irena.earl
21.01.09, 14:11
Witajcie. Właśnie wróciłam od lekarza, siedzę i ryczę jak głupia.
Przy TSH 5,56(mam 24 lata) dostałam od endokrynologa w Białymstoku Euthyrox,
także z powodu ogólnego powiększenia tarczycy, obniżonej echogeniczności i
guza litego 1cm.
Niestety, po zwiększeniu dawki bardzo szybko dostałam paskudnego uczulenia na
ten lek, okropnej swędzącej wysypki. Poszłam dziś do dr Waśniewskiej w
Warszawie, bo nie mam możliwości pojechać do Białegostoku. Powiedziała mi, że
mam odstawić lek, dała coś na uczulenie, ale powiedziała też, ze właściwe przy
tym TSH niepotrzebne jest leczenie, bo to żadna niedoczynność.
Ja się zabije. Odstawienie leków oznacza dla mnie powrót do kompletnego
otępienia. A już zaczynało być dobrze - zeszła opuchlizna z twarzy i kończyn,
zaczęła poprawiać się pamięć i koncentracja, przestałam być cały czas zmęczona
i spać po 12-14 h na dobę. Jak to wszystko wróci, to się chyba powieszę,
naprawdę, bo już mam serdecznie dość tego wszystkiego.
Pani doktor Waśniewska zasugerowała, że objawy i poprawa to tylko moja
wyobraźnia, że mi się tylko wydaje, bo przy TSH 5,56 nie powinno być żadnych
objawów. Ludzie, znacie jakiegoś dobrego endokrynologa-tyreologa w Warszawie?
Może być prywatny - zapłacę każde pieniądze, tylko żeby mi pomógł, żeby się
znał na tarczycy. Błagam o pomoc, bo jestem kompletnie załamana.
A może ja naprawdę świruję, a tak naprawdę TSH 5,56 jest ok?