Dodaj do ulubionych

Sprawdzić partnera

16.12.18, 18:57
Od razu uprzedzę, że mnie też taka historia wydawałaby się niewiarygodna, gdybym jej nie poznała z wiarygodnego źródła. Proszę zatem abstrahować od tego, że jest dość hard corowa i skupić się na problemie.
Otóż pani 30++, wolna, bezdzietna, pracująca poznała przez portal randkowy pana. Pan wstępne kryteria spełniał, trochę poklikali i spotkali się. Randka okazała się udana, zaczęli sie regularnie spotykać. Pani mieszkała z miasteczku X, mieszkała w jednym w domu z bratem i mamą, pan mieszkał w oddalonym o około 50 km mieście Y, sam w swoim niewielkim mieszkaniu. Pani zaczęła u pana bywać, czasem zostawać na weekend, gdy praca obojga pozwalała. Bo pan pracował w systemie zmianowym. Na randkach płacili róznie, pół na pół, każde za siebie, ale generalnie randki "na wychodne" szybko zmieniły się na randki u pana. Cos sobie tam wspólnie upichcili ze wspólnie kupionych produktów, wypili po lampce wina. Po kilku miesiącach postanowili że zamieszkają razem u pana. U pana, bo ma skromne, ale samodzielne mieszkanie i pracę w miescie swego zamieszkania. Pani pracowała mniej więcej w połowie drogi od swego domu i domu pana, z miasta pana miała nawet lepsze połączenie do pracy.
Co pani o panu wiedziała? Ano to, co jej powiedział: jest od kilku lar rozwiedziony, ma jednego syna przy byłej żonie - obije a za granicą, płaci nań alimenty w wysokości xxx złotych, pracuje w firmie Z (prywatna, dość duża) fizycznie, zarabia nieco więcej od pani, rodzice nie żyją, ma siostrę w tym samym mieście, ale nie otrzymują za bardzo kontaktu, tak wyszło.
Pani nim jeszcze doszło do poważniejszych planów, na początku znajomości szukała pana na FB, ale nie znalazła jego konta - nie miał. Nic podejrzanego, co prawda większość ma, ale są tacy co nie mają.

No i pani się do pana sprowadziła. Nie z meblami, bo umeblowany był, ale no ze swoimi rzeczami, sprzętem audio video, trochę kuchennego. Umówili się, że będą robić opłaty za mieszkanie i media na połowę. Pan wymienił kwotę jaką płaci, nie była ona wygórowana jak na tę wielkość i standard mieszkania. No i fajnie - państwo się fajnie dogadywali, pan gdy miał wolne (pracował w systemie dzień, noc, dwa dni wolnego) gotował, sprzątał - pani pracowała od poniedziałku do piątku od 8 do 16, ale ze miała dojazd to wychodziła po 7 wracała przed 17. Gdy pani otrzymywała pobory, 1 każdego miesiąca dawała panu umówioną kwotę i pan załatwiał rachunki. Na większe zakupy przeważnie chodzili razem i po wszystkim już pani skonstatowała, że za takie zakupy z reguły płaciła ona, ale wcześniej się nad tym nie zastanawiała, tym bardziej, że pan pod jej nieobecność czysto robił zakupy drobniejsze co wnioskowała z zawartości lodówki.
Razu pewnego, gdy pan miał zmianę dzienną pani w pracy poczuła sie źle i ktoś tam z firmy podwiózł ją do domu. Ku zdumieniu pani zastałą tam ona pana (który rano wszak wyszedł do pracy) . Pan wyjaśnił, ze przed zmianą kolega go poprosił., żeby się z nim zamienił, bo chciał tam jakiś inny dzień mieć wolny, to się zgodził, zgłosili szefowi i poszedł do domu. No ok. ]Wkrótce jednak pani zupełnie przypadkiem dowiedziała się, że pan wcale nie pracuje - gdy ona wychodzi do pracy pan niby na nocnej zmianie wraca do domu, gdy wychodzi na nocną zmianę - nie wiadomo gdzie sie podziewa. Pani początkowo nie mogła uwierzyć, ale za poradą przyjaciółki po prostu sprawdziła pana u jego pracodawcy rzekomego - taki tu nie pracuje i nigdy nie pracował - a to ci heca. Pani się spakowała, zadzwoniłą do brata, by po nią i jej rzeczy przyjechał i poczekała sobie na pana rzekomo będącego w pracy, pan wrócił, powiedziała mu co o nim i jego kłamstwach myśli, zabrała rzeczy i poszła. W kilka dni później zadzwoniła do niej jakaś kobieta - okazało się siostra tego Romeo. Pan brat owszem rozwiedziony, owszem ma syna owszem on i była zona za granicą. Alimentów nie płaci! Była zona za bardzo go nie ściga o nie, bo wie, ze pan nierób, a w dodatku niedawno wyszedł z ZK, to roboty pewno nie znajdzie. Nie była to pierwsza odsiadka pana. Mieszkanie nie jest pana, tylko z woli zmarłych rodziców rodzeństwa pani siostry, ale została ona zobowiązana do pomocy bratu przez tychże rodziców. Dlatego pan tam mieszka, a pani siostra opłaca mu to mieszkanie, daje jakies tam pieniądze na życie + pan ma świadczenie z MOPS jako były więzień, niepracujący. Czasem cos tam zrobi na czarno u kogoś, pomaluje mieszkanie itp. , ale generalnie jest leserem niechętnym do pracy i zawsze tak było, dlatego też rzuciła go była żona. Tyle, ze nie pije, siedział za oszustwo i kradzieże. Pani za głowę się złapała, pani siostrze zaproponowała zwrot połowy kasy za czas kiedy mieszkała, jak się pokazało w jej mieszkaniu (choć panu wszak tę połowę dawała) , ale pani siostra odmówiła twierdząc, ze pani dośc miała kłopotów z jej bratem, a ona tak czy siak hultajowi mieszkanie opłaca, żeby nie zalegał na ulicy, bo rodzice by sie w grobach przewracali, a jej nie brakuje.

Nie zapytam o ocenę zachowania pana, z oczywistych przyczyn. Ale za to pani spotkała się z opinią, że głupia była, bo pana dobrze nie sprawdziła, nim z nim zamieszkała. No niby trudno takiej opinii zaprzeczyć. Nie miałam nigdy takiej sytuacji, bo nie poznawałam nigdy panów na portalach randkowych. Ale tak sie zastanawiam - czy gdybym tak kogoś poznała, to czy oczekiwałabym, że mi pokaże zaświadczenie o niekaralności np., albo akt własności mieszkania? Czy ot tak dzwoniłabym do firmy w której jak twierdzi pracuje, zeby sprawdzić czy to prawda? Nie wiem, ale myslę sobie, ze nie mając jakichś wątpliwości co do prawdomówności - NIE! Czyli okazuje się, ze pan mógłby mnie także tak zrobić w balona, gdybym była z innego miasta, nie miala z nim wspólnych znajomych.

A Wam jak sie wydaje - czy i jak spawdzillibyście taką osobę?
Obserwuj wątek
    • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 16.12.18, 20:03
      Kora
      Jak się ludzie spotykają przez kilka miesięcy, to zazwyczaj prędzej czy później poznają też znajomych partnera. Brak kolegów, koleżanek, wyjść do pubu, spotkań towarzyskich, powinien dać do myślenia. Żadnych telefonow do i z pracy? Opowieści, co w robocie się dzieje? Ktoś kto nie ma nic do ukrycia, wprowadza partnera w swoje życie, a ono nie ogranicza się zwykle do zakupów i pichcenia kolacji. Więc chyba powinno panią coś tknąć wcześniej, nawet bez sprawdzania tożsamosci u pracodawcy.
      • kora3 Re: Sprawdzić partnera 16.12.18, 23:30
        Wiesz, są ludzie, którzy są domatorami, są tacy, którzy nie utrzymują bliskich kontaktów z ludźmi z pracy. telefony DO pracy? W dobie komórek to zbędne. Każdy ma swój tel przy sobie. Mój partner, jak sie poznaliśmy miał moją wizytówkę, na niej służbowy stacjonarny i służbową kom. nie przypominam sobie, by dzwonił na stacjonarny tel do pracy.
        • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 05:13
          Kora
          Chodziło mi o telefony współracowników/szefa do pana, ew.jego do pracy itd. Obojętne, komórka, czy stacjonarny. Na przestrzeni miesięcy nie było ani jednej sprawy firmowej, którą by musiał załatwić po godzinach? O której by chciał partnerce opowiedzieć? Zresztą obojętne, mogłabym podać sto przykładów: brak znajomych, opowiadań o wakacjach, brak karty kredytowej czy nawet konta, rachunki za jego własne mieszkanie na nazwisko siostry (ale z którą kontaktów brak- dziwne), brak opłat robionych przez pana - Ty je wszystkie Koro storpedujesz: że każdy nosi telefon przy sobie, więc nie wiadomo czy rozmawiał ze współpracownikami, nie jeździ na wakacje bo jest domatorem, po 16 wyłącza telefon, a kartę ma tylko debetową bo tak. Rachunki opłacał tylko jak pani nie było, a ona z sąsiadami słowa nie zamieniła. W dodatku ci sąsiedzi szalenie dyskretni, nie poinformowali że pan w pace siedział /nie spytali co się z nim działo przez ostatnie lata jak go nie było/nie ucieszyli się że wychodzi na prostą. Rzecz w tym, że jak takich sygnałów jest dużo, to można włączyć myślenie. No chyba że taki to "związek" oparty na wspólnym pichceniu i zakupach spożywczych - to wtedy rzeczywiście parę spraw ma prawo umknąć. Także nie wiem, czy z mety sprawdzać, ale zainteresowanie się czymś więcej niż lista zakupów z pewnością mile widziane.
          • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 10:13
            reinadelafiesta napisała:

            > Kora
            > Chodziło mi o telefony współracowników/szefa do pana, ew.jego do pracy itd. Obo
            > jętne, komórka, czy stacjonarny. Na przestrzeni miesięcy nie było ani jednej sp
            > rawy firmowej, którą by musiał załatwić po godzinach? O której by chciał partne
            > rce opowiedzieć?


            Wiesz, pan pracował fizycznie w fabryce, jako podrzędny pracownik. Nie mam doświadczenia, ale nie wydaje mi sie, by takie osoby miały wiele do omawiania ze współpracownikami telefonicznie po godzinach, acz oczywiście mogę się mylić. Nie wiem też, czy są takie sprawy w takiej pracy, które koniecznie sie z partnerką omawia, ale nie wykluczam. Skoro jednak pan tak udawał pracującego, to może zwyczajnie coś tam zmyslał pani w stylu "a dziś była awaria na halli i mieliśmy godzinę wolnego" - np. - z tym ze jak wspomniałam - tego nie wiem - zakładam jedynie ze mogło tak być.


            Zresztą obojętne, mogłabym podać sto przykładów: brak znajomyc
            > h, opowiadań o wakacjach, brak karty kredytowej czy nawet konta, rachunki za je
            > go własne mieszkanie na nazwisko siostry (ale z którą kontaktów brak- dziwne),
            > brak opłat robionych przez pana


            Reino, przepraszam, ale nie czytałaś uwaznie chyba sad
            Pan wspomniał, ze ma siostrę, ale nie utrzymują kontaktu - nie jest to sytuacja standardowa, fakt, ale nie jest też jakaś bardzo nadzwyczajna. Znam ludzi, którzy mają rodzeństwo i nie utrzymują z nim kontaktu, kilka osób, co do dwóch - wiem dlaczego, ale co do pozostałych - nie.
            Pan mówił, ze mieszkanie jest jego! Opłaty były robione - nie odcięto mediów. Umówili się, ze beda płącić na połowę - w dniu swej wypłąty pani dawała panu połowę umówionek kwoty, on miał rachinki załatwiać i wg pani przekonania - załatwiał - mieli media, zatem było popłacone, inaczej by im przecież odcięto.
            Brak karty kredytowej - hmmm - no powiem Ci, że ja kartę kredytową mam od stosunkowo niedawna. Bo zwyczajnie nie byłą mi potrzebna, "wyrobiłam" sobie włąsnie dlatego, ze ze zwykłego rachunku nie mogłąm robić pewnych operacji - zresztą wiesz. Ale o ile ktoś nie musi robi takich operacji, a podejrzewam, że ci państwo nie musieli, to nie dziwi brak karty kredytowej.
            Zadziwiający jest natomiast - owszem - brak rachunku. Tylko tak sie zastanawiam, czy JA pytałabym w takiej sytuacji w jakim banku ktoś ma rachunek czy o nr konta. Chyba - nie. Mogłoby rzeczywiście zastanowić, ze pan nie płaci kartą/telefonem, ale no jest całkiem sporo ludzi przywiązanych do płacenia gotówką.

            - Ty je wszystkie Koro storpedujesz: że każdy
            > nosi telefon przy sobie, więc nie wiadomo czy rozmawiał ze współpracownikami, n
            > ie jeździ na wakacje bo jest domatorem, po 16 wyłącza telefon, a kartę ma tylko
            > debetową bo tak.


            Reino, nie chodzi o storpedowanie. Ja sie po prostu zastanawiam czy zarzuty wobec pani, że nie sprawdziła są słuszne. Owszem, nie jest dla mnie zaskakujący brak karty kredytowej, bo sama mam takową od niedawna. Nie potrzebowałam tak "pożyczać" kasy, a też nie miałam potrzeby np. zakupowania biletów lotniczych - wiec nie miałam. Teraz mam, ale tak na serio nadal mogłabym sie bez niej obejść.
            W tym przypadku - raczej nie przypuszczam, by osoby słabo uposażone, jak Ci państwo oboje zresztą potrzebowali gwałtownie kart kredytowych.

            Rachunki opłacał tylko jak pani nie było, a ona z sąsiadami s
            > łowa nie zamieniła.


            Wiesz, to dla mnie - znów - nic nadzwyczajnego. U nas rachunki TEŻ opłaca mój partner, nie wiem, czy jak jestem, czy jak mnie nie ma, pewnie via net. Prawdę mówiac nie przypominam sobie, bym przez 11 już lat wspólnego mieszkania WIDZIAŁA te czynność - świadomie. W sensie zawołał mnie i pokazał, ze opłaca.
            Co do sąsiadów - nie wszyscy Reino prowadzą ożywione życie sąsiedzkie. Ja w tym miejscu gdzie mieszkam mieszkam już ponad 11 lat i znam dosłownie kilkoro sasiadów, z czego: jednego znam, bo znałam go wczesniej nim tu zamieszkałam, drugiego znam, bo na tej samej zasadzie znał go mój partner, trzeciego - kilka lat temu sie sprowadził - bo jest eksmęzem mej koleżanki, a sąsiada z góry, bo coś tam przerabiał sobie i informował - tyle. Całą reszta znam z widzenia, mówię i mnie mówią "dzień dobry" i nie, nie zdarzyło mi się z nimi zagadywać o pracy mego partnera, o naszym życiu - w ogóle.

            W dodatku ci sąsiedzi szalenie dyskretni, nie poinformowali
            > że pan w pace siedział /nie spytali co się z nim działo przez ostatnie lata ja
            > k go nie było/nie ucieszyli się że wychodzi na prostą.


            Jak wyżej Reino, na serio nie wszyscy żyją z sąsiadami jak z rodziną. To nie jest żaden przytyk - uprzedzę. Po prostu jedni maja tak, inni - tak, w dodatku w wielu miejscach zamieszkania jest spora rotacja ludzi, nie zawsze jest tak, ze oto jakiegoś pana Piotra wszyscy starsi w kamienicy pamiętają jako Piotrusia latającego z procą po podwórzu, którym sie naturalnie interesują. Bardzo czesto sąsiad z mieszkania obok jest nam znany tylko na "dzień dobry" od kiedy miesz po prostu, albo my mieszkamy.


            Rzecz w tym, że jak taki
            > ch sygnałów jest dużo, to można włączyć myślenie. No chyba że taki to "związek"
            > oparty na wspólnym pichceniu i zakupach spożywczych - to wtedy rzeczywiście pa
            > rę spraw ma prawo umknąć. Także nie wiem, czy z mety sprawdzać, ale zainteresow
            > anie się czymś więcej niż lista zakupów z pewnością mile widziane.


            Reino, nie mnie oceniać czyjś związek - nie wiem zwyczajnie. Jak wspomniałam - nigdy nie miałam takiej sytuacji - zawsze moi chłopcy, potem narzeczony, potem partnerzy to byli ludzie od pozcatku znani mi w realu, z którymi miałam wspólnych znajomych, z którymi chodziłam do szkoły/studiowałam, a swego aktualnego partnera poznałam przy okazji pracy przecież.
            Więc tu nie zachodziło coś takiego, że gośc mi mówi np. gdzie pracuje i pozostaje mi przyjąć do wiadomości.
            W tym watku zastanawiam sie czy zarzuty wobec pani były słuszne i jak technicznie nalezałoby sprawdzić taką osobę - jak wspomniałam - pytanie jest czysto techniczne.
            >
            • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 10:46
              No Ty Koro nie wiesz i nie Tobie ten związek oceniać. Ale nas o to poprosiłaś? Bo niby jak inaczej mamy ocenić postępowanie tej kobiety i wypowiedzieć się, czy zarzuty są słuszne?
              Czytałam Koro o siostrze i zrozumiałam, co piszesz. Ale skoro z kimś się kontaktów nie utrzymuje, a równocześnie mieszka w mieszkaniu tej osoby (a na rachunkach to musiało być widoczne) i skoro równocześnie się utrzymuje, że to własne mieszkanie - to Ty naprawdę nie widzisz w tym nic dziwnego? Bo ja tak. I zapytałabym.
              Pracownik socjalny też nie przychodził? Bo skoro pan dostawał zasiłek, to MOPS ma obowiązek sprawdzać, czy pieniądze są przeznaczane zgodnie z celem. Robi wywiady środowiskowe i ma jeszcze kilka innych zadań. I też nic? Pewnie pani w pracy w tym czasie była,
              Kolegów, znajomych nie chciała poznać? Przez tyle miesięcy żyła z nim i nie starała sìę niczego o nim dowiedzieć? Wiesz co, większość ludzi chyba jednak ma inaczej, ja z pewnością.
              Jeszcze raz Ci mówię, jeden, drugi, trzeci argument mozna odeprzeć, rzecz wytłumaczyć. Ale nie wszystkie. Nie twierdzę, że pani musiała od razu sprawdzać faceta. Ale przesłanek, że coś jest nie tak, musiało trochę być. Tylko że jej nic nie tknęło.
              • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 11:44
                reinadelafiesta napisała:

                > No Ty Koro nie wiesz i nie Tobie ten związek oceniać. Ale nas o to poprosiłaś?
                > Bo niby jak inaczej mamy ocenić postępowanie tej kobiety i wypowiedzieć się, cz
                > y zarzuty są słuszne?


                No wiesz, mnie idzie o to, że związki i ludzie bywają różne i różni. Nie wszyscy ludzie kolegują się z ludźmi z pracy, nie wszyscy przyjaźnią, czy nawet tylko mają zażyłe stosunki z sąsiadami. Dla mnie to całkiem normalne. Podobnie - nie wszyscy ludzie lubią spędzać czas w gronie znajomych, a już szczególnie w dość początkowej fazie związku. Dla mnie niczym nadzwyczajnym nie ejst, że para DOMATORÓW która zdecydowała się razem zamieszkać, gdzie jedno ma zmianową pracę, spędzają wspólny czas w domu ...My nie jesteśmy domatorami, a keidy razem zamieszkaliśmy, to każdą wolną chwilę staraliśmy sie spędzać razem - o ile sie dało z racji mej pracy i partnera - W DOMU. Stądz dziwny dla mnie jest "zarzut", ze pani nie dało do myslenia, że spedzają czas w domu razem, tym bardziej, ze jej to odpowiadało.


                > Czytałam Koro o siostrze i zrozumiałam, co piszesz. Ale skoro z kimś się kontak
                > tów nie utrzymuje, a równocześnie mieszka w mieszkaniu tej osoby (a na rachunka
                > ch to musiało być widoczne) i skoro równocześnie się utrzymuje, że to własne mi
                > eszkanie - to Ty naprawdę nie widzisz w tym nic dziwnego? Bo ja tak. I zapytała
                > bym.


                Wiesz, ja bym też zapytała, GDYBYM widziała taki rachunek Reino. I tak, na pewno w takiej sytuacji by mnie zastanowił! Natomiast tu nie ma żadnej pewności, ze pani takowy miała okazję widzieć, po prostu. Tak, jak pisze do kogoś poniżej - u nas z tego co wiem jest książeczka opłat za mieszkanie, jak często przychodzi - nie wiem, ale grubawe to jest to pewnie raz na pół roku. Rachunki za prąd przychodzą raz na 2 miesiące, za net i satelitę pewnie co miesiąc, ale e- fakturą, na mail mego partnera. Mnie się owszem zdarzyło toto wyciągać ze skrzynki, ale czy pani sie zdarzyło? Pani zamieszkała nie jak my od zera razem, tylko U PANA Reino. W dodatku - no znów jak piszę ponizej - pani pracowała w dni powszednie - od do, pan na wspomniane zmiany miał pracować. Kto miał większą szansę wyjąć takie rachunki ze skrzynki? Pan! Nie wiadomo nawet czy pani miała klucz od skrzynki, byc mlze nie - nie meldowała się u pana, mieszkała tam zaledwie 2 czy 3 miesiące i miała stosunkowo blisko miejsce zameldowania, gdzie przychodziła jej korespondecja, być moze wcale nie miała potrzeby podawac nowego adresu np. w banku.

                > Pracownik socjalny też nie przychodził? Bo skoro pan dostawał zasiłek, to MOPS
                > ma obowiązek sprawdzać, czy pieniądze są przeznaczane zgodnie z celem. Robi wy
                > wiady środowiskowe i ma jeszcze kilka innych zadań. I też nic? Pewnie pani w pr
                > acy w tym czasie była,


                Wiesz, tego to nie wiem, ale nie sądzę, by taki pracownik przychodził co drugi dzień, znienacka i w godzinach wieczornych. Podkreślę, że NIE WIEM, ale nie sądzę, by traktowano osobę która korzysta z takiej pomocy jako niewolnika, który musi cały czas być w domu i czekać na pracownika socjalnego. Ponieważ pan nie miał przy sobie dzieci, którym mogłaby dziać się krzywda, sądzę, ze raczej taki pracownik się z nim umawiał o ile w ogóle pofatygował się w okresie, gdy pani u pana mieszkała. Jedna z pań, której sprawą się zajmowałam też korzystała z pomocy MOPS-u, miała także dozór kuratora i, o ile pamiętam, to pracownik socjalny i KURATOR się z nią umawiali, a nie zaskakiwali ją wieczorami np. w domu, ale mogę się mylić - w każdym razie pani NIC o takiej wizycie za jej bytności - nie wspominała.


                > Kolegów, znajomych nie chciała poznać? Przez tyle miesięcy żyła z nim i nie sta
                > rała sìę niczego o nim dowiedzieć? Wiesz co, większość ludzi chyba jednak ma in
                > aczej, ja z pewnością.


                No wiesz, 2-3 miechy, to nie znów szmat czasu, ale owszem - masz rację, JA byłabym zdziwiona, że nie spotykamy sie z żadnymi pana znajomymi - przyznaję. Patrzę jednak na to także z tej strony, że raz państwo oboje byli domatorami, a dwa - nie czarujmy sie, nie byli zamożni - razem czy osobno. Eyjscia ze znajomymi jednak kosztuj Reino - więc moze dla pani nie było niczym nadzwyczajnym, że współny czas, bądź co bądź ograniczony pracą pani i rzekomą pana, chca spedzić tylko z sobą, a na łązenie po knajpach ich zwyczaj ie NIE STAĆ. Akurat o ile pamiętam w czasie, gdy państwo mieszkali razem nie wypadał ani sezon urlopowy, ani tzw. grillowy, ani tez żadna zwyczajowa impreza typu Sylwester, ze dziwne, iż z nikim się na taki czas nie umawia pan.


                > Jeszcze raz Ci mówię, jeden, drugi, trzeci argument mozna odeprzeć, rzecz wytłu
                > maczyć. Ale nie wszystkie. Nie twierdzę, że pani musiała od razu sprawdzać face
                > ta. Ale przesłanek, że coś jest nie tak, musiało trochę być. Tylko że jej nic n
                > ie tknęło.


                No właśnie Reino zastanawiam sie nad tymi przesłankami - czy były i jakie. I niew piszę teraz tego "pod siebie" - nie ejstem domatorką i o ile z moim partnerem po zamieszkaniu razem tydzień czy dwa delektowalismy sie tym faktem smile, to jednak później miałam już potrzebe wychodzić i spotykać sie z innymi ludźmi. Ale rozumiem ludzi, którzy są domatorami, rozumiem też ludzi, którzy zwyczajnie nie mają na czeste wyjścia do knajp.
                Wg mnie kluczowy dośc jest tu czas - gdyby taka sytuacja trwała np. 9 miechów, rok, owszem na miejscu pani byłabym zdziwiona, ze np. nie poznaję żadnych jego bliższych znajomych, ale przez 2-3 miesiące - nie wiem, po prostu - nie wiem.

                Zastanaiwłam sie też nad tym, czy gdyby mi ktoś powiedział, że to jego mieszkanie, czy oczekiwałabym na to dowodów - a takowym jest tylko akt własności, bo rachunki już nie - rachunki mogą przecież przychodzić na najemcę komunalnego. Czy oczekiwałabym dostępu do konta, dubla karty z pinem? Zaświadczenia o niekaralności i niefigurowaniu w rejestrze dłużników? Umowy o pracę? Dowodów na placenie alimentów? No chyba włąsnie nie i powiem Ci, że po tej historii, która datuje się z zeszłego roku czy sprzed dwóch lat - nie pamietam - dosłąm do wniosku, że bardzo mozliwe, że będac dokładnie w takiej samej sytuacji jak pani - mogłąbym zostać jak ona oszkukanasad
                • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 12:04
                  Koro
                  ona go znała kilka miesięcy plus kilka miesięcy z nim mieszkała. To czego się w tym czasie o partnerze dowiedziała, poza tym że:
                  1.jest rozwiedziony, ma dziecko, oboje z ex mieszkają za granicą
                  2.ma siostrę, z którą praktycznie nie utrzymuje kontaktów
                  3.pracuje w firmie x
                  4.płaci alimenty
                  Coś pominęłam? I z tego połowa okazała się być kłamstwem.
                  Żeby było jasne, uważam że każdy może zostać oszukany, ale w tym wypadku pan nawet starać się nie musiał. Wcisnął jej kit, a ona bezmyślnie łyknęła jak indor kluchy.
                  Właściwie po co ta siostra do niej zadzwoniła, skoro ona z nim już zerwała i wyprowadziła się? Co, brat ją prosił, żeby zadzwoniła i powiedziała pani, że jest byłym więźniem, obibokiem i kłamcą? Chciał ją w decyzji upewnić i dał siostrze numer do niej? Musztarda po obiedzie.
                  • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 12:40
                    Nie wiem po co ta siostra zadzwoniła do niej - nie znam owej siostry.

                    Ale wracając do nurtu głównego wątku Reino - no właśnie - pani pana znała czas jakiś (niedługi) przed zamieszkaniem z nim. Ponieważ pani w dnie powszednie pracowała, a pan na zmiany, to na pewno nie było tak, ze państwo mogli razem spędzać każdy weekend, raczej co któryś - z racji rzekomej jak się okazało pracy pana.
                    No i teraz tak: raczej wolny stan pana nie powinien budzić pani watpliwości - bywali na randkach kilku "na mieście" jawnie, a potem pan panią do siebie zapraszał. Raczej, gdyby był np. zonaty i zona pracowała na granicą nawet najpewniej by tego nie robił, bo przecież ktoś ze znajomych czy sąsiadów mógłby zonie o romansie doniesć - logiczne. Tu zreszta pan nie kłamał. Pan nie oczekiwał ze pani będzie sponsorowała randki, czyli jakieś pieniądze - miał. Mozna wnioskować, że pracuje. Pan bez problemu podał nazwę firmy gdzie pracuje, powiedział też co tam robi. Firma spora profil jej działalności produkcyjnej - znany, nie kłócił się z podanym przez pana zajęciem. Zatrzymajmy sie tu - czy Ty w takiej sytuacji miałabyś wątpliwości. Ja przyznam - ze NIE, niestety poniekąd. Nieutrzymywanie kontaktów z siostrą - jak już pisałam, niestandardowe, ale też nie aż tak dziwne - nie znasz nikogo kto nie utrzymuje kontaktów z bliską rodziną? Ja owszem. Pan kłamał mówiąc, ze płaci alimenty - ok, ale czy na "dzień dobry" ten pan wydałby ci sie podejrzany z taka deklaracją? Mnie nie. No ma dziecko, to płąci, pracujący to nawet jakby nie chciał - komornik by mu sciągał. Czy Ty i kiedy zażyczyłabyś sobie wydruków z konta na okoliczność płacenia tych alimentów?
                    Ja myslę, że każdy z nas teraz się hmm wymądrza , bo sprawa nas nie dotyczy i w dodatku znamy jej finał. Ale tak na serio, jak kogoś Reino poznajesz, niekoniecznie zaraz pana, niech będzie pani, to na ogół przyjmujesz do wiadomosci jej imię i nazwisko BEZ legitymowania jej (mam na myśli kontakt prywatny), na ogół - gdy ci ktoś mówi, że mieszka w swoim mieszkaniu - przyjmujesz to, a nie oczekujesz aktu własności do okazania, jesli ci ktoś mówi ze gdzieś pracuje i nic nie wskazuje na to, by kłamał, to też przyjmujesz to za dobrą monetę. Pan powiedział ze pracuje w firmie Z na podrzędnym stanowisku - sprytnie, bo w tej firmie na produkcji pracuje dobrych parę setek ludzi. Mozna tam pracować kilka lat i niespecjalnie znać ludzi pracujących na innej zmianie. Wiem, bo akurat pewien znany mi pan był tam ongiś dyrektorem finansowym. Gdybym była na miejscu pani, mógłby mi sprawdzić czy taki tam pracuje, w systemie, bo raczwj nie podejrzewam, by znał, bodaj z nazwiska wszystkich fizycznych pracowników. Ale gdyby nawet pani miała znajomego kogoś w tej firmie, to wcale nie musiałby tego ana znać i nie byłoby w tym NIC nadzwyczajnego.
                    Ale dobra - załozmy ze pan to wszystko na "dzień dobry" mowi Tobie, Reinie. A Ty reina:
                    - nie pochodzisz z tego miasta, nie masz tu rodziny
                    - nie chodziłaś tu do szkoły, nie masz tu znajomych
                    - nie znasz nikogo pracującego w firmie Z, jedynie wiesz, ze jest taka firma i czym się zajmuje
                    Takie dostajesz informacje, jakie napisałaś ze pni miała - co robisz? Tak konkretnie
                    • kora3 Reino - takie doświadczenie - własne 17.12.18, 13:03
                      Tak a propos poznawania znajomych to mi sie przypomniało teraz. Otóż mam takiego pana znajomego, z którym dobrych lat parę już spotykam się na lotkowych turniejach - tez gra, dobrze dodamsmile
                      Ów pan pracuje i wczesniej też pracował w pewnej firmie, fizycznie. Wiem o tym, bo sam mi powiedział poniekąd, przy jakiejś okazji. Zreszta podejrzewam, ze nie tylko ja wiem, gdzie pracuje i co robi, pan z tego tajemnicy - nie czynił. parę lat temu ten pan zaczął się pokazywac w naszym turniejowym pubie z jakąś panią. Poznał nas z nią także. Bywali jako i reszta przy okazji gry i zcasem też, bez tej okazji. Z panią zdarzało mi sie rozmawiac o JEJ pracy, bo zgadałyśmy się gdzie pracuje i akurat - z moją kolezanką dobrą. No i wyobraź sobie, że w czas jakiś potem wyszło, że pan panią okłamywał co do swej pracy - powiedział jej prawdę gdzie, ale nie powiedział w jakim charakterze. Skłamał, że w biurze. Chyba krepował się ze poderwał panią z biura a sam fizyczny pracownik. pani panu wybaczyła i ich związek trwa nadal, ale nie w tym rzecz - rzecz w tym, ze pan wcale nie unikał zabierania pani do swego towarzystwa, tu akurat zwiazanego z hobby. A wszyscy wiedzieli, co pan robi zawodowosmile I nie, nie prosił np. mnie bym pani kłamala, ze pracuje w biurze. Po prostu - tam nie bywał nikt kto Z NIM pracuje, a o pana pracy nie było co gadać podczas tych spotkań. Najwyżej ktoś zapytał "I jak tam X w pracy?" gość odpowiedział "A leci" i tyle. Praca pana nie była na tyle interesująca dla ogółu tamtejszego, by chcieć o niej z panem rozmawiać. Jasne, mógł nie przypadkowo "napatoczyć": ktoś z jego pracy, to było ryzyko. ale sie nie napatoczył smile GDYBY mnie ta pani zapytała czy wiem co pan robi, tobym powiedziała, bo nijaka tajemnica, ale nigdy nie pytała. A panu udawało się ją oszukiwać w temacie kilka miesięcy chybasmile
                    • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 13:07
                      Koro, zgadzam się z większością tych rzeczy, które napisałaś. Ale równocześnie zwracam Ci uwagę, że to, czego pani się o panu dowiedziała, to jak na kilka miesięcy mało. Jak się kogoś poznaje nie przez znajomych, to wypadałoby jednak być czujniejszym, szczególnie jeśli się decyduje z tą osobą zamieszkać. Więc albo pani to nie interesowało, nie pytała i to był błąd, albo pan rzeczy przed nią ukrywał - ale to na dłuższą metę widać. Pytasz co ja bym zrobiła? Nie wynajęłabym ani detektywa, ani sama faceta nie śledziła. Ale wyciągałabym wnioski z różnych faktów: braku znajomych, wyjść choćby na piwo (to żaden koszt), braku rozmów z dzieckiem, siostrą, dziwnych danych na rachunkach lub chowanie tych rachunków itp. I zadawałabym pytania. Zupełnie inaczej zachowują się ludzie, którzy nie mają nic do ukrycia. Ja do męża do pracy nie dzwonię, ale numery do sekretariatów, asystentki, wydziału - mam. Bo mi sam dał, na wszelki wypadek. Raz czy drugi pod pracą się u niego umówiłam - portierowi nazwisko obce nie było.
                      To tak jak w innych sprawach: są ludzie, którym co i raz portfel ktoś kradnie, rękawiczki zgubi itd. A są tacy, co problemu z tym nie mają. Przytomnym trzeba byc.
                      • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 13:33
                        reinadelafiesta napisała:

                        Pytasz co ja bym zrobiła? Nie wynajęłaby
                        > m ani detektywa, ani sama faceta nie śledziła. Ale wyciągałabym wnioski z różny
                        > ch faktów: braku znajomych, wyjść choćby na piwo (to żaden koszt),


                        Reino, wszak państwo wychodzili na randki wcześniej. A potem.... No wiesz, ja akurat nie usiedziałbym tak w domu i mnie nie trzeba tego tłumaczyć, ale ludzie są RÓZNI. Mam taką kolezankę np. która bardzo chętnie zaprasza mnie do siebie, ale ani do mnie przyjść nie chce, ani tym bardziej np. w pubie, czy kawiarni sie umówić. Pani nie ma nic do ukrycia dodam i nie jest też uboga. Powiem ci, że jak sie znamy z 7 lat, to może w tym czasie z 5 razy spotkałyśmy się poza domem, moim albo jej. No tak ma...Ja bym z taką osobą być nie mogla, ale jej mąż - podobny osobnik jakoś moze smile


                        braku rozmów
                        > z dzieckiem, siostrą


                        Z siostrą - no miał nie utrzymywać kontaktów, to czym tu sie dziwić, ze nie rozmawiają?
                        A z dzieckiem - racja. Tylko, że cały czas pomijasz system pracy państwa (pana rzekomy) - pani codziennie wychodzi po godz. 7 wraca przed 17. Jesli pan w tym czasie jest w pracy, to na produkcji ma mało szans na gadanie z dzieckiem, ale jesli w domu to mógł sobie do woli rozmawiać przecież gdy pani nie było.


                        , dziwnych danych na rachunkach lub chowanie tych rachunkó
                        > w itp.


                        Pani nic nie wspominala o dziwnych rachunkach, co pozwala mi podejrzewać, ze pani rachunków zwyczajnie NIE WIDZIAŁA. Napisałam Ci z jakich przyczyn - pana mieszkanie, brak korespondencji do niej, zero podejrzeń co do popłacenia (media są nieodcięte). Mnie mój partner nie przynosi rachunków do okazania! Nie zdiwi mnie to wcale. Umówiliśmy się, ze on je ogarnia. W jakim celu miałby mi pokazywać rachunki? Czy je chowa? NIE WIEM, podejrzewam, ze wyrzuca, bo przecież płatnosci robi przez net, to po kija to miałby gromadzić?


                        I zadawałabym pytania. Zupełnie inaczej zachowują się ludzie, którzy nie
                        > mają nic do ukrycia. Ja do męża do pracy nie dzwonię, ale numery do sekretaria
                        > tów, asystentki, wydziału - mam. Bo mi sam dał, na wszelki wypadek. Raz czy dru
                        > gi pod pracą się u niego umówiłam - portierowi nazwisko obce nie było.
                        > To tak jak w innych sprawach: są ludzie, którym co i raz portfel ktoś kradnie,
                        > rękawiczki zgubi itd. A są tacy, co problemu z tym nie mają. Przytomnym trzeba
                        > byc.


                        Reino, doszłyśmy do miejsca częstego na forum, mianowicie do OKOLICZNOŚCI ze tak powiem przyrody. Mam na myslio to, ze coś co nam się wyadje oczywiste, bo nas dotyczy niekoniecznie takowym jest dla innych w innych okolicznosciach. Ja swego partnera poznałam w jego pracy, wiec tu nie zachodziłoby coś takiego, ale założmy, ze poznałabym go tak jak ta pani via net i nikogo nie znała z jego "firmy" - gdybym nie mieszkała i nie pracowała tutaj tam gdzie pracuję - byłoby to całkiem możliwe. I teraz: mogłabym sobie zadzwonić doń do pracy przez stacjonarkę, której nawet nie musiałby mi podawać, bo numer na centralę jest na stronie. Poprosiłabym z takim a takim naczelnikiem i tyle. Jestem zmotoryzwana, więc mogłabym sobie podjechać pod jego ówczesne miejsce pracy i przez bramkę zapytać czy takowy tam jest - wchodzi się na przepustkę. Nazwisko byłoby na pewno wartownikowi - znane. Ale gdybym nie była zmotoryzowana Reino musiałabym sie tam tłuc busem te 25 km. - pytanie czy miałoby to sens, gdybym nie miała żadnych podejrzeń.

                        Teraz weźmy tę panią: pani nie była zmotoryzowana, dojeżdżała do swej pracy 25 km. transportem publicznym. Firma w której pan rzekomo miał pracować znajduje się w strefie ekonomicznej, dośc odległej od centrum miasta, a szczególnie juz mieszkania pana, na głębokich peryferiach - jak to strefa ekonomiczna przeważnie. Nie za bardzo widzę sens umawiania się tam pani z panem, bo niby po co? Gdyby państwo mieli wybrać się np. do galerii razem po pracy pana, to jakiż sens, by kobieta jechała przez całe miasto i połowę peryferiów po niego, by potem znów wsiąść w autobus i pojechać razem do CH? No zaden. Owszem, gdyby pani miała samochód, byłoby normalne, ze np. po pana podjechałaby po jego pracy - ale nie miała. To sa takie niuanse, o których czesto sie nie wie odpowiadając na tematy z forum, a które są kluczowe nierzadko.
                        • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 14:09
                          Czyli jak rozumiem Koro, według Ciebie pani była czujna, miała oczy i uszy szeroko otwarte, nic nie wydawało jej się podejrzane, wszystkie zachowania pana do wytłumaczenia i zrobiła wszystko co się dało, żeby nie paść ofiarą np.oszusta matrymonialnego. No każde zachowanie/ jego brak potrafisz wytłumaczyć, każdy argument zbijasz i nie przyjmujesz do wiadomości, że dorosła kobieta nie jest pelikanem, żeby łykać wszystko, co się jej rzuci. Nic biedulka nie mogła podejrzewać, przecież zakupy robili razem i pichcili, widać dla niej to wystarczajaco, żeby komus zaufać. Ciekawe, czy następnym razem też niczego widzieć nie będzie, czy jednak się spręży i będzie mniej łatwowierna?
                          • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 14:54
                            Reino, zrozum nie dobrze teraz - ja zwyczajnie staram sie postawić w sytuacji pani, ze świadomością tego, że ja i pani się bardzo różnimy. Po prosytu, jak wspomniałam - zastanawialam się (już wówczas gdy temat się pojawił) jak ja się zachowałabym na miejscu pani, z uwglednieniem okoliczności w jakich pani była. No bo inaczej to jasne, ze mogłabym napisac, ze nie związałabym sie z kimś kto ma małoletnie dziecko (moje żelazne jak moze pamiętasz kryterium), nie związałabym się z człowiekiem po zawodowej szkole itd. To wszystko prawda...
                            Ale ja się po prostu zastanawiam własnie, czy coś w takiej sytuacji wzbudziłoby moją czujność, czy podejrzenia. Na pewno dla mnie byłoby dziwne, że pan nie ma bliskich czy nawet dalszych znajomych, nie spotykamy sie z nimi. Z drugiej strony, z pani znajomymi też się państwo nie sptykali - bo miała takowych, ale ze swego miasteczka, a po pracy "patrzyła" jechać do domu, coś zjesć i "pomieszkać" a nie jeździć na spotkania z koleżankami dodatkowe 25 km i potem wracać 50 do domu pana. Na przykład oczywiscie.
                            Natomiast kompletnie moich podejrzeń nie wzbudziłoby to, ze ktoś nie utrzymuje bliskich konatktów z siostrą, ani to, że do zwykłego pracownika fizycznego nie dzwoni po gofzianach szef by np. omawiać strategie firmy.
                            • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:18
                              kora3 napisała:


                              > Natomiast kompletnie moich podejrzeń nie wzbudziłoby to, ze ktoś nie utrzymuje
                              > bliskich konatktów z siostrą, ani to, że do zwykłego pracownika fizycznego nie
                              > dzwoni po gofzianach szef by np. omawiać strategie firmy.
                              >

                              Bo jak wiadomo z pracy moze dzwonic wylacznie szef omawiac strategie firmy. Nigdy, przenigdy kolega z drugiej zmiany powiedziec, co sie dzieje albo opieprzyc za pozostawiony bajzel.

                              Pani swoje kolezanki miala 25 km z trudnym dojazdem, ale pan swoich znajomych powinien miec na miejscu. Zatem da sie wyjasnic,czemu on nie znal jej kolezanek, ale w druga strone nie.
                              • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:51
                                tt-tka napisała:

                                >
                                > Bo jak wiadomo z pracy moze dzwonic wylacznie szef omawiac strategie firmy. Nig
                                > dy, przenigdy kolega z drugiej zmiany powiedziec, co sie dzieje albo opieprzyc
                                > za pozostawiony bajzel.


                                O szefie to Reina wspominała. Kolega z innej zmiany pewnie może, ale czy faktycznie dzwonią ludzie tak w firmie gdzie pracuje blisko 1000 ludzi na produkcji?
                                >
                                > Pani swoje kolezanki miala 25 km z trudnym dojazdem, ale pan swoich znajomych p
                                > owinien miec na miejscu. Zatem da sie wyjasnic,czemu on nie znal jej kolezanek,
                                > ale w druga strone nie.


                                Widzisz, patrzysz na to najpewniej przez włąsne "okulary" czyli przez pryzmat swoich doświadczeń. Podejrzewam, że możesz być jak ja - osobą towarzyską i być moze stąd Twoje takie spojrzenie. Ale doświadczenie uczy, ze nie powinnismy innych mierzyć swoją miarą. Znam wiele osób nietowarzyskich Tt-tko. Mama taką kolezankę, wspomnianą tu, która w zasadziew towarzysko - nie wychodzi z domu, a o ile to do kogoś do domu i jest to bardzo małe grono ludzi, głownie poza mną i jeszcze jedną kolezanką - jej rodzina. Jak ją znam 7 lat, to moze z 5 razy spotkałyśmy się w kawiarni i to z koniecznosci tam, a nie dlatego, ze pani chciała.
                                Mam też takiego dobrego kolegę, który ma zone i żonę tę znam TYLKO dlatego (z widzenia), ze jest to recepcjonistka u pewnego lekarza u którego przypadkiem (bo mego nie było) bylam na wizycie. Gdyby mąż po nią wówczas nie przyjechał (byłam ostatnią pacjentką) wcale bym nie wiedziała, ze to kolegi żona. A kolegę spotykam regularnie, przy okazji hobby- kolega gra w lotki. Jego zona nie gra, ale mnóstwo jest spotkań z udziałem osób tow. graczom, zony/męzowie partnerki/partnerzy. Zona tego pana nigdzie z nim nie chodzi, czasem wyjdą razem we dwoje na kolację, albo do kina. Po prostu ta zona tak ma.
                                Ja to jakoś rozumiem, bo mój partner, choć nie jest odludkiem, jest osobą dalece mniej towarzyską niż ja.
                • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 13:08
                  kora3 napisała:


                  > No wiesz, mnie idzie o to, że związki i ludzie bywają różne i różni. Nie wszysc
                  > y ludzie kolegują się z ludźmi z pracy, nie wszyscy przyjaźnią, czy nawet tylk
                  > o mają zażyłe stosunki z sąsiadami. Dla mnie to całkiem normalne. Podobnie - ni
                  > e wszyscy ludzie lubią spędzać czas w gronie znajomych,

                  A mnie - i Reinie, jak sadze - chodzi o to, ze ktos nie majacy zadnych i z nikim stosunkow i kontaktow jest osoba w najlepszym razie ze sporymi deficytami emocjonalnymi i/lub spolecznymi. W najlepszym. Moze byc gorzej lub duzo gorzej.

                  Poza tym siedzac w domu zwykle sie rozmawia.O czymkolwiek, ale jednak wiecej niz tylko o zakupach do zrobienia.

                  Ciagle czytam "nie wiem, tego to nie wiem, nie jestem pewna, sadze, nie sadze, przypuszczam", to jak mozna dawac do oceny sprawe, w ktorej skoro tyle niewiadomych i niejasnosci ? nawet tak istotnej kwestii jak to, skad siostra miala telefon i po co dzwonila nie wiemy.

                  zeby juz nie cytowac w kolko, to, z czym zwracsz sie do mnie - pani zglosila sie do was z pytaniem, jak technicznie mozna zdobyc potrzebne wiadomosci, a nie z prosba o ocene, czy ona glupia, czy nie.
                  Mozna dowiedziec sie wiele pytajac. Pani nie pytala.

                  I koniec koncow decydujac sie na zamieszkanie z kims chcialabym COS o tym czlowieku wiedziec - nie w sensie sprawdzania go, jego aktow wlasnosci, niekaralnosci itd, tylko zwyczajnie, co porabial do tej pory, gdzie bywal i bywa wyjazdowo czy wakacyjnie, jakich ma znajomych, czym sie interesuje, jak spedza wolny czas itd.
                  Co sprawdzilabym na pewno wiazac sie z rozwodnikiem, to przyczyne rozwodu i tu juz nie poprzestalabym na jego slowach. W tym celu mozna sie zaprzyjaznic z protokolantka sadowa lub zatrudnic fachowca od zdobywania takich wiadomosci.
                  • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 13:22
                    Na dobra sprawe nie wiemy - a i pani zapewne nie wie - czy osoba dzwoniaca i podajaca sie za siostre pana rzeczywiscie jest siostra i czy powiedziala prawde, cala prawde i tylko prawde.
                    Rownie dobrze mozna przyjac, ze to kolejna pani, ktora pan namowil na taki numer, zeby pani byla juz sie u niego nie pojawiala.
                    To tak na marginesie. Historia opowiedziana niekoniecznie jest hostoria prawdziwa.
                    • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 13:34
                      Tt-tka
                      Nie umiem sobie wyjaśnić, skąd siostra wiedziała o sprawie ( brat się pochwalił, że kobietę oszukiwał? I jeszcze numer telefonu siostrze dał?) i po co już właściwie po całej sprawie dzwoniła? Bez sensu to jakieś.
                      • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 13:49
                        reinadelafiesta napisała:


                        > Nie umiem sobie wyjaśnić, skąd siostra wiedziała o sprawie ( brat się pochwali
                        > ł, że kobietę oszukiwał? I jeszcze numer telefonu siostrze dał?) i po co już wł
                        > aściwie po całej sprawie dzwoniła? Bez sensu to jakieś.
                        >

                        Kompletnie bez sensu. Dlatego podejrzewam drugie i trzecie dno, niestety Kora wie o sprawie tylko tyle, ile uslyszala od jednej ze stron, a kolega dziennikarz tez nie pofatygowal sie zweryfikowac opowiesci, chocby odpytujac pana. Albo siostre tongue_out.

                        Wyglada na to, ze nasza forumka jest niebywale latwowierna nie tylko w prywatnych kontaktach, ale i w zyciu zawodowym big_grin
                        • bo_ob Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 13:54
                          No co wy.
                          Brat poprosił siostrę, z którą nie utrzymuje kontaktu aby zadzwoniła do naszej bohaterki i powiedziała o nim to, co powiedziała, ponieważ nie widział innego wyjścia jak odzyskać wolność. I mieszkanie.
                        • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 14:59
                          A skąd wiesz, że kolega się nie pofatygował - z siostrą akurat rozmawiał - chciała rozmawiać, z panem chciał - ale pan nie chciał - miał takie prawo - nie chcieć o tym rozmawiać z kimkolwiek. Poza tym niezależnie sutalił fakty dot. życiorysu pana i były zbieżne z tym, co siostra mówiłą. Dla dziennikarza akurat było to łatwe dzięki kontaktom np. także z półświatkiem, a poza tym wiedział czego szukać. Nie wiem skąd macie takie przekonanie, że dziennikarze wszystkim we wszystko wierza na słowo smile Zwykle - nie weirzą, a mają większe mozliwosci niż inne grupy zawodowe spradzenia takich informacji.
                          • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:08
                            Przekonanie w tym konkretnym przypadku wzielo sie z tego, co i jak piszesz. Opowiesc "z wiarygodnego zridla", ale jak wiarygodnosc owego zrodla zostala stwierdzona, to juz nie powiedziano. Za to uraczono nas cala mase "nie wie, tego nie wiem, sadze, przypuszczam, ja bym", co wiarygosnosci, zwlaszcza w kompetencje, nie dodaje.
                            Historia sie nie klei i nie sklei bez info, po co siostra do pani dzwonila. Z jakiego powodu, w jakim celu i skad znala nazwisko i numer telefonu.
                            • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:39
                              Tt-tko , NIE WIEM w jakim celu siostra dzwoniła, być moze nie umiesz tego zrozumieć, ale nie JA zajmowałam się tą sprawa, więc nie wszystkie szczegóły jej znam i pamiętam.
                              Skąd znała nazwisko i numer telefonu? Alez to bardzo prosye, moze kogoś na ulicy zaczepiła i jej powiedział smile albo niech pomyślę, protokolantkę z sadu poznała, która znała szwagierkę pani, a szwagierka siostrę sąsiada hehe.

                              Skoro uważasz, że osobie całkowicie postronnej, nie mającej żadnych kontaktów w sądzie okręgowym w 100 tysięcznym mieście wystarczy jeden dzień by poznać akta czyjejś sprawy rozwodowej - to dziw bierze , ze tak się dziwisz, że jakiejś kobiecie udało się ustalić numer telefonu innej pani, która 2 czy 3 miechy mieszkała w jej mieszkaniu smile
                        • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:39
                          Kora
                          To już tak na marginesie: jak siostra się tak troszczyła o brata, to znając go, mogła rekę na pulsie trzymać . Zawsze to łatwiej zapobiegać niż leczyć.
                          "Ale ja się po prostu zastanawiam własnie, czy coś w takiej sytuacji wzbudziłoby moją czujność, czy podejrzenia".
                          To to mamy ustalone: u pani nic czujności nie wzbudziło, Ty się jeszcze zastanawiasz, a ja czy Tt-tka napisałyśmy, co by nam się podejrzane wydało. Inni też opinię wyrazili
                          • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:58
                            Reino, ja z tą siostrą nie rozmawiałam - rozmawiał człowiek robiący ten materiał - zadzwonił do niej z prośbą o rozmowę, zgodziła się, zaprosiła do swego domu. Nie znam motywacji tej siostry - z tego co mówiła, brat jest od niej znacznie młodszy (około dekady) od "zawsze" był niesforny, sprawiał rodzicom kłopoty. Prawdopodobnie dlatego rodzice mieszkanie po nich zostawili tylko córce (moze go wydziedziczyli?) ale tę córke zobowiazali do "opieki" nad bratem w sensie, zeby nie znalazł sie pod mostem i nie umarł z głodu. Dlaczego siostra sie na to zgodziła, dlaczego wykonywała w tem a nie inny sposób wolę rodziców , nie wiem.

                            Przyznasz, ze dla tego o co pytałam, nie ma to żadnego znaczenia.
                              • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:27
                                Wiesz, ja się jakoś faktycznie nie zastanawiałam przy okazji tej historii nad rola tej siostry. Bo zasadniczo - dla tej historii miała ta jej rola marginalne znaczenie. Wystarczyłoby, żeby pan panią oszukiwał c do tego, ze pracuje, by uznać, ze należy uważać na znajomości z netu tego rodzaju.

                                Co do pani siostry - cóż, nie byłam w takiej sytuacji i trudno mi ocenic jej postawę. Pewnie jakoś tam jest związana z tym co rodzicom obiecała, pewnie, może z jakąś tam siostrzaną miłością do brata, mimo wszystko. Nie wiem. Gdy pani powiedziała, że siostra pana zadwoniła, to w pierwszej chwili pomyślałam wtedy, że po to, by brata jakoś wytłumaczyć, w drugiej, ze o kasę jje szło, w końcu za mieszkanie swego brata mogła chcieć płacić, ale uznać, że skoro mieszka tam z nim ktoś, to powinien jej zwracać polowę.
                                Kiedy się okazało, ze ani to, ani to, to pomysłałam, że moze własnie chciala się dowiedziec, czy brat poani nie przekręcił na większą kase i czy nie bedzie go skarzyć. Że moze nie chciala znów klopotów , albo wstydu związanych z "dzialalnością" przestępczą brata.
                    • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 14:45
                      No wiesz, tak, pani dzwoniąca była siostrą i fakty podane przez nią polegały na prawdzie - sprawdziła to osoba robiąca materiał, to raczej oczywiste, ale wiadomo, ze takiej osobie było łatwiej z racji raz kontaktów, dwa - wiedziała już czego szukac "na pana"smile
                      • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:11
                        kora3 napisała:

                        > No wiesz, tak, pani dzwoniąca była siostrą i fakty podane przez nią polegały na
                        > prawdzie - sprawdziła to osoba robiąca materiał, to raczej oczywiste, ale wiad
                        > omo, ze takiej osobie było łatwiej z racji raz kontaktów, dwa - wiedziała już c
                        > zego szukac "na pana"smile
                        >


                        "Fakty podane przez nia polegaly na prawdzie", Dzizas.
                  • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 13:54
                    Tt-tko, nie pani nie przyszła do nas z pytaniem jak technicznie miałaby to rozwiązać. Pani do nas przyszła, by opowiedzieć o swoim doświadczeniu i przestrzec innych przed podobnymi. A ponieważ, jak wspomniała zarzucano jej w jej otoczeniu, że pana nie sprawdziła, to zwyczajnie zastanawiała się wraz z nami JAK miała sprawdzić, na ile, w jaki sposób.

                    Sądzę, ze państwo z sobą rozmawiali, ale pomysł, mowa o panu po zawodowej szkole, bez jakichś szczególnie unikatowych zainteresowań, bardzo przeciętnie uposażonego - co mógł pani mówic? Ano, ze np. z zoną się tak jakos rozeszło, wyjechała, tam sobie kogoś znalazła, dziecko zabrała. Ano pracuje, wiadomo ciężko jest, bo płaca słaba, ale dobrze ze jest ta praca na etacie, robota jak robota przy maszynie - pani się najpewniej na tym nie znała.
                    Na wczasy pan nie wyjeżdza na urlopie bo drogo, ot jak pogoda pójdzie sie nad rzekę poopalać, czy nad jeziorko nieodległe pojedzie. Jak wolne to w domu coś porobi, to naprawi, tam pomaluje. Czy to dziwne w sytuacji takiego pana - ano nie.

                    Teraz weźmy panią - wynajęłabyś kogoś powiadasz - a przepraszam, ZA CO? Wywaliłabyś po;owe albo i całe pobory na sprawdzanie kogoś tak na "dzień dobry"? No moze Ty tak...
                    Co do zaprzyjaźniania sie z protokolantką. A jak to widzisz technicznie moga droga? To jest miasto 100 tys. mieszkańców, pani tam mieszkałam 2-3 miesiące , pracowała poza miastem w branży nijak z wymiarem sprawiedliwości nie związanej. pracowała w godzinach urzedowania sądów - miala wziąć urlop i stać pod sądem zaczepiając wychodzące osoby i pytając czy może protokolantka i czy nie chce sie zaprzyjaźnić? smile
                    Szczerze, to ja tu mieszkam 15 lat w sadach z racji pracy bywam czesto, ale qrtyna - nie znam żadnej protokolantki powiem Ci. Prędzej panie i panów sędziów - owszem, parę osób - także prywatnie. Ale DO GŁOWY by mi nie przyszło Tt-tko wypytywać ich o takie sprawy. Wyroki sądów w PL są jawne i mozna je sobie znaleźć np. w necie, ale bez uzasadnienia, chyba, ze zostało ujawnione. Zatem pani miałaby szansę o ile umiałaby to zrobić, w co watpię szczezre, dowiedzieć się ze małżeństwo interesującego rozwiązano przez rozwód, kto był stroną powodową, kto pozwaną oraz czy i czyją ewentualnie winę uznał sąd za rozpad małżeństwa. Mógł pana uznać winnym, panią, obije nikogo nie wkazywać - rozówd moze być bez orzekania o winie. I taki na ogół ludzie przeprowadzają, bo jest szybszy, orzekanie winy sie ciągnie.
                    • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 14:23
                      kora3 napisała:

                      > Tt-tko, nie pani nie przyszła do nas z pytaniem jak technicznie miałaby to rozw
                      > iązać. Pani do nas przyszła, by opowiedzieć o swoim doświadczeniu i przestrzec
                      > innych przed podobnymi. A ponieważ, jak wspomniała zarzucano jej w jej otoczen
                      > iu, że pana nie sprawdziła, to zwyczajnie zastanawiała się wraz z nami JAK miał
                      > a sprawdzić, na ile, w jaki sposób.

                      A na ile sprawdziliscie opowiesc pani ? Bo moze wcale nie chciala przestrzegac, tylko odegrac sie na panu, tez niekoniecznie mowiac prawde ? Jak sie chce przestrzegac, to warto wiedziec, przed czym dokladnie.


                      >
                      > Sądzę, ze państwo z sobą rozmawiali, ale pomysł, mowa o panu po zawodowej szkol
                      > e, bez jakichś szczególnie unikatowych zainteresowań, bardzo przeciętnie uposaż
                      > onego - co mógł pani mówic?

                      O kolegach z pracy. O kolegach ze szkoly. O sasiadach. O awarii maszyny, o wrednym mjstrze, o tym, ze premii nie bedzie. Z kim sie opalal nad ta rzeczka. Z ktorym kumplem wspolnie kibel matce kumpla naprawiali. Przed ilu laty ostatnio byl w kinie i na czym. Naprawde ja tobie, podobno dziennikarce, mam tlumaczyc takie rzeczy jak to, o czym ludzie w domu ze soba rozmawiaja ?



                      > Teraz weźmy panią - wynajęłabyś kogoś powiadasz - a przepraszam, ZA CO? Wywalił
                      > abyś po;owe albo i całe pobory na sprawdzanie kogoś tak na "dzień dobry"? No mo
                      > ze Ty tak...

                      Naprawde nie wiesz, ile kosztuje w przecietnej agencji sprawdzenie dowolnego rozwodu ? Nie pol moich poborow i nie pol poborow pani, nawet jesli pani zarabia najnizsza krajowa. Jak ty weryfikujesz otrzymane informacje, juz nawet nie prywatne, tylko sluzbowe ? Czy moze sluzbowych tez nie weryfikujesz, tylko przyjmujesz na wiare ?


                      > Co do zaprzyjaźniania sie z protokolantką. A jak to widzisz technicznie moga dr
                      > oga?

                      A zwyczajnie. Ide do archiwum sadowego/do biura podawczego i udajac ostatnia niemote, wzglednie bedac naprawde niemota pytam, jak mozna znalezc protokolantke iks. Nazwisko biore z dowolnej wokandy, sa wywieszone na drzwiach. Wzglednie staje przed sala sadowa/wchodze na sale i widze pania protokolantke na stanowisku pracy, a potem odlawiam na korytarzu. Na to wystarczy jeden dzien wolny lub urwanie sie z pracy pod pretekstem zlego samopoczucia. Dalej dziala juz moj urok osobisty.
                      PS bardzo dobrym zrodlem info sa wozni i wozne, pracownicy szatni i bufetu. Wiedza nie tylko, kto jest kto, ale i kto rozmowny. Ty naprawde jestes dziennikarka ?




                      Nie pisz o jawnych wyrokach, bo chodzi o to, co zostalo powiedziane, przez swiadkow zwlaszcza, na sali podczas rozprawy, a nie o orzeczenie o rozwodzie. To sie zalatwia nieoficjalnie, a nie przez wglad w jawne dokumenty. Powtornie pytam, czy naprawde jestes lub kiedykolwiek bylas dziennikarka ???

                      Oraz zakladajac, ze bylas/jestes, odpowiedz mi, czy ktokolwiek z redakcji historie pani sprawdzil, czy sprzedaliscie ja tak, jak kupiliscie, czyli lykneliscie to, co zostalo opoowiedziane bez zadnych pytan i potwierdzen ?
                      • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:30
                        tt-tka napisała:

                        > A na ile sprawdziliscie opowiesc pani ? Bo moze wcale nie chciala przestrzegac,
                        > tylko odegrac sie na panu, tez niekoniecznie mowiac prawde ? Jak sie chce prz
                        > estrzegac, to warto wiedziec, przed czym dokladnie.


                        Tt-tko - a jak niby pani odegrałaby sie na panu kłamiąc nam na jego temat i doczekując się publikacji? Technicznie - jak? Przecież wiadomo było, że bez zgody tego pana nie moglibyśmy użyc jego danych (imię, nazwisko), wskazać adresu, czy nawet nazwy firmy, gdzie kłamał, ze miał pracować. Nie wolno nam było uzyć tych rzeczy nawet wówczas, gdy kolega ustalił, ze pani - mówi prawdę. Bo pan nie wyraził na to zgody, nie chciał rozmawiać z dziennikarzem.
                        Pani też nie chciała by podawac jej dane, miasto gdzie mieszka. Pan mieszka w miescie liczącym 100 tys. mieszkańców, KTO mógłbby go rozpoznac po zmianie pzrez nas wieku pana i paru szczegółow jeszcze? Nikt, no moze poza najbliższymi sasiadami, ale ci też by go nie rozpoznali gdyby np. fakt, iz pan siedział nie był prawdą.
                        Ty na serio sądzisz, że ktoś sobie przychodzi do dziennikarza i opowiada, że załozmy Adam Nowak mu tak zrobił i ten ochoczo pisze, że Adam Nowak?
                        Nawet w sytuacji, gdy osoba jest o coś przestępczego podejrzana oficjalnie i wszyscy wiedzą o kogo chodzi (jak np. w niedawnej aferze KNF) to i tak bez zgody podejrzanego, lub wymiaru sprawiedliwości nie wolno używac jego personaliów. Najwyżej imienia i inicjału nazwiska - tak jest powtarzam, nawet gdy wszyscy wierzą jak owo nazwisko brzmi. A cóż dopiero w przydaku prywatnego człowieka o nic oficjalnie nie podejrzewanego? No przeceiż kolega/wydawca by sie nie wypłacił gościowi.
                        Przed czym pani chciała przestrzec, ano własnie przed znajomościami z netu i pzred zbytnim zaufaniem do takich ludzi.

                        >
                        > O kolegach z pracy. O kolegach ze szkoly. O sasiadach. O awarii maszyny, o wred
                        > nym mjstrze, o tym, ze premii nie bedzie. Z kim sie opalal nad ta rzeczka. Z kt
                        > orym kumplem wspolnie kibel matce kumpla naprawiali. Przed ilu laty ostatnio by
                        > l w kinie i na czym. Naprawde ja tobie, podobno dziennikarce, mam tlumaczyc tak
                        > ie rzeczy jak to, o czym ludzie w domu ze soba rozmawiaja ?


                        Ależ skąd wiesz, że pan nie wstawiał takich opowieści? Byc może wstawiał - o czym wspomniałam wcześniej do Reiny. Każdy moze sobie taką opowieść wstawić, jest nieweryfikowalna dla kogoś z zupełnie innego środowiska, kto NIE ZNA tych ludzi.
                        Dam Ci prosty przykład: ostatnio spotkałam sie z moim kolegą znanym mi przez innego kolegę. Siedzimy sobie gadamy, dzwoni kolezanka, chciałaby się spotkać, a fajnie jestem tu i tu, niech wpada. Koleżanka jest tutejsza, z tego miasta, kolega też, ja nie. Kolezanka wpada, poznaję ją z kolegą. Kolega zagadują ją czy ona z tego miasta, bo jakoś nie było okazji. Od słowa do słowa, okazuje się, ze kolezanka jest nawet z ...z tego samego osiedlana którym kiefyś kolega mieszkał. Jak to jest, że się wzajemnie nie kojarzyli, skoro "z jednego podwórka"? Ano prosto: koleżanka jest 12 lat młodsza od tego kolegi. Gdy on kończył VIII klasę SP, ona właśnie szła do przedszkola.smile Potem kolega się z tego osiedla wyprowadził, a ona została ...I gadają a tego znasz? a tę? a ja jego nie bardzo, ale jego siostre młodszą itd. A JA wyobraź sobie NIKOGO z wymienionych nie znałam smile Jak? No bradzo prostosmile nie pochodzę z tego miasta ani nawet z tego regionu, nie chodziłam tu ani do przedszkola, ani zadnej szkoły, ani nie studiowałam tu, na tym osiedlu o jakim mowa nigdy nie mieszkałam - wiem gdzie ono jest i tylesmile Gdyby mnie ten kolega czy ta kolezanka zaczeli opowiadać o tych ludziach, których oni wspólnie znają, to równie dobrze mogliby opowiadać mi o Japończykach poznanych na targach w Tokio - np. smile


                        >
                        > Naprawde nie wiesz, ile kosztuje w przecietnej agencji sprawdzenie dowolnego ro
                        > zwodu ? Nie pol moich poborow i nie pol poborow pani, nawet jesli pani zarabia
                        > najnizsza krajowa. Jak ty weryfikujesz otrzymane informacje, juz nawet nie pryw
                        > atne, tylko sluzbowe ? Czy moze sluzbowych tez nie weryfikujesz, tylko przyjmuj
                        > esz na wiare ?


                        Wiesz, no nie tak dawno robiłam material o panu detektywie co załozyl działalnośc i powiem Ci, ze orientowałam się z ciekawości w cenach usług tegoż. Nie ejst to 20 złotych, ale moze ty masz inne informacje.
                        >
                        > A zwyczajnie. Ide do archiwum sadowego/do biura podawczego i udajac ostatnia n
                        > iemote, wzglednie bedac naprawde niemota pytam, jak mozna znalezc protokolantke
                        > iks. Nazwisko biore z dowolnej wokandy, sa wywieszone na drzwiach. Wzglednie s
                        > taje przed sala sadowa/wchodze na sale i widze pania protokolantke na stanowisk
                        > u pracy, a potem odlawiam na korytarzu. Na to wystarczy jeden dzien wolny lub u
                        > rwanie sie z pracy pod pretekstem zlego samopoczucia. Dalej dziala juz moj urok
                        > osobisty.


                        No i odławiasz taką panią i CO robisz? W jeden dzień sie z nią zaprzyjaźniasz? Fajnie.

                        > PS bardzo dobrym zrodlem info sa wozni i wozne, pracownicy szatni i bufetu. Wie
                        > dza nie tylko, kto jest kto, ale i kto rozmowny. Ty naprawde jestes dziennikark
                        > a ?

                        Tak, naprawdę, z wieloletnim stazem w zawidzie, a Ty chyba za duzo ogladasz "paradokumentów" w stylu "Redakcja: wydzial śledczy", albo "AM Wesołowska"smile

                        > . Powtornie pytam,
                        > czy naprawde jestes lub kiedykolwiek bylas dziennikarka ???


                        Tak, A TY?
                        >
                        > Oraz zakladajac, ze bylas/jestes, odpowiedz mi, czy ktokolwiek z redakcji histo
                        > rie pani sprawdzil, czy sprzedaliscie ja tak, jak kupiliscie, czyli lykneliscie
                        > to, co zostalo opoowiedziane bez zadnych pytan i potwierdzen ?


                        Odpowiedziałam Ci juz, ale sadząc po tym co piszesz, nie masz za bardzo pojęcia, jak sie takie materiały robi, a już tym bardziej jak się to sprawdza.
                        Owszem, sprawdza się czesto rózne informacje nieoficjalnie, używając swoich KONTAKTÓW także sprawdzonych, a nie zaczepiając nieznane protokolantki, wiesz?smile
                        • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 15:53
                          Koro, koncze rozmowy z toba, w tym watku i w ogole. Ja wyrazam zasadne watpliwosci co do twoich kwalifikacji dzuennikarskich. Gramatyka i stylistyka szwankuje. Wlasne wyobrazenia bierzesz za fakty. (pol poborow za standardowe info). Nie znasz sprawy, ktora dajesz pid osad, nie potrafisz odpowiedziec na istotne pytania.

                          Co do mnie - pracuje w pomocy spolecznej, szeroko rozumianej. Tak, czesto musimy sprawdzac podawane nam informacje i opowiadane historie, czesto droga nieformalna procz wgladu w dokumenty. Kompetencje weryfikacyjne mam, smiem twierdzic, duzo wieksze niz ty.
                          Jestes nieprzyjemna i nieuprzejma, poza tym, ze niewiarygodna. Przykre na tym akurat Forum.
                          EOT.
                          • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:03
                            No cóż, spodziewałam się tego po tym, jaką wiedzę na temat pracy dziennikarza i życia ogólnie ujawniłaśsmile Wesołych Świątsmile
                            PS. pracownicy społeczni korzystają z pomocy agencji detektywistycznych? Musze to sprawdzić, bo jakoś mi sie nie podoba, ze takie coś sie dzieje za kase podatnikówsmile
                            • ola5488 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:08
                              kora3 napisała:

                              > PS. pracownicy społeczni korzystają z pomocy agencji detektywistycznych? Musze
                              > to sprawdzić, bo jakoś mi sie nie podoba, ze takie coś sie dzieje za kase podat
                              > nikówsmile
                              >

                              To bardzo niegrzeczna i bezczelna odpowiedź. Jako osoba chcąca uchodzić za dobrze wychowaną powinnaś mieć tego świadomość.
                                    • ola5488 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:39
                                      Uważam, że nadużyciem jest wydawanie osądów na temat czyjejś pracy i tego na co idą pieniądze. Z pewnością byłoby Ci przykro gdybym stwierdziła, że poziom dziennikarstwa jaki tu prezentujesz daleki jest od tego, czego oczekiwałabym od dziennikarza. Bo to i niesprawiedliwe i przykre, prawda? Tym bardziej, że nie wiesz jak to działa. Ja też nie wiem, a Tka napisała coś innego w tym temacie.
                                      • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:50
                                        ola5488 napisała:

                                        > Uważam, że nadużyciem jest wydawanie osądów na temat czyjejś pracy


                                        Doprawdy???? A jak Tt-tka miała wątpliwosci co do mojej, to mogła?

                                        i tego na co
                                        > idą pieniądze.


                                        No wszak tt-tka wspomniała, ze wie ile kosztuja takie usługi, bo z racji pracy korzysta. Tak w każdym razie to zabrzmiało, nie podkreslala, ze korzysta za swoje, zatem za podatnikasmile


                                        Z pewnością byłoby Ci przykro gdybym stwierdziła, że poziom dzi
                                        > ennikarstwa jaki tu prezentujesz daleki jest od tego, czego oczekiwałabym od dz
                                        > iennikarza. Bo to i niesprawiedliwe i przykre, prawda? Tym bardziej, że nie wie
                                        > sz jak to działa. Ja też nie wiem, a Tka napisała coś innego w tym temacie.


                                        Alez własnie Tt-tka tak o mnie napisała, powątpiewała także czy kiedykolwiek byłam dziennikarzem, ale nie zdziwiło mnie, ze akurat Ty tej drobnostki nie zauważyłaś smile
                                        Tylko, że mnie takie coś nie rusza, bo i dlaczego miałoby. W PL wszyscy znają się na medycynie, prawie, mediach i od dekady - na lotnictwie. A mnie już nic nie zdziwi od czasu, gdy jedna taka forumowa znawczyni mediów i dziennikarstwa przekonywała, że dziennikarze zasięgają informacji w NFZ dzwoniąc na infolinie i kazdy o tym wiesmile
                                        • bo_ob Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:55
                                          kora3 napisała:

                                          > Alez własnie Tt-tka tak o mnie napisała, powątpiewała także czy kiedykolwiek by
                                          > łam dziennikarzem

                                          Ja też powątpiewam smile Dlatego, że bardzo słabo piszesz. Liczne błędy gramatyczne, interpunkcyjne, niewłaściwe używanie wyrazów, mało czytelne przekazy usprawiedliwiają moja wątpliwość smile

                                        • ola5488 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 17:01
                                          Koro, wszelkie insynuacje poddające w wątpliwość kompetencje zawodowe drugiej osoby (jedynie na podstawie dyskusji w internecie) są...delikatnie mówiąc mało wiarygodne. Szczególnie ze strony laików. Zdecydowanie w tym masz słuszność, choć ja obserwuję trochę inny mechanizm: w rejonach, gdzie z łatwością dostrzegano dotychczas znaczenie różnic między mówieniem weryfikowanej prawdy a mówieniem kłamstwa, obserwujemy dzisiaj zobojętnienie na te kwestie. Tam, gdzie zdanie osób kompetentnych szanowano a przynajmniej brano pod uwagę, widzimy ignorowanie tego zdania. Kurczy nam się gwałtownie obszar, w którym dotąd w trakcie rozmowy mogliśmy z uśmiechem zauważyć: ,,dżentelmeni nie dyskutują o faktach". Rozszerza się obszar w którym ktoś mówi: "a ja wiem lepiej i co". I piszę z własnego doświadczenia, gdy odpowiadając laikom dostaję często potok odpowiedzi typu: ,,kto ciebie uczył matematyki?", ,,masz dosyć swojej niewiedzy?", ,,pokazujesz jakaś ty mądra" itp. Ot, taka zmiana obyczajowa.
                                          • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 17:22
                                            Możliwe Olu. Ja nie podważałam kompetencji zawodowych Tt-tki, tylko ona - moje. Do sprawdzenia.
                                            Ja się tylko odniosłam, przyznam nieco prześmiewczo, do tego korzystania z agencji detektywistycznych. Ja nie korzystałam, przyznaje. Ale ze kiedyś pisałam o takiej nowo powstałej, t pytałam o ceny takich usług. I nie jest to wbrew temu co pisze Tt-tka pare groszy, choć oczywiście zależy czego sie oczekuje i jak trudny do "zbadania" jest obiekt sprawdzania oraz jakie generuje koszt taka operacja.
                                            Czy takiego pana, o który mowa tu trudno i kosztownie byłoby sprawdzić - ano pewnie nie. Bo niby wiadomo gdzie miałby pracować, w delegacje nie jeździ itd. Gdyby mnie przyszło np. sprawdzać mego partnera parę lat temu, czy nawet teraz, byłoby to bardziej kosztowne. Niemniej - no te opowieści Tt-tki jak to mzona wszystkiego w sadzie sie dowiedzieć od portiera, czy nowo poznanej protokolantki, z którą się zaprzyjaźniasz w 1 dzień, to na serio tchną SF Olusmile
                                            Owszem, z doświadczenia własnego i nie tylko, DA się ustalić prawie wszystko czego nie dowiesz się oficjalną droga, ale mając kontakty. Gadatliwi portierzy ( zastanawiające co taki portier może wiedzieć o czyjejś sprawie rozwodowej) cz\y protokolantki występują tylko w głupawych tzw. "paradokumentach" pokazujących niby rozprawy sądowe, czy niby pracę w redakcji, w zyciu - nie.
                                            Nikt nie będzie ryzykował wylotem z pracy za gadanie o sprawach, o których gadać mu nie wolno do nieznanej baby, której diabli widzą na co to potrzebne, a może być i prowokatorką!
                                            Stąd wywnioskowałam, że Tt-tka nie miała nigdy okazji jako osoba "cywilna" czegoś takiego się dowiadywać i tak sobie to wyobraża. Jako pracownica socjalna - może i miała, ale czym innym jest wywiad środowiskowy robiony przez pracownika socjalnego, a czym innym wywiad ze tak powiem na własną rękę robiony przez zainteresowaną osobiście osobę, która nigdy tego nie robiła.
                                        • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 08:46
                                          1.Tt-tka NIE NAPISAŁA, że pracuje w Opiece Społecznej, czyli tej konkretnej instytucji, a w pomocy społecznej, co może być rozumiane znacznie szerzej.
                                          2. Tt-tka NIE NAPISAŁA, że korzysta z usług detektywa, a że wie ile one kosztują - to nie to samo! Bo może usługa agencji detektywistycznej byłaby w czymś jej pomocna (w ustaleniu np miejsca pobytu kogoś, albo temu podobnie) i dlatego zorientowała się ile by taka usługa kosztowała, a nie koniecznie zaraz tą agencję wynajmowano!
                                          3. Cóż, Tt-tka napisała, p[odważając twoje kompetencje zawodowe. Nie piękne to, i owszem. Ale... Że przypomnę wątek o zbieżności imion w rodzinie - jako dziennikarz, z rzetelności powinnaś była ZANIM przywołałaś wątek - sprawdzić czego dotyczył. Ale ty tego nie zrobiłaś - poddałaś wątek, z info, że inspiruje cię konkretna historia, po czym radośnie brałaś udział w ocenianiu TAMTEJ wątkodawczyni - dopóki ktoś (tak, ja!) nie zwrócił ci uwagi, że podałaś nieprawdziwe info. Wówczas nagle zaczęłaś się cukać, że to nie tak, bo "tamten" wątek był tylko inspiracją, a tu chciałaś rozmawiać ogólnie o całkiem innym problemie. Jednak nijak nie reagowałaś, gdy użytkownicy pisali konkretnie oceniając tamtą osobę, która założyła wątek cię inspirujący... Bo ty uznałaś, że (pomimo iż pisali konkretnie "Wątkodawczyni to czy tamto" oni piszą ogólnie, o takich sytuacjach. Nie o tej konkretnej osobie. Sorry, ale to JEST nierzetelność. I tak, mnie tez kusiło, by nawiązać do twojego fachu - bo od dziennikarza oczekiwałabym sprawdzenia faktów ZANIM zacznie je roztrząsać, choćby7 na niszowym forum.
                                          • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 11:14
                                            kocynder napisała:

                                            > 1.Tt-tka NIE NAPISAŁA,
                                            > 2. Tt-tka NIE NAPISAŁA,

                                            No nie napisala. Ale szkoda kocyndrowej fatygi, mam wrazenie. Pierwsze, co wzbudzilo moje watpliwosci co do dziennikarzenia kory to bylo nie to, ze ona nie umie przejrzyscie pisac, tylko to, ze nie rozumie tego, co czyta tongue_out
                                            • ola5488 Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 11:18
                                              tt-tka napisała:


                                              > Pierwsze, co wzbu
                                              > dzilo moje watpliwosci co do dziennikarzenia kory to bylo nie to, ze ona nie um
                                              > ie przejrzyscie pisac, tylko to, ze nie rozumie tego, co czyta tongue_out
                                              >

                                              To jest niestety częsty problem. Ja czytając forum (w ogólności) mam wrażenie, że rzadko chodzi o meritum wink Najczęściej, aby ,,moje" było na wierzchu wink
                                              >
                                              >
                                              >
                                              >
                              • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:24
                                ola5488 napisała:


                                > >
                                >
                                > To bardzo niegrzeczna i bezczelna odpowiedź. Jako osoba chcąca uchodzić za dobr
                                > ze wychowaną powinnaś mieć tego świadomość.


                                W dodatku bledna. Pracownicy nie korzystaja z uslug agencji. Oraz raport agencji, jesli juz, jest jak najbardziej formalnym zrodlem. Nieformalnym jest rozmowa (rozmowa ! nie wywiad przeprowadzony przez pracownika socjalnego !) z bufetowa, dozorca, sasiedami. Znowu kora swoje wyobrazenie, oparte na niewiedzy, pdaje jako fakt.
      • alexxa6 Re: Sprawdzić partnera 16.12.18, 21:09
        bene_gesserit napisała:

        > Wiem, że anonimowo, ale jednak wywlekanie tak bardzo intymnych i tak bardzo szc
        > zegółowych informacji o czyich prawdziwych problemach wydaje mi się jakoś niesm
        > aczne. W tej obfitości w dodatku.
        >

        popieram całkowicie.Już nie wspominając że ten elaborat nudny, rozwlekły i wyjątkowo plotkarski.
        • kora3 Re: Sprawdzić partnera 16.12.18, 23:49
          No popatrz Alle... tak, pani na pewni bardzo by się zbulwersowała czytając to, tym bardziej, ze ta sama pani sama z tym kiedyś przyszła do mediów, by przestawić swą historię na łamach, aby przestrzec inne osoby przed takimi znajomościami. Owszem, prosiła by nie podawać jej danych, a niektóre szczegóły zmienic, nie musiała prosić, wystarczyło to zwyczajnie powiedzieć. Naprawdę sadzisz, żektoś kto zdecydował się opowiedzieć tym na łamach gazety wychodzącej w calym sporym województwie, którą to potem historię przedrukował potem poczytny ogólnopolski tygodnik i która wisała w necie za pośrednictwem tych dwóch mediów byłaby oburzona tym, ze ktos wspomniał o niej na niszowym forum ? Serio? Ja jakoś słabo w towierzę. Dla Ciebie pewnie nudne, dla wielu ludzi dające do myślenia, szczególnie moze dla tych, którzy szukają kogoś przez portale randkowe. Ale jasne, ty wiesz lepiej jako i reszta wypwiadająca sie w tym tonie smile
    • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 01:44
      Ja tez uwazam to za niesmaczne. Ale do tematu - nie osob ! moge sie odniesc.

      Jezeli malo znanej osoby szuka sie na fb, to rownie dobrze mozna zajrzec na nk, goldenline i inne portale. Jesli osoby nigdzie nie ma, naturalne, nie sledcze wcale, wydaje mi sie zapytanie o opinie o takich portalach, a przy okazji o kolegow szkolnych, gdzie osoba sie ksztalcila, spedzala urlopy itd. Dosc oczywiste wydaja mi sie pytania o miejsca i ludzi, zwlaszcza ze mozna sie dogadac do wspolnych znajomych. 50 km, co to jest ?
      Praktycznie nie znam ludzi, ktorych w ogole nie ma w necie. Nawet jesli na portalach nie.
      Czy pana nie ma na czarnej liscie dluznikow sprawdzilabym na pewno. Przed przewiezieniem do pana moich rzeczy wartosciowszych niz szczoteczka do zebow i domowe pantofle.

      Wolna dorosla osoba do innej wolnej doroslej osoby moze sie sprowadzic w kazdej chwili, jesli obojgu to odpowiada. Nie oczekiwalabym zaswiadczenia o niekaralnosci ani aktu wlasnosci, ale ... przychodza rachunki i nigdy nie zdarzylo sie "popatrz, jaka nadplata/niedoplata", "znowu podniesli/naliczyli za duzo" ? Pani nie widziala, na jakie nazwisko przychodzi korespondencja, nawet w te dni, gdy pan pracowal na dzien, a ona wracala wczesniej nie wyjmowala niczego ze skrzynki ?
      Przy osobie poznanej w necie i nie potwierdzonej w realu brak jakichkolwiek znajomych, wspomnien o szkolnych kolegach, gawed o pracy, a nawet stosunkow z sasiadami dalby mi do myslenia. Oczekiwalabym co najmniej kurtuazyjnej wizyty u siostry - kontakty luzne, ale nie zerwane przeciez.
      Pani ostatecznie nic nie stracila poza zludzeniami, moglo byc duzo gorzej.
      • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 10:38
        tt-tka napisała:

        > Ja tez uwazam to za niesmaczne. Ale do tematu - nie osob ! moge sie odniesc.


        Ale co jest niesmacze? Jakiś czas temu pani sama w mediach opowiedziała o tej swej "przygodzie", więc chyba no chciała, zeby ludzie ja poznali, ale pewnie się mylę smile
        >
        > Jezeli malo znanej osoby szuka sie na fb, to rownie dobrze mozna zajrzec na nk,
        > goldenline i inne portale. Jesli osoby nigdzie nie ma, naturalne, nie sledcze
        > wcale, wydaje mi sie zapytanie o opinie o takich portalach, a przy okazji o kol
        > egow szkolnych, gdzie osoba sie ksztalcila, spedzala urlopy itd. Dosc oczywiste
        > wydaja mi sie pytania o miejsca i ludzi, zwlaszcza ze mozna sie dogadac do wsp
        > olnych znajomych. 50 km, co to jest ?


        O widzisz, to ciekawe co piszesz. Jka ja poznałam swego partnera nie miałam konta na żadnym z tych portali, ani on. Nie przyszło mi do głowy pytać o opinie o tych portalach, no, ale ja go ze tak powiem nie musiałam sprawdzać.

        Nie przypuszczam jakoś, by pan szczególnie się hmmm kształcił - wnoszę z wykonywanego przezeń zmyślonego "Zawodu". Ale no fakt, możnaby go zapytać gdzie chodził do podstawówki/zawodówki. Pytanie czy ta pani znałaby kogokolwiek stamtąd.
        50 km to racja, niewiele, al czy KONIECZNIE trzeba znać ludzi z miasta oddalonego o tyle? No nie mam przekonania, to zależy pewnie - głownie od tego czy w ogóle zna się wielu ludzi i dlaczego.

        > Praktycznie nie znam ludzi, ktorych w ogole nie ma w necie. Nawet jesli na port
        > alach nie.


        A ja znam, chić nie przypuszczam by byli to ludzie, których nie ma, bo sie ukrywają.

        > Czy pana nie ma na czarnej liscie dluznikow sprawdzilabym na pewno. Przed przew
        > iezieniem do pana moich rzeczy wartosciowszych niz szczoteczka do zebow i domow
        > e pantofle.

        Ooooo widzisz, to dobre! o ile pamiętam, to o dłuchach pana, poza tymi alimentacyjnymi, nic nie było. Czy pan był na czarnej liscie - nie mam pojecia.

        >
        > Wolna dorosla osoba do innej wolnej doroslej osoby moze sie sprowadzic w kazdej
        > chwili, jesli obojgu to odpowiada. Nie oczekiwalabym zaswiadczenia o niekaraln
        > osci ani aktu wlasnosci, ale ... przychodza rachunki i nigdy nie zdarzylo sie "
        > popatrz, jaka nadplata/niedoplata", "znowu podniesli/naliczyli za duzo" ?


        No wiesz, zwykle jest tak, ze rachunki przychodzą w dni powszednie w dzień. Pani pracowała jak pracowała - nic nadzwyczajnego, że gdy pojawiał sie listonosz, ktoż ze wspólnoty z czymkolwiek to zastawał o ile kogoś to pana mającego wtedy wolne , albo nocną zmianę - z założenia rzecz jasna, a nie panią bedąca w pracy. Mnie by w takim układzie wcale coś takiego nie zaskakiwało. Zważ ponadto na to, że państwo mieszkali z sobą zaledwie coś 2 czy 3 miechy, to ile razy te rachunki miały przyjść? Nie wiem jak u tych państwa, ale u nas jest ksiązeczka opłat za mieszkanie, nie wiem jak czesto "przychodzi" - raz na pół roku? Rachunki za prąd przychodzą raz na 2 miesiące. Za net pewnie co miesiąc, ale u nas akurat e- fakturą. Nie wiem co jeszcze tam jest ale chyba - nicsmile A satelita, nie wiem mój partner miał tę umowę jeszcze nim razem byliśmy ...



        Pani
        > nie widziala, na jakie nazwisko przychodzi korespondencja, nawet w te dni, gdy
        > pan pracowal na dzien, a ona wracala wczesniej nie wyjmowala niczego ze skrzyn
        > ki ?


        Nie wiem tego. Być może nie. I owszem, też to dla mnie nie byłoby bardzo zaskakujące. Ja w swoim tutejszym mieszkaniu nie jestem zameldowana i w zasadzie nie otrzymuję tu żadnej korespondencji do mnie (przesyłki - owszem). Nie ze się ukrywam, ale z wygody - zwykle nie ma mnie w domu, gdy przychodzi listonosz i wolę, by korespondencja przychodziła do miejsca pracy - po prostu. Tam o ile tylko coś nie jest do rąk własnych, to nawet jak mnie nie ma - ktoś odbierze. No teraz w tym sezonie to mogłaby przychodzić do domu, jest spora szansa zastania mego partnera (nie zawsze), ale wcześniej tak nie było przez wiele lat, a tu mowa o 2-3 miesiącach.


        > Przy osobie poznanej w necie i nie potwierdzonej w realu brak jakichkolwiek zn
        > ajomych, wspomnien o szkolnych kolegach, gawed o pracy, a nawet stosunkow z sas
        > iadami dalby mi do myslenia. Oczekiwalabym co najmniej kurtuazyjnej wizyty u si
        > ostry - kontakty luzne, ale nie zerwane przeciez.
        > Pani ostatecznie nic nie stracila poza zludzeniami, moglo byc duzo gorzej.


        Z ostatnim zdaniem w pełni sie zgadzam, z tą wizytą u siostry - nie. Trudno wpraszać sie do kogoś o kim partner mówi, że NIE UTRZYMUJE z tą osobą z rodziny kontaktu. Jak nie utrzymuje, to kontakty są po mojemu nie tak luźne, jak włąsnie zerwane! czy to dziwne? Jak dla mnie owszem , nie takie codzienne, ale nic nadzwyczajnego. Np. moja kolezanka nie utrzymuje kontaktów ze swoim ojcem, od lat wielu - żadnych. Kiedy poznała swego meza już tak było - sądzisz, ze powinien nalegać na kurtuazyjną wizytę u jej ojca, z którym ona nie ma zadnego kontaktu z wyboru?
        • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 11:10
          kora3 napisała:


          > Ale co jest niesmacze? Jakiś czas temu pani sama w mediach opowiedziała

          Sama. O sobie. Nie inni o niej. Czy pani opowiadajac sama prosila o ocenianie jej osoby i postepowania, jak ty to zrobilas ?





          > Z ostatnim zdaniem w pełni sie zgadzam, z tą wizytą u siostry - nie. Trudno wp
          > raszać sie do kogoś o kim partner mówi, że NIE UTRZYMUJE z tą osobą z rodziny k
          > ontaktu.

          Pisalas, ze kontakty sie poluzowaly, a nie ze pan calkiem ich nie utrzymuje. Dlatego m. in. wole takie opowiesci w wykonaniu bohaterki historii, a nie osoby trzeciej, ze mozna dokladnie dopytac.
          • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 12:00
            tt-tka napisała:
            >
            > Sama. O sobie. Nie inni o niej. Czy pani opowiadajac sama prosila o ocenianie j
            > ej osoby i postepowania, jak ty to zrobilas ?


            O ile pamiętam, bo byłam przy tym, ale nie ja robiłam ten materiał - to oani własnie wspominała o tym, że czesc jej otoczenia oceniła ją jako meganaiwną i uznała, że powinna pana sprawdzić - i pana zastanawiała sie jak miałaby to technicznie zrobić - otwarcie, czy poprzez wywiad środowiskowy. O ile pamiętam, to osoba pisząca ten materiał o tym aspekcie także wspomniała - tak w kontekscie wypowiedzi pani, jak i w kontekscie technicznych że tak powiem mozliwości takiego sprawdzenia. Zatem chyba pani nie miała nic przeciwko takiej ocenie.
            Techniczne mozliwości pani miała słabe - nie udzielają zadnych informacji - jak sama wiesz. Nawet o zaswiadczenie o swej niekaralności musisz sobie wystąpić SAMA. Owszem, wyroki sądów są jawne, ale musiałabyś wiedziec gdzie szukać itd.
            >
            > Pisalas, ze kontakty sie poluzowaly, a nie ze pan calkiem ich nie utrzymuje. Dl
            > atego m. in. wole takie opowiesci w wykonaniu bohaterki historii, a nie osoby t
            > rzeciej, ze mozna dokladnie dopytac.


            Wiesz, jako osoba nadzorująca ze tak powiem prace nad tą sprawą na włąsne uszy słyszałam co pani mówi, a także potem - fragmenty nagrań wykonane za zgodą pani przez pracownika, który się nimi posilkował podczas piania. Pani powiedzał, iz pan jej wyznał, że rodzoice jego nie zyją (prawda) i że ma jedną siostrę, która mieszka w tum samym mieście (prawda), ale nie utrzymują z sobą kontaktu (nieprawda, choć kontakty nie były takie jak zwykle bywa między rodzeństwem). Tak też, o ile pamiętam, napisałam w poście startowym.
            Nie mam pojęcia czy i kiedy ja drążyłabym po takim wyznaniu dlaczego ktoś nie utrzymuje kontaktu z siostrą. Bardziej by mnie zastanowił brak takiego kontaktu z rodzicami, acz też się zdarza. Z rodzeństwem czasem ludzie nie utrzymują kontaktów, bo np. poróznił ich testament, albo ogólnie sprawy spadkowe, opieka nad chorymi rodzicami, jakieś rodzinne sprawy. Nie ejst to nagminne, ale nie jest też jakieś bardzo wyjątkowe i mnie np. nie zdziwołoby takie wyznanie ze strony kogokolwiek.
    • bo_ob Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:19
      kora3 napisała:


      > A Wam jak sie wydaje - czy i jak spawdzillibyście taką osobę?


      Dorosłe kobiety zanim zamieszkają z poznanym mężczyzną, poznają go: poznają kogoś ze znajomych, kogoś z rodziny itp., wyjeżdżają wspólnie na jakieś wakacje, w ogóle robią coś wspólnie poza domem - na tym polega to sprawdzanie, bo wszystko wychodzi samo w praniu.

      Są, oczywiście, kobiety niedojrzałe (niezależnie od wieku) i wprowadzają się do obcego człowieka, ale należy mieć nadzieję, ze i one uczą sie na własnych błędach.


      • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:31
        No pewnie masz tu sporo racji.
        Aczkolwiek zdarzają się i sytuacje, gdy takiego kogoś pan/pani pozornie zna na poziomie o jakim piszesz, a i tak okazuje się taki ktoś oszustem. Teraz pewnie mniej to mozliwe, ale kiedyś - bardziej.
        • bo_ob Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:36
          kora3 napisała:


          > Aczkolwiek zdarzają się i sytuacje, gdy takiego kogoś pan/pani pozornie zna na
          > poziomie o jakim piszesz, a i tak okazuje się taki ktoś oszustem.

          Mało prawdopodobne. Gdy kobieta zna jego rodzinę i znajomych, znajomość trwa dłużej niż kilka miesięcy i przebiega na wielu poziomach oszustwo wyjdzie na jaw chciał nie chciał.

          Chyba, że kobieta jest całkiem głupia.
          • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:44
            Hmmm no wiesz, owszem tak. Jak wspominam cały czas, nie byłam nigdy w takiej sytuacji, jak ta pani i trudno mi sobie nawet ją w moim wydaniu wyobrazić, że spotykam się z kimś w relacji damsko-meskiej nie mając żadnego punktu odniesienia wspólnego- wspólnych znajomych itd.

            Ale cóż wówczas, gdy ktoś deklaruje, ze nie żadnej rodziny, a z danego miasta nie jest - nie ma znajomych ze szkoły, z dzieciństwa, ze studiów...trudno mi powiedzieć czy taką osobe łatwo sprawdzić ...
            • bo_ob Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 16:48
              kora3 napisała:

              > nie byłam nigdy w takiej sytuacji, jak ta pani

              To nie jest watek o tobie i Twoje przeżycia są nie na temat.

              > Ale cóż wówczas, gdy ktoś deklaruje, ze nie żadnej rodziny, a z danego miasta
              > nie jest - nie ma znajomych ze szkoły, z dzieciństwa, ze studiów...trudno mi po
              > wiedzieć czy taką osobe łatwo sprawdzić ...

              Mądra kobieta nie uwierzy w takie opowieści.

              Sprawdza się przed a nie po wspólnym zamieszkaniu.


              • kora3 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 17:06
                bo_ob napisała:
                >
                > To nie jest watek o tobie i Twoje przeżycia są nie na temat.


                No jasne, ale ja ten wątek załozyłam , by dowiedzieć sie w jaki sposób zachowałyby się inne osoby będąc w sytuacji tej pani. Oczywiście wiem, ze tu nikt nie szuka drugiej połowy na portalach, ale mozna sobie wszak wyobrazić smile
                >
                > Mądra kobieta nie uwierzy w takie opowieści.

                Serio? No to ja jestem niemądra. Jeden z moich kolegów po fachu dopóki sie nie ożenił nie miał żadnej rodziny, w każdym razie takiej z którą utrzymywałby regularny kontakt. Ojciec jego porzucił rodzinę gdy by mały i wyjechał za granice, matka zmarła gdy miał 15 lat, wychowywali go dziadkowie - oboje już nie zyją. Matka byłą jedynaczka, on też jest jedynakiem. Pochodzi z małego miasteczka w lubuskiem, studiował w Poznaniu, gdzie w czasie studiów pracował też. Po studiach wyjechał do Niemiec pracować. Swoją przyszła żonę (tutejszą) poznał przypadkiem a niemieckim mieście gdzie pracował, była tam na wycieczce. Że ja idiotka mu wierzę, to nic, ale jego żona to dopiero kretynka, nie? Są z sobą 10 lat, poslubie - 9 - miałam przyjemności na ślubie i weselu byc być i od pana młodego z rodziny, ani z dawnych kolegów nie było nikogo i też nikogo to nie zaskakiwało.
                >
                > Sprawdza się przed a nie po wspólnym zamieszkaniu.
                >
                >


                A tiu PEŁNA zgoda. Nie pojmuje po co ta kobieta zgodziła się zameiszkac tak szybko z gosciem, o którym nic nie wiezdiała. Zważywszy na to, że nie miała jakiejś trudnej sytuacji mieszkaniowej - mieszkała w rodzinnym sporym domu.
                • bo_ob Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 17:11
                  Koro, nie opowiadaj mi przeżyć ze swojego życia, błagam. Naprawdę mnie to nie interesuje.
                  Założyłaś watek, zadałaś pytanie a ja na nie odpowiedziałam zgodnie z moją najlepszą wiedzą. Nie musisz się ze mną zgadzać, ale - na litość - po prostu przyjmij do wiadomości moje zdanie.
                    • bo_ob Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 18:28
                      kora3 napisała:

                      > też bym nie zamieszkała z kims o kim nic nie wiem


                      To, czy Ty byś zamieszkała czy nie nie ma ze sprawą nic wspólnego, bo to nie Ty jesteś punktem odniesienia.

                      Mam natomiast nadzieję, że Wasza redakcja wywód tej kobiety podsumowała radą dla kobiet typu "nie zadawajcie się zbyt blisko z kimś o kim nic nie wiesz" a nie "jak sprawdzać kogoś, z kim się zamieszkało".


                      • ola5488 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 18:44
                        bo_ob napisała:

                        > Mam natomiast nadzieję, że Wasza redakcja wywód tej kobiety podsumowała radą dl
                        > a kobiet typu "nie zadawajcie się zbyt blisko z kimś o kim nic nie wiesz" a nie
                        > "jak sprawdzać kogoś, z kim się zamieszkało".
                        >

                        big_grin
                        • verdana Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 20:54
                          Mam nadzieję, ze redakcja pisma weryfikuje to, z czym ludzie przychodzą. Bo najwyraźniej do pisma, w którym pracuje Kora można przyjść, opowiedzieć historię o tym, jak nieuczciwy pracodawca okradł nas ze wszystkich oszczędności, zbałamucił naszą córkę i wyciął nam nerkę na organy, a redaktorzy w osobie Kory&company drukują, bo skoro ktoś przyszedł z tym do MEDIÓW i chciał, abyśmy wydrukowali, to oczywiśte jest, że "fakty polegają na prawdzie" . Powstaje zatem pytanie - jak sprawdzić, czy to co drukuje takie czasopisma jest choć w minimalnym stopniu prawdziwe?
                          Nie sprawdzać. Nie kupować.
                          • alexxa6 Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 21:49
                            verdana napisała:

                            > Nie sprawdzać. Nie kupować.

                            ja natomiast nie wierzę w to że w miarę poważna redakcja, jakiejkolwiek gazety/czasopisma na serio zajmuje się opisywaniem takich bzdur. No chyba że jest to "redakcja" gazetki osiedlowej pod przewodnictwem największej osiedlowej/ gminnej/ plotkary, która wie wszystko, zawsze o wszystkich.Nie wiem czy aby wszyscy ci , którzy tak zajadle się wypowiadali na ten temat dokładnie zrozumieli treść ? Zaznaczone było w prawdzie że historyjka jest "hard corowa" wink . Co w tej banalnej, żenującej opowiastce takiego "hard corowego" jest ?! że aż zajęły się tym ponoć media krajowe? nikt nikogo nie okradł, nikt nikogo nie zamordował, nikt nikogo nie uprowadził, nikt nie wywołał skandalu politycznego. Ponoć jakaś kobieta wprowadziła się do mieszkania mało znanego faceta, trochę z nim pomieszkała, żyli biednie,nijako i krótko ze sobą bo ponoć się wydało że on nigdzie nie pracuje. I to ma być ten "hard core" ? ani on jej seksualnie ani finansowo nie wykorzystał, nawet się do niej nie wprowadził tylko ona do niego, utrzymywał się z własnych funduszy,nie pił, nie bił....to gdzie ta strrrrrrrrrraszna sensacja i hard core? ja pytam? .... no w sumie to sprawa tak banalna i codzienna że tylko ziewać z nudów. Ku przestrodze kogo? czego? ta opowiastaka ma być? to że ludzie kłamią czy nie mówią całej prawdy o sobie to raczej fakt powszechnie znany i nawet nie jest to karalne. I takimi super-mega pierdołami zajmuje się poważna prasa i media? no rozśmieszyło mnie to okrutnie.
                            • verdana Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 22:10
                              To wygląda na pismo typu "Ż życia wzięte", tylko tam wstrzasające historie piszą wynajęci studenci i panie domu, a nikt z nimi do redakcji nie przychodzi. Problem też w tym, że jakoś nie widać aby autorka postu znała sie na dziennikarstwie i pracy na uczelni, a rzekomo tam pracuje. Pismo, które wydrukowałoby taką historyjkę bez sprawdzenia faktów byłoby bezdennie głupie - raz, ze mozna stworzyć znacznie zabawniejszą i bardziej spójną historię, dwa - ze o ile historia jest w peni prawdziwa, a nie zweryfikowana, naraża sie na problemy.
                              • aqua48 Re: Sprawdzić partnera 18.12.18, 14:36
                                verdana napisała:

                                > To wygląda na pismo typu "Ż życia wzięte", tylko tam wstrzasające historie pisz
                                > ą wynajęci studenci i panie domu, a nikt z nimi do redakcji nie przychodzi.

                                A nie, nie, nie. Mam taką koleżankę, która czytuje tego typu czasopisma i ponieważ sama miała problem z jakimś urzędem, który działał opieszale, a w piśmie funkcjonuje dział - "listy od czytelników, nasze problemy, redakcja pomaga", czy coś podobnego, opisała go w liście do redakcji. Zadzwonili do niej, przyszli do domu, opisali problem, porobili zdjęcia w domowych pieleszach i był piękny artykuł na całą rozkładówkę. A na dodatek urząd zapewne stwierdził po takim artykule, że lepiej by go nie opisywali źle w piśmie które czyta wiele osób i sprawę załatwił od ręki.
                                • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 18.12.18, 15:02
                                  Jezeli dali jej rozkladowke i to ilustrowana, to znaczy, ze byl to ewenement smile
                                  Albo wyjatkowo nosna sprawa, albo wyjatkowy przypadek, ze przyszedl ktos prawdziwy z prawdziwa historia.
                                  • aqua48 Re: Sprawdzić partnera 18.12.18, 16:07
                                    tt-tka napisała:

                                    > Jezeli dali jej rozkladowke i to ilustrowana, to znaczy, ze byl to ewenement smile
                                    > Albo wyjatkowo nosna sprawa, albo wyjatkowy przypadek,

                                    Albo akurat był sezon ogórkowy i brakowało tematów...

                                • verdana Re: Sprawdzić partnera 18.12.18, 16:35
                                  Ale jak widzisz zweryfikowali. Nie wydrukowali historyjki tylko dlatego, zę ją im opisała. I nie dotyczyła prywatnego pana, tylko urzedu, który działa wg. przepisów, a więc jesli czegoś nie zrobi, to jest to do sprawdzenia.
                            • ola5488 Re: Sprawdzić partnera 19.12.18, 12:09
                              kora3 napisała:

                              > Verdano, skoro nie masz pojęcia o tym co sie w takich sytuacjach i jak robi - t
                              > o nie ma chyba sensu zabierać głosy, prawda?
                              >

                              Koro, naprawdę każdy ma prawo zabrać głos i nie potrzebuje Twojego zezwolenia wink Zakładając wątek czy wchodząc w dyskusję musisz brać pod uwagę, że pojawią się różne głosy - także te krytyczne i niezgodne z Twoimi poglądami. Według mnie to nawet bardzo dobre, bo pokazuje różne spojrzenia i może nauczyć otwartości na drugiego człowieka i wskazać własne braki. Jeśli nie umiesz czy nie chcesz przyjąć krytyki, to bardzo trudno jest z Tobą dyskutować.
    • pani.kappa Re: Sprawdzić partnera 17.12.18, 23:35
      Pani z dwójką dzieci (3 i 5, ojciec biologiczny nawiał, bez alimentów) poznała Pana przez bezpłatną osiedlową gazetę. Mianowicie zadzwoniła pod podany tam numer z ogłoszeniem "złota rączka". Pan przyjechał, naprawił półkę i szafę, policzył tanio, zasiedział się u pani, zaczęli się spotykać. Pan opowiedział taką historię: samotny, bez rodzeństwa, bez rodziny, bez przeszłości, 20 lat jako marynarz, obecnie od kilku lat jako złota rączka. Wszystko się kleiło, pan miał sporo zleceń. Po pół roku pan wprowadził się do pani, bo sam wcześniej mieszkanie wynajmował. Finansowo uczciwy i rzetelny. Płacił za czynsz i media, dokładał się do zakupów, dodatkowo drobne naprawy w domu. Nie ukrywał się też: jeden telefon, który pani często odbierała, gdy on nie mógł - dzwonili wyłącznie klienci. Jeden adres e-mail, również dla klientów (ogłoszenia w internecie). Pan nie miał swoich znajomych, poznał dopiero tych pani. Poczta do pana nie przychodziła, - pan zostawił zresztą pani dowód osobisty, w razie jakby trzeba było coś odebrać. Pan był dobrym ojcem dla dzieci pani, dobrym partnerem. Jedyna rzecz, jaka się pani nie podobała, to że pan pracuje na czarno, bo oczywiście działalności nie miał i wszystkie zlecenia brał bez żadnych umów. Ale zarabiał nieźle jak na swoje warunku 3500-4000 miesięcznie. I tak sobie to trwało 3 lata. Pewnego dnia pan nie wrócił z jakiegoś zlecenia. Z domu nic nie zabrał, swoich rzeczy miał zresztą bardzo, bardzo mało. Zostawił telefon, portfel a w nim dowód, szczoteczkę do zębów i parę ubrań. Po dobie pani zgłosiła sprawę na policję, gdzie poszła z dowodem pana. Jak się okazało, dowód nie był pana tylko zgubiony przez zupełnie innego człowieka wiele lat temu i zastrzeżony. Policja nie wie więc kogo ma szukać. Pan w zasadzie nawet nie popełnił przestępstwa, bo co prawda miał swój dowód, ale nie się nim nie posługiwał, także policja nie pozostawiła pani złudzeń, że jakoś szczególnie wnikliwie sprawę się nie zajmie. Pani, chociaż tak naprawdę nic się jej nie stało, wpadła w ciężką depresję po tym wydarzeniu.
      Tak bywa. Rzadko, ale bywa. Żadne sprawdzanie w takich warunkach nie pomoże, chyba że masz na myśli zatrudnienie prywatnego detektywa...
      • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 18.12.18, 09:53
        pani.kappa napisała:


        ...Policja nie wie więc kogo m
        > a szukać. Pan w zasadzie nawet nie popełnił przestępstwa, bo co prawda miał swó
        > j dowód, ale nie się nim nie posługiwał, także policja nie pozostawiła pani złu
        > dzeń, że jakoś szczególnie wnikliwie sprawę się nie zajmie. Pani, chociaż tak n
        > aprawdę nic się jej nie stało, wpadła w ciężką depresję po tym wydarzeniu.
        > Tak bywa. Rzadko, ale bywa. Żadne sprawdzanie w takich warunkach nie pomoże, ch
        > yba że masz na myśli zatrudnienie prywatnego detektywa...


        Bywa i tak, ze wlasny slubny maz, z autentycznym dowodem i papierami w porzadku wychodzil po zapalki i przepadal. Bywalo, ze co gorsza po 15 latach wracal, bez zadnych nalecialosci w postaci innych dzieci, dlugow czy popelnionych przestepstw...tyle ze jako juz obcy dla rodziny czlowiek, ale z prawami rodzicielskimi i do mieszkania.
        Wszystkiego sie przewidziec nie da, to jasne. Mozna obejrzec dowod, ale malo kto wpadlby na pomysl obejrzenia swiadectw pracy z tych 20 lat plywania smile
        PS uczciwie przyznaje, ze ja nie. Ustalic, kim gosc jest naprawde, pewnie by sie dalo, chocby po zdjeciu w dowodzie, nawet jesli nie jego bylo, to podobienstwo zaistnialo (rycie po wszystkich usc w kraju), ale po co ? Znalezc go tez by sie dalo, wiadomo, jak zarobkuje, szansa, ze bedzie to kontynuowac gdzie indziej, jest spora, tylko znowu - po co ? Poszedl, znaczy nie chcial juz byc tam, tylko wolal gdzie indziej. A takie poszukiwania to juz bylby spory koszt.
    • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 02:35
      A ja napiszę coś niepopularnego...
      Lat temu kilka... Naście to było. Byłam z koleżanką Ewą w pewnym dużym portowym mieście, poszłyśmy na plażę. Gwoli wyjaśnienia - obie byłyśmy wówczas koło 30, a więc nie naiwne panienki! No i przysiadł się do nas pewien pan. Niewątpliwie przystojny, jasnoblond włosy, siwe oczy, uśmiech jak reklama pasty Colgate, wiek około 40 lat. Świetnie zbudowany, umięśniony (na plaży, więc widać było). Ja byłam wówczas od niedawna w związku, więc poza stricte obiektywnym stwierdzeniem, że pan i owszem, atrakcyjny, kompletnie mnie nie ruszył. ale koleżanka... Wymienili się kontaktami. Po jakimś czasie zaczęłam słuchać opowieści Ewy o (dajmy na to) Robercie. Jak to zakochał się w morzu czytając jako małolat "Znaczy Kapitan" Borchardta i jak chciał być jak Mamert Stankiewicz, ale nie wyszło, bo poszedł na wydział mechaniczny i... Jak to przeżył tragiczną miłość, bo poznał podczas postoju w Marsylii przepiękną Vivienne, jak się zakochali i jak mięli się pobrać, ale on chciał popłynąć w ostatni, pożegnalny rejs, a kiedy on był na morzu to ona zginęła w wypadku, a potem już nie umiał pokochać innej i oddał się tylko morzu... Jak to nie ma domu, mieszkania, bo i po co mu, skoro jego domem jest pokład? Oraz i tak dalej. Próbowałam ją nieco "stopować" w zaślepieniu Robertem - ale usłyszałam, że jestem zawistna i zazdroszczę, bo mój narzeczony nie jest w połowie tak niezwykły! No fakt, mój narzeczony (obecnie mąż) nie był niezwykły. Poznaliśmy się przez odległych krewnych - znaczy moja kuzynka jest przyjaciółką jego bratowej. smile No, pracuje zwyczajnie, bez romantycznej aury "wilka morskiego", nie jest tak przystojny... Mimo to jednak WIEM, że nie zawiść czy zazdrość mną kierowała... Wielka miłość Ewy trwała i kwitła. Robert często był nieobecny, pływał przecież, choć obecnie na krótkich rejsach. Po blisko roku - zaczął u Ewy pomieszkiwać, miał swoją szafkę w sypialni, swoje kapcie i swoją szczoteczkę do zębów w łazience... A po około roku (w sumie blisko dwóch latach związku!) wyszła na jaw prawda! Robert nie był marynarzem tylko kierowcą - kurierem pracującym na zlecenia. Nie było żadnej zmarłej Vivienne, tylko jak najbardziej żywa Agnieszka, na dodatek poślubiona mu przed Bogiem i ludźmi, oraz posiadająca z nim dwójkę małoletnich dzieci. Jedyne w czym nie łgał - to że nie ma domu ni mieszkania - mieszkał bowiem wraz z małżonką w domu teściów... Oczywiście ani koleżanka nie ma na imię Ewa, ani ów pan nie był Robertem - imiona podałam przypadkowe. smile
      I o ile ja, nie będąc zauroczona, wszystkie jego romantyczne historie brałam z góry za fałsz - o tyle zakochana Ewa - kupowała je bez pudła. Telefony i owszem odbierał przy niej nawet! I narzekał "A, to znowu ta durna baba z kapitanatu! Ze sto lat temu Stary się pomylił i podał mój numer zamiast swojego, roztargnienie po prostu, osiemset razy próbował to naprostować, a ta kretynka ciągle do mnie wydzwania!", albo "Kolega z rejsu dzwonił, sztorm na nich idzie...". I temu podobne. Łatwo jest oceniać "Ja bym inaczej!" - jak się patrzy z boku, bez zaangażowania emocjonalnego.
      • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 02:54
        I tak sobie zaczęłam myśleć - JAK niby moja Ewa miałaby "sprawdzić" Roberta? Sama pracowała jako referentka w urzędzie, pensyjka licha, szczęśliwie miała mieszkanie po babci, więc nie na wynajmie, ale ogólnie za bogata nie była. Wynajmować detektywa? Śledzić Roberta samej?
        Tu sprawa wyszła na jaw, bo (zaznaczam - nie mam pojęcia jak) żona tegoż amanta się o sprawie dowiedziała i stawiła się u drzwi Ewy wyrażając zdecydowaną dezaprobatę dla takowych "hopsztosów" przez pana męża wykonywanych... Ale gdyby nie? Jak sama Ewa miałaby podważyć jego wiarygodność? Szukać armatora? Przecież armatorów jak mrówek, a wcale nie jest powiedziane, ze Robert pływał na jakiejś polskiej linii. Jeśli np wspomniał, że pływa "u Greka"? Sprawdzać wszystkich grackich armatorów? Toż to zajęcie na pół życia! A i nie dające żadnej gwarancji powodzenia!
        • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 03:19
          Pisalysmy niemal rownoczesnie smile - czy Ewa widziala dowod osobisty Roberta ? Czy poslugiwal sie nieaktualnym ?

          Czy padlo pytanie, gdzie Robert mieszkal, gdy schodzil na lad ? W koncu z pokladu na poklad nie przeskakiwal ? Gdzie trzymal swoje rzeczy ? Czlowiek ok. 40 ma zwykle wiecej, niz da sie zmiescic w walizce/worze, ktory wolno wziac w rejs. Czy poznala jakichkolwiek jego znajomych, chocby takich od morskich opowiesci ?

          A co, pozwol, ze zapytam, wzbudzilo TWOJE watpliwosci ? Jak probowalas "stopowac" Ewe ?

          PS Zony i dziewczyny marynarzy zawsze sa zawiadamiane, kiedy luby przyplywa. I stoja na kei, czekaja. Naocznie widza, jak ich facet schodzi z pokladu. Jezeli nie padlo pytanie/prosba ze sztrony Roberta "przyplywam tego a tego dnia, bedziesz czekac ?", powinno pasc ze strony Ewy "daj znac, kiedy przyplywasz, bede czekac". I to by wystarczylo.
          • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 04:14
            Moją nieufność wzbudził, jakby to ująć, zbytni romantyzm jego historii. Ten rejs, który miał być pożegnaniem z morzem, bo Ona, Vivienne była ważniejsza, ten jej niby wypadek i to, że tyle lat nie mógł pokochać nikogo innego, więc tylko morze... Te jego opowieści, ze Ewa obudziła w nim to, co był pewien, ze już umarło na zawsze. Ta fascynacja "Znaczy Kapitanem"... No dobra, pewnie nie jeden "człowiek morza" wypłynął w pierwszy rejs właśnie pod wpływem książki Borchardta. Znaczy wszystkie te fakty MOGŁY być prawdziwe. Ba, nosiły nawet silne znamiona prawdy. Ale jakoś razem, w kupie - mi trąciły fałszem. To był, jak dla mnie, zbyt idealny obraz, troszkę jak z powieści Dumasa - jeśli wiesz co mam na myśli.
            Próbowałam tłumaczyć, że to idzie "za szybko", żeby zwolniła tempo swojego angażowania się w związek, ba, próbowałam tłumaczyć czemu jego historia nie budzi mojego zaufania - ale Ewa wierzyła Robertowi i uznała, że jej zazdroszczę idealnego i niezwykłego mężczyzny...
            Nie wiem czy Ewa pytała o to, gdzie pomieszkiwał między rejsami. Być może (podkreślam - to MOJE przypuszczenia co mógłby jej odpowiedzieć jeśli zapytała), że początkowo u rodziców, póki żyli, a potem w hostelach. Człowiek zwykle ma więcej bagażu niż worek marynarski obejmuje, ale i większość ludzi nie mieszka głównie na pokładzie.
            Nie wiem czy kiedyś chciała go "odebrać z kei", nie pamiętam. I nie wiem czy i jak na to zareagował. No, znaczy na pewno go nie odbierała z pokładu - bo wszak wiadomo, że nie był marynarzem... Ale co i jak jej tłumaczył - nie wiem. Na marginesie - dziewczyny marynarzy nie są przez nikogo prócz nich samych o niczym zawiadamiane.
            • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 04:46
              kocynder napisała:

              > Moją nieufność wzbudził, jakby to ująć, zbytni romantyzm jego historii.
              To był, jak dla mnie, z
              > byt idealny obraz, troszkę jak z powieści Dumasa - jeśli wiesz co mam na myśli.

              Wiem smile
              Gdyby to opowiadal 20-latek, lyknelabys i ty, ale w wykonaniu chlopa dwukrotnie starszego juz nie brzmialo.


              > Nie wiem czy Ewa pytała o to, gdzie pomieszkiwał między rejsami. Być może (podk
              > reślam - to MOJE przypuszczenia co mógłby jej odpowiedzieć jeśli zapytała), że
              > początkowo u rodziców, póki żyli, a potem w hostelach. Człowiek zwykle ma więce
              > j bagażu niż worek marynarski obejmuje, ale i większość ludzi nie mieszka główn
              > ie na pokładzie.

              Niemniej wiekszosc ludzi morza ma, a nawet nosi przy sobie jakies pamiatki - zdjecia rodzicow, rodzinnego domu, wlasne z licznych rejsow, z kolegami w tawernie, z pokladu... Robert nie mial, a Ewy to nie dziwilo ?


              Oraz
              > Nie wiem czy kiedyś chciała go "odebrać z kei", nie pamiętam. I nie wiem czy i
              > jak na to zareagował. No, znaczy na pewno go nie odbierała z pokładu - bo wszak
              > wiadomo, że nie był marynarzem... Ale co i jak jej tłumaczył - nie wiem. Na ma
              > rginesie - dziewczyny marynarzy nie są przez nikogo prócz nich samych o niczym
              > zawiadamiane.

              No, przez swoich chlopow sa zawiadamiane, to wlasnie mialam na myli. Posprzata trzeba, przyszykowac extra obiad dla powracajacego...I dla plywajacych jest wazne, czy ktos czeka, wypatruje.
              Watpie, czy pomyslala o odebraniu go ze statku, odpowiadalam tobie na pytanie, jak sprawdzic. To najprostsze, nie trzeba wypytywac po kapitanatach. Jesli raz, drugi, trzeci odpowiedzialby wykretnie - a podobno "plywal w krotkich rejsach", wiec stosunkowo niewiele czasu potrzebowalaby - to chyba nawet zaslepiona i zakochana jakies watpliwosci zaczelaby miec. I w tym momencie powinno pasc pytanie, czy on naprawde plywa oraz prosba o pokazanie ksiazeczki.
      • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 03:01
        Wnioskuje, ze kolezanka Ewa dowodu pana nie ogladala przed tym, nim u niej zamieszkal ? Czy tez pan dowodu po slubie nie wymienil ?
        Oraz - takze nie poznala zadnych jego znajomych, nawet kolegow z pokladu ?
        Oczywiscie, ze to sie zdarzalo i zdarza, dowodem sporo spraw sadowych o wyludzenia "na narzeczonego", a to i tak tylko wierzcholek gory lodowej, bo wiekszosc takich historii nie ma finalu w sadzie.
        Powtorze tylko - brak otoczenia, w sensie rodziny, znajomych, zwiazkow to zwykle sygnal ostrzegawczy. A to, ze jest masa osob, ktore nie chca byc ostrzegane, to zupelnie inna bajka.
        • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 03:57
          A co, poza potwierdzeniem imienia, nazwiska i daty urodzenia miało by Ewie dać oglądanie dowodu osobistego Roberta? To już nie były czasy "zielonych książeczek", w których wpisywano wszystko, a tych "plastikowych kart". I czemu niby miałby wymieniać dowód po ślubie, skoro żadne dane tam zawarte zmianie nie uległy? Nota bene - ja również dowód mego męża zobaczyłam pierwszy raz w USC kiedy to podpisywaliśmy dokumenty ślubne. Bo i nie miałam żadnego powodu, by go wcześniej oglądać. I mój mąż nie wymieniał dowodu po ślubie - dopiero w kilka lat później, gdy upłynął termin ważności.
          Cóż, nie poznała jego kolegów - większość z nich, jak mówił, to obcokrajowcy, łączy ich tylko wspólny pokład. Po zejściu do portu - każdy chce jak najszybciej do swoich... Za to i owszem, wspominała, że gdy np byli w jakiejś knajpce, to podszedł jakiś facet na zasadzie "Stary, kopę lat!", wymienili kilka dość chaotycznych uwag "A co u ciebie?", "A po staremu!", "a u ciebie" itp jednak ów był ze swoim towarzystwem, więc zakończyli stwierdzeniem, że będzie trzeba się zdzwonić, koniecznie i rozeszli. Robert opowiadał później, że to kumpel z morza, pływali razem, potem jednak każdy poszedł do innego armatora czy tam na inny statek. I co z tego wynika? Powiedział też, że jest jedynakiem a rodzice nie żyją - tu akurat nie skłamał. Bywa? No, nie ma tak, że rodzice jedynaków są wieczni, zdarza się im umierać.
          Tu do żadnego wyłudzenia nie doszło, poza uczuciami Ewy, być może z powodu interwencji małżonki.
          Powtórzę - brak rodziny - no wymarła mu, co poradzić... Brak znajomych - ależ znajomi byli, czasem ktoś dzwonił itp. Brak związków - no, romantyczny kochanek po śmierci narzeczonej "poślubiony" wyłącznie morzu - nie może wszak mieć związków? Dopiero to ona, Ewa, poruszyła w nim to, co myślał, że umarło i zostało pochowane z Vivienne... wink
          I ponowię pytanie: JAK konkretnie Ewa miałaby sprawdzić wiarygodność Roberta. Załóżmy (dla dobra dyskusji), że Ewa nieco powątpiewa w prawdziwość jego słów. I? Co powinna zrobić? Podkreślam - nie chodzi mi o to, czy powinna mu pozwolić na szczoteczkę do zębów i śniadanka przynoszone do łóżka, ale JAK miałaby sprawdzić, czy on kłamie?
          • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 04:19
            kocynder napisała:

            > A co, poza potwierdzeniem imienia, nazwiska i daty urodzenia miało by Ewie dać
            > oglądanie dowodu osobistego Roberta? To już nie były czasy "zielonych książecze
            > k", w których wpisywano wszystko, a tych "plastikowych kart".

            I co, stan cywilny tam nie jest wykazany ? Nie chce mi sie szukac mojego dowodu.

            > Nota bene - ja również dowód mego męża zobaczyłam pierwszy raz w USC kiedy to p
            > odpisywaliśmy dokumenty ślubne.

            Ale znalas swego meza, nim zostal mezem, troche bardziej niz tylko z plazy ? Wiedzialas, gdzie mieszka, gdzie pracuje/studiuje, gdzie sie obraca i w jakim gronie ? Nie byl dla ciebie czlowiekiem znikad ?



            > I ponowię pytanie: JAK konkretnie Ewa miałaby sprawdzić wiarygodność Roberta. Z
            > ałóżmy (dla dobra dyskusji), że Ewa nieco powątpiewa w prawdziwość jego słów. I
            > ? Co powinna zrobić?

            Odpowiedzialam, powtorze - zapytac, kiedy i na jakim statku Robert wplywa do danego polskiego portu, bo chcialaby na niego czekac na kei, jak inne kobiety marynarzy. I to by wystarczylo. Tu sie nie da, jak na dworcu, czekac na peronie z wyznaniem "przyjechalem wczesniejszym pociagiem".

            Nie wiem, czy rzeczywiscie nie wiesz, czy sprawdzasz, czy ja wiem smile - mozna nie miec rodziny, znajomych (choc to, znowu powtorze, zawsze sygnal ostrzegawczy, takie istnienie w pustce) - ale zwykle czlowiek ma jakis kat, chocby pokoj wynajmowany przy ludziach, gdzie trzyma bambetle i moze sie ogolic i skarpetki przeprac. Czlowiek plywajacy bywa w roznych portach i przywozi stamtad prezenty, a chocby fotki. Wie, jaka trase bedzie robic, opowiada o swoich rejsach (warto przeczytac "Znaczy kapitana", zeby sprawdzic, czy to rzeczywiscie opowiesci wlasne, czy zapozyczone). Nie wiem, czy w maszynowni wolno robic zdjecia, ale o pamiatkowe foto w mundurze floty, z kolegami, i tak, zeby widoczna byla nazwa statku zawsze zakochana dziewczyna moze poprosic, czyz nie ?
            • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 04:35
              "I co, stan cywilny tam nie jest wykazany ? Nie chce mi sie szukac mojego dowodu."
              Stan cywilny nie jest. Był w tych starych, zielonych. Tam były rubryczki i na współmałżonka i na dzieci i na miejsce pracy... W tych nowych nie ma.
              "Ale znalas swego meza, nim zostal mezem, troche bardziej niz tylko z plazy?"
              Oczywiście. Z tym, że Ewa Roberta POZNAŁA na plaży, ale potem ich znajomość się jakoś tam rozwijała, zakładam, że nie wyłącznie na piaseczku. Ja mego męża poznałam przypadkiem na imprezie u mojej kuzynki. Znaczy ja tam byłam "w pełni legalnie" ale on trafił poniekąd przypadkiem. I zaiskrzyło. Fakt, że przed ślubem wiedziałam gdzie pracuje i gdzie mieszka. Ale Ewa też była przekonana, ze wie, gdzie Robert pracuje...
              "zapytac, kiedy i na jakim statku Robert wplywa do danego polskiego portu, bo chcialaby na niego czekac na kei"
              Odpowiem - NIE WIEM czy zapytała ani nie wiem co jej mógł odpowiedzieć. Ale zdaję sobie sprawę, ze tu musiałby ściemnić ostro.
              "Czlowiek plywajacy bywa w roznych portach i przywozi stamtad prezenty, a chocby fotki. Wie, jaka trase bedzie robic, opowiada o swoich rejsach"
              A ja fotek nie lubię. Ani robić sobie, ani w ogóle. I? W maszynowni raczej nie wolno zdjęć robić, ale fakt, mogła niby poprosić go o zdjęcie na statku z kolegami. Nie wiem czy poprosiła ani co jej odrzekł jeśli. Może np obiecał, że już w następnym rejsie... Ale Zapomniałem, w następnym to już na pewno... I tak dalej.
              A "Znaczy Kapitan" warto przeczytać niezależnie.
              • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 05:08
                kocynder napisała:

                > Stan cywilny nie jest. Był w tych starych, zielonych.

                Az przegrzebalam szuflade i spojrzalam - rzeczywiscie nie, a bylam pewna, ze jest smile
                Ale jest adres. Nawet jesli to tylko "ostatnie miejsce zameldowania" sprzed lat, jest od czego zaczac poszukiwania, gdyby sie chcialo czegos o czlowieku dowiedziec.


                > "Ale znalas swego meza, nim zostal mezem, troche bardziej niz tylko z plazy?"
                > Oczywiście. Z tym, że Ewa Roberta POZNAŁA na plaży, ale potem ich znajomość się
                > jakoś tam rozwijała, zakładam, że nie wyłącznie na piaseczku. Ja mego męża poz
                > nałam przypadkiem na imprezie u mojej kuzynki. Znaczy ja tam byłam "w pełni leg
                > alnie" ale on trafił poniekąd przypadkiem. I zaiskrzyło. Fakt, że przed ślubem
                > wiedziałam gdzie pracuje i gdzie mieszka. Ale Ewa też była przekonana, ze wie,
                > gdzie Robert pracuje...

                Sorry. Ty wiedzialas, Ewa byla przekonana, ze wie... o czym ? Plywa, dobrze, dokad, na jakim statku/statkach, pod jaka bandera ? Z kim sie spotyka, gdy schodzi na lad, z kim i jak spedza czas, w jakich portach byl, co przywiozl z rejsu, a co z poprzednich, na jaka partie glosuje, czy slub chcialby miec cywilny, czy koscielny, gdyby sie kiedys zenil... wiedziala ? zaklad, ze ty o swoim chlopaku wiedzialas takie rzeczy i duzo wiecej.

                > "zapytac, kiedy i na jakim statku Robert wplywa do danego polskiego portu, bo c
                > hcialaby na niego czekac na kei"
                > Odpowiem - NIE WIEM czy zapytała ani nie wiem co jej mógł odpowiedzieć. Ale zda
                > ję sobie sprawę, ze tu musiałby ściemnić ostro.

                Tu sie nie da sciemnic. Pytanie - odpowiedz. Jesli odpowiedz pada, stoisz na nabrzezu i WIDZISZ, jak twoj chlop schodzi ze statku. Jezeli raz, drugi, trzeci odpowiedz nie pada - jasne, ze cos jest bardzo nie halo.


                > "Czlowiek plywajacy bywa w roznych portach i przywozi stamtad prezenty, a chocb
                > y fotki. Wie, jaka trase bedzie robic, opowiada o swoich rejsach"
                > A ja fotek nie lubię. Ani robić sobie, ani w ogóle. I?

                Nie jestes czlowiekiem morza smile, marynarze na ogol przywoza fure zdjec, wlasnie po to, by rodzinie pokazac, gdzie byli, jak sie spi na statku, jak swiat wyglada z pokladu, a jak spod pokladu... Nie dlatego, ze lubia czy nie lubia, tylko zeby rodzina jakos w tym ich zyciu pouczestniczyla. Nie mowiac juz o tym, ze zdjecie matrosa w mundurze to obowiazkowy wystroj wnetrza u jego kobiety.
                • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 08:07
                  Dobra, przejdźmy do "jednej odnogi" bo nam się dwie rozjeżdżają, a w sumie w jednym temacie. smile
                  "Gdyby to opowiadal 20-latek, lyknelabys i ty, ale w wykonaniu chlopa dwukrotnie starszego juz nie brzmialo."
                  Może i łyknęłabym od dwukrotnie starszego, gdybym sama miała te 16... Ale dla 30+ nie przeszło. smile
                  "Niemniej wiekszosc ludzi morza ma, a nawet nosi przy sobie jakies pamiatki"
                  Robert pewnie miał zdjęcia - np rodziców. Na przykład w telefonie. Mógł je nawet jej pokazywać...
                  "Watpie, czy pomyslala o odebraniu go ze statku, odpowiadalam tobie na pytanie, jak sprawdzic. To najprostsze, nie trzeba wypytywac po kapitanatach."
                  Też wątpię - bo "stałe wykręcanie" jednak by podpadło.
                  "jest adres. Nawet jesli to tylko "ostatnie miejsce zameldowania" sprzed lat, jest od czego zaczac poszukiwania, gdyby sie chcialo czegos o czlowieku dowiedziec."
                  No jest. Zapewne miał adres zameldowania. Być może jeszcze rodziców, jeśli nie wymieniał dowodu po ślubie. Nie ma wszak obowiązku meldunku... Ponownie - ja na przykład jestem zameldowana obecnie w miejscu w którym z różnych przyczyn nie mieszkam, a poprzednio zameldowana byłam w mieszkaniu rodziców, pomimo kilkunastoletniego stażu małżeńskiego. Obecnie nadal nie jestem zameldowana pod tym samym adresem co mój mąż, żeby było zabawniej. smile I co by jej dał adres jego zmarłych rodziców? Jeśli mieszkanie było komunalne i po śmierci lokatorów został wymeldowany dokądkolwiek - nijak nie musi to być jednoznaczne, że ktoś tam go pamięta lub w ogóle wie o jego istnieniu! Podkreślę - MOŻE by coś to dało, ale wcale nie koniecznie...
                  "Ty wiedzialas, Ewa byla przekonana, ze wie... o czym ? Plywa, dobrze, dokad, na jakim statku/statkach, pod jaka bandera ? Z kim sie spotyka, gdy schodzi na lad, z kim i jak spedza czas, w jakich portach byl, co przywiozl z rejsu, a co z poprzednich, na jaka partie glosuje, czy slub chcialby miec cywilny, czy koscielny, gdyby sie kiedys zenil... wiedziala ? zaklad, ze ty o swoim chlopaku wiedzialas takie rzeczy i duzo wiecej"
                  Wiedziałam. I dużo więcej. Ewa wiedziała (znaczy była pewna, że wie), że Robert pływa. U zagranicznego, bodajże greckiego armatora. Może i podał jej JAKĄŚ tam nazwę statku nawet. O ślubie nie wiem czy rozmawiali, o dzieciach tak, że może nie teraz, ale w ogóle by chciał. Cały ich związek (jeśli można tak to nazwać?) trwał około 8 -9 miesięcy nim Robert się do Ewy wprowadził poniekąd, i około roku "pomieszkiwania". W tym czasie wybywał na dwu - trzytygodniowe "rejsy". Dwa razy nie było go chyba trochę dłużej.
                  "tu musiałby ściemnić ostro. - Tu sie nie da sciemnic. Pytanie - odpowiedz. Jesli odpowiedz pada, stoisz na nabrzezu i WIDZISZ, jak twoj chlop schodzi ze statku."
                  Ściemnić - żeby przestała nalegać na odebranie go z pokładu, w tym znaczeniu. smile Bo, ze gdyby już to się nie da to wiem!
                  "marynarze na ogol przywoza fure zdjec, wlasnie po to, by rodzinie pokazac, gdzie byli, jak sie spi na statku, jak swiat wyglada z pokladu, a jak spod pokladu..."
                  Na ogół. No ale on był nietypowy. Bo wiesz, taki samotny, to i nie miał dla kogo zdjęć i pamiątek przywozić. Od śmierci rodziców (i narzeczonej wink ) poza pokładem nie miał do kogo wręcz pyska otworzyć, aż do spotkania jej, Ewy.
                  Z tym, że jak mówię - mi tak w jego "legendzie" sporo podpadało. Ale to mi. A nie zakochanej kobiecie. Mogę uznać (i uznaję!) że była zakochana głupio. Ale zakochanie nie kieruje się rozumem. I dlatego, wbrew większości "krytykującej" panią za brak rozwagi i nie sprawdzenie pana - ja jednak byłabym dla niej łagodniejsza. Poza tym wiem, że są krętacze, który serio umieją "wciskać kit". Zapewne pani z historii Kory, tak jak i moja Ewa, trafiły na takich właśnie "mistrzów ściemy". A oni trafili na "podatny grunt".
                  A na marginesie i nie do końca w temacie: W kilka lat później Ewa (już bliżej 40 niż 30) poznała w swojej pracy pana - specjalistę od BHP. Nie jest on co prawda ani w połowie tak przystojny jak Robert, nie ma świetnej "legendy" - ale są z Ewą całkiem dobrym małżeństwem... smile
                  • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 10:58
                    Zeby juz nie cytowac za wiele smile
                    - oczywiscie, byl samotny i nie mial dla kogo przywozic zdjec. Biedak. No ale od kiedy pojawila sie Ewa, juz mial dla kogo, a nadal nie przywozil
                    - 9 miesiecy "chodzenia ze soba", i to z doskoku, to male miki. Ale na rok gosc sie do Ewy wprowadzil, tzn rozumiem, ze ona tak to traktowala - wraca z morza, przybywa do niej. U niej ma swoj dom. I wtedy jakies swoje rzeczy tez powinien do niej wprowadzic, cos wspolnie kupic, a chocby rozmawiac o tym, jak ten ich (w zalozeniu) dom mialby wygladac, co trzeba nabyc, co zrobic... I naprawde nigdy nie chciala go zobaczyc w mundurze ? (tak, wiem, mundur mozna skolowac, ale on nawet tego zdaje sie nie musial)

                    Ja rozumiem, ze czlowieka moze zaslepic. Kazdego, nie tylko czlowieka plci zenskiej, mezczyznom tez sie to zdarzalo i zdarza. Lacznie z sytuacjami, gdy powody do watpliwosci "wala po oczach", a czlowiek dowolnej plci nie widzi, bo nie widzi. I w koncu nie moja sprawa.
                    Chcialam tylko wyjasnic, ze sprawdzic czlowieka naprawde nie jest tak trudno. I ze brak jakiegokolwiek spolecznego zakotwiczenia powinien sygnalizowac, ze sprawdzic warto. A jezeli ktos sprawdzac nie chce, no to nie chce, przeciez nie da sie go do tego zmusic.
                    PS adres w dowodzie moze nic nie znaczyc (sama mam taki, pod ktorym od 15 lat nie mieszkam), ale rutynowo zaczyna sie wlasnie od tego. Bo moze sie okazac, ze czlowieka tam juz nikt nie zna i nie pamieta nawet jego rodzicow, a moze sie zdarzyc, ze drzwi otworzy przyjemna mloda kobieta i na pytanie o pana Roberta odpowie "maz wroci we wtorek". smile
                    • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 11:27
                      smile
                      No, kiedy pojawiła się Ewa to już miał, ale nie miał nawyku. smile Jakkolwiek by to nie brzmiało.
                      No na rok niby się wprowadził. Dlatego tez napisałam "poniekąd" mieszkanie wspólne, bo niby miał swoją półkę w szafie i szczoteczkę do zębów, swój kubek do kawy i takie tam, ale w sumie więcej go nie było niż był (wszak "pływał"). No, nie wiem o czym rozmawiali, słowo, ja z nimi nie mieszkałam! wiem tyle co z opowiadań Ewy, a na dodatek to było naście lat temu! smile A ja nie roszczę sobie pretensji do pamięci absolutnej... big_grin
                      Co do munduru... Mój własny, osobisty mąż jest "mundurowy" acz nie marynarz. I wiesz co? Przez te naście lat trwania małżeństwa w mundurze widziałam go RAZ, mam gdzieś dwa czy trzy jego zdjęcia w stroju służbowym... I tyle. Mój mąż w ogóle nie lubi się fotografować, ma "fioła" na tym tle, a do tego zawsze powtarza, że "mundur nie kiecka, a robota nie pokaz mody!"... I żeby nie było - do tegoż munduru ma jak najbardziej pełne prawo!
                      Z tym, że w pełni się z tobą zgadzam, że taki kompletny brak "zakotwiczenia" powinien był włączyć czerwone światełko i na dodatek sygnał dźwiękowy!!! I owszem, poznając pana przypadkiem (tutaj: na plaży) powinna była PRZED daniem mu kluczy od mieszkania i serca JAKOŚ go sprawdzić. No, powinna... Tylko że to co on mówił - w sumie było w miarę sensowne. Kleiło się: brak rodzeństwa, no jedynak, rodzice nie żyją, trudno. Kompletny brak rodziny? No, mamusia była jedynaczką, tatuś jedynakiem, żadnego kuzynostwa w związku z tym niet. Żadnych bliskich kumpli? No, trudno nawiązać bliskie relacje, jak kogoś głównie ne ma, a on przecież cały czas w rejsach... Do tego JACYŚ kumple no, bywało, że dzwonili! I nawet on jej o tych telefonach opowiadał! Relacjonował! "A wiesz, dzwonił Tonio, ten Włoch, co był bosmanem na XXX, pływaliśmy razem, ożenił się na Hawajach, z jakąś lokalną pięknością!", "Wiesz, wpadłem dziś na Charlie'go, to znajomy z linii YYY. Mówił, że na emeryturę go wysyłają, a on jeszcze tyle by mógł..."... I tak dalej. A że relacje nie były zbyt bliskie? No, są ludzie, którzy nie dopuszczają innych do siebie. A on dodatkowo przeżył przecież tragedię i oddał się morzu cały... wink
                      Oczywiście, że MOŻE adres w dowodzie być prawdziwy, a może nie być, może coś dać a może nie. A od 2015 roku - nie ma już w dowodach nawet i tego adresu... Od marca 2015 roku. Oczywiście w sytuacji Ewy być może kontrola adresu zameldowania coś by jej dała (nie wiem gdzie ów Robert był zameldowany, być może pod adresem zamieszkania - wówczas, jak piszesz, zapewne drzwi otworzyłaby Ewie żona - albo teściowa! big_grin
                      • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 12:07
                        Wiesz, ja mojego widzialam w mundurze slownie RAZ, w 1988 big_grin
                        Ale to bylo na jego promocji oficerskiej, wiec osadzone w realiach mocno.

                        Ja nie mam pretensji do Ewy, ze nie sprawdzala, bo to nie moja sprawa. Mowie tylko, i powtarzac to bede do smierci, ze gdyby CHCIALA sprawdzic, nie kosztowaloby jej to wiele, ani pieniedzy, ani fatygi.

                        Ludzie czesto wierza na slowo i to wcale nie musza byc wyrafinowane klamstwa w wykonaniu zawodowego czarusia. Maz pewnej pani prostytutki przez szesc bodaj lat wierzyl, ze zona pracuje w banku na nocna zmiane, a dewizy czasem przynosi do domu, bo przeciez przy dewizach pracuje, to trudno, zeby nie przynosila. Inna pani - pamietam te przypadki, bo jednak kobiet oszustek, nieprecyzyjnie mowiac matrymonialnych, jest mniej i bardziej zapadaja w pamiec - miala meza slubnego, meza nieslubnego, narzeczonego i sponsora i zaden nie orientowal sie w jej skomplikowanym zyciu przez kilka lat. Malo z tym, uszczesliwiala tych czterech (moze wiecej, czterech zostalo ujawnionych) i zaden sie nie skarzyl. I sprawe wysypal przypadek, nie zadne watpliwosci czy podejrzenia smile
                        • tt-tka Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 12:10
                          ...pardon, ucieklo
                          ...ale gdy juz sie podejrzenia czy watpliwosci pojawia, to okazuje sie, ze nietrudno dowiedziec sie prawdy, nawet jesli niecalej. I przed zwiazaniem sie tez to byloby nietrudne.
      • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 08:23
        Kocynder
        Mam podobne odczucia jak Tt-ka. Sama widzisz, że Twoją nieufność facet wzbudził. Czyli było coś na rzeczy: tani romantyzm, jakieś inne sygnały. Tylko Ty nie byłaś zaślepiona, a koleżanka tak. I o tej ślepocie mówimy tutaj, żeby kobiety nie łykały wszystkiego jak młody pelikan, co im się rzuci. Bo tutaj też zdaje się nie było kolegów marynarzy, żadnego selfika przesłanego ukochanej ze statku, witania w porcie, odprowadzania przed rejsem i machania na pożegnanie itp. Gwarancji, że ktoś się nabrać nie da oczywiście nigdy nie ma, może się trafić dobry aktor któremu okoliczności sprzyjają i czasem jest trudno. Ale trzeba nauczyć kojarzyć się fakty, a nie chować głowę w piasek i jak coś do tezy nie pasuje, to udawać że nie ma. Żona Agnieszka jakoś zauważyła, że coś nie gra.
        • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 09:28
          Reino (a'propos - nie masz nic przeciwko zdrabnianiu twojego nicka? Bo jeśli tak - to z góry przepraszam!), kiedy mi chodzi o jedno: no, uczucia się nie kierują rozumem! Ja, będąc zakochaną całkiem w kim innym zauważyłam właśnie jego "tani romantyzm", zauważyłam braki w legendzie, zauważyłam ileś tam tych sygnałów nie do końca pasujących. Zwróciłam na nie uwagę koleżance - zignorowała to, a wręcz zarzuciła mi nieszczerość! Czy mam o to do niej pretensje? Nie. Bo wiem, że po prostu była zakochana. Głupio bo głupio, ale... Podobnie i pani z historii Kory: być może gdybym była obok, była jej znajomą, bliską koleżanką - zauważyłabym pewne "symptomy" źle wróżące, które ona, będąc zakochaną przeoczyła. Ale łatwo jest pisać "nie łykać jak pelikan" - kiedy nas to nie dotyczy... Reino - nigdy nikt cię nie oszukał? Nie zdarzyło się, ze zawiedziono twoje zaufanie? Nikt z twojego otoczenia nie okazał się być fałszywy? Nie wierzę... Po prostu ta pani i ta moja Ewa miały pecha - może były zbyt łatwowierne, może trafiły na zręcznych manipulatorów... Ale nie przesądzałabym łatwo. Gdyby to było takie łatwe (czyli pani naiwna, by nie rzec głupia i koniec!) to nie zdarzałyby się oszustwa matrymonialne kobiet dojrzałych i zasadniczo rozważnych. A zdarzają się, czyż nie?
          • reinadelafiesta Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 10:09
            Kocynder
            Ależ ja to rozumiem. Pań nie potępiam, a to co napisałam traktuj bardziej jak "apel" o ostrożność, niż przyganę. Wiem, że takie sytuacje się zdarzają, trafiają się również kobietom wykształconym, obytym. Ich wspólną cechą wydaje mi się raczej jakiś głód uczuciowy, który im klapki na oczach kładzie. A sygnały są, tylko kobiery nie widzą bądź nie chcą widzieć.
            I wiem co mówię ( to à propos Twojego pytania). Co prawda nie na takie oszustwo jak tu są opisywane się nabrałam, ale dawałam sobie przez pewien czas wmawiać, że mój ówczesny partner paskudnie się zachowuje, bo ma depresję. Wszystko tą depresją usprawiedliwiał.Jednak w końcu do mnie dotarło, że to egoistyczna świnia jest po prostu, a nie cierpiący człowiek, który nawet do lekarza nie chciał pójść. Tylko doszłam do tego sama, wyciągając wnioski, analizując i z przykrością w końcu stwierdzając, że jemu po prostu tak wygodnie. I nie powiem, żeby dojście do tej konkluzji było miłe, ale trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy i tyle, a nie brnąć i zwiększać koszty.
            Co do skrótu - nie mam nic przeciwko, wszyscy tak piszą☺ Przy okazji: Kocyndrze? Czy nie odmieniać?
            • kocynder Re: Sprawdzić partnera 20.12.18, 10:37
              Co do odmiany - nie mam pojęcia, prawdę mówiąc... Tak mnie przezwał kiedyś jeden znajomy ze Śląska pochodzący - w sygnaturce jest "geneza słowa". Natomiast nie mam pewności czy ono jest odmienne czy nie... Chyba jest, bo czasem mawiał "Kocyndra nie ma dzisiaj."... big_grin A z panem straciłam kontakt, tylko "ksywka" mi została. smile
              Można odmieniać, można nie - jak kto woli, ja się nie czepiam. Chyba, że się ktoś ze Śląska wypowie - to poddam się wyrokom. wink
              Co do reszty - oczywiście się zgadzam. smile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka