Przypomnę moją historię:
Po anginie bolała mnie tarczyca i to skłoniło mnie do zrobienia
badań. Pierwsze wyniki były takie:
TSH 0,102 (norma 0,270-4,200)
FT4 30,8 (norma 12,0- 22,0)
FT3 - 10,3 (norma 3,1 - 6,8)
OB 55mm/h (norma<12).
Po tygodniu powtórzyłam badania, oto wyniki:
FT 4 35,0
TF 3 10,7 normy te same;
TPO - 21.2 (norma 0-35).
Usg tarczycy:
wymiary:
P - 15,5 x 12 x 46,5 mm (ok. 4,1ml.)
L- 13,8 x 11,5 x 49 mm (ok. 3,8 ml)
"da się zauważyć "tworzące się guzki? albo zmiany zapalne w okresie
remisji?" - tak usg opisał lekarz.
Po 2 tyg. terapii metizolem:
FT 4 12,9 (normy jw)
anty TG 20 (norma 0-40).
Lekarka podejrzewa Hashi.
Za radą forum poszłam na konsultację do innej endo:
powiedziała, że jest to podostre zapalenie tarczycy o bardzo
łagodnym przebiegu. Kazała odstawić Metizol i za miesiąc
zrobić kontrolne FT4 i TSH.
Na moje pytanie czy tak mała tarczyca i obciążenie genetyczne (mama
hashi) nie świadczy o hashimoto - stwierdziła, że nie. Dodała, że
gdyby ona zastosowała swój wzór to wynik pojemności tarczycy
byłby większy (?)(nie wiedziałam, że są różne wzory). Stwierdziła,
że mam małą tarczycę ale w normie.
Tak więc dwóch lekarzy i dwie diagnozy

Jedna każe brać Metizol a
druga nie. Nie wiem, którego lekarza słuchać i którego mam
się "trzymać".
Mam totalny mętlik w głowie i malejące zaufanie do endo w moim
mieście

.
Wiem, że trudno radzić w takiej sytuacji, ale co ja mam robić?
Wybieram się na kontrolne badania, czy w mojej sytuacji samo TSH
wystarczy?
Z góry dziękuję za rady i spostrzeżenia.