Dodaj do ulubionych

problemy z rozgraniczeniem i urzędem

20.09.06, 11:26
Bardzo proszę o poradę. Przedstawię sytuację.

Jestem właścicielką gruntu rolnego. Przy tym gruncie jest droga polna powstała
z mojego pola. Urząd Miasta od 5 lat usiłuje się bezprawnie uwłaszczyć na tej
drodze. Kazda decyzja uwłaszczeniowa była jak do tej pory uchylana w całości.
Minister Spraw Wewnetrzych i Administracji uchylał decyzje uwłaszczeniowe w
całości, wskazując na rażące uchybienia i błedy przy prodecurze
uwłaszczeniowej (np. wadliwie sporządzona karta inwentaryzacyjna tej drogi,
nie wiadomo jaka szerokość, długość ani powierzchnia tej drogi. nie wiadomo
jaka komisja sporządziła kartę inw. itd… a w owej karcie sobie wpisali, że
jest to droga gminna, nie wiadomo na jakiej podstawie). W tym roku (2006)
zostałam powiadomiona przez Urząd Mista o wszczęciu postępowania
rozgraniczeniowego od strony moich działek i wezwana do stawienia się na
rozprawie na gruncie. Jakie wielkie było moje zdziwienie, przecież decyzje
uwłaszczeniowe są uchylone, a o innym uwłaszczeniu nie zostałam poinformowana.
Zdecydowałam się jednak stawić na rozgraniczeniu i w razie czego je podpisać,
gdyż słyszałam, że w razie nie dojścia do ugody sprawa trafi do sądu i ja
jeszcze będę pokrywać koszty geodety i inne. Jak się zapytałam niby na jakiej
podstawie się ze mną rozgraniczają, skoro formalnie nie są właścicielem drogi,
to mi powiedzieli, że już są i że się uwłaszczyli na podstawie ustawy od
drogach publicznych i pokazują mi odpis z księgi wieczystej. Oczy by kazdemu
na wierzch wyszły, kto by to zobaczył (w księdze wieczystej nie ma po pierwsze
ani podanej szerokości ani długości drogi, ani powierzchni, mało tego –
powołują się w niej na uchylone decyzje uwłaszczeniowe, kompletny bełkot, nikt
by z tego nic nie wiedział). Już nie wspomnę o tym, że droge te uznali za
publiczną, na podstawie wadliwie sporządzonej karty inwentaryzacyjnej, co do
której wypowiedział się nawet Minister Spraw Wewnetrznych. Rozgraniczenie
odbyło się 20 lipca 2006 roku. Okazało się, że granica przebiega prawie na
środku drogi a ja ze swoim ogrodzeniem jestem i tak odsunięta od wyznaczonej
granicy. Na rozgraniczeniu teksty leciały w stylu, że gdyby inny geodeta
rozgraniczał (tu padło nawet imię zaprzyjaźnionego) to by granica była po
drugiej stronie mojego ogrodzenia. Protokól graniczny podpisałam, czyli de
facto dałam w prezencie urzędowi miasta część drogi z mojego pola. Niech się
wypchają, złodzieje. Cyrki były już przy sporządzaniu prokotołu, geodeta
chciał żebym podpisała pusty protokół i odrecznie naszkicowaną mapkę ołówkiem.
Ponieważ nie chciałam podpisywać pustego protokołu na rozprawie, podpisałam
się dopiero u geodety w biurze za kilka dni. Mam ksero z protokołu z moimi
podpisami na każdej stronie, (mapkę już zrobił długopisem na moje żądanie).
Podobno Urząd Miasta też się podpisał, tak twierdzi geodeta, ale podpis
złożyli poźniej, gdyż niby nie mógł ich dorwać. Ale pewności nie mam, czy tak
naprawde podpisali. Tak więc przyjąc można że doszło do ugody. Spokojnie sobie
czekam, aż przyjdzie do mnie decyzja o rozgraniczeniu. Niestety, wczoraj
otrzymałam z urzędu decyzję orzekającą o umorzeniu postepowania i przekazaniu
sprawy do sądu, gdyż rozprawa na gruncie, jak twierdzą nie zakończyła się
ugodą pomiędzy wymienionymi stronami i że wskazane granice nie zostały
przyjęte przez wszystkie strony postepowania. Tu zaznaczam, że w piśmie
żadnych stron nie wymieniono z imienia i nazwiska, nie jest więc jasne kto nie
podpisał ugody, wiem tyle, że ja podpisałam. I jeszcze mnie informują, że od
tej decyzji odwołanie nie przysługuje.

Przepraszam, że tak dużo się rozpisałam, ale musiałam wyjaśnij całą zaistniała
sytację.
I teraz mam masę pytań.

Co robić z tymi chamami? Czy warto zgłaszać gdzieś i gdzie że już sam ten
wypis z księgi wieczystej zawiera absurdy? Jeśli tak to gdzie?
Jak mam zareagować?


Pozdrawiam
Laura
Obserwuj wątek
    • laura771 ciag dalszy sprawy 20.09.06, 11:28
      Nie zmieściło się w jednym poście:

      Przypuszczam, że nie pasuje im wyznaczona granica (słupki kazałam sobie
      graniczne wbić i już są wbite, żadne tam tymczasowe) i chcą iść do sądu, bo tam
      mają plecy, to wiem na pewno i jeszcze sobie geodetę właściwego dobiorą. Dlatego
      też pytam, czy mogę mieć wpływ jakis na to, żeby jeśli już trafia to do sądu, to
      żeby do jakiegoś innego trafiło i geodeta też był zupełnie z zewnątrz? Jak to
      się załatwia, jeśli w ogóle jest to możliwe?
      Czy wobec takiego postawienia sprawy czekają mnie jakies koszty w sądzie? Kto
      będzie pokrywał koszty sądowe i kolejnego geodetę? Ja się o rozgraniczenie nie
      prosiłam, nawet sprezentowałam im część mojego pola i protokół podpisałam, aby
      był już święty spokój. Niestey nadal tego spokoju nie ma.
      Czy naprawdę od tej ich dezycji nie przysługuje mi odwołanie?
      Aha, na rozgraniczenie zostałam wezwana jako strona ja, urząd i jeden sąsiad.
      Oczywiście na rozprawę zebrało się pół wiochy. Natomiast o decyzji umarzającej i
      skierowującej sprawę do sądu powiadomieni zostali inni sąsiedzi, których ta
      sprawa rozgraniczeniowa nie dotyczy. Jakim prawem?
      I jeszcze jedno: czy nie powinno być tak, że jednak powinna być najpierw wydana
      decyzja o rozgraniczeniu i w razie niezadowolenia której ze stron ta kieruje
      sprawę do sądu? Czemu umorzyli, skoro sami o rozgraniczenie się prosili?

      Ja już nie wiem , co o tym wszystkim myśleć. Wygląda to na to, że im wyznaczona
      granica nie pasuje, a wolą ponieść koszty w sądzie niż ode mnie część ziemi
      normalnie wykupić, jeśli im potrzebna autostrada do nikąd.

      Proszę o jakies rady, co mam zrobić i odpowiedź na moje pytania.
      Bardzo będę wdzięczna.
      Laura
      • tommy_man Re: ciag dalszy sprawy 20.09.06, 23:19
        Strasznie to wszystko pogmatwane co piszesz.
        Ale od poczatku: chyba chodzi o wywlaszczenie a nie uwlaszczenie. Wywlaszczona
        moze byc nieruchomosc na cele publiczne za stosownym odszkodowaniem. Takim
        celem moze byc np. budowa drogi.
        Wywlaszczenie jest w formie decyzji administracyjnej, od ktorej oczywiscie
        sluzy odwolanie.
        Po wywlaszczeniu np. czesci nieruchomosci nastepuje jej rozgraniczenie od
        pozostalej czesci (powstaja wtedy dwie odrebne nieruchomosci). Przychodzi
        geodeta, mierzy, wylicza itp.
        Jezeli nie ma zgody co do rozgraniczenia, to zainteresowana strona moze
        wystapic z powodztwem do sadu cywilnego o rozgraniczenie.

        Tak to wyglada w teorii.
        W Twoim przypadku, z tego co piszesz, to nie doszlo w ogole do wywlaszczenia.
        Rozumiem, ze nie dostalas zadnego odszkodowania? Skoro nie doszlo do
        wywlaszczenia grunt nadal jest Twoj (jak to wyglada w ksiedze wieczystej?),
        wiec nie masz sie czego obawiac, jesli pozwa Cie do Sadu.

        Jezeli jednak doszlo do wywlaszczenia, to sprawa przed Sadem, przy takim
        balaganie, rowniez jest najlepszym wyjsciem. Przedstawisz Sadowi w jaki sposob
        chcesz, zeby dzialka byla rozgraniczona i jesli bedzie to zgodne ze stanem
        prawnym i strona przeciwna sie zgodzi to sprawa skonczona. Jesli nie to Sad
        powola bieglego geodete, ktory wszystko wyliczy. Jesli sie z nim nie zgodzisz,
        bedziesz mogla wnosic o dopuszczenie dowodu z opinii innego bieglego geodety,
        takze spokojnie. Jesli okaze sie, ze geodeta(ci) potwierdza Twoj sposob
        podzialu, Sad prawdopodobnie oprze na tym swoje postanowienie i w zwiazku z tym
        powinnas byc zwolniona z wiekszosci kosztow sprawy.

        PZDR
        Tommy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka