycy, którą leczy
          się całkiem dobrze. Po co więc dzielić włos na czworo i analizować wyniki TSH do
          kilku miejsc po przecinku?
          Zastanawiam się, co wzbudziło taką wielką wściekłość niektórych Pań z forum? To
          że czuję się dobrze? To że mam odwagę o tym pisać? Że śmieję się w oczy mojej
          chorobie Hashimoto i żyję pełnią życia? Że się nie boję?
          Bardzo ucieszył mnie pomysł jednej z Was na stworzenie wątku, w którym można by
          było pisać, jak świetnie sobie radzą osoby z chorą tarczycą. Uważam, że ten
          temat powinien być na pierwszym miejscu, aby widziała go każda świeżo
          zdiagnozowana osoba, która tu przychodzi z całą listą pytań.
          • rumpa Re: zawiedziona 20.06.07, 10:09
            astanawiam się, co wzbudziło taką wielką wściekłość niektórych Pań z forum? To
            > że czuję się dobrze? To że mam odwagę o tym pisać? Że śmieję się w oczy mojej
            > chorobie Hashimoto i żyję pełnią życia? Że się nie boję?

            Nie, absolutnie nie to. Raczej zadzieranie nosa/święte przekonanie że wiesz lepiej .
            I nie piszesz o tym że świetnie ci się żyje i jak sobie radzisz - deprecjonujesz tylko doswiadczenia
            innych, twierdząc że jeśli się źle czują to na własne życzenie, bo się niezdrowo podniecają. Możliwe że
            jest to twój sposób na wyrażanie radości życia. Tylko skąd te gadki o strachu itd Jak dla mnie -
            "projekcja". Bo ja tu nie widzę strachu na tym forum, raczej dość szybko likwidowane przez nasze
            ekspertki zaniepokojenie.
            Powtarzam. można mieć lekki poród i - albo dziękować bogu za farta - albo potraktować wszystkie
            kobiety z koszmarnym porodem jako histeryczki. Ty robisz to drugie i dlatego wywołujesz niechęć. Nic
            nie piszesz jak sobie świetnie radzisz. Piszesz tylko że każda inna kobieta która chwilowo radzi sobie
            gorzej , bo nie ma jeszcze wiedzy albo po prostu gorzej się czuje , jest zapatrzoną w chorobę
            mitomanką.

            Nie zmienię mojego podejścia do Hashimoto, bo są dużo
            > większe problemy, choroby i zmartwienia niż niedoczynność tarczycy, którą leczy
            > się całkiem dobrze. Po co więc dzielić włos na czworo i analizować wyniki TSH d
            > o
            > kilku miejsc po przecinku?

            I nie zmieniaj, popieram z całego serca. ZMIEŃ PODEJŚCIE DO LUDZI! BO NA TYM POLU TO SUKCESÓW
            NIE MASZ ŻADNYCH, PRZYNAJMNIEJ TUTAJ.
            Tutaj nikt nie dzieli włosa na czworo, tsh ma być niższe niż 1, a z ostatnich doniesień wynika że na
            zachodzie już obniżyli normę do 3 nawet w normalnym przypadku, tzn bez przeciwciał.

            Advancia. przykro mi, lansujesz się jak złoto i nic nie rozumiesz. Za to ja rozumiem bo dostałam
            prawdziwej furii gdy moja terapeutka zasugerowała mi że jestem agresywna i że zamiast innym
            pomagać, jeszcze im dokopuję. Przepłakałam z wściekłości, oburzenia, przemyslałam i przyznałam jej
            rację. Uważam podkreślam to po raz kolejny - nie jesteś tutaj po to żeby pomagać - ty robisz sobie
            dobrze naszym kosztem . I być może są za to odpowiedzialne te traumatyczne przeżycia o których nie
            chcesz pisać. Być może zaszkodziły ci o wiele bardziej niż myślisz. Może byłaś wtedy bardzo bezradna
            i teraz popisujesz się swoją siłą i niezależnościa, tak to wygląda dla mnie.

            Mimo to nie łączę każdego kichnięcia z tarczycą. A niestety często na
            > forum takie zachowania można spotkać.

            To nieprawda, takie zachowanie spotyka się rzadko i być może powodem takich zachowań sa właśnie
            stany lękowe uwarunkowane źle pracująca tarczycą - ale jeśli się chce komus dokopać, a raczej, jestem
            tu niesprawiedliwa, bo pierwotna intencja to zapewne przekonanie siebie jaka jestem dzielna, to te
            zachowania nagle się mnożą. To tak jak z homoseksualizmem - dla kryptogaya swiatem rządzą
            homoseksualiści i sa wszędzie , a na pewno więcej niż standardowe 5%. Ja tam znam może dwóch i
            generalnie mi wisi i powiewa - bo tu akurat nie mam problemu.

            Ja nie udaję twardzielki, po prostu
            > normalnie żyję.

            Może zamiast "normalnie żyję" napisz "żyję w sposób mnie satysfakcjonujący".
            Bo wiesz, to pierwsze okreslenie sugeruje że są sposoby na życie normalne i nienormalne, pojawia się
            pytanie - a kto ustali normy? ( ach to twoje zaufanie do norm - zdaje się że problem sposobu ustalenia
            norm nie spędza ci snu z powiek). I nic nie mówi o tym, czy ci z tym dobrze czy nie, ewentualnie
            informuje że sposób na życie z którym TOBIE jakoś tam dobrze czy wygodnie JEST normalny. W obu
            tych wypadkach - no cóż, nie jesteś przekonywujaca i tyle.

            I już widzę ( piszę to absolutnie złosliwie) jak rozjeżdżasz 120 lat temu jakieś durne i wiecznie
            niezadowolone baby, które chcą studiować albo pracować - bo przecież norma jest tak że się wychodzi
            za mąż, gotuje i prasuje...

            Nic nie piszesz o sobie , tylko o normach - tak jakbyś chciała dostać wieniec laurowy za swoją
            normatywność.
          • grassa Re: zawiedziona 20.06.07, 12:32
            advancia napisała:

            Zastanawiam się, co wzbudziło taką wielką wściekłość niektórych Pań z forum? To
            > że czuję się dobrze? To że mam odwagę o tym pisać? Że śmieję się w oczy mojej
            > chorobie Hashimoto i żyję pełnią życia? Że się nie boję?


            Droga Advancio, mylisz się. Ja właściwie nie wiem co mam - hasi czy GB >>>
            jestem wciaż w fazie nadczynności, niekiedy bardzo ostrej, z zerowym TSH i
            skaczącymi wartościami FT3, FT4. Więc pewnie trudniej mnie leczyć, niż Twoje
            ustabilizowane, jak rozumiem hasi. Nie jest jednak zła, i założę się, że żadna
            z dziewczyn takze, z tego powodu, że Ty się dobrze czujesz! Ja już tu kiedyś
            pisałam na ten temat i zachęcałam inne hasimotki do „olania" choroby. Bywa, że
            jak się czuję źle - to na złość pcham się w największy tłok, ide na impreze,
            czy pakuje w długą podróż. Tak pojmuję, moze błędnie, walke z chorobą i
            własnymi słabościamismile Jeszcze nie umarłam, nie zemdlałam, i właściwie
            prztrwałam wszystkie narzucone sobie, bądź nie sytuacje. A to niezwykle
            wzmacnia psychicznie! Nie masz pojęcia, jak w stanie kiepskawym, podnosi na
            duchu to, że z południa Polski powlokłam się na przykład do Gdańska - i nic mi
            się nie stałosmile) Żyję pełnią życia, na przekór objawom i wierzę, że sobie z
            nimi w końcu poradzę.
            Musisz jednak zrozumieć, że każda z nas ma inną konstrukcję psychiczną. Ja czy
            Ty pójdziemy w tłum, a ktoś inny nie wyjdzie z domu, bojac się o siebie. To
            naturalne! i nie trzeba dobijać innych dziewczyn, tylko dlatego, że Ty akurat
            teraz sobie radzisz.Nie są z tego powodu hipohondryczkami - bo czują się gorzej
            od Ciebie, a Ty uważasz, że niedoczynność to drobiazg. Zrozum tylko to i myślę,
            że będzie Ci na tym forum łatwiej funkcjonować. A widać z jakiś podwodów jest
            Ci to potrzebne, skoro tu zaglądasz. Albo taką frajdę sprawia Ci zadyma.
            Zdrowia życzę. I tym samym z mojej strony to już wszystko. Pozdrawiam inne
            forumowiczki. smile)
            • choraona Re: zawiedziona 20.06.07, 23:32
              Nie chodzi mi o dręczenie się i wpędzanie w poczucie winy z powodu choroby. Chodzi o to, że szukanie przyczyn może pozwolić zmianę i polepszenie kontaktu ze sobą.
              Zamierzam iść na badania w przyszłym tygodniu. Ale jeśli chodzi o Endo – gino. Mam też problemy ginekologiczne i nie stać mnie na płacenie 2 razy. Przynajmniej za 1 razem załatwiam 2 sprawy. Ale myślę intensywnie o terapii. Czuję tyle złości, że mogłabym iść na wojnę, albo drzeć się w wygłuszonym pomieszczeniu przez 3 godziny. Poza tym niezależnie od tego czy te wszystkie lęki i agresja w środku jest chorobą czy mną samą, warto coś z tym zrobić.
              Advancia!! Jestem przerażona!! jak możesz pisać
              „próbowałam wytłumaczyć swój punkt widzenia osobom z lekką niedoczynnością tarczycy, które potwornie wyolbrzymiają problem”
              Osoba o dużo lepszych wynikach może czuć się gorzej niż ta z mega złymi wynikami. Sprawa indywidualna. I jak słyszę od mojej mamy, która też choruje, że ona jak się dowiedziała o chorobie miała dużo gorsze wyniki, więc ja nie mam prawa się tak źle czuć. Co to ma w ogóle znaczyć!! To nie jest żadne prawo, to jest fakt.
              Każdy ma prawo do subiektywnego odczuwania. Jeśli dla kogoś choroba jest na ten moment tragedią to nie można mu tego odbierać.
              • mary_lu Re: zawiedziona 21.06.07, 00:51
                Choraona, jeżeli czujesz potrzebę pójścia na terapię, to z pewnoscią powinnaś
                to zrobić. Każda z nas jest inna. Ja mówię otym, co uważam za jakiś ogólny
                wzór, pewnie, że jest od niego wiele wyjątków...

                Nie bierz tak bardzo do siebie wszystkiego, co przeczytasz w postach... Nie
                jest do doskonałe źródło komunikacji, wybacz, ale naprawdę tamten post wyglądał
                mi na "dręczenie się i wpędzanie w poczucie winy z powodu choroby". Czytałam go
                przed chwilą i dalej mam takie wrażenie. Ale przecież nie jestem nieomylna smile
              • rumpa Re: zawiedziona 21.06.07, 10:57
                Czuję t
                > yle złości, że mogłabym iść na wojnę, albo drzeć się w wygłuszonym pomieszczeni
                > u przez 3 godziny

                TO SUPER! Uwierz mi, prawdziwy problem to byś miała gdybyś żadnej złości nie czuła tylko chciała tak
                z życzliwości pomagać innym. Masz kontakt z emocjami i nie jesteś zombi - a to już dużo! Co
                oczywiście nie znaczy, że twierdzę że Ci terapia nie potrzebna, bo nie mam po temu najmniejszych
                danych. Z doświadczenia mojego tylko wynika że najgorzej z tymi co tak bardzo chcą pomagać światu i
                ludziom i w ogóle ale to w ogóle się nie złoszczą, nie czują gniewu, są pokrzywdzone i niezrozumiane,
                a przecież chcą tak dobrze, nigdy nie robią krzywdy nikomu, bo są do tego niezdolne i można tak
                długo...One nigdy nie idą na terapię tylko wysyłają tam innych.A jeśli już idą, to wykopanie z roli
                kamienowanej za mądrość i dobre serce męczennicy wymaga geniusza psychoterapii.Tak nawiasem
                mówiąc, takiego geniusza sama kiedyś spotkałam smile)))) Miała na imię Basia i pracowała w Otiro - rany to
                już ponad 10 lat :o
                Zdrówka życzę i udanej ewentualnej terapii - Ewa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka