kanoka
29.12.06, 11:27
"Dzień 31 grudnia, który jest wigilią Nowego Roku nazywamy Sylwestrem.
Nazywamy tak również wszystkie nocne zabawy, bale i wznoszone o północy toasty.
Pochodzenie tej nazwy tłumaczy legenda. Według proroctwa Sybilli w
1000-nym roku miał nastąpić koniec świata, za sprawą latającego potwora,
ognistego smoka Lewiatana. Legenda głosiła, że potwór ten, śpiący w lochach
Watykanu, uwięziony tam przez papieża Sylwestra I (pontyfikat a IV w.),
zakneblowany papieską pieczęcią, zbudzi się w nocy z 999/1000 rok, skruszy
Pieczęć Rybaka, zerwie łańcuchy i ziejąc ogniem i siarką spali niebo i ziemię.
Kiedy więc nastał rok 999, a kolejny papież przybrał imię Sylwestra II, w
Rzymie i całej chrześcijańskiej Europie zapanowało wielkie przerażenia, stan
który historycy nazwali kryzysem milenium. Zdesperowani ludzie kryli się
domach, z płaczem czynili pokutę w oczekiwaniu na koniec świata i nieuchronną
śmierć w płomieniach. Kiedy jednak nastała północ, a Lewiatan nie ukazał się
na moście św. Anioła, a Watykan, Rzym i inne miasta pozostały nienaruszone,
rozpacz i przerażenie przemieniły się w szaleńczą radość. Tłumy Rzymian
wyległy na ulice i place, tańcząc, śmiejąc się, tańcząc w blasku rozpalonych
pochodni i ognisk, ściskając się i pijąc wino. Zaś papież Sylwester II (tak
jak później wszyscy jego następcy) udzielił błogosławieństwa urbi et orbi -
miastu i światu: na nowy rok, rozpoczynający się nowy wiek, na nowe
tysiąclecie. Dlatego ostatni dzień roku i wszystkie nocne, szaleńcze zabawy,
maskarady i uczty nazywamy Sylwestrem.
W Polsce zabawy i hulanki sylwestrowe są stosunkowo świeżej daty. Jeszcze
w XIX w. należały do rzadkości, a urządzano je głównie w miastach i to w
najbogatszych domach. Znacznie starsze od nich są natomiast są zwyczaje
ludowe. W przeszłości, w Polsce i zwłaszcza na wsi, wieczór sylwestrowy
przypominał nieco wieczór wigilijny, tyle że podczas uroczystej wieczerzy nie
zachowywano postu - a przeciwnie w miarą posiadanych zasobów raczono się
różnymi mięsnymi przysmakami - i nie dzielono się opłatkiem.
W wielu domach pieczono całe stosy małych chlebków i bułeczek zwanych
bochniaczkami lub szczodrakami. Obdzielano nimi domowników na zdrowie i
pomyślność oraz bydło w oborze żeby się dobrze chowało. Był to również dar -
zwyczajowy gościniec - przeznaczony dla sąsiadów i kolędników których
spodziewano się w dni następnym, a wiec w dniu Nowego Roku. Najciekawsze
pieczywo noworoczne wykonywano na Kurpiach, Podlasiu w części Warmii i Mazur.
Zarówno w wigilię Nowego Roku, jak i w wieczór poprzedzający święto Trzech
Króli pieczono tam figurki z ciasta. Wyobrażały one zwierzęta domowe: byczki,
koniki, gąski, pieski, kurki itp., a także zwierzęta leśne, żyjące na
swobodzie jelonki, zające, niedźwiedzie. Wszystkie nazywano poufale byśkami.
Formowano z ciasta i następnie pieczono także i tzw. nowe latka. Były to kręgi
z ciasta, do których przylepiano figurki zwierząt, a samym zaś środku
umieszczano figurkę ludzką, wyobrażającą gospodarza, gospodynie z niemowlęciem
na ręku, pasterza lub myśliwego. Figurki zwierzęce, czyli byśki dzielono
pomiędzy domowników, przede wszystkim jednak rozdawano je dzieciom. Nowe latka
wieszano najczęściej przy świętych obrazach, albo nad ołtarzykiem domowym, aby
zapewniały szczęście i pomyślność w nowym roku.
Na Pomorzu natomiast, późnym wieczorem lub w dzień Nowego Roku, podobnie
jak w wigilie Bożego Narodzenia i w dzień św. Szczepana, obwiązywano słomą
drzewka owocowe i zatykano w nie krzyżyki z ciasta - na urodzaj.
Wieczorem panny na wydaniu wróżyły sobie o miłości i małżeństwie
(podobnie jak w wieczór andrzejkowy), np. wylewając wosk do wody."
"Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska