Może Wy kumy coś poradzicie...
młody od połowy wakacji ma katar. Spory, jak dmuchnie w chusteczke to aż echo idzie...
brał: sinupret, sinulan itd.
Xyzal i Flixonase - wszystko bez efektu.
W międzyczasie w sierpniu był 2 tygodnie nad Bałtykiem - katar bez zmian.
Miał robione testy skórne na alergie wziewne /siersc, roztocza, pyłki itd/ oraz pokarmowe /mleko, jajo, kakao itd/ - nic nie wyszło.
Byliśmy u laryngologa - kamerka w nos i uszy - laryngolog powiedziała "katar jest ale dla niej tu nie ma nic do roboty bo to nie bakteryjny zeby dac antybiotyki ani nic zwiazanego np. z migdałkami"
Pediatra zaczyna szukac na oślep i mówi żeby na 3 miesiące wyeliminowac: mleko w jakiejkolwiek postaci, pomidory, kakao, seler, i podawać leki na refluks bo to może to...
No i taka dieta minimum 3 miesiace....
cholera.... a mi przyszło do głowy - odrobaczyc??

ale katar od robakow??
Macie jakies inne pomysły? któraś słyszała o takim przypadku?