konstatacja
30.01.05, 14:24
Dzisiaj w moim domu gruntowne porządki, Sama się dziwię, ile tego się
nazbierało - mam na przykład całe krzesło książek, które chętnie bym rozdała -
ale do tego może inny wątek.
W każdym razie; w moim najcięższym okresie i przez rok przed nim - przed
decyzją o rozpoczęciu terapii prowadziłam dziennik. Właśnie on i jego
późniejsza lektura w pewnym momencie w bardzo dużej części zdecydowały o
pójściu na terapię - nie jest on przyjemny, bardzo dużo w nim wyrzucań sobie
i destrukcyjnych myśli, są też - nieliczne - o znamionach proroctwa, jest
trochę ślepego bełkotu.
W każdym razie, co myślę i do czego zmierzam - do tej pory ten ogromny zeszyt
trzymałam. Ale z racji tego, co w nim jest, nie mam i nie miewam ochoty do
niego zaglądać. Tak go magazynuję. Z uwagi na to, ilu rzeczy się pozbywam - w
ramach zamykania spraw i ruszania do przodu: wyrzucić go, czy nie?
Argument na tak - w nim są moje smieci, jestem teraz w innym miejscu, więc po
co to trzymać.
Argument na nie - ale oprócz tych śmieci jest też i moje życie, zapis strona
po stronie tego, jak się rozwijałam i jak z tego wychodziłam. I z jak
niskiego stanu wychodziłam.
Czy Wy byliście w podobnej sytuacji? A jeśli tak, to co zrobiliście (z
pamiątkami "stamtąd")?