stefanl
20.11.07, 02:01
Wyszedłem z domu w któym ojciec pił, bił, terroryzował, a matka była
bezradna (oprócz tego że była przez ojca po pijaku gwałcona).
Wyszedłem z domu w którym nie było uczuć oprócz wściekłości,
nienawiści i obojętności. Pamiętam że gdy w wieku już nie nastu lat
pierwszy raz zobaczyłem że ludzie którzy są razem potrafią, się do
siebie uśmiechać, być czuli dla siebie - byłem w szoku. Dla mnie
świat mojego rodzinnego domu był moim światem. Ale jakoś sobie
ułożyłem życie. Z tym że oczywiście jak się później okazało to co
odrzucałem z domu rodzinnego w dużym stopniu przeniosłem do własnej
rodziny. Nie piłem i nie piję do dziś. W wieku około 40 lat
poprzewracało mi się życie. Z różnych powodów. P okaims czasie
rozwód, samotność. Zacząłem się zastanawiać. Potem zacząłem chodzić
na terapie - różnego rodzaju, DDA też. No cóż wiem więcej. Tyle że
widzę swoje koszmarne niedostosowanie i nie jestem temu w żaden
sposób zaradzić. Żyłem w określony sposób przez wiele lat i będę żył
tak dalej, tyle że teraz jestem świadomy swoich braków i mogę coś
robić, starać się pomóc swoim dzieciom przed którymi jeszcze całe
życie i nie muszą powielać kłopotów swojego ojca.
Teraz powtarzam swoje pytanie: lepiej byłoby żyć bez świadomości
swoich kłopotów i dawać sobie jakoś radę po swojemu, czy tak jak
teraz widzieć te koszmarne różnice pomiędzy mną, a zwykłym
przeciętnym człowiekiem.
Pozdrowionka.