Dodaj do ulubionych

Nagła śmierć kota

20.04.13, 17:36
Witam,W nocy z czwartku na piatek umarł moj 2,5 letni kotek.Wciągu dnia nic mu nie było .Był to kot typowo domowy ale tego dnia wyprowadziłam go na smyczy na dwór żeby sobie pojadł trawy.Nic nie wskazywało na taką tragedie. Mianowicie o godz. 3 w nocy usłyszałam jakis hałas obudziłam sie i zobaczyłam ze on lerzy na podłdze i przez chwile wydal z siebie taki dziwny odgłos tak jak by mial katar .Nie zaniepokoilo mnie to na poczatku ale po chwili przyblizylam sie do niego i zobaczylam ze ma dziwnie odchyloną głowe wziełam go na rece i przeżyłam szok on juz nie żył.Nie magę po tym wydarzeniu dojsc do siebie .Wciaz zadaję sobie pytanie co sie stało czy mogłam coś zrobic żeby go uratowac..Wydaje mi sie ze nigdy nie przestane plakac.
Obserwuj wątek
    • deszcz.ryb Re: Nagła śmierć kota 21.04.13, 13:25
      Przykro mi bardzo. sad Może nieszczęśliwie spadł z wysoka? Jeżeli chciałabyś się dowiedzieć, co się z nim stało, możesz mu zrobić sekcję u weterynarza, bo my możemy tylko zgadywać...
    • akle2 Re: Nagła śmierć kota 24.04.13, 00:03
      Może się czymś zatruł. Zjadł jakieś zielsko albo ktoś go czymś poczęstował. Zwierzętom szkodzą rzeczy, które by nam do głowy nie przyszły.
      Jeśli masz pieniądze i naprawdę chcesz poznać prawdę, to zrób sekcję, tak jak pisze deszcz.ryb. A potem spraw sobie młodego figlarnego kociaka, dzięki któremu uda Ci się zapomnieć.
      • deszcz.ryb Re: Nagła śmierć kota 24.04.13, 09:20
        Ale ten kot wychodził na smyczy - więc pod pełną kontrolą właścicielki. Raczej nie miał szansy zjedzenia trutki czy trującej rośliny [przypuszczam też, że jakby je zjadł, to wcześniej widać byłoby objawy zatrucia, kot nie umarł by tak błyskawicznie]. Dlatego wydaje mi się, że mógł spaść z wysokości [z jakiejś szafy?] i skręcił sobie kark. W takim wypadku niestety ratować by się do nie dało. Ale wiadomo - jedyną pewność dałaby tylko sekcja.
      • lucekb5 Re: Nagła śmierć kota 06.05.13, 16:40
        Na sekcje to juz za pózno bo pogrzeb odbył sie tej nocy w którą zmarł. Teraz cały czas mysle o nim i o tym czy jestem gotowa na innego kota i czy dam rade innego pokochac.Myslalam nawet zeby najpierw może zajac sie jakims biednym przybleda zanim w schronisku nie znajdą domu dla niego .Nie wiem co mam robic jestem taka rozbita ale cos postanowic musze bo tak dlużej nie moge.Dzieki za zainteresowanie.Pozdrawiam
    • irys50 Re: Nagła śmierć kota 25.04.13, 19:30
      Współczuje Pani,że kotek odszedł ale może coś zjadł na dworzu jak chodził na spacer i się otruł. Ja każdego dnia i nocy czujnie śpie gdy usłysze nie pokojacy miałczenie kotki z obawą że cos się dzieje...boje się tego bardzo.
    • miziak64 Re: Nagła śmierć kota 02.05.13, 15:30
      Witam wszystkich,
      Mnie przydarzył się podobny przypadek. Mój kociak 4 letni został sam w domu ( od godziny 14.00), do tego momentu było z nim wszystko w porządku. Bawił się brykał gadał z nami miział się dzień jak co dzień. Był wesoły jak każdego innego dnia. Kiedy wraz z żona wróciliśmy do domu ok godz. 20-21 kot leżał w naszym łóżku z biała piana na pysku i lekko pojękiwał. Natychmiast zabraliśmy koteczka naszego do weterynarza najbliżej naszego miejsca zamieszkania ( co nie było łatwe godz. 21 z minutami 30.05.2013 r. Na miejscu lekarka po zbadaniu kota podała mu kroplówkę z glukozy jakieś leki i stwierdziła, że należy jechać z kotem do szpitala. Poleciła nam szpital MULTIVET w Warszawie na ul Gagarina 5. Tam też się udaliśmy. Na miejscu po chwilowym oczekiwaniu i przepuszczeniu nas przez Panią w ciąży, ( za co serdecznie jej dziękujemy ), która tez czekała na wizytę ze swoim kotkiem ( kot nasz słabł z minuty na minutę) weszliśmy do gabinetu. Przyjął nas ( po godzinie 22.00 ) lekarz dyżurny. Po przedstawieniu problemu "przystąpił do badania i diagnozowania przyczyny dolegliwości". Stwierdził, że przyczyna "chyba" jest neurologiczna. Diagnozę postawił bez przeprowadzenia jakichkolwiek badań. Jego działania i jego koleżanki ograniczyło się do próby pobrania kotu krwi do analizy. Na pytanie kiedy mogą być wyniki usłyszeliśmy odpowiedz, że rano bo teraz wszystko pozamykane ( laboratorium na miejscu ). Pomimo prób pobrania krwi skończyły się one na niczym bo kot był tak słaby. Przez dwie godziny oboje lekarze nie zrobili nic , nie wykazali żadnej inicjatywy by ratować naszego kocurka. Pan doktór po dwóch godzinach kiedy nasza kocina ledwo już oddychała, stwierdził, że należy kota zostawić w szpitalu na obserwacji i czekać - na co na jego śmierć? Po tym stwierdzeniu koteczek nasz został zabrany i widzieliśmy go ostatni raz żywego w stanie ciężkim ale żywego. Po upływie ok 30 min kiedy to Pan lekarz siedział przy komputerku i głosił książkowe wywiady przyszła jego koleżanka i go poprosiła. Po kolejnych 15 minutach przyszedł ten "wspaniały" lekarz i ogłosił nam że koteczek zdechł. Jak miał nie zdechnąć jak zamiast ratować mu życie prawił nam naukowe wywody. Dla niego to tylko przedmiot - narzędzie do zarabiania pieniędzy, a dla nas to więcej niż członek rodziny, dla nas to tak jak żona, mąż, córka czy syn, dla nas to ktoś bardzo , bardzo bliski. Nasuwa się tu pytanie za co tak chwalicie ta klinikę? Za ładną stronę internetową www.multiwet.com.pl.hostingasp.pl/Naszeus%C5%82ugi.aspx na której jest wypisany "pełen zakres usług" min. Radiologia : pełna diagnostyka, badania w kierunku dysplazji, wpisy do rodowodów, Badania USG : jama brzuszna, klatka piersiowa, echo serca. "Usługi" te są wpisane tylko na stronie. Skoro jest to lecznica całodobowa, więc i usługi powinny być całodobowe. Nic bardziej mylnego. Nasz koteczek nie miał przeprowadzonego, żadnego z tych badań. Na nasze zapytanie dlaczego dostaliśmy odpowiedź, że jest noc i nie ma komu takiego badania zrobić. Jeszcze jak koteczek był z nami sami telefonowaliśmy po klinikach i pytaliśmy gdzie można zrobić USG lub Echo Kochanego serduszka. Wszędzie cisza brak możliwości wykonania badania lub zwykła ludzka znieczulica. Wybierając tą klinikę sugerowaliśmy się jej "MISJĄ" o której możecie przeczytać tutaj www.multiwet.com.pl.hostingasp.pl/Stronag%C5%82%C3%B3wna.aspx . Niestety rzeczywistość okazała się bardzo brutalna - po spędzeniu ok 3 godzin zmarł nasz ukochany Kacperek. Najgorsze jest to że przez te 3 godziny nie potrafiliśmy mu w jakikolwiek sposób pomóc, a szukając tej pomocy w miejscu wydawało by się do tego jak najbardziej odpowiednim zostaliśmy potraktowani z kompletna znieczulicą, brakiem zaangażowania ze strony lekarza, jak maszynka do robienia pieniędzy ( za nic nie robienie zapłaciliśmy 3 razy więcej niż u lekarza u którego byliśmy zaraz po stwierdzeniu objawów chorobowych). Dlatego tez ostrzegamy wszystkich - zanim zdecydują się na wizytę w tej klinice niech się dobrze zastanowią czy ich pupil wyjdzie od nich o własnych siłach czy zostanie on od nich wyniesiony martwy. Klinika ta zamiast Mulivet powinna nazywać się Multidead sad
      Ps. Do Admina i innych jeśli nasz post zostanie pod jakimś byle jakim powodem usunięty z tego forum lub nie zamieszczony nie spoczniemy nim się wszyscy miłośnicy zwierząt nie dowiedzą jaka to "wspaniałą jest klinika MULTIVET przy ul. Gagarina 5 w Warszawie i jakich "wspaniałych" ma lekarzy.
      • irys50 Nagła śmierć kota 02.05.13, 15:44
        Mogę Ci tylko współczuć utraty kota ale mnie też czekają ciężkie dni,że w każdej chwili moją kotkę mogę stracić nawet przez myśl mi to nie przychodzi.Trzeba było pojechać do całodobowej na Al.Niepodległości z pewnością zajeły by się Twoim kotem należycie z troską głowa do góry
        • lucekb5 Re: Nagła śmierć kota 06.05.13, 16:47
          Wyobrażam sobie co musisz czuć czekajac na smierc chorego kotka .Mnie spotkało to nagle i było to czyms strasznym .Bardzo współczuje bo wiem co czujesz.Pozdrawiam.
      • miziak64 Re: Nagła śmierć kota 03.05.13, 14:16
        mała poprawka
        data wizyty to 30.04.2013 a nie 30.05.2013

        miziak64 napisał(a):

        > Witam wszystkich,
        > Mnie przydarzył się podobny przypadek. Mój kociak 4 letni został sam w domu ( od godziny 14.00), do tego momentu było z nim wszystko w porządku. Bawił się brykał gadał z nami miział się dzień jak co dzień. Był wesoły jak każdego innego dnia. Kiedy wraz z żona wróciliśmy do domu ok godz. 20-21 kot leżał w naszym łóżku z biała piana na pysku i lekko pojękiwał. Natychmiast zabraliśmy koteczka naszego do weterynarza najbliżej naszego miejsca zamieszkania ( co nie było łatwe godz. 21 z minutami 30.05.2013 r. Na miejscu lekarka po zbadaniu kota podała mu kroplówkę z glukozy jakieś leki i stwierdziła, że należy jechać z kotem do szpitala. Poleciła nam szpital MULTIVET w Warszawie na ul Gagarina 5. Tam też się udaliśmy. Na miejscu po chwilowym oczekiwaniu i przepuszczeniu nas przez Panią w ciąży, ( za co serdecznie jej dziękujemy ), która tez czekała na wizytę ze swoim kotkiem ( kot nasz słabł z minuty na minutę) weszliśmy do gabinetu. Przyjął nas ( po godzinie 22.00 ) lekarz dyżurny. Po przedstawieniu problemu "przystąpił do badania i diagnozowania przyczyny dolegliwości". Stwierdził, że przyczyna "chyba" jest neurologiczna. Diagnozę postawił bez przeprowadzenia jakichkolwiek badań. Jego działania i jego koleżanki ograniczyło się do próby pobrania kotu krwi do analizy. Na pytanie kiedy mogą być wyniki usłyszeliśmy odpowiedz, że rano bo teraz wszystko pozamykane ( laboratorium na miejscu ). Pomimo prób pobrania krwi skończyły się one na niczym bo kot był tak słaby. Przez dwie godziny oboje lekarze nie zrobili nic , nie wykazali żadnej inicjatywy by ratować naszego kocurka. Pan doktór po dwóch godzinach kiedy nasza kocina ledwo już oddychała, stwierdził, że należy kota zostawić w szpitalu na obserwacji i czekać - na co na jego śmierć? Po tym stwierdzeniu koteczek nasz został zabrany i widzieliśmy go ostatni raz żywego w stanie ciężkim ale żywego. Po upływie ok 30 min kiedy to Pan lekarz siedział przy komputerku i głosił książkowe wywiady przyszła jego koleżanka i go poprosiła. Po kolejnych 15 minutach przyszedł ten "wspaniały" lekarz i ogłosił nam że koteczek zdechł. Jak miał nie zdechnąć jak zamiast ratować mu życie prawił nam naukowe wywody. Dla niego to tylko przedmiot - narzędzie do zarabiania pieniędzy, a dla nas to więcej niż członek rodziny, dla nas to tak jak żona, mąż, córka czy syn, dla nas to ktoś bardzo , bardzo bliski. Nasuwa się tu pytanie za co tak chwalicie ta klinikę? Za ładną stronę internetową www.multiwet.com.pl.hostingasp.pl/Naszeus%C5%82ugi.aspx na której jest wypisany "pełen zakres usług" min. Radiologia : pełna diagnostyka, badania w kierunku dysplazji, wpisy do rodowodów, Badania USG : jama brzuszna, klatka piersiowa, echo serca. "Usługi" te są wpisane tylko na stronie. Skoro jest to lecznica całodobowa, więc i usługi powinny być całodobowe. Nic bardziej mylnego. Nasz koteczek nie miał przeprowadzonego, żadnego z tych badań. Na nasze zapytanie dlaczego dostaliśmy odpowiedź, że jest noc i nie ma komu takiego badania zrobić. Jeszcze jak koteczek był z nami sami telefonowaliśmy po klinikach i pytaliśmy gdzie można zrobić USG lub Echo Kochanego serduszka. Wszędzie cisza brak możliwości wykonania badania lub zwykła ludzka znieczulica. Wybierając tą klinikę sugerowaliśmy się jej "MISJĄ" o której możecie przeczytać tutaj www.multiwet.com.pl.hostingasp.pl/Stronag%C5%82%C3%B3wna.aspx . Niestety rzeczywistość okazała się bardzo brutalna - po spędzeniu ok 3 godzin zmarł nasz ukochany Kacperek. Najgorsze jest to że przez te 3 godziny nie potrafiliśmy mu w jakikolwiek sposób pomóc, a szukając tej pomocy w miejscu wydawało by się do tego jak najbardziej odpowiednim zostaliśmy potraktowani z kompletna znieczulicą, brakiem zaangażowania ze strony lekarza, jak maszynka do robienia pieniędzy ( za nic nie robienie zapłaciliśmy 3 razy więcej niż u lekarza u którego byliśmy zaraz po stwierdzeniu objawów chorobowych). Dlatego tez ostrzegamy wszystkich - zanim zdecydują się na wizytę w tej klinice niech się dobrze zastanowią czy ich pupil wyjdzie od nich o własnych siłach czy zostanie on od nich wyniesiony martwy. Klinika ta zamiast Mulivet powinna nazywać się Multidead sad
        > Ps. Do Admina i innych jeśli nasz post zostanie pod jakimś byle jakim powodem u
        > sunięty z tego forum lub nie zamieszczony nie spoczniemy nim się wszyscy miłośn
        > icy zwierząt nie dowiedzą jaka to "wspaniałą jest klinika MULTIVET przy ul. Gag
        > arina 5 w Warszawie i jakich "wspaniałych" ma lekarzy.
      • lucekb5 Re: Nagła śmierć kota 06.05.13, 17:14
        Ja nie miałam nawet szansy żeby dostac sie do weterynarza bo to trwalo kilka sekund i bylo po wszystkim i tym bardziej tak bardzo to przeżywam.Bardzo wspołczuje że mimo tylu wysiłków i staran nie można było uratowac Twojego kotka a szanse były .Nie dziwię się że masz żal do lekarzy i w pełni popieram Twoją opinię. Nie jestem z Warszawy mieszkam w Malborku i szczerze mówiąc nawet nie wiem czy gdybym miała szanse na uratowanie mojego kota była by w miescie jakas otwarta lecznica.Ja nadal bardzo cierpię po jego stracie bo to jest taka strata jak po najblizszym czlonku rodziny i za te słowa bardzo Ci dziekuje bo gro ludzi uważa ze to tylko kot lub pies.A ja to widze inaczej. Pozdrawiam.
        • wladyslaw57 Nagła śmierć kota 06.05.13, 21:33
          Powtarzasz sie zmien temat watka pewnie spadl z szafy i sie zabil i jak sie tezaz czujesz po utracie kota?
        • wladyslaw57 Nagła śmierć kota 06.05.13, 21:43
          Czujesz sie teraz cierpiaca z utraty swojego kotka to tak samo czyla sie ta kobieta ktora tak szargaliscie nie wierzac jej co tu pisala a to znow innym razem mowiliscie ze kotow nie ma a to ze jej koty wcale nie sa chore i takie tam niesforne i niedorzeczne i nienormalne podle postapiliscie czy tak sie robi?
          • luna_s20 Re: Nagła śmierć kota 13.03.14, 19:44
            Jakoś przez temat przebrnęłam. Mój kotek odszedł w tak samo nagły sposób - to był mały kotek. W jednej chwili się bawił, w drugiej już wygięty w łuk toczył z pyska gęstą, przezroczystą pianę. Minutę później zaczął wyć z bólu zarzucając głowę na plecy. Pół godziny później, już w klinice, był nieprzytomny. Weterynarz również nie wykrył przyczyny takiego stanu. Dał tabletki na poruszenie zawartości jelit, i zastrzyk przeciwbólowy... nieco zbyt silny o czym świadczyły halucynacje malucha. Dzisiaj na tą samą chorobę umiera właśnie podwórzowy kot(na swoje nieszczęście widząc w jakim jest stanie wnieśliśmy go do domu, ale już wiem że rady nie ma, kotek i tak nie dożyje rana) - tak samo nagle. Oto, co z mężem znaleźliśmy:

            www.vetopedia.pl/article54-1-Panleukopenia_-_koci_tyfus.html
            Radzę poczytać. Tutaj raczej odpowiedź jest jasna - niekompetencja weterynarza. Rutyna i nieuctwo!
            Typowymi objawami choroby, które powinny nas zaniepokoić są:

            - apatia
            - osowiałość
            - ospałość
            - brak apetytu i pragnienia
            - osłabienie
            - może pojawić się stan zapalny błon śluzowych oraz nadżerki i owrzodzenia brzegów języka
            - skulona pozycja zwierzęcia
            - „wiszenie” nad miską z wodą
            - wysoka gorączka (pojawia się między 2 a 7 dniem od wystąpienia pierwszych objawów)
            - wymioty (pojawiają się kilka dni po wystąpieniu gorączki, mogą zawierać żółć, nie są związane ze spożyciem pokarmu)
            - biegunka (cuchnąca, barwy żółtej, z czasem może zmieniać się w krwistą)
            - silne, szybko postępujące odwodnienie (można to sprawdzić odciągając skórę zwierzęcia palcami – jeśli skóra nie wraca na miejsce, oznacza to, że organizm jest odwodniony)
            - powiększone jelita
            - bolesność przy dotykaniu brzucha (charakterystyczna pozycja leżąca zwierzęcia to leżenie na brzuchu przy jednoczesnym podpieraniu się na mostku – kot w ten sposób stara się zminimalizować ból brzucha)

            Niestety, typowe objawy pojawiają się dopiero po kilku dniach od zakażenia, a wtedy jest zwykle za późno na leczenie.

            Występują 3 postaci panleukopenii: nadostra, ostra i łagodna. W przypadku postaci nadostrej brak jest objawów, a zwierzę umiera nagle.

            W przypadku postaci ostrej charakterystycznymi objawami są:

            - pieniste lub wodniste wymioty barwy żółtej
            - biegunka (żółta lub zabarwiona krwią, o charakterystycznej silnie cuchnącej woni)
            - temperatura początkowo wzrasta do 41 stopni Celsjusza (organizm stara się zwalczyć wirusa), a następnie bardzo gwałtownie spada (organizm przestaje walczyć)
            - zwierzę jęczy, często dusi się
            - śmierć następuje po 1-2 dniach

            W przypadku postaci łagodnej charakterystyczne objawy są następujące:

            - pieniste lub wodniste wymioty barwy żółtej
            - biegunka (żółta lub zabarwiona krwią, o charakterystycznej silnie cuchnącej woni)
            - osłabienie
            - śmierć następuje po 5-6 dniach
    • ata12345 Re: Nagła śmierć kota 23.02.19, 10:50
      bardzo mi przykro smierc kotki to tradedia ja swoja kotke stracilam po tygodniu leczenia przestala chodzic musialam uspic nazwali to eutanazjaa ja tego nie zostawi
    • moliwie Re: Nagła śmierć kota 11.04.19, 14:27
      Może czymś się zatruł jak byl na dworze?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka