victta
07.09.07, 11:05
Witam.
Proszę Was o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu emocjonalnego.
Otóż-rodzice dali mi wiele dobrego,ale tez bardzo wiele złego.To spowodawało
moje kalectwo emocjonalne.Noszę w sobie do nich ogromny żal z tego
powodu.Tylko ,że ten żal tak na prawdę ,niszczy MNIE!!!!.Pożera mnie od
środka,powoduje,że nie moge sie oderwać,rozwijać,żyć własnym życiem.Przypomina
pożerającego mnie tygrysa.Gdy jestem daleko(czasmi przebywam za granicą) ,mam
rzadki kontakt z rodziną ,tygrys usypia.Czuję się dobrze.Gdy tylko nawiązuje
kontakt ,wystarczy jedno zdarzenie,słowo,emocja i tygrys sie budzi ,nie
zostawiając ani kawałka z mojej już ustabilizowanej(tak mi się wydaje) psychiki.
Problem jest w tym,ze byłam przez pewien czas strasznie dumna z siebie,że
sobie radzę,nie analizuje,nie wracam do przeszłości,że wszystko już
przetrawiłam ,zrozumiałam i moge zacząć żyć od nowa.Tak przynajmniej
myślałam.Do momentu kontaktu z domem.Zastanawiam się po pierwsze czy już
zawsze będzie za mna krążyło widmo żalu,tylko ono ,sie poprostu ,jak nie ma
bodźca nie uaktywnia.Czy da sie z tym widmem normalnie żyć.I czy amputacja
kontaktów z rodziną jest jedynym wyjściem,które pozwoli mi zachować resztki
zdrowia psychicznego?
Nie wiem tego?
Dodam tylko,ze w mojej rodzinie nie ma alkoholu,bicia są raczej chore
emocje,ból,strach,manipulacja,poczucie winy itp.wszystkie toksyczne emocje
jakie moga tylko być.
Pozdrawiam