Dodaj do ulubionych

Aloha (alooooha)

18.01.06, 17:43
A ja Was zaskocze Kowalski i nie bedzie to ani o panstwie wyznaniowym, ani
nawet o mrozie. Przypomnialam sobie moje zapiski sprzed lat - dla mnie
wszystko sprzed 11 wrzesnia 01 jest sprzed lat i z innego swiata i znalazlam -
ktore tutaj umieszcze, a dotyczyc beda wycieczki na Hawaje. Niewinne to byly
czasy, wiekszosc uczestnikow miala status nielegalny, nikt im nic nie
sprawdzal na lotnisku, przeciez nie opuszczlismy Stanow Zjednoczonych.
Ladowanie w tym samym kraju. Oserwacje socjologiczne grupy zostawie dla
siebie, a bylo co obserwowac, teraz kiedy nielegalny juz nawet po Stanach
boi sie latac samolotem takich obserwacji nie ma.
Z dziecinstwa pamietam powiedzonko : pojechal do Honolulu, co mialo oznaczac
cos dalekiego i nierealnego. Z czasem dowiedzialam sie, ze jest to stolica
najmlodszego stanu USA - Hawaji (ow?). Z malutkiego archipelagu wysp na
Oceanie Spokojnym wszedzie jest daleko. Do stolicy kraju Waszyngtonu -
bagatelka 8 tys. km, do Warszawy 12 tys., a do Japonii tylko o polowe mniej.
Te odleglosco uratowaly na dlugie wieki wyspy przed cywilizacja. Niewiele
ponad dwa wieki temu swiat o inch nie slyszal, a zamieszkujaca je ludnosc
zyla wlasnym zyciem. Jako pierwszy dotarl tu slynny amerykanski podroznik
James Cook, ktory poczatkowo przyjaznie przywitany przez tubylcow zginal
nastepnie w niewyjasnionych do konca okolicznosciach. W XIXw przybyli tu
pierwsi misjonarze, za nimi poszukiwacze przygow i nowych mozliwosci, glownie
z Ameryki i Japonii. W sprzyjajacym klimacie powstaly plantacje trzciny
cukrowej. Do pracy na plantacjach zaczeto sprowadzac juz nie niewolnikow,
tuylko wonych najmitow z Japonii, Chin, Filipin, czy nawet Syberii. Z
ludnoscia tubylcza stalo sie to samo co wszedzie na nowoodkrytych ziemiach.
Zaczela masowo ginac wskutek przywleczonych banalnych chorob. Dlatego dzis
rdzenni Hawajczycy to zaledwie 1 % ludnosci. A mieszkancy z rozrzedzona do
kilku procent krwia hawajska naleza do grupy uprzywilejowanej. W XX wieku
znaczenie dla Ameryki Hawajow zmienilo sie. Na uzaleznionych od siebie
terenach stworzyki bazy wojskowe celem kontroli Pacyfiku, a przede wszystkim
Japonczykow.
Archipelag sklada sie z kilku wysp wulkanicznych, a jego nazwa pochodzi od
najwiekszej z nich - Hawaje. Najludniejsza z nich (80% z poltora milionowej
ludnosci), mala wyspa Oahu, gdzie anajduje sie stolica Honolului najwieksze
centrum turystyczne. Swa swietnosc zawdzieczaja Hawaje dwom rzeczom -
wspanialemu klimatowi i rozwojowi komunikacji samolotowe. Roczne wahania
temperatury sa tutaj bardzo niewielkie, a najwyzsze temperatury w lecie sa
sporo nizsze niz w Nowym Jorku, o czym z nutka wyzszosci informuja tubylcy. W
wilgotnym i cieplym klimacie kwiaty i drzewa kwitna caly rok. pogardliwe
okreslenie deseniu "w hawajskie kwiaty". Takie kwiaty w takim spietrzeniu
naprawde istnieja, a czy przyroda moze byc w zlym guscie? Oczywiscie
naukowcy, ekolodzy ubolewaja nad zakloceniami rownowagi biologicznej na
wyspach, gdyz osadnicy przywozili tu swoje rosliny i zwierzeta. W tutejszym
klimacie duzo roslin jest tu piekniejszych niz w rodzinnych stronach.
Izolacja wysp jednak w jakis sposob przetrwala. Nie ma tudzikich zwierzat,
jadowitych gadow. No i oczywiscie obecnie skrupulatnie uniemozliwia sie
przywozenia obcej flory i fauny. Nawet w ZOO wiele osobnikow trzyma sie tylko
jednej plci.
W dobie samolotow, kiedy odlwglosc mierzy sie nie w kilometrach, ale
godzinach spiesza tu tlumnie turysci z Japonii, Ameryki, Australii, czy
Europy. Bardzo wielu Japonczykow w ciagu trzech dni pobytu zdazy tu odbyc
slub, wesele, podroz poslubna dla mlodych i wczasy dla gosci weselnych. Rytm
Amewrykanow jest nieco dluzszy 7 - 10 dni. O Europejczykach nie pisze, bo
mnie szlag trafi z zazdrosci. Ale moze oni juz tez na krotko?
Po wyladowaniu w Honolulu kazdy turysta zostaje wciagniety w tryby maszyn
przemyslu turystycznego. Kwieciscie, oczywiscie, ubrani przedstawiciele
hoteli, biur turystycznych witaja przyjezdnych najpopularniejszym tu slowem
ALOHA (Aloooooha). Slowo wytrych oznacza ie tylko powitanie, czy pozegnanie,
ale tez radosc, zgode, zadowolenie. Nie na darmo stan Hawaje ma przydomek
stanu Aloha. Po wymianie odpowiedniej porcji alohow kazdy z nas zostaje
udekorowany wiencem z kwiatow o nazwie plumeria. Tak udekorowani wychodzimy
przed dworzec lotniczy. Jest cieple popoludnie, przed chwila przeszla ulewa.
No to musze sie zbierac do zwyczajnej zwyczajnosci, az sie rozmarzylam, cdn
nastapi.
Obserwuj wątek
    • onkwe Re: Aloha (alooooha) 18.01.06, 18:09
      Nie chce sie wymadrzac, ale mysle ze warto cos wyprostowac.Taka chocby plumeria
      czy aloha.

      Plumeria jest rzeczywiscie wlasciwa botaniczna nazwa kwiatu ( sporo odmian,
      ktore mozna podziwiac w miejscowych ogrodach, niekoniecznie botanicznych), ale
      te wience wieszane nam, resortowym glownie przybyszom na szyjach, nazywaja sie
      potocznie po hawajsku lei (w czasie specjalnych ceremonii - rzadziej
      dostepnych hotelowym turystom - mowi sie na nie haku lei )
      Mnie z "hauajamy" zawsze bardziej kojarzy sie hibiscus, wpiety filuternie za
      uchem ( u mezczyzny tyz ! wink

      Aloha w znaczeniu oryginalnym to specjalna wiez, mozna nawet rzec swoisty
      rodzaj zwiazku dwoch lub wiecej osob. Samo slowo zostalo spopularyzowane na
      uzytek turystow i powszechnie jest obecnie stosowane jako pozdrowienie.

      Ciekawostka. Po powrocie z "hauajow" wypada na kusterku samochodowym zawiesic
      swoje lei ( te sa robione zwykle ze slycznych, sztucznych nylonowych kfiatkow
      na nitkach, wiec na "forever" wink. Podobno przynosi szczescie i nawet zima
      bezpiecznie sie z takim lei dyndajacym swobodnie, slizgac po szosie.

      Aloha ! wink
      • maryna04 Re: Aloha (alooooha) 18.01.06, 18:25
        Napisalam kwiatek plumeria, a mowisz, ze to tylko nazwa botaniczna, a wieniec
        nazywa sie lei. Nieco inny odcien znaczeniowy slowa Aloha wg Ciebie.
        Speszylam sie i koncze wystep, bo wystarczy, ze prostuja mi lokiec - brakuje mi
        jeszcze 10 stopni do 180.
        Byles na Hawajach, Jeeezu, jak tam uroczo i ciekawie, no nie? To ciagnij
        watek, bo mysle, ze jest interesujacy, a Tobie tez bedzie milo powspominac, a
        mnie poczytac. No to juz naprawde lece.
        • wedrowiec2 Re: Aloha (alooooha) 18.01.06, 18:37
          Maryno, występuj nadal, ale łokieć prostujsmile
          • kanoka Re: Aloha (alooooha) 18.01.06, 19:00
            Popieram. Mnie z Hawajami kojarzy się tylko Paul Gauguin i niektóre opowiadania
            Londona. Tam,(u Londona) też było o "aloha" - ....me serce pełne tęsknoty, póki
            cię nie ujrzę...."A dzięki Waszej dyskusji mam i nowe skojarzenia, o!Bo dzięki
            Wam, zainteresowałam sie tym kfiatkiem
            www.botany.hawaii.edu/faculty/bridges/sonytest/plumeria/plumeria.htm
            Prawda,że ładny? A bez Was, to w życiu bym go w necie nie szukała wink)
            Piszcie dalej.
            Prostych łokci życzę wszystkim, zwłaszcza, że znam taki jeden krzywy łokieć sad(
            - nic wesołego.....
            • kanoka Re: Aloha (alooooha) 19.01.06, 15:15
              Śladami plumerii: No, to ona jest po polsku uroczynem, o którym pisała kiedyś
              Luiza, mieszkanka Ogrodu
              sd1new.net/GardenPages/plumeria.htm
              • jan.kran Re: Aloha (alooooha) 20.01.06, 00:15
                Ach , to ta plumeria to po prostu Luizowe franzypany:0))
                Kran
                • kanoka Re: Aloha (alooooha) 20.01.06, 09:37
                  Widać, tak smile)
        • onkwe Re: Aloha (alooooha) 18.01.06, 18:47
          >"Nieco inny odcien znaczeniowy slowa Aloha wg Ciebie."

          Wiesz, na ogol mnie nie rusza, kiedy przekreca sie to, co pisze, albo leci po
          lebkach. Ale dzisiaj mam PMS (ZNP po polskiemu) wiec, pociagne..wink
          Otoz ja nie mowie, ze aloha MA inny odcien znaczeniowy, tylko ze slowo to MIALO
          inne znaczenie (i w zanikajacyh obecnie kregach rodowitych Hawajczykow wciaz
          ma). ChcialAM czytajacym po prostu uswiadomic, jak stosowanie slow w roznych
          kulturach moze sie na przestrzeni lat i w zaleznosci od potrzeb, zmieniac i
          przepoczwarzac.

          > Byles na Hawajach, Jeeezu, jak tam uroczo i ciekawie, no nie? To ciagnij
          > watek, bo mysle, ze jest interesujacy, a Tobie tez bedzie milo powspominac, a
          > mnie poczytac.

          Jezuu, rzeczywiscie uroczo, tyle ze za "amerykansko" i tloczno, szczegolnie na
          glownej wyspie. Hawaje juz nie takie "modne" jak niegdys. Teraz na urlopowanie
          lata sie na Dominikane, PR i tym podobne "karaiby", rozne Playe i Cozumele w
          Meksyku, tudziez Virgin Island, Bermudy, Tajlandie ( ktora podobno ostatnio
          bardzo niemieckim turystom przypadla do gustu)
          Niestety, zapiskow z podrozy nie stosuje, a na wspominki z roznych zakamarkow
          globu, kontynentu, czy Kanady mam naprawde czasu, ...a moze nie bardzo mi
          wypada ...wink
          Tak wiec watek podrozniczy zostawiam do Twej wylacznosci, rezerwujac sobie
          jedynie prawo do okazjonalnych wtretow. Ok ? wink

          Zyczac prostego lokcia, zmywam sie... do Hollanda wink
    • popaye Re:wszyscy (polscy) podroznicy... :) 18.01.06, 18:59
      Mila Maryno,-

      twojej pasji podrozniczej i ochocie dzielenia sie w tym temacie
      spostrzezeniami - pelen podziw.
      Czyta zapewne wiele osob, szczegolnie dla tych, ktorzy do konca zycia nie
      wyzbeda sie (subiektywnego) przekonania iz "... pojechal do Honolulu, co mialo
      oznaczac cos dalekiego i nierealnego" - zapewne ciekawe.

      Ja, czesto pisuje (na goraco) niezbyt gleboko przemyslane glupoty i .. ostatni
      jestem z "tych" co wyszukuja w cudzych tekstach bledy - najczesciej
      niezamierzone i wynikajace z pospiechu piszacego.
      Ale, hmmm... tym razem zrobie wyjatek - (bez wycieczek osobistych!!).
      Tobie, nie ogladajacej na codzien polskiej TV, nieznany jest zapewne reportaz
      nadany w zeszlym tygodiu (TVN), w ktorym omawiano sukcesy zawodowe zasluzonego
      pedagoga Szkol (roznych) z woj.lubelskiego (kobieta) ktora przez cale dlugie
      zycie zawodowe, z przekonaniem, nauczala kolejne roczniki wychowankow iz
      niejaki Krzysztof Kolumb to... slynny polski podroznik - odkrywca!.

      Logika takiego twierdzenia, dla mnie, jest absolutnie jasna!.
      Jak ktos ma na imie Krzysztof (sic!) to... chyba moze byc wylacznie Polak!!
      a podobnie slowianskosc niejakiego Mikolaja Kopernika - tez nie
      ulega "watpliwosci" smile)

      Interesujace jest w tym wszystkim to iz decyzja ministra Oswiaty, tej wybitnej
      Nauczycielce nadano tytul (i uprawnienia!) "Nauczyciela mianowanego" - czyli
      dozywotni i nie podlegajacy odwolaniu (zaskarzeniu) status zawodowy
      o ktorych wiekszosc nauczycieli w wieku przed 40-tka moze tylko pomarzyc! smile)

      Tylko z tego, wylacznie, powodu zanim napiszesz jeszcze raz odkrywcze:
      "... slynny amerykanski podroznik James Cook" - polece Tobie strone
      www.captcook-ne.co.uk/index.htm

      milej lektury,-
      pozdrawiam
      pE
      • warum Re:wszyscy (polscy) podroznicy... :) 18.01.06, 19:31
        Podgrzeje atmosfere sprostowansmile- ta nauczycielka nie byla z lubelskiego! tylko
        z olsztynskiego
        ww2.tvp.pl/View?Cat=2898&id=286162
        A tak wogole i Marynowe aloha mi sie podoba i KNK-owe kwiatki i Hawaje i
        "karaiby" i wszystko o czym piszecie! Jestem JUZ przerazona prognoza
        siarczystych mrozow ze wschodu, tak wiec prosze kontynuowac wszystkie gorace
        watki!smile
        • kanoka Re:wszyscy (polscy) podroznicy... :) 18.01.06, 19:50
          Witaj, Warum i PP smile)
          Moje łącze chodzi w tej chwili strrrrasznie wolno i chociaż chciała bym pogadać
          na gorące tematy, to nie mam jak sad. Idę czytać Politykę i oglądać na TVN 24
          powtórkę z rozrywki.....
          • maryna04 Re:wszyscy (polscy) podroznicy... :) 19.01.06, 00:48
            Popaye, i takie sprostowania, jak co do narodowosci Cooka maja sens, bo to
            istotne. Ja jak ten czlowiek radziecki - z kolei wszystko przypisuje
            Amerykanom))). Na usprawiedliwienie tego bledu, zwroce uwage, ze nie jest to
            reportaz do prasy, a pisze to ,zeby mi umysl oderwal sie od codziennosci,
            usprawnil tez i moze to kogos zainteresuje, ale nie wertuje materialow
            zrodlowych. W reportazach prawdziwych sa bledy istotne, przeinaczenia
            nieistotne, albo cos sie nie zgadza, bo my odebralismy to inaczej.
            Kanoko. Moje lacze zawsze bylo ekspresowe, chyba, ze srednio powolani
            wspoluzytkownicy zaladowali tony... od trzech dni cos mi wolno chodzi, ale se
            mysle, jako kobieta prosta, to z tych mrozow trzystopniowych. No i wczoraj
            dzwoni moj synus i pyta jak internet, no to mowie, ze cos zwolnil. A wiesz, jak
            sobie cos tam zalatwial w Verizonie to przy okazji wybralem opcje dla ciebie
            wolniejsza za 20dol. taniej. I co? I ja nic, to odkrec to - tylko rzeklam. A
            powinnam zamordowac slownie. Do dwoch watkow to pasuje: o wychowaniu i o double
            standart.
            Co sie czepiacie nauczycielki, ze uwaza, ze jak sie ktos zaczyna na Ko - to
            na pewno Polak. Zreszta narod, ktory wydal (tu wpisac kogo sie chce) dlaczego
            nie moglby wydac znaczy urodzic odkrywcy Ameryki. Wspomniales o Koperniku.
            Przed laty wspomnialam jednej pani z duzym wyksztalcenie, ze Kopernik chyba nie
            wiedzial jakiej jest narodowosci, wiedzial natomiast, czyim jest poddanym, i
            jezyka polskiego nie znal. I juz z osiem lat nie rozmawiamy.
            A tak na powaznie zguba ludzkosci sa zwiazki zawodowe i korporacyjne.
            Nauczyciel jest nietykalny po mianownaiu chyba w wiekszosci krajow. A takich
            kwiatkow jest zapewne w Ameryce wiele.
            • mantra1 Re:wszyscy (polscy) podroznicy... :) 19.01.06, 10:36
              Przede wszystkim to Kopernik byla kobietą! smile)
              I dopiero przyjmujac takie zalozenie mozna dyskutowac o jej narodowosci wink
              • nokata Re:wszyscy (polscy) podroznicy... :) 19.01.06, 13:28
                Mantra, a mogla byc z Ciebie taka fajna dziewczyna...
    • jan.kran Re: Aloha (alooooha) 19.01.06, 10:38
      Marynko, ściskam delikatnie Twój łokieć i serdecznie dziękuję za ciekawe
      opowieści ! Czekam na c.d.!
      Chciałm zaznaczyć że Amerykę odkrył nie Polak Krzysztof Kolumb tylko również
      Polak Jan z Kolna.
      Chociaż podobno był Norwegiem, tak twierdzą Wikingowie.
      Ci ostatni uważają równięż że pizza jest czysto nordyckim wynalazkiem , bo oni
      takie placki już tysiące lat temu pieklismile)))

      pl.wikipedia.org/wiki/Jan_z_Kolna
      • alfredka1 Re: Aloha (alooooha) 19.01.06, 10:52
        Tak, piekli, na rozpalonych kamieniach, napewno smile)) trzymajcie się cieplutko!
    • luiza-w-ogrodzie Jeszcze o franzypanach 25.01.06, 02:40
      Drzewo, popularnie nazywane u nas frangipani, pochodzi ze Srodkowej Ameryki, a
      Hawajczycy zaakceptowali je i zaczeli uzywac kwiatow do robienia tradycyjnych
      kwiatowych naszyjnikow. Pojedyncze kwiaty nanizane na sznurek albo mocna nic
      moga wytrzymac caly dzien na upale a kilka dni w miseczce z woda.

      Nazwa botaniczna najpopularniejszego gatunku to Plumeria rubra (po
      polsku "uroczyn czerwony", brr, kto te nazwy wymysla). Nazwa "Frangipani" jest
      zwiazana z migdalowym zapachem najpopularnejszej, bialo-zoltej odmiany tego
      drzewa (sa tez kolorowe odmiany pachnace mango, kokosem itp). Otoz
      szesnastowieczny markiz nazwiskiem Muzio Frangipani wprowadzil mode na
      perfumowanie rekawiczek esencja migdalowa a gdy jej zapach zaczeto stosowac w
      piekarnictwie, ciasteczka migdalowe nazywano franzypankami. Po odkryciu
      pieknego, migdalami pachnacego drzewa nazwa sama sie skojarzyla.

      Na rozgrzewke dla Was wiecej zdjec franzypanow:
      www.bigstockphoto.com/search.php?photo_name=frangipani
      www.pbase.com/sheila/image/38686243
      www.masikatiwebdesign.com/ozphoto/
      Pozdrawiam i zycze ciepla w domach i sercach
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      • kanoka Re: Jeszcze o franzypanach 25.01.06, 11:10
        Dzięki Luizo. Piękne=urocze, są te frangipani=plumerie. A opowieść o migdałowym
        markizie, bardzo ciekawa
        knk
        • maryna04 Re: Jeszcze o franzypanach 09.05.06, 19:54
          Tak sie rozmarzylam swoim i waszymi wpisami w watku "gdybym sie jeszcze raz
          urodzic mial" i tak potrzebuje odwrocic sie od skrzeczacej rzeczywistosci....,
          ze po prostu musze wrocic do porzuconego watku o Hawajach. Nie bylo to latwe,
          bo gdzies wcibilam zapiski, ale sw. Antoni pomogl - i sa. Ryzykuje, wobec
          znawcow przedmiotu. Moze bede nieco bredzic dla nich, ale to sa moje Hawaje,
          ktorymi sie z Wami podziele. Pierwszy wpis zakonczylam, ze w wiencach z
          kwiatow plumeria (mozna tez wieniec i kwiaty nazwac inaczej), wychodzimy
          przed lotnisko.
          Jest cieple, ale nie upalne popoludnie, niedawno musiala przejsc ulewa.
          Wszystko blyszczy, mieni sie. Zupelnie nieznane drzewa, krzewy i olsniewajace w
          swych kolorach i ksztaltach kwiaty, kwiaty i kwiaty. A jeszcze 10 godzin temu
          bylismy w zimowym , zimnym krajobrazie Nowego Jorku. Sprawnie wsiadamy do
          czekajacego na nasza grupe autobusu, ktory przewiezie nas przez cale miasto
          Honolulu do jego wypoczynkowo - turystycznej czesci Waikiki. Rozne
          sa "najslynniejsze i najpiekniejsze" plaze swiata. Hawajczycy tez uwazaja, ze
          Waikiki jest naj... Przez miasto przejezdzamy z nosami wlepionymi w szyby
          autobusu. Jest co podziwiac, wspaniala, nowoczesna architektura budynkow
          uzytecznosci publicznej i mieszkalnych, a wszystko to wsrod tropikalnej
          roslinnosci. Waikiki, czyli dzielnice plaz, hoteli, pasazy handlowych, lokali,
          nadmorskich deptakow i parkow od reszty miasta oddziela kanal. W hotelu
          dostajemy pokoj narozny na 35 pietrze, na plaze i ocean a z drugiego okna na
          miasto, ze slynna Diamentowa Gora w tle. Szybko sie sciemnilo, to grudzien i
          blisko rownika. Przez okno widok jest tak fascynujacy ze o 11-tej wieczorem
          (tyle tez chyba wynosi roznica czasu z NY, czy pisalam o tym, nie chce mi sie
          sprawdzac), ze nie odczuwajac zadnego zmeczenia idziemy malutka grupka na
          spacer. Na ulicach o tej porze tlumy, wszystkie sklepy, bazary, lokale
          pootwierane, dekoracje swiateczne, bo Boze Narodzenie tuz tuz. Wszystko
          oswietlone lub poswietlone. Musze napisac jak juz milion ludzi pisalo w
          roznych okolicznosciach: wielojezyczny, wielobarwny tlum turystow i taki sam
          sprzedawcow. Nastroju dodaja palace sie na trawnikach przed budynkami gazowe
          znicze. (Nie takie cmentarne, tylko "paly"). We wszystkich hotelach przestrzen
          w holach jest publiczna. Przechodzimy przez kolejne hotele i ich ogrody nie
          wiedzac co jest piekniejsze: nieprawdopodobnej urody bukiety, czy strojne
          choinki. Nauczona amerykanskim doswiadczeniem sprawdzam, czy kwiaty i choinki
          sa prawdziwe - oczywiscie. Przy malowniczym oczku wodnym w jakims uroczym patio
          poustawiano w roznych pozach pelikany. Jak ladnie wkomponowane - zachwycam sie.
          Nagle jedna druga rzezba zmienila pozycje. Hm, to zywe ptactwo zlecialo na
          nocne legowisko. Moj entuzjazm wzbudzaja przeszklone windy sunace na zewnatrz
          budynku. Czym predzej szukamy wejscia do hotelu i juz suniemy w gore i w dol
          podziwiajac panorame miasta. Wracam zachwycona. Rano o brzasku (no nie tak
          wczesnie) budzi nas telefon. Spac mozemy w NY. Rozsuwam zaslony - no nie! Juz
          nie wiem, czy roztaczajaca sie panorama byla piekniejsza w nocy czy wlasnie o
          wschodzie slonca.
          Wybierajac sie na Hawaje mialam watpliwosci, czy koniecznie musze leciec tyle
          godzin, zeby isc na plaze, zwlaszcza ze plazowanie nigdy nie bylo moim
          ulubionym sposobem spedzania czasu. Na miejscu okazalo sie, ze na plazowanie
          nie bardzo jest tu czas. Plaze, przy takiej ilosci turystow sa puste, szkoda na
          nie czasu. Wlasnie przyroda i klimat zachecaja do innego spedzenia tych kilku
          dni i nocy. Reszte dokonuja przedsiebiorstwa turystyczne wabiac najrozniejszymi
          atrakcjami. Mozna rzec atrakcjami przez duze A. Zreszta nie wydajac ani centa
          mozna posluchac hawajskich gitar, obejrzec wystepy taneczne z najslynniejszym
          tancem hula. Nie chcesz tanczyc hula, mozesz posluchac konceru muzyki
          popularnej, znanych, czy starych przebojow, czy koncertu fortepianowego. "Na
          powietrzu", czy tez w jakiejs salce tego czy innego hotelu. Nawet o polnocy. Za
          darmo zawioza cie do fabryki bizuterii, gdzie po zapoznaniu z hodowla korala,
          wyrobem bizuterii, podadza drinka, ktore ma ulatwic robione w dalszej
          kolejnosci zakupy. Wracajac do tematu plazowego, coraz bardziej zauwazam, ze
          plaza tak naprawde sluzy juz tylko do fotografowania zachodu slonca i porannych
          i wieczornych spacerow i przebiezek. Jesli juz woda, to przy hotelowym basenie.
          Nasz hotel nie mial basenu. Nie szkodzi, mozna sie bylo "rozlozyc" na lezaczku
          w kazdym kolejnym, gdzie ladniejsze usytuowanie, czy piekniejsza roslinnosc.
          Poszczegolne wyspy mozna zwiedzac podrozujac samolotem, helikopterem,
          oplywajac statkiem, a na wyspach autobusem. Nie odpowiada wycieczka w grupie?
          Wypozycz auto ,czy rower i hajda eksplorowac. Interesuje cie flora i fauna
          podmorska? Statek ze szklanym dnem zabierze cie na wycieczke, mozna ponurkowac,
          lub chociaz tylko popatrzec uzywajac okularow i rurki (jak to sie po polsku
          nazywa?). Gdy kupisz w automacie pozywienie dla rybek nie bardzo bedziesz sie
          mogl poruszyc wsrod zarlocznych kolorowych lawic. O sportach wodnych juz nie
          wspominam. Ogladanie zachodow slonca z pieczeniem prosiaka w rytm teskliwej
          muzyki, albo ze statku, przy eleganckiej kolacji tez nie jest zmarnowaniem
          czasu. Cokolwiek zaplanujemy mozna to natychmiast zalatwic w recepcji lub w
          licznych agencjach, ktore natretnie zabiegaja o klienta. Wszystko dziala prawie
          jak w zegarku.
          Jedziemy na przyklad na najwieksza wyspe - wlasnie Hawaje sie nazywa. O
          oznaczonej godzinie podjezdza pod hotel maly autobusik i zabiera chetnych na
          ten dzien z naszego hotelu. Za kilka ulic przesiadamy sie do duzego autobusu,
          ktory z goscmi z innych hoteli jedzie na lotnisko. Wtedy jeszcze, troche
          przed 11 Wrzesnia przesiadka na samolot trwala blyskawicznie. (To se juz ne
          wrati) po pol godzinie lotu wysiadamy juz na Hawajach do czekajacych
          autobusikow. Kierowca jest rownoczesnie calodniowym pilotem. Jeden ma wiekszy
          wdziek, drugi mniejszy, ale kazdy z nich bardzo sumiennie podchodzi do pracy i
          przez cala droge usta im sie nie zamykaja. Wycieczka na Hawaje to lekcja
          pogladowa o wulkanach. Znaczna czesc wyspy to park narodowy z czynnymi
          wulkanami. Erupcje zdarzaja sie co kilka lat jest tez taki, z ktorego do oceanu
          caly czas wyplywa lawa, ktora powieksza wyspe. Ogladac to mozna z dosyc
          bliskiej odleglosci, jednak w odpowiednim miejscu dojscie zagradzaja straznicy
          Park to jeden wielki krajobraz ksiezycowy utworzony z zastyglej lawy,
          poprzecinany jedynie kilkoma drogami i wyznaczonymi szlakami turystycznymi po
          zboczach i nieckach wulkanow. Erupcje wulkanow powoduja zalewanie drogi,
          dlatego ciagle trzeba je odbudowywac, naogol w nieco innym miejscu. Jednak nie
          cala wyspa jest taka niegoscinna, ale o tym chyba nastepnym razem Na razie
          musze spieszyc do aktualnej rzeczywistosci.
          • jan.kran Re: Jeszcze o franzypanach 09.05.06, 20:23
            Z niecierpliwością czekam na następny raz smile))
            Rozmarzyłam się...
            Kran
            • warum Re: Jeszcze o franzypanach 09.05.06, 20:35
              Nie poganiam... ale Maryno, pospiesz sie !smile
          • wedrowiec2 Re: Jeszcze o franzypanach 09.05.06, 20:28
            Maryno, pisz częściejsmile
          • nokata Re: Jeszcze o franzypanach 09.05.06, 20:34
            Maryna napisala smile

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25794&w=40978550&wv.x=2&a=41531748
            nokata 09.05.06, 17:10

            CND

            Czyli jak zwykle Skromna Kruszynka Nokata (SKN)
            Miala racje
            Maryno, pobudzasz ma wyobraznie smile
            • maryna04 Re: Jeszcze o franzypanach 10.05.06, 04:45
              c.d. III Na urodzajnych glebach w innych czesciach wyspy ogladalismy
              plantacje tropikalnych owocow. Chociazby ananasow czy bananow. Bardzo pracowita
              jest uprawa ananasow. Sciete pioropusz owocu sadzi sie recznie, by po dwoch
              latach wyrosl z tego znow jeden owoc. Kazdy owoc scina sie recznie. Mysle, ze
              cena ananasow jest niewygorowana. Natomiast drzewa bananowe po jednym
              owocowaniu scina sie przy ziemi i czeka przez poltora roku az odrosnie i
              zawiaza sie nowe kiscie. Ogladamy jeszcze fragmenty lasow tropikalnych, jakies
              skoki do wody ze skaly, ogrod botaniczny, plaze z czarnym piaskiem. O , moze ta
              plaza byla na innej wyspie? Powrot wieczorem na nasza wyspe Oahu to jeszcze
              jedna atrakcja, gdyz leci sie wzdluz rozjarzonych swiatlami brzegow kolejnych
              wysp. O tym wiedza wszyscy oczekujacy turysci i wiedza tez po ktorej stronie
              samolotu nalezy usiasc przy oknie. Dlatego po otwarciu przejscia do samolotu
              wszyscy biegna na wyscigi, aby zajac dobre miejsce. Jakos wszystkie nacje
              opuszcza spokoj w momencie wiekszego popytu niz podazy. Chyba nie musze
              dodawac, ze Polska grupa spisala sie w podchodzeniu do kolejki i nastepnie
              wyscigu znakomicie.
              Obowiazkowo odbylismy wycieczke do Centrum Kultury Polinezyjskiej. Jest to
              ogromny park, wsrod egzotycznych zagajnikow wije sie calkiem spora rzeka.
              Przyjemnosc zaczyna sie od splywu ta rzeka tratwami. Po drodze mijamy "jak
              zywe" osady z roznych wysp Polinezji. Jakies popisy folklorystyczne. Podobnie
              jak na splywie Dunajcem sposob zabawianiu turystow zalezy od inwencji flisakow,
              nasz ciagle wpadal do wody i wyplywal w innym miejscu. Po zejsciu z tratwy
              ogladamy juz pelne spektakle w poszczegolnych osadach. Maja one reprezentowac
              rozne wyspy, a to Samoa, Fidzi, Tahiti, czy Nowa Zelandia i wiele innych. Chyba
              nalezy potraktowac z przymruzeniem oka wartosc etnograficzna calego
              przedsiewziecia, ale o to niech sie martwia nudziarze. Jest naprawde pieknie,
              interesujaco i wesolo. Tance, popisy zrecznosciowe, pantonimy, widowiska slowno-
              muzyczno - taneczne na tratwach, dowcipne konferansjerki, wciaganie do zabawy
              turystow. Oczywiscie wszyscy wystepujacy maja odpowiednia urode i stroje z
              obszaru Polinezji. Jesli wsrod nich pojawi sie jakis bialas to jest to naprawde
              razacy dysonans. Tak mija caly dzien, przed zmrokiem nalezy sie posilic, co
              jest wliczone w cene biletu, azeby z nowa energia obejrzec widowisko swiatlo i
              dzwiek, ktore jest ukoronowaniem calego dnia. Coz powiedziec - bajka przez duze
              B. Dwie godziny tancow, slodkiej muzyki, tanczace dziewczeta, zreczni chlopcy,
              tance z ogniem, nozami, wspinaczki po skalach, drzewach, wulkany, blyskawice,
              grzmoty. Moze to i kicz, ale za to jaki piekny.
              Niemniej interesujaca od samego centrum jest sama zasada jego dzialania.
              Wszystko to prowadza mormoni, pelna nazwa tego kosciola brzmi: Kosciol Jezusa
              Chrystusa Dnia Sadu Ostatecznego. W Polsce jedynie wiemy, ze religia ta pozwala
              na wielozenstwo. Wielozenstwo dawno jest zakazane, pozostaly natomiast bardzo
              wysokie zasady moralne, zyja skromnie, sa pracowici, swietnie zorganizowani,
              przedsiebiorczy i coraz bogatsi. Ilosc wyznawcow tego kosciola w Ameryce
              wynosi juz 10 mil ludzi. Mormoni zalozyli na Hawajach uniwersytet, gdzie
              studiuje kilkanascie tysiecy mlodziezy - glownie z wysp polinezyjskich, o
              egzotyczneje urodzie. Warunkiem przyjecia na uniwersytet jest nie przynaleznosc
              do kosciola mormonskiego, lecz zobowiazanie sie do pracy w Centrum kultury
              Polinezyjskiej. Kazdy robi co umie. Wiec tancza, spiewaja, graja na
              instrumentach, wykonuja popisy zrecznosciowe, oprowadzaja turystow,, pracuja w
              sklepach, kioskach, punktach informacyjnych, restauracjach, przy utrzymaniu
              porzadku. Wartosc tej pracy odliczana jest od kosztow studiow. Zapewne
              warunkiem przyjecia na studia jest tez fryzura - wszystkie dziewczeta maja
              dlugie za pas proste wlosy. Zasady mormonow sa niezlomne. W swieta niedziele -
              dzien przeznaczony na modlitwe centum jest nieczynne. Na jego terenie nie
              sprzedaje sie nie tylko alkoholu, czy papierosow, ale nawet najprostszych
              uzywek, jak kawa. W ostatnim okresie zrobiono wylom, mozna napic sie kawy
              bezkofeinowej. Jak sie zorientowalam rowniez wiele hoteli na Hawajach nalezy do
              mormonow, rowniez ten, w ktorym mieszkalam. Obecnosc zaznaczja bardzo
              dyskretnie, nie kaplica, czy krzyzem na scianie, jedynie w szufladzie nocnej
              szafki jest wydanie mormonskie bibli. Zreszta przedsiewziec biznesowych
              mormonow na ogromna skale jest znacznie wiecej.
              Wrocmy jednak z tej ekonomii religijnej na wycieczke. Nawet wieczorem nikt
              nie zmienia stroju, wszyscy chodza w szortach i prawie wszedzie mozna tak
              ubranym wejsc. Jesli idzie bardzo elegancko ubrana kobieta to jest to naogol
              prostytutka. Nie wiem, czy prawdziwie bogaci nie wyrozniaja sie, czy nie
              pospolituja z tlumem. Ekskluzywne rezydencje pobudowane sa sa na uboczu, a
              przede wszystkim na innej wyspie o nazwie Maui. Waikiki w porownaniu z
              niektorymi miejscami na kontynencie amerykanskim to oaza demokracji. Na ladzie
              amerykanskim mozna isc kilometrami wzdluz oceanu i nie moc dotrzec do wody.
              Przeszkadzaja w tym rezydencje i kluby za wysokimi zywoplotami z prywatnymi
              plazami, czy zamkniete plaze hotelowe. Tutaj wszystkie plaze sa publiczne i za
              darmo. Wzdluz plazy Waikiki pobudowano hotele najdrozszych sieci. Jak juz
              pisalam przestronne hole, z butikami, przytulnymi wnekami, gdzie mozna sobie
              wygodnie odpoczac, sale na wystepy, windy, toalety, baseny i ogrody
              przyhotelowe sa dla calej publicznosci. Mozna przechodzic z hotelu do hotelu,
              chyba kilometrami. Widac najwiecej pieniedzy zarabia sie jednak na skromnym,
              masowym turyscie. Ogromnie duzo tu Japonczykow. Wydawalo by sie, ze oni maja
              blisko, a jak spojrzec na mape to okazuje sie, ze nie tak znowu duzo blizej niz
              np z Polski. Bardzo popularne sa sluby Japonczykow na Hawajach. W trzy dni
              przedluzonego weekendu odwalaja wszystko. Zwiedzanie, uroczystosc slubna i
              miesiac miodowy. Zreszta na miesiac miodowy czyli kilka dni przyjezdzaja tu z
              calego swiata. Obowiazkowe pytanie kierowcy - przewodnika w autobusie jest
              zawsze, czy sa tu jacys nowozency. Czesto zdarzaja sie starsi i bardzo
              starzy, ktorzy przyjezdzaja tu na swoj miesiac miodowy w jakas okragla
              rocznice slubu.
              • maryna04 Re: IV-ty kawalek 10.05.06, 05:33
                Hawaje to niestety nie tylko idylla. Dla Amerykanow to rowniez miejsce
                pamietnej kleski w zatoce Pearl Harbor - najwiekszej bazie wojskowej Amerykanow
                na Pacyfiku. To tutaj 7 grudnia 1941 roku Japonczycy niespodziewanie
                zaatakowali Amerykanow niszczac ich flote, wraz z samolotami na lotniskowcach
                Dosc powiedziecc, ze zginelo 2500 Amerykanow i tylko 64 Japonczykow. Jak wiemy
                po tym ataku Amerykanie przystapili do Drugiej Wojny Swiatowej. Nad wrakiem
                najwiekszego lotniskowca "Arizona" wybudowano pomnik ku czci zabitych
                zolnierzy w ksztalcie mostu. Turystow japonskich jest na Hawajach tyle, co
                kiedys Niemcow w Bulgari czy Jugoslawi. Tlumnie odwiedzaja tez Pearl Harbor.
                Chcialam dowiedziec sie, co opowiada im ich przewodnik. Jakos nikt nie umial mi
                odpowiedziec, latwo bylo sie jednak domyslec obserwujac ich zachowanie.
                Sluchajac swego przewodnika co chwile wybuchaja salwami smiechu. Smieja sie z
                podstepu jaki zgotowali ich rodacy cwanym Amerykanom. Na wzruszajacy film
                dokumentalny o bitwie, zrobiony w prawdziwie amerykanskim stylu Japonczycy juz
                nie ida. Moze dlatego, ze tam nie za bardzo juz wypada sie smiac? Takie sa
                poplatane drogi historii wszystkich narodow. Na Hawajach bazy wojskowe sa
                oczywiscie nadal, ktos musi pilnowac interesow i spokoju na Pacyfiku. Praca dla
                wojska to drugie po turystyce zrodlo utrzymania Hawajczykow. Tutejszy lagodny
                klimat sprzyja nie tylko turystyce, ale i samym mieszkancom. Ta mieszanina
                roznych ras: Azjatow, Polinezyjczykow, bialych z rdzenna ludnoscia ( 100% nativ
                Hawajczykow jest obecnie 1%, a i z niewielkim procentem prawdziwie hawajskiej
                krwi jest niewiele wiecej) zyje sobie zgodnie, spokojnie i dostatnio, ale tez
                pracowicie. Nie brakuje tu Polakow. Pani, ktorej nazwiska zapomnialam prowadzi
                tu znane biuro turystyczne organizujac wycieczki na Hawaje dla Polakow z calego
                swiata, na pewno tez z Polski. Jest ona wspanialym organizatorem zycia
                niewielkiej, (a moze nie tak malej?) polonii. Dosc powiedziec, ze organizuje
                festiwale szopenowskie. Na plazy w porannym biegu spotkalismy Polaka,
                ozenionego w Stanach z Hinduska, wyjechali na Hawaje, bo ona miala tam jakiegos
                pociotka , prowadza jakis sklepik. On uwielbia zycie na wyspie, jesli teskni za
                Polska, to juz ta w wydaniu nowojorskim. Na Hawajach jak sobie przypomnialam z
                polskiej kolorowej prasy mieszka tez z rodzina brat jakiejs znanej gwiazdy
                polskiego dziennikarstwa tv. Wiecej watkow polonijnych nie pamietam.
                Cieply klimat sprzyja pogodzie ducha. Azeby sprawnie dzialala ta cala
                maszyneria turystyczna i turysta byl zadowolony mieszkancy musza sie porzadnie
                napracowac. Robia to z usmiechem na ustach, dumni z tego, ze sa mieszkancami
                tak wspanialego miejsca na swiecie - Hawajow - zapominajac, ze sa malym stanem
                jakiejs tam odleglej Ameryki. I tak naprawde niewiele ja z nia wiaze - waluta?
                Oddajmy jednak sprawiedliwosc matce Ameryce. Jest wiele na swiecie pieknych
                miejsc, ktore sa laskawe glownie dla turystow, a nie mieszkancow. Bo brak tam
                amerykanskiej organizacji, rozsadku i tego wszystkiego co spowodowalo, ze
                Ameryka jest jedna i Hawaje tez jedne.
                PS Chcialabym jeszcze kiedys pojechac tam i odbyc m. in. taka wycieczke:
                Podroz helikopterem na szczyt jednej gory wulkanicznej jeszcze przed switem,
                nastepnie dwugodzinny zjazd rowerem razem ze wstajacym sloncem. To musi byc
                cos takiego jak wschod slonca na gorze Synaj. Zapewne nie pojade, a jesli, to
                bede juz sie bala zjechac na rowerze. Ale pomarzyc zawsze mozna, zwlaszcza o
                takich milych sprawach. No to alooooha!
    • jan.kran Re: Aloha (alooooha) 10.05.06, 05:51
      Jakie mile rozpoczecie dnia. Dziekuje Marynosmile
      Kran
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka