Witam wszystkich kociarzy. Będzie długo, chociaż postaram się maksymalnie skrócić opowieść. Mam pewien problem i zastanawiam się, czy ktoś z Was spotkał się już z podobnym przypadkiem. Ostatnio w moim życiu dzieje się dość sporo dziwnych rzeczy. Niedawno odziedziczyłam niewielki spadek, a wraz ze spadkiem KOTA. Celowo piszę wielkimi literami, bo to bardzo dziwny kot. Pracuję ze zwierzakami, moja siostra jest weterynarzem, ale taki okaz spotkałam po raz pierwszy. Piękny, czarny, pucołowaty Brytyjczyk o miedzianozłotych oczach. Dostałam też książeczkę zdrowia i rodowód. Cyryl, bo tak się nazywa, ma 2 lata, jest kastratem, waży 7 kg, po śmierci właścicielki przez kilka tygodni mieszkał u jej sąsiadów i czekał na moje pojawienie się. Podobno był nieśmiały, nie przepadał za towarzystwem. Kiedy pojawiłam się w domu, w którym na mnie czekał, wybiegł na powitanie miaucząc przeraźliwie, zaczął się ocierać o moje nogi, a kiedy usiadłam wskoczył na kolana, włączył motor i nie chciał z kolan zejść. To było nasze pierwsze spotkanie.
Sąsiedzi poprzedniej właścicielki kota byli zdumieni, nigdy się tak nie zachowywał. Ale to nic, większość zwierzaków tak na mnie reaguje

Zapakowałam kota i przywiozłam do domu. I się zaczęło. Kot łazi za mną krok w krok. Zachowuje się trochę jak pies, reaguje na polecenia, co więcej on ROZUMIE, co do niego mówię i nie tylko do niego. Ostatnio, rano szukałam kluczy. Mówię do siostry, że chyba zgubiłam klucze do domu. Szukamy, nagle niczym duch, w drzwiach pojawia się Cyryl z kluczami w zębach i kładzie je przede mną na podłodze. Siostra spojrzała na mnie, ja na nią, trochę dziwnie mi się zrobiło. Pomyślałam sobie, może to wybitnie mądry kot. Mówię więc: „Cyryl, jak jesteś taki mądry to przynieś mi jeszcze błyszczyk do ust. Leży na toaletce w moim pokoju”. Kocur miauknął, odkręcił się tyłkiem i odszedł. Po chwili przyszedł i przyniósł... błyszczyk. Kilka dni temu, rano, myjąc się zostawiłam w łazience przy umywalce pierścionek (to kolejna dziwna, aczkolwiek piękna rzecz, którą otrzymałam w spadku). Poszłam do kuchni, robię kawę, słyszę miauknięcie. Pod moimi nogami stoi Cyryl, a przed nim leży pierścionek.
Gdyby moja siostra nie była świadkiem pomyślałabym, że zwariowałam.
Do tego mam wrażenie, że ta puchata bestia czyta w moich myślach. Dzisiaj rano stojąc przed lustrem pomyślałam sobie, że czas odwiedzić fryzjera. I co się stało? Cyryl przywlókł grzebień i złożył go u mych stóp

Śpi ze mną, nie odstępuje mnie na krok. Nie jest kotem wychodzącym, ale łazi za mną do przychodni w której pracuję (przychodnia jest na parterze naszego domu). Dziwne jest to, że zwierzęta, które przychodzą do siostry czy do mnie (zajmuję się ich pielęgnacją) zupełnie nie zwracają na Cyryla uwagi. On na nie zresztą też.
Czy mam się bać?