Para układa listę gości weselnych. Termin i miejsce zaklepane, połowa sumy wpłacona. Pan bardzo skrupulatny i mocno stąpający po ziemi. Tworząc listę zaproszeń przy każdym gościu dopisuje ołówkiem kwotę, jakie się od niej spodziewa. Gdy lista gotowa, raz jeszcze z narzeczoną czytają całość, urealniają szacowane prezenty, dyskutują ile wpisać przy danym nazwisku. Później bilans, na ile wesele się im zwróci. Świadkiem wydarzenia młodsze rodzeństwo (brat i siostra) narzeczonej, stąd znam sytuacje. Znam też przyszłego pana młodego i wiem, że do spraw finansowych podchodzi wyjątkowo praktycznie i racjonalnie, pilnuje, aby zawsze i wszędzie budżet się spinał. Jak oceniacie taki przedślubny excel? Zniesmaczenie, czy zaradność i wszystko ok? A może obojętność?
PS Tak, wywlekam prywatną historię na forum publiczne, bo nie mam obsesji na punkcie "wszyscy o wszystkim się dowiedzą", a teorie spiskowe zawsze były mi głęboko obce