Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    boli mnie moja biernosc

    10.02.05, 11:01
    Jestem z dziewczyna DDA od dlugiego czasu. Jest swiadoma siebie i chodzi na
    terapie ok roku. Zalezy mi na niej, lecz z jej strony odbieram kopletnie
    sprzeczne, chaotyczne sygnaly co do nas. Co nieco orientuje sie jak to jest z
    DDA i wiele jej zachowan moza przypiac zachowaniom DDA, lecz mi nie wystarcza
    identyfikacja przyczyn. Cos musi stac się dalej. Jakie sa wasze mysli
    dotyczace takich związków ? Jak ruszyc to z miejsca bo nie wystarcza mi
    bierne patrzenie na efekty terapi, które raz sa raz nie ?
    Obserwuj wątek
      • blondissima Re: boli mnie moja biernosc 10.02.05, 12:38
        czesc.
        ja bylam z facetem dda. mowiac szczerze juz nie dawalam rady przez chaos i
        sprzeczne sygnaly.
        jakie zachowania uwazasz za zachowania dda?
        • andrzejeczek Re: boli mnie moja biernosc 10.02.05, 13:05
          Ukrywanie uczuc, starch przed innymi zachowaniami i postawami niż wlasne i
          znane, autodestrukcja, niskie poczucie wartości, irracjonalny pesymizm, duza
          ilość codziennych nerwow, nieracjonalne i niespokojne podejście do roznych
          spraw co w efekcie zwykle daje marny efekt, szantaz emocjonalny, biernosc w
          stosunku do siebie i mnie, myslenie na krotka mete, prymitywne naśladownictwo,
          drażliwość, bezsensowna upartość, zadanie ciągłego zainteresowania i
          akceptacji, podejscie „albo czarne albo biale”. To tak z pierwszego strzalu.
          Może czesc z nich nie jest scisle zwiazana z DDA ale gryzie i szkodzi
          niesamowicie.
          • blondissima Re: boli mnie moja biernosc 10.02.05, 13:11
            co masz na mysli przez ''prymitywne naśladownictwo,''.?
            ja zauwazylam, ze moj facet mowil slowami innych osob, nasladowal wypowiedzi,
            zachowania, dopasowywal wypowiedzi do sytuacji ( nawet moje). to bylo straszne-
            tak jak bym rozmawiala sama ze soba.
            poza tym strasznie klamal- mam wrazenie, ze to bylo tak, zeby uroic sobie jakas
            wolnosc- tzn. sklamal i poczul sie lepiej. klamal nie w waznych sprawach ale w
            takich bzdurnych, tak jakby chcial mnie skolowac.
            poza tym byl skoncentrowany na sobie- tak jakby tylko jemu jednemu na swiecie
            bylo zle.
            • blondissima Re: boli mnie moja biernosc 10.02.05, 13:14
              poza tym mimo prostej drogi do bycia alkoholikiem, rozbieganych oczu, mowil o
              sobie, ze jets kierownikiem, bardzo ponizal ludzi.
              • andrzejeczek Re: boli mnie moja biernosc 10.02.05, 13:37
                Wiesz problem w TYM naśladowaniu wg. mnie polega na tworzeniu wlasnych postaw
                na pdst. postaw innych ludzi bez ich zrozumienia. Czasem bywa tak, ze w
                konkretnej sytuacji wywolywana jest taka postawa bo wlasna nie istnieje.
                Stanowi ona jakies zastępstwo na brak umiejętności określenia SIEBIE w tej
                wlasnie sytuacji. Ja obserwując kogos takiego mam wrazenie, ze to taki maly
                robocik (prymitywny twor) wybierający maski z repozytorium. Zabrac mu maski -
                nie ma robocika. Problem w tym, ze ona nie jest robocikiem a człowiekiem i to
                mnie cholernie mierzi – taka wlasnie postawa.
                Nie zauważyłem co prawda u niej natrętnego przekłamywania faktow, lecz zdarzaja
                się sytuacjie kiedy przekreca moje slowa i uderza w gleboka polemike sama z
                soba. Powstaje wtedy relacja z tego, co powiedziałem, niestety nie majaca nic
                wspolnego z tym co powiedziałem i co mysle.
                Te wszystkie zachowanie sa w jakis sposób do tolerowania (wiem ze na dojscie do
                siebie trzeba czasu) ale kiedy w ich wyniku dochodzi do dzialania, które
                szkodzi jej lub nam to mnie po prostu krew zalewa. A ze nie jestem typem
                flegmatyka…
                • blondissima Re: boli mnie moja biernosc 11.02.05, 11:17
                  mnie tez krew zalewala, bo on mial taki dziwny styl - nie wprost. ja jestem
                  osoba bezposrednia, a on wyjatkowo niebezposrednia.
      • desperat30 Re: boli mnie moja biernosc 10.02.05, 18:48


        moge wam tylko powiedziec,ze musicie sie uzbroic w bardzo wieeeeeeeelka
        cierpliwosc do nich,powinni oni isc na terapie a wy powinniscie z nimi duzo
        rozmawiac,sluchac ich,nie brac wszystkiego do glowy,czasami reagowac na ich
        dziwnosci ostro ale z wyczuciem aby nie przekroczyc granicy.
        • kamilskala Re: boli mnie moja biernosc 11.02.05, 10:49
          Nie łatwo jest schować wszystkie maski do szuflady i być sobą,nie każdy potrafi
          zapomnieć swoich rożnych ról,które musiał odgrywać przed pijackimi zachowaniami
          swoich rodziców,wiemwiem,że cierpliwość ma swoje granice,ale warto,przede
          wszystkim potrzeba dystansu do dda,im samym zalecam terapie w grupie,
          pozdrawiam
          • andrzejeczek Re: boli mnie moja biernosc 11.02.05, 12:11
            To prawda, ze trudno przestac z dnia na dzien robic cos cos sie robilo przez
            cale dotychczasowe zycie, poczynajac od dziecinstwa. Lecz widzac jak ta
            przebieranka szkodzi, majac namacalne i jednoznaczne fakty, majac drobne
            pozytywne efekty gdy podejmowalo sie proby zmian, jak mozna w dalszym ciagu
            brnac w tej maskaradzie. Wiem, kolejna cecha dda - nieuzasadniony mechaniczny
            upor. Ale to mi nie wystarcza, kurcze, najbardziej mnie wkurza, ze niebardzo na
            to moge poradzic. Terapia - jest, temat dda nie jest u nas tematem tabu -
            rozmawiamy o tym i okolicy dosc duzo. To tak jak walenie glowa w mur, wiem ze
            moze cos byc dalej, lecz nie wiem co ?
      • blondissima ja nie dalabym rady 11.02.05, 11:15
        zwiazek sie skonczyl. moj narzeczony to trudny typ- dda plus Polak
        katolik+mezczyzna, a on sobie nie pozwoli. wiecie o czym mowie. ja bym mogla
        pojsc z nim na psychoterapie ale on chyba uwaza, ze wszystko jest ok i jedynym
        problemem jest to, ze on musi miec wiecej kasy.
        ja sie wykonczylam. w moim przypadku to nie mialo sensu. sama dochodze powoli
        do siebie teraz.
        on ma teraz prawie 33 lata i zadnego dluzszego zwiazku, a jego matka tez mu
        wtlacza do glowy- wiecej kasy, wiecej kasy, wiecej kasy. nie wiem to jets dla
        mnie troche chore. zwlaszcza, ze sytuacja finansowa nie jest zla.
        ale to juz przeszlosc trzeba isc samemu do przodu, a to co bylo zostawic w tyle.
        • desperat30 Re: ja nie dalabym rady 11.02.05, 14:51
          blondissima napisała:

          > zwiazek sie skonczyl. moj narzeczony to trudny typ- dda plus Polak
          > katolik+mezczyzna, a on sobie nie pozwoli. wiecie o czym mowie. ja bym mogla
          > pojsc z nim na psychoterapie ale on chyba uwaza, ze wszystko jest ok i jedynym
          > problemem jest to, ze on musi miec wiecej kasy.
          > ja sie wykonczylam. w moim przypadku to nie mialo sensu. sama dochodze powoli
          > do siebie teraz.
          > on ma teraz prawie 33 lata i zadnego dluzszego zwiazku, a jego matka tez mu
          > wtlacza do glowy- wiecej kasy, wiecej kasy, wiecej kasy. nie wiem to jets dla
          > mnie troche chore. zwlaszcza, ze sytuacja finansowa nie jest zla.
          > ale to juz przeszlosc trzeba isc samemu do przodu, a to co bylo zostawic w tyle
          > .


          wiesz o co chodzi z ta kasa? otoz gdy byl dzieckiem prawdopodobnie brakowalo
          u niego pieniedzy w rodzinie i wtedy chowal: grosik do grosika ale zawsze bylo
          tak ,ze niestety brakowalo,tak samo jest z jedzeniem ,na zapas bo pozniej moze
          nie byc!
          • blondissima Re: ja nie dalabym rady 13.02.05, 14:08
            wiesz o co chodzi z ta kasa? otoz gdy byl dzieckiem prawdopodobnie brakowalo
            > u niego pieniedzy w rodzinie i wtedy chowal: grosik do grosika ale zawsze bylo
            > tak ,ze niestety brakowalo,tak samo jest z jedzeniem ,na zapas bo pozniej moze
            > nie byc!

            tak. zdaje sobie z tego sprawe teraz. to byly niuanse. np. ja chcialam cos
            wyrzucic, a on mowil, zeby nie wyrzucac, zeby najpierw kupic nowe.
            teraz przeczytalam ksiazke o DDA. tam jets wyraznie napisane, ze niektore
            dzieci dda sa wychowywane w ten sposob, ze jak dostaja piatke to musza miec
            nastepnym razem piatke z plusem.
            w mojej rodzinie nei bylo problemu finansowego dlatego on strasznei klamal,
            zeby sobie poprawic wizerunek, a moj zrownac do zera. naczytal sie dodatkowo
            jakis ksiazek biznesowych, psychologicznych i mozesz sobie wyobrazic jaki z
            tego wyszedl misz-masz.
            to bylo straszne.

          • blondissima Re: ja nie dalabym rady 13.02.05, 14:15
            poza tym jego sytuacja byla bardziej skomplikowana, bo wychowywal sie nie z
            ojcem, tylko z ojczymem -alkoholikiem- tyranem. matka miala corke z tego
            malzenstwa i wydaje mi sie, ze strasznie manipulowala tym rodzenstwem- np.
            mowila mu, zeby na slub siostry dal 500, a nie 300, to pozniej siostra mu is
            eodwdzieczy.on o swojej siostrze mowil gowniara. to mi sie wydaje bardzo dziwne-
            nie wyobrazam sobie, zebym dala cos bratu, oczekujac czegos w zamian. to jets
            psychopatyczne.
            poniewaz maz jego matki byl alkoholikiem wiec matka sobie znalazla powiernika
            swoich stanow emocjonalnych w swoim synu. on jej wszystko opowiadal o mnie, a
            ona mu dawala rady. to tez jets moim zdaniem chore- absolutny brak
            odpowiedzialnosci za swoje dzialania, bo mamusia pocieszy nawet jak sie jets
            agresywnym.
            • zuzanka01 Re: ja nie dalabym rady 07.03.05, 14:01
              witam,
              znalazłam dzisiaj to forum błądząc po tym dla uzależnionych.ostatnio często tam
              zaglądam próbując coś zrozumieć. spodobało mi się określenie misz-masz bo też
              się z takim borykam i może dlatego coś tu z siebie wyrzucę.sama jestem dda
              (pijący ojciec), ale chyba nie miałam z tym większych problemów bo mama starała
              się zapewnić nam mimo wszystko normalny dom i chyba (w miarę możliwości)udało
              jej sie nas przed wieloma zgubnymi skutkami ochronić.w miarę szybko wypuściła
              mnie i siostrę z domu do szkoły z internatem i może dzięki temu nasze relacje z
              domem rodzinnym są zdrowe.kiedyś może byłam nieśmiała ale nawet nie wiem kiedy
              to minęło.jedyne czego jestem świadoma i czego brak czasami odczuwam to tego że
              nie wiem jakie to uczucie mieć ojca.no i oczywiście niechęć do mężczyzn, może
              dlatego że w całym swoim życiu naprawdę nie spotkałam porządnego normalnego
              faceta.wszyscy prędzej czy później odkrywali to co maja pod skórą.no ale pomimo
              to jednemu udało się mnie do siebie przekonać.bajka szybko się skończyła a
              ideał sięgnął bruku.trochę czasu minęło zanim się zorientowałam że jest
              uzależniony tylko że zamiast odejść postawiłam sobie za punkt honoru że go z
              tego wyciągnę i tak wpadłam we współuzależnienie. z problemem borykam się juz -
              wstyd się przyznać- 8 lat.dość szybko przeszłam terapię dla współuz.z czystego
              zainteresowania już dla siebie zgłębiałam literaturę fachową dotyczącą
              uzależnień, wspołuz. dda, emocji, szantażu emocjonalnego, analizy transakcyjnej
              i całej tej psychologii relacji. nie przeklinam tych lat choć było tragicznie i
              otarłam się o najgorsze dno, ale dzięki temu poznałam to wszystko czym jest
              człowiek i życie.pomimo że od dawna nie tworzymy już pary to jednak czuję jakąś
              niewyłumaczalną więź do tego człowieka i wciąż krąży po mojej orbicie.a on
              oprócz alkoholu to dda, zerowe poczucie własnej wartości, przerost ambicji,
              pieniądze określają pozycję człowieka (pomomo że z domu tego nie
              wyniósł),pesymizm, bezradność, kłamstwa, poniżanie innych, fałszywe poczucie
              wstydu itd,itp. świadomy swojej choroby i po kilku próbach leczenia.a to z czym
              ja sobie nie daję rady to uczucie żalu.jest mi go tak strasznie żal,że nie
              umiem siły tego uczucia opisać i nie wiem dlaczego.
              • blondissima Re: ja nie dalabym rady 07.03.05, 14:48
                u mnie bylo podobnie. mi jest trudnoo teraz zmyc z siebie te wszystkie klamstwa.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka