Dodaj do ulubionych

chrzest/apostazja

16.09.08, 20:34
Co w sensie duchowym dzieje sie podczas chrztu oraz podczas
apostazji? Co te rytualy powoduja?
Chce zrobic apostazje i chcialabym posluchac Waszych opinii na temat
tego, blokuje w nas chrzest ("blokuje" to moje subiektywne zdanie) i
co powoduje apostazja.

dzieki za Wasze przemyslenia.
Obserwuj wątek
      • may7 Re: chrzest/apostazja 16.09.08, 22:06
        dzieki, ale bardziej chodzi mi o to jak wplywa na nas chrzest (np.
        na poziomie energetycznym) a potem co powoduje ewentualna apostazja.

        jest ktos, kto potrafi to zobaczyc i zechce opisac?


        • srilankowiec Re: chrzest/apostazja 16.09.08, 22:49
          Wpływ chrztu również jest opisany,chociażby w tym fragmencie:
          www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkII-2-1.htm
          VII. Łaska chrztu

          1262 Widzialne elementy sakramentalnego obrzędu chrztu oznaczają różne jego
          skutki. Zanurzenie w wodzie mówi o symbolice śmierci i oczyszczenia, a także o
          odrodzeniu i odnowieniu. Dwoma najważniejszymi skutkami chrztu są oczyszczenie z
          grzechów i nowe narodzenie w Duchu Świętym 53 .

          Na odpuszczenie grzechów...

          1263 Chrzest odpuszcza wszystkie grzechy, grzech pierworodny i wszystkie grzechy
          osobiste, a także wszelkie kary za grzech 54 . W tych, którzy zostali odrodzeni,
          nie pozostaje więc nic, co mogłoby przeszkodzić im w wejściu do Królestwa
          Bożego, ani grzech Adama, ani grzech osobisty, ani skutki grzechu, wśród których
          najcięższym jest oddzielenie od Boga.

          1264 W ochrzczonym pozostają jednak pewne doczesne konsekwencje grzechu, takie
          jak cierpienie, choroba, śmierć czy nieodłączne od życia ułomności, takie jak
          słabości charakteru, a także skłonność do grzechu, którą Tradycja nazywa
          pożądliwością lub metaforycznie "zarzewiem grzechu" (fomes peccati).
          "Pożądliwość jest nam pozostawiona dla walki, nie może ona szkodzić tym, którzy
          nie dają jej przyzwolenia i mężnie opierają się jej z pomocą łaski Jezusa
          Chrystusa. Właśnie dzięki temu <<każdy otrzyma nagrodę, kto będzie należycie
          walczył>> (2 Tm 2, 5)" 55 .

          "Nowe stworzenie"

          1265 Chrzest nie tylko oczyszcza ze wszystkich grzechów, lecz także czyni
          neofitę "nowym stworzeniem" (2 Kor 5, 17), przybranym synem Bożym 56 , który
          stał się "uczestnikiem Boskiej natury" (2 P 1, 4), członkiem Chrystusa 57 , a z
          Nim "współdziedzicem" (Rz 8, 17), świątynią Ducha Świętego 58 .

          1266 Najświętsza Trójca daje ochrzczonemu łaskę uświęcającą, łaskę
          usprawiedliwienia, która:
          - uzdalnia go do wiary w Boga, do pokładania w Nim nadziei i miłowania Go przez
          cnoty teologalne;
          - daje mu zdolność życia i działania pod natchnieniem Ducha Świętego
          pośrednictwem Jego darów;
          - pozwala mu wzrastać w dobru przez cnoty moralne.
          W ten sposób cały organizm życia nadprzyrodzonego chrześcijanina zakorzenia się
          w chrzcie świętym.

          Włączeni w Kościół, Ciało Chrystusa

          1267 Chrzest czyni nas członkami Ciała Chrystusa: "Jesteście nawzajem dla siebie
          członkami" (Ef 4, 25). Chrzest włącza w Kościół. Ze źródeł chrzcielnych rodzi
          się jedyny Lud Boży Nowego Przymierza, który przekracza wszystkie naturalne lub
          ludzkie granice narodów, kultur, ras i płci: "Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu
          zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało" (1 Kor 12,13).

          1268 Ochrzczeni stali się "żywymi kamieniami", "budowani jako duchowa świątynia,
          by stanowić święte kapłaństwo" (1 P 2, 5). Przez chrzest uczestniczą oni w
          kapłaństwie Chrystusa, w Jego misji prorockiej i królewskiej; są plemieniem,
          królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym",
          aby ogłaszać "dzieła potęgi Tego, który (ich) wezwał z ciemności do przedziwnego
          swojego światła" (1 P 2, 9). Chrzest daje udział w kapłaństwie wspólnym wiernych.

          1269 Stając się członkiem Kościoła, ochrzczony "nie należy już do samego siebie"
          (1 Kor 6,19), ale do Tego, który za nas umarł i zmartwychwstał 59 . Od tej
          chwili jest powołany, by poddał się innym 60 i służył im 61 we wspólnocie
          Kościoła, by był "posłuszny i uległy" (Hbr 13,17) przełożonym w Kościele, by ich
          uznawał z szacunkiem i miłością 62 . Z chrztu wynikają odpowiedzialność i
          obowiązki. Ochrzczony posiada równocześnie prawa w Kościele; ma prawo do
          przyjmowania sakramentów, do karmienia się słowem Bożym i korzystania z innych
          pomocy duchowych Kościoła 63 .

          1270 Ochrzczeni, "odrodzeni (przez chrzest) jako synowie Boży, zobowiązani są do
          wyznawania przed ludźmi wiary, którą otrzymali od Boga za pośrednictwem
          Kościoła" 64 , i uczestniczenia w apostolskiej i misyjnej działalności Ludu
          Bożego 65 .

          Sakramentalny węzeł jedności chrześcijan

          1271 Chrzest stanowi podstawę wspólnoty między wszystkimi chrześcijanami,
          również z tymi, którzy nie są jeszcze w pełnej komunii z Kościołem katolickim.
          "Ci przecież, co wierzą w Chrystusa i otrzymali ważnie chrzest, pozostają w
          jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie ze społecznością Kościoła katolickiego...
          usprawiedliwieni z wiary przez chrzest należą do Ciała Chrystusa, dlatego też
          zdobi ich należne im imię chrześcijańskie, a synowie Kościoła katolickiego
          słusznie ich uważają za braci w Panu" 66 . "Chrzest stanowi sakramentalny węzeł
          jedności, trwający między wszystkimi przezeń odrodzonymi" 67 .

          Niezatarte duchowe znamię

          1272 Ochrzczony, wszczepiony w Chrystusa przez chrzest, upodabnia się do Niego
          68 . Chrzest opieczętowuje chrześcijanina niezatartym duchowym znamieniem
          (charakterem) jego przynależności do Chrystusa. Znamienia tego nie wymazuje
          żaden grzech, chociaż z powodu grzechu chrzest może nie przynosić owoców
          zbawienia 69 . Sakramentu chrztu udziela się jeden raz; nie może on być powtórzony.

          1273 Wierni wszczepieni w Kościół przez chrzest otrzymali charakter
          sakramentalny, który konsekruje ich do uczestniczenia w chrześcijańskim kulcie
          religijnym 70 . Pieczęć chrzcielna uzdalnia i włącza chrześcijan do służenia
          Bogu przez żywy udział w świętej liturgii Kościoła i wypełniania ich kapłaństwa
          na mocy chrztu przez świadectwo świętego życia i skutecznej miłości 71 .

          1274 "Pieczęć Pana" (Dominicus character) 72 jest pieczęcią, którą naznaczył nas
          Duch Święty "na dzień odkupienia" (Ef 4, 30) 73 . "Istotnie, chrzest jest 197
          pieczęcią życia wiecznego" 74 . Wierny, który "zachowa pieczęć" do końca, to
          znaczy pozostanie wierny obietnicom chrztu, będzie mógł odejść "ze znakiem
          wiary" 75 , w wierze otrzymanej na chrzcie, w oczekiwaniu na uszczęśliwiające
          widzenie Boga, które jest wypełnieniem wiary, i w nadziei zmartwychwstania.
          • may7 Re: chrzest/apostazja 16.09.08, 23:14
            juz znalazlam smile

            na forum Przebudzenie. Wkleje, moze komus sie tez przyda. Bez
            katolickiej propagandy.

            art tu link wolnemedia.vae.pl/157

            Ezoteryka, Religioznawstwo


            Dechrystianizacja
            Data publikacji: 07.04.2007


            Zanim przeczytasz ten artykuł, zastanów się poważnie, czy naprawdę
            chcesz to uczynić. Ten tekst to nie bajka, to nie rozważania
            filozoficzne ani prowokacja. To prawdziwa opowieść o odejściu z
            Kościoła Katolickiego i dokonaniu obrzędu duchowej
            dechrystianizacji, której towarzyszyło cudowne, sprzeczne z nauką,
            zdarzenie. Ten tekst może zmienić Twoje życie, zwrócić ci wolność,
            albo wywołać poczucie winy, jeśli ochrzciłeś swoje dziecko. Czasami
            lepiej żyć w błogiej nieświadomości niż ponosić konsekwencje
            wolności.

            Nie jesteś rzeczą,
            Ani niewolnikiem.
            Jesteś sobą,
            Wolnym Człowiekiem.


            WSPOMNIENIA, CZYLI GDY RODZICE ŁAMIĄ PRAWA DZIECKA

            Czym jest chrzest i pozostałe sakramenty kościelne - wiedzą wszyscy.
            Pierwszy dokonywany jest w kołysce, ostatni na łożu śmierci. Lecz aż
            cztery sakramenty dokonywane są na osobach niepełnoletnich, co jest
            niezgodne z Konstytucją RP (Konstytucja PRL była dla Kościoła
            przychylniejsza).

            Konstytucja RP mówi:

            Art. 48 ust. 1: Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z
            własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień
            dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz
            jego przekonania.

            Art. 53 ust. 3: Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom
            wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi
            przekonaniami. Przepis Art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.

            Wątpię, aby chrzczenie niemowlaka uwzględniało stopień jego
            dojrzałości i było dlań zrozumiałe, a sama ceremonia, tożsama z
            przypisaniem go do Kościoła Katolickiego, uwzględniała jego
            przekonania, poglądy i nie naruszała wolnościowych praw. Nawet
            podpisany z Watykanem konkordat nie narusza konstytucji i brak w nim
            najmniejszej wzmianki o chrzczeniu dzieci.

            Nowo narodzony człowiek nie posiada umiejętności rozróżnia dobra i
            zła, zamiast tego natura wyposażyła go w umiejętność instynktownego
            rozpoznawania rzeczy miłych i nieprzyjemnych. Dzieci nie zdają sobie
            sprawy z przysługujących im praw i nie rozumieją czym jest komunia
            święta lub spowiedź/pokuta (trzeci sakrament). Dopiero nastolatkowie
            zaczynają zdawać sobie sprawę z posiadania poglądów i przekonań,
            które nie zawsze muszą być zbieżne z poglądami rodziców. Mają wtedy
            możliwość powiedzenia “NIE”, jeśli z czymś się nie zgadzają.

            Tak było i w moim życiu. Choć byłem niemowlakiem, rodzice kompletnie
            nie zwracali uwagi na moje dziwne zachowanie przed i w czasie
            chrztu. Z tego, co opowiadała mi niedawno matka, w kościele cały
            czas płakałem, byłem niespokojny i gdy próbowano uspokoić mnie
            smoczkiem, nic to nie dawało. Nie domyślili się, że człowiek, który
            ma duszę, działa podświadomie i czuje, że dzieje się coś, co mu się
            nie podoba i w żaden sposób nie zareagowali. Bo i po co? Większość
            członków naszego społeczeństwa to katolicy, którzy postępują zgodnie
            z naukami Kościoła chrzcząc dzieci tuż po narodzeniu, więc dlaczego
            moi rodzice mieliby się wyróżniać? Dlaczego mieliby wsłuchiwać się w
            dziecko? A może ten płacz i nerwowość wywoływał szatan, który we
            mnie siedział? Ot głupie myślenie! Przecież nowo narodzone dziecko
            nie popełniło w życiu żadnego złego uczynku, jest jak biała kartka
            papieru, więc niby dlaczego jakiś zły duch miał w nim przebywać?

            Czytałem w internecie niezwykle interesujący artykuł o pieczęciach,
            jakie księża nakładają na człowieka w czasie sakramentów. Pierwszy z
            nich zaczyna się od przywołania imienia szatana, aby niby wypędzić
            go z niemowlaka. Kto zna się na szamaństwie i magii ten wie, że
            skutek jest odwrotny. Jeśli w dziecku nie ma nic złego, a zło
            próbujemy z niego wypędzić, to zło to może wtedy wejść. Przywołany
            zły duch przybywa do dziecka gnany ciekawością, aby mu się
            przyjrzeć. Jeśli chce zbadać dokładnie jego duszę, może wejść w jego
            ciało. W niemowlętach nie ma zła, więc zły duch nie znajduje w nim
            niczego, co pozwoliłoby zatrzymać się na dłużej. Jeśli
            zapieczętowanie dziecka nastąpi nim dusza dziecka wyrzuci z siebie
            gościa, który wstąpił w chwili przywołania szatana (a nie
            wcześniej), może w nim pozostać na zawsze, aż do chwili śmierci.
            Rodzice i księża nie rozumiejąc szamańskich praw, szkodzą
            nieświadomie dziecku i mogą obciążyć jego duszę skazą.

            Nie wiem jak to było ze mną, lecz okres mojego dzieciństwa był
            niezwykle spokojny. Byłem bardzo grzecznym i zaradnym dzieckiem,
            takim “małym dorosłym”, więc przypuszczam, że zło we mnie nie
            wstąpiło. Ale pewności człowiek nigdy nie ma. Kolejnym dowodem, że
            moja dusza sprzeciwia się przynależności do chrześcijaństwa i kocha
            wolność, była pierwsza lekcja religii. Po opuszczeniu salki
            katechetycznej powiedziałem mamie słowa, które pamiętam do
            dziś: “Mamo, ja już tu nie chcę przychodzić, bo mi się tu nie
            podoba”. Moja prośba została wysłuchana, ale tylko do momentu, gdy
            zbliżał się czas odbycia drugiego i trzeciego sakramentu, czyli
            komunia święta a następnie pokuta.

            Rodzice namówili księdza, aby nie słuchał katechetki, która nie
            chciała dopuścić mnie do komunii świętej z powodu nie uczęszczania
            na zajęcia. No i stało się, kazano mi chodzić w drugiej klasie
            podstawówki na lekcje katechezy. Choć ksiądz był bardzo sympatyczny,
            lekcje religii traktowałem jak naukę historii a nie wiary. Nie
            lubiłem momentu odklepywania modlitwy “Ojcze nasz” i dlatego często
            udawałem, że się spóźniam. Po komunii świętej przez jakiś czas
            chodziłem na roraty (czyli po otrzymaniu obrazka wracałem do domu).
            Prezent otrzymany za komplet obrazków totalnie mnie rozczarował -
            był nim plastikowy różaniec, który do niczego nie był przydatny. W
            międzyczasie byłem na jednorazowej spowiedzi i pamiętam moje
            zażenowanie, kiedy musiałem wymyślać grzechy, bo nie wiedziałem, z
            czego mam się niby spowiadać. Kolegów nie biłem, starałem się być
            dla wszystkich miły, lekcje odrabiałem, mamy słuchałem, etc. Więc z
            jakich grzechów miałbym się spowiadać? Jedynym plusem spowiedzi było
            wielkie uczucie ulgi, gdy wychodziłem z kościoła, że wreszcie
            to “odbębniłem” i “już po wszystkim” - czułem się jakbym opuszczał
            gabinet dentystyczny. A potem przestałem chodzić na lekcje religii.
            Gdy nadszedł czas bierzmowania, byłem już na tyle świadomy, że
            powiedziałem “NIE”. I decyzji tej nie żałuję.

            PRZEMYŚLENIA, CZYLI CO ZROBIĆ ZE ZGWAŁCONĄ DUSZĄ?

            W życiu człowieka nadchodzi okres, gdy świadomość społeczna ulega
            wykrystalizowaniu się i zrozumieniu świata. Wtedy człowiek
            spoglądając z perspektywy na swoje życie może poczuć się
            nieszczęśliwy. Tak stało się i ze mną. Gdy zdałem sobie sprawę z
            tego, czym jest chrzest i komunia święta, poczułem się jakby
            zgwałcono mi duszę. Nigdy nie byłem prawdziwym chrześcijaninem i
            świadomość, że przypisano mnie do Kościoła Katolickiego nie czekając
            aż sam podejmę decyzję, bolała mnie przez wiele lat i psuła
            samopoczucie.

            Dopiero niedawno, w wyniku poszukiwań, natrafiłem w internecie na
            pocieszającą informację, iż sakramenty, a zwłaszcza chrzest, nie są,
            jak twierdzi Kościół, nieodwracalne. Okazało się, że dawni Słowianie
            znali obrzęd dechrystianizacji. Gdy jednego dnia Krzyżacy najeżdżali
            pruską wioskę i z mieczem na gardle chrzcili wszystkich mieszkańców,
            ci następnego dnia zbierali się ponownie i zmywali chrzest
            przywracając słowiańskie imiona. Było to tak nagminne, że nawet
            jakiś biskup krzyżacki wydał zakaz ponownego obmywania.

            Dotarcie do ww. wiadomości stało się punktem zwrotnym mojego życia.
            Odtąd wiedziałem już, czego chce moja dusza - wyrzucenia chrztu i
            pozostałych sakramentów, do których przyjęcia
            • may7 Re: chrzest/apostazja 16.09.08, 23:17
              cd.
              do których przyjęcia zostałem zmuszony. Skontaktowałem się z jednym
              ze słowiańskich kościołów rodzimowierczych, lecz żaden z kapłanów
              nie chciał odtworzenia rytuału dechrystianizacji w obawie przed
              prześladowaniami ze strony Kościoła Katolickiego. Dowiedziałem się
              wtedy, że Kościół nasyła na przywódców mniejszości religijnych różne
              kontrole i rewizje, a rodzimowiercy są już nimi zmęczeni i chcą
              spokojnie praktykować swoje rytuały. Znalazłem się w kropce, a moja
              determinacja doprowadziłaby w końcu do tego, że sam bym się
              dechrystianizował, bez niczyjej pomocy. Byłoby to jednak mało
              uroczyste doświadczenie duchowe, a zależało mi na odpowiednim
              nastroju. W dniu imienin nawiązałem kontakt z niezależnym szamanem z
              Wrocławia, który obiecał pomóc.

              Ale zrzucenie z siebie kajdanów religijnego niewolnictwa to nie
              wszystko, chciałem jeszcze opuścić oficjalnie szeregi Kościoła, aby
              nie fałszować statystyk. Wszak Kościół określa liczbę wiernych na
              podstawie wzoru matematycznego:

              liczba chrztów - (liczba zgonów + liczba osób występujących z KK) =
              liczba wyznawców

              W efekcie wszyscy ateiści, którzy nie wystąpili formalnie z
              Kościoła, są uważani za jego członków. Na szczęście odnalazłem w
              internecie artykuł pt. “Jak wystąpić z Kościoła Katolickiego?”.
              Jeden jedyny, który udzielał konkretnych wskazówek. Tutaj służę
              wszystkim zainteresowanym informacjami…

              RADA, CZYLI JAK WYSTĄPIĆ Z KOŚCIOŁA RZYMSKOKATOLICKIEGO?

              Aby wystąpić formalnie z Kościoła Rzymskokatolickiego, należy:
              1. Wystąpić do parafii, w której dokonano chrztu, o wydanie
              świadectwa chrztu.
              2. Złożyć w parafii tożsamej z miejscem aktualnego zamieszkania
              wniosek o akt apostazji z uzasadnieniem (np. wyjaśniając, że wierzy
              się w coś innego, że dokonano aktu chrztu bez świadomej zgody
              zainteresowanego, etc.).
              3. Do wniosku o akt apostazji należy dołączyć świadectwo chrztu i
              dane osobowe dwóch świadków - członków Kościoła Katolickiego, którzy
              nie utracili prawa do bycia świadkiem.

              Artykuł “Jak wystąpić z Kościoła Katolickiego?” radził kierować
              pismo na ręce kanclerza kurii, lecz z mojego doświadczenia wynika,
              że wydłuża to procedurę (w telefonicznej rozmowie z kurią nakazano
              skierować je na ręce proboszcza parafii).

              Nie jestem już członkiem KK. Z informacji zdobytych w internecie
              wynikało, że sam akt apostazji miał potrwać około 10 minut. W tym
              czasie ksiądz miał odczytać formułkę, że pozbawia mnie prawa do
              ostatniego namaszczenia, ślubu kościelnego, śpiewów kapłana nad
              grobem, bycia ojcem chrzestnym i wszelkich innych praw związanych z
              przynależnością do Kościoła, a na których mi nie zależało. Miał, ale
              proboszcz parafii pod którą podlegam, wystosował tylko wniosek o
              dokonanie wpisu, że wystąpiłem z Kościoła.

              Wszystko ma jednak swoje plusy i minusy. Plusem jest niezwykła
              poprawa samopoczucia. Humor poprawił mi się tak bardzo, że zacząłem
              wesoło podśpiewywać pod nosem i uśmiechać się bez powodu. Minusem
              jest wysłuchiwanie różnych gróźb i próśb. Straszono mnie wiecznym
              potępieniem duszy (nie wierzę w zbawienie, lecz reinkarnację i prawo
              karmy, więc się tym nie przejąłem) i opętaniem przez szatana w
              chwili dechrystianizacji. Szydzono, abym później nie płakał i nie
              przychodził się żalić. Proszono mnie o opamiętanie się i modlenie do
              Jezusa, aby objawił mi prawdę (odmówiłem, bo nie mam zwyczaju modlić
              się do zmarłych ludzi, a wszelkie formy spirytyzmu uważam za
              szkodliwe i niepotrzebne).

              W czasie przygotowań do dechrystianizacji i wystąpienia z Kościoła,
              spotkałem się nie tylko z krytyką, lecz i pochwałami. Chwalili mnie
              ludzie myślący i tolerancyjni, nie tylko za odwagę, ale i uczciwość
              przed samym sobą, gdyż nie mam zamiaru udawać kogoś, kim nie jestem.
              Niektórzy Katolicy zaskoczyli mnie totalnie obrażając się, jakbym
              wyrządził im wielką krzywdę. Mówili też, że zaczęli się za mnie
              modlić, aby wrócił mi rozum i nie wyrzekał się dobrodziejstw, które
              niesie z sobą chrześcijaństwo i aby mi się nie udało. Wierzę w moc
              modlitw - nieważne do kogo człowiek się modli, jeśli czyni to
              szczerze, może zostać wysłuchany. No i stało się, pewna osoba
              doradziła mi abym zaprosił na obrzęd dechrystianizacji program “Nie
              do wiary”. Pomysł ciekawy, lecz miałem pewne wątpliwości. Zapytałem
              więc niezależnego szamana, co o tym sądzi, a ten zareagował
              alergicznie wycofując pomoc. Na nic tłumaczenia, on odebrał to po
              swojemu i uczynił wszystko, aby udowodnić, że do dechrystianizacji
              nie dorosłem. Uległ modlitwom Katolików i nawet o tym nie wiedział.
              Cóż było mi robić? To samo. Pomodliłem się do mojego Opiekuna
              Duchowego, aby znalazł się ktoś nowy i aby nikt moich zamiarów nie
              próbował już pokrzyżować i tak też się stało. Od razu znalazłem
              zastępcę. Sam się zgłosił.

              Razem z nowym kapłanem, który postanowił pomóc w obrzędzie prywatnie
              (aby wspólnota religijna do której należy nie ucierpiała w wyniku
              represji), ustaliliśmy dokładnie charakter obrzędu. Byłem poddany
              chrztowi i komunii świętej, więc na tych dwóch punktach programu
              należało się skoncentrować. Sakramentu spowiedzi i pokuty, który
              został wymyślony po to, aby wywoływać w wiernych poczucie winy za
              zabicie Jezusa, nie trzeba odwracać. Ten sakrament musi być co jakiś
              czas odświeżany, aby nie utracił swej mocy.

              ZDARZENIE, CZYLI DUCHOWA DECHRYSTIANIZACJA

              Na miejsce dechrystianizacji wybrałem górę Ślężę w Sobótce - miejsce
              kultu nie tylko Słowian, ale prawdopodobnie także kultury celtyckiej
              i germańskiej. Ślęża to najsilniejsze miejsce mocy w Polsce, gdzie
              przecina się aż pięć linii geomantycznych łączących takie
              miejscowości, jak Gniezno, Biskupin, Gdańsk, Hel (wiele dawnych
              miejsc rytualnych), Syltem (wyspa z ośrodkiem kultu Wikingów),
              Lubeka, Berlin, Legnica, Konstantynopol (Istambuł), Rugia (świątynia
              Prasłowian), Uznam (wyspa Wolin), Szczecin, Głogów, Częstochowa,
              Kraków i Święty Krzyż (Góry Świętokrzyskie). Warto wiedzieć, że z
              mocami Ślęży nie należy zadzierać. Mogą być niebezpieczne dla osób,
              które będą wobec nich nieszczere i tych, których nie wezwą. Należy
              wsłuchiwać się wnią i grać uczciwie, z pokorą. Na Ślęży wielokrotnie
              stawiano kościoły i klasztory i wszystkie płonęły (np. od pioruna),
              albo zapadały się od wstrząsów sejsmicznych.

              Termin dechrystianizacji został wybrany nieprzypadkowo - 31
              października 2004 - pierwszy dzień nowego roku celtyckiego, kiedy
              Celtowie zaczynali sadzić zboża ozime. Doskonały dzień na
              rozpoczęcie nowego życia.

              Na tydzień przed wyjazdem wszedłem w szamański trans, aby nawiązać
              kontakt z mocami Ślęży. Zadałem pytanie, czy mogę przybyć (starałem
              się stosować do wskazówki, że nie należy przybywać bez zaproszenia)
              Udało się. Ślęża odpowiedziała. W wizji powiedziała, czego się
              spodziewać. Miałem zaczerpnąć ślężańskiej wody do obrzędu, spotkać
              po drodze dziewczyny próbujące nawiązać kontakt z mocami i obudzić
              tygrysa (we śnie tygrys budząc się był agresywny do momentu, gdy
              przypomniałem mu, kim jestem - wtedy się uspokoił i stał bardzo
              miły). Wskazówki były jednoznaczne, acz w pełni zrozumiałem je na
              miejscu.

              30 października pojechaliśmy we dwóch na Ślężę. Pogoda dopisywała,
              było ciepło i słonecznie. Zaczęła psuć się we Wrocławiu. Na
              szczęście chmury ominęły Ślężę i świeciło tam słońce. Wędrówka
              trwała 3 godziny. Wpierw szliśmy intuicyjnie szlakiem czarnym,
              spotykając po drodze dziewczyny z szamańskim bębnem (według kapłana
              były to Viccanki - czcicielki Wielkiej Boginii - punkt drugi
              programu zaliczony) kapłan pozdrowił je z daleka słowiańskim
              słowem “Sława!”, lecz najwyraźniej nie usłyszały. Na pewno były to
              TE dziewczyny, gdyż spotkaliśmy je na tle krajobrazu, który ujrzałem
              w wizji. Szliśmy dalej, przy jednym z drzew poczułem wielką moc, aż
              plecy pokryła gęsia skórka - potem zmieniliśmy szlak czarny na
              zielony. Tutaj czekała
              • may7 Re: chrzest/apostazja 16.09.08, 23:18
                Tutaj czekała nas nie tylko wielka stromizna, ale i kilkadziesiąt
                ściętych w poprzek drogi drzew (punkt trzeci - tygrys się budzi i
                okazuje agresję). Po zmianie szlaku zielonego na żółty dotarliśmy
                wreszcie na zamglony szczyt i do schroniska. Góra była niezwykle
                wyciszona. Moce ziemi były bardzo stłumione, praktycznie nie czuło
                się owych mocy, fal ciepła i dreszczy przebiegających przez ciało.
                Szukaliśmy dobrego do dechrystianizacji miejsca, gdzie byłaby
                wyczuwalna moc, albo rósł dąb. Ale mgła, utożsamiana przez naszych
                przodków z duchami, opatulała wszystko coraz szczelniej i trzeba
                było odłożyć poszukiwania do rana.

                Aby dokończyć trzeci punkt programu, poddałem się przed snem
                transowi. W rytmach szamańskiego bębna docierających ze słuchawek CD-
                mana, wpadłem w odmienny stan świadomości. Opowiedziałem górze
                szczerze kim jestem, czego chcę i jak tego zamierzam dokonać.
                Przypomniałem o poprzednim dialogu z mocami góry (tygrys już wie kim
                jestem i przestaje być groźny). Poprosiłem o pięć rzeczy i
                udzielenie w czasie snu rady na bardzo osobiste pytanie (czy
                powinienem wykonać pewien pomysł, czy też nie). No i dziwna wizja
                nadeszła.

                Sen ukazał męski pentagram. Na każdym z jego ramion rosło jedno
                drzewo, obok którego stała jedna istota duchowa. Pierwsze drzewo
                było bardzo wyraźne, drugie mniej, a dalsze słabiej. Duchy
                spoglądając na mnie wypowiedziały dziwne zdanie w języku, którego
                nie znałem i wtedy poczułem falę pozytywnej energii, ciepła które
                wlało się we mnie przez czakrę na czubku głowy. Wraz z energią
                pojawiły się obrazy. Przedstawiały uśmiechniętych, szczęśliwych i
                radosnych ludzi związanych z moim pytaniem.

                Wtedy obudziłem się. Mgła znikła, a księżyc pogłaskał twarz
                promieniami. Poczułem, że energia pozostała we mnie, a migrena
                (miewam migreny lokomocyjne związane z dalekimi podróżami) nagle, w
                jednej sekundzie, minęła.

                Zgodnie z tym, co opisywał w listach niezależny szaman (choć
                zrezygnował z udziału w ceremonii, udzielił kilku cennych rad),
                każdy człowiek musi sam zinterpretować wizje, które przysyła Ślęża,
                ponieważ każdy człowiek operuje innym zestawem pojęć i inną wiedzą.
                Moja interpretacja była szybka. Nie miałem żadnych wątpliwości:
                duchy i bogowie Ślęży są przychylni (tygrys otacza mnie opieką).

                Istnieją dwa rodzaje pentagramów - męski i żeński. Żeński przypomina
                literę A. Jego ramiona symbolizują głowę, ręce i nogi. Miejsce
                pomiędzy dolnymi ramionami to kobiece narządy płciowe gotowe do
                przyjęcia nasienia. Znaczenie żeńskiego pentagramu jest
                jednoznaczne: brać, przyjąć nasienie, a jeśli dawać, to z wielkim
                bólem i wysiłkiem (tak, jak poród u kobiety). Męski pentagram jest
                odwrotnością żeńskiego i oparty jest na literze V. Dwa górne ramiona
                gwiazdy symbolizują ręce, boczne to nogi, a dolne ramię to męskie
                przyrodzenie. Obszar pośrodku symbolizuje resztę ciała mężczyzny,
                łącznie z głową. Pentargam męski oznacza dawanie z przyjemnością,
                bez wysiłku (mężczyźni nie odczuwają bólu przy dawaniu nasienia,
                lecz orgazm).

                Pięć drzew i duchów wpisanych w pentagram symbolizowało pięć rzeczy,
                o które prosiłem. Najwyraźniejszy symbolizował pomoc w
                dechrystianizacji, którą otrzymałem następnego dnia, a pozostałe
                prośby spełnią się później. Być może za kilka miesięcy, a może i
                lat.

                Wizja radosnych i szczęśliwych ludzi była odpowiedzią na osobiste
                pytanie. Odpowiedź była pozytywna: to, o co pytałem, jest dobre i
                właściwe.

                W tym samym czasie towarzyszący mi kapłan miał wizję - śniły mu się
                różne gatunki drzew, które były mu bardzo przyjazne. Zinterpretował
                to następująco - nie musi szukać dębu, bo wszystkie drzewa pomogą
                energetycznie przy dechrystianizacji.

                Wstał poranek. Mgły nie było i ruszyliśmy szukać miejsca oraz
                strumyka, by zaczerpnąć wody. Zapytaliśmy obsługę, gdzie znajdziemy
                najbliższy strumyk. Okazało się, że przy schronisku jest studnia
                głębinowa i można zaczerpnąć z niej ślężańskiej wody (punkt pierwszy
                programu zrealizowany). Także i odpowiednie na dechrystianizację
                miejsce szybko odnaleźliśmy. Dotarliśmy do niego w chwili, gdy zza
                chmur wyjrzało słońce. Dobry znak. Wtedy poczuliśmy, że z ziemi
                zaczyna powoli bić energia. Nie musieliśmy nawet dyskutować -
                wiedzieliśmy, że to tu. Wróciliśmy do schroniska po akcesoria i
                dokonaliśmy obrzędu.

                Najpierw rozpaliliśmy ognisko. Później kapłan nawiązał przez
                modlitwę kontakt ze słowiańskimi bogami i przystąpił do ceremonii. W
                pierwszej kolejności podzieliliśmy się z bogami kromką chleba, aby
                zaskarbić ich sympatię. Jeden kęs zjadłem ja, drugi kapłan, a trzeci
                został oddany bogom za pośrednictwem ogniska. Następnie kapłan
                odciął mi kosmyk włosów symbolizujący “ciało Chrystusa”, które
                przyjąłem w czasie komunii świętej i mówiąc, by wróciło tam skąd
                przybyło, wrzucił je do ognia. Te szybko się spaliły i zamieniły w
                dym. Z kapłanem zaczęło dziać się coś dziwnego. Głos zaczął drżeć mu
                ze wzruszenia i poczułem, że coś, co ciążyło mi na duszy, wychodzi
                ze mnie. Następnie wziął do rąk buteleczkę z wodą, zwilżył
                chusteczkę i zmył z mej twarzy chrzest i wszystko to, co się z nim
                wiązało. W tym momencie ręce zaczęły drżeć mu z emocji a ja
                poczułem, jak wielka energia ziemi oczyszcza moją aurę. Oczyszczając
                moje oblicze, usunął imię chrzestne (drugie) i zastąpił je nowym -
                słowiańskim, które wcześniej starannie wybrałem konsultując sprawę z
                jasnowidzami (aby nie wpaść z deszczu pod rynnę). W wykopanej w
                ziemi dziurce schowałem mój dar - rzecz, z którą byłem bardzo
                emocjonalnie i uczuciowo związany. Zakopałem ją i ceremonia dobiegła
                końca. Kapłan podziękował bogom i zaczęliśmy się zbierać. Chciał
                ugasić ognisko zakopując je, lecz doradziłem skorzystać z resztki
                wody z butelki. I wtedy BUCHŁO płomieniem, a woda się spaliła! Coś
                niesamowitego! Wręcz cud! Nigdy w życiu czegoś podobnego nie
                widziałem. Jakby nie woda to była, lecz nafta czy benzyna. Płomień
                miał z pół metra wysokości. Kapłan odskoczył zaskoczony i
                powiedział, że to dobry znak, bo bogowie przyjęli prezent i
                wysłuchali moich próśb. Resztką wody ugasił ognisko (tym razem nic
                nie buchło) i oddał butelkę mówiąc, że powinienem ją zachować, a
                fragment szkła nosić przy sobie w charakterze amuletu, bo dotknął go
                boski płomień. Utraciłem cenną rzecz i w zamian otrzymałem drugą -
                kto wie, czy nie cenniejszą? Na razie nie mam zamiaru jej tłuc.
                Postawiłem ją na półce. Stała się dla mnie nie tylko pamiątką, ale i
                przedmiotem, który pozwala kontaktować się z siłami natury. Od
                chwili, gdy woda się spaliła, ziemia zaczęła intensywnie
                promieniować dobrą, przyjazną energią. Zrobiło się cieplej,
                przyjemnie, a wiatr przestał być zimny… Wiem, czym jest
                autosugestia, jak emocje mogą wyzwolić w człowieku pokłady energii,
                aż poczuje się gorący z wrażenia, i wiem, że ta dobra moc, którą
                wtedy poczułem, nie ma nic wspólnego z moim ciałem - ona była z
                zewnątrz. Tam naprawdę obudziły się jakieś moce i kto nigdy nie
                poczuł tego na własnej skórze, ten tego nie zrozumie.

                Prawdę mówiąc, liczyłem po cichu, że w czasie tej pierwszej (po
                kilkusetletniej przerwie) dechrystianizacji na polskiej ziemi
                wydarzy się coś niezwykłego (np. pojawi się jakiś duch, który dokona
                zdechrystianizacji wyręczając kapłana, albo coś równie dziwnego). W
                momencie, gdy zwątpiłem, że cokolwiek niezwykłego się wydarzy,
                płomień ogniska zapalił wodę. Coś, co jest niemożliwe z naukowego
                punktu widzenia i w co sam bym nigdy nie uwierzył, gdyby mi o tym
                opowiedziano.

                Tak oto dokonała się moja duchowa dechrystianizacja. Żaden zły demon
                mnie nie opętał i poczułem się czysty i świeży, jakbym wyszedł z
                wanny i założył czystą, pachnącą bieliznę.

                Dechrystianizacja formalnie została już dokonana. Niebawem złożę
                wniosek do Starostwa Powiatowego (do Urzędu Stanu Cywilnego) o
                zmianę drugiego imienia. Będzie to kosztować 5 złotych za wnio
                • may7 Re: chrzest/apostazja 16.09.08, 23:19
                  5 złotych za wniosek, 50 groszy za każdy załącznik i 30 złotych za
                  wydanie decyzji.

                  WNIOSKI, CZYLI JAK ŻYĆ NA WOLNOŚCI?

                  Na zakończenie wyjaśnię, że nie należę do żadnego kościoła, ani
                  sekty. Jestem wolnym człowiekiem, bezwyznaniowcem, który obrał
                  własną drogę duchowego rozwoju. Sympatyzuję z proekologicznymi
                  wierzeniami naszych przodków i ich tradycjami, ale nie zamierzam się
                  do nich ograniczać. Nikt nie posiadł całej wiedzy o wszechświecie i
                  nikt nie ma monopolu na głoszenie jedynie słusznej prawdy. Nikogo
                  takiego nigdy nie było i nie będzie, gdyż świat nie stoi w miejscu i
                  ulega ciągłej przemianie. Tylko podstawy stworzenia wszechświata i
                  prawa nim rządzące są stałe i niezmienne. Warto też wspomnieć, że w
                  Rosji obrzęd dechrystianizacji nie zanikł i słowiańskie świątynie
                  praktykują go do dziś.

                  Podsumowując - w zależności od potrzeb można:
                  1. dokonać tylko dechrystianizacji formalnej (czyli wystąpienia ze
                  wspólnoty chrześcijańskiej)
                  2. dokonać tylko dechrystianizacji duchowej (aby świadomość
                  dokonania obrzędu nie obciążała naszego sumienia i psychiki)
                  3. dokonać dechrystianizacji kompleksowej, duchowej i formalnej, jak
                  ja.

                  Żyjcie zgodnie z własnym sumieniem i nie przejmujcie się głupimi
                  gadaniami i złymi spojrzeniami znajomych. Po dokonaniu
                  dechrystianizacji będą się wam przez jakiś czas uważnie przyglądać.
                  Chociaż postępować będziecie dokładnie tak, jak dotąd, każdy objaw
                  waszego zdenerwowania, irytacji czy złości przypisywać będą demonom
                  i szatanowi. Nieważne, że wcześniej też wam się to zdarzało, jak
                  wszystkim ludziom, oni będą WIEDZIEĆ swoje. Zawsze możecie też
                  przeprowadzić się w miejsce, gdzie nikt was nie zna i rozpocząć nowe
                  życie. Warto wiedzieć, że częste sugerowanie opętania przez osoby
                  trzecie może wywołać u osób mniej odpornych psychicznie załamanie
                  nerwowe i depresję. Wtedy najlepiej udać się do jasnowidza-
                  egzorcysty. On rozwieje wątpliwości, przywróci radość życia i
                  doradzi jak postępować z fanatykami religijnymi, którzy za wszelką
                  cenę chcą obrzydzić nam życie. Niestety, taka jest cena za wolność.
                  Ale płacąc gotówką za tę wolność otrzymacie resztę - poznacie, kto
                  jest waszym prawdziwym przyjacielem, a kto go udawał. Kto darzył was
                  przyjaźnią i miłością, a kto tylko tak twierdził.

                  Autor: Mirosław (01.11.2004)
                  Źródło: Własnowierca

                    • joolka7 Re: chrzest/apostazja 17.09.08, 10:21
                      Krótkotrwałe oddziaływanie chłodnej wody na skórę dziecka (w postaci
                      szybkiego zanurzenia lub natarcia itd.)niezwykle silnie stymuluje
                      siły obronne i rozwój niemowląt.Chrzest wodą u wielu narodów to
                      zabieg przeznaczony właśnie dla tego celu. (Gienadij
                      Małachow "Samoleczenie i uzdrawianie")

                    • wladi3 Re: chrzest/apostazja 17.09.08, 14:28
                      Chrzest jest "wszczepieniem w Chrystusa " - rodzimy się na poziomie
                      Ducha , na Nowo z Ducha Boga i zostaje w naszej Duszy "Odwzorowany
                      Jezus - Doskonały Bóg i Doskonały człowiek . Chrzest nas Chroni jak
                      chcesz dokonac świadomej rezygnacji - narażasz sie na
                      niebezpieczenstwo ataków mocy której człowiek pozbawiony Jezusa nie
                      moze się oprzeć . Należy dorastac i stawać się Dorosłym dzieckiem
                      Boga a nie rezygnować z Doskonałości i Mocy przez niechęć do KK .
                      Mogę Ci pomóc zrozumieć Kim Jesteś bez rezygnacji z Jezusa .
                      Pozdrawiam . Władek .
                    • wladi3 Re: chrzest/apostazja 17.09.08, 14:30
                      Chrzest jest "wszczepieniem w Chrystusa " - rodzimy się na poziomie
                      Ducha , na Nowo z Ducha Boga i zostaje w naszej Duszy "Odwzorowany
                      Jezus - Doskonały Bóg i Doskonały człowiek . Chrzest nas Chroni jak
                      chcesz dokonac świadomej rezygnacji - narażasz sie na
                      niebezpieczenstwo ataków mocy której człowiek pozbawiony Jezusa nie
                      moze się oprzeć . Należy dorastac i stawać się Dorosłym dzieckiem
                      Boga a nie rezygnować z Doskonałości i Mocy przez niechęć do KK .
                      Mogę Ci pomóc zrozumieć Kim Jesteś bez rezygnacji z Jezusa .
                      Pozdrawiam . Władek .

                      Kocham Cię Boże Ojcze . Władek .
                      Jestem cząstką Boga !

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka