jankolodziej
25.07.10, 11:17
Wszyscy mieliśmy wyjątkową okazję do poznania sprawności działań fachowców,
zajmujących klimatyzowane gabinety Urzędu miasta. Mam na myśli budowę systemu
kanalizacyjnego. Pracując w pocie czoła, nieugięci strażnicy naszych interesów
– czyli kwiat pracowników naszego Urzędu miasta, znaleźli firmę, godną
wykonania tego dzieła. Podpisano z nią UMOWĘ.
Praca, jakiej się ta firma podjęła, okazała się wręcz tytaniczną. Dla
umieszczenia rur o średnicy 20cm pod sfatygowanymi nawierzchniami ulic, wiele
koparek pracowicie ryło potężne rowy. Ziemia z wykopów trafiała na pobocza,
puste (według UMOWY chyba zatem bezużyteczne) działki, łąki i w zagajniki. Tuż
obok zdezelowane Kamazy sypały góry kruszywa, mającego ziemię z wykopów
zastąpić. Oczywiście miejscy fachowcy odpowiednio zorganizowali ruch pojazdów
pomiędzy wykopami, co łatwym nie było. Miałem wątpliwą, codzienną przyjemność
przyglądania się pracy owej firmy w pobliżu miejsca mojego zamieszkania, czyli
w Kłodnicy. Wnioski są przykre.
W UMOWIE nie przewidziano (chyba) wszystkiego. Kiedy firma umieszczając w
ziemi rury, zdjęła z połowy szerokości ulicy Orzeszkowej kostkę brukową,
nawiedziły nas ulewne deszcze. Ulica stała się błotnym bajorem, pozostał
jednak wyłożony kostką chodnik. Mieszkańcy myśleli, ze mogą po nim chodzić.
Niestety – firma wykorzystywała go ciągle jako parking dla swoich ciężarówek.
Inaczej grzęzły podobno w błocie. Teraz po błocie musieli chodzić mieszkańcy…
Niedawno nadano nazwy odcinkom dróg wewnętrznych w rejonie ulicy Orzeszkowej.
Mieszkańcy protestowali, Prezydent miasta powiedział wtedy, że nadanie nazw
pozwoli na wyasfaltowanie tych gruntowych dróg. Oczywiście kłamał. Wyszło
bowiem na wierzch, że prawo nie pozwala finansować budowy dróg prywatnych. Nie
przeszkadzało to jednak wyznaczeniem objazdów, ułatwiających pracę ekipie
układającej kanalizacyjne rury, właśnie tymi drogami.
W ciągu ulicy Orzeszkowej znajduje się dotknięty szkodami górniczymi wiadukt.
Bywał wyłączany z ruchu na całe miesiące, mieszkańcy musieli korzystać z
objazdu, nadkładając nawet ponad 5 kilometrów. Objazd leśną drogą oznaczał
karanie dotkliwymi mandatami. Ostatecznie wiadukt jest „czynny”, jednak znaki
zakazują wjazdu na niego pojazdom o masie większej, niż 1,5 tony. Nauczeni
smutnym doświadczeniem mieszkańcy ze zgrozą obserwowali teraz, jak pojazdy
firmy (wywrotki, koparki, samochody dostawcze, a nawet TIR-y z naczepami)
spokojnie sobie po wiadukcie jeżdżą, co niedługo znowu skaże ich na uciążliwe
objazdy. Kilka razy osobiście uniemożliwiałem wjazd takiego kolosa na wiadukt,
co spotykało się z agresją kierowców. Straż miejska odmawiała interwencji.
Dyżurny w Komendzie Policji raz stwierdził nawet, że ciężarówki przecież muszą
jakoś jeździć. Oficjalnie właścicielem wiaduktu jest kopalnia. Jest jej już
niepotrzebny, chce go zlikwidować. Podobno miasto się nie zgadza.
Kopiąc dziurę pod duże studzienki kanalizacyjne, firma wycięła kilka rosnących
w pobliżu, dorodnych dębów. Bo przeszkadzały koparce. Pnie pocięto na klocki i
wywieziono. Mieszkańcy skierowali pytanie do Urzędu miasta: kto na to
pozwolił? Wyraźnie zmieszana pracownica długo szperała w dokumentach,
poprosiła o godzinę zwłoki, ostatecznie oznajmiła że nikt takiej sprawy nie
zna, postara się jednak znaleźć wyjaśnienie. Znalazła po miesiącu. Jej zdaniem
pozwolenie wydał Urząd w … Zabrzu! A pnie poddano … utylizacji! Podczas
robót, ekipa „przycinała” też łyżką koparki konary wiekowej lipy, spełniającej
wymogi pomnika przyrody.
Kiedy nastał czas upałów i suszy, firma zabrała się do ponownego pokrywania
ulicy Orzeszkowej kostką brukową. Część kostki wcześniej po prostu sprzedano,
teraz część nie nadająca się do użycia zalega pobocza i pielęgnowane przez
mieszkańców trawniki. Kłęby kurzu osiadają na oknach, samochodach i w płucach
mieszkańców. Firma stosuje najtańszą z możliwych technologię robót. Podłoże
wyrównuje ładowarka, na tym układa się kostkę. Nie stosuje się przy tym (jak w
przypadku pierwotnego utwardzania kostką tej ulicy) cienkowarstwowej podsypki
cementowej na piasku
Już rok temu zwracałem uwagę prezydenta miasta na to, że urządzone w ciągu
ulicy Orzeszkowej progi zwalniające są nie tyle co niepotrzebne, ale przede
wszystkim niezgodne z obowiązującym prawem. Mieszkańcy mieli nadzieję, że po
prostu znikną one przy prowadzonych pracach kanalizacyjnych. Niestety – firma
je odtwarza. Ale nie tak, by z prawem były zgodne. Teraz próg przypomina tamę.
Bo tak przewiduje UMOWA.
Poza umieszczeniem pod jezdnią owej 20-to centymetrowej rury, firma zniszczyła
kilkanaście drzew, setki metrów kwadratowych trawników, zasypała mały staw
retencyjny, pozostawiając krajobraz iście księżycowy. Zatrudnieni w niej
kierowcy bezkarnie łamali przepisy, ryzykując nawet spowodowanie katastrofy
budowlanej wiaduktu, nie licząc się z mieszkańcami. Blokowani zaś przez
tychże, przejeżdżali drogą leśną, na której obowiązuje zakaz całkowity,
dodatkowo usprawiedliwiony suszą.
Wybór firmy tak partackiej, zatrudniającej ludzi bez elementarnych
umiejętności fachowych, mającej w przysłowiowym nosie obowiązujące prawo i
interes mieszkańców, okazał się dojrzałym owocem pracy, wykonanej w zaciszu
gabinetów Urzędu miasta Ruda Śląska. Pracy wykonywanej równie partacko, od
sporządzenia i zawarcia wspomnianej UMOWY, poprzez nadzór nad prowadzonymi
robotami, po ocenę skutków oddziaływania tychże, choćby na psychiczny komfort
mieszkańców. Nieodparcie nasuwa się kilka pytań:
- dlaczego na wycięcie drzew w Kłodnicy, mityczne zezwolenie wydaje Urząd w
Zabrzu ?
- jaka kwota z tytułu wycięcia drzew wpłynęła do kasy UM w Rudzie Śląskiej ?
- kto uwierzy w poddanie utylizacji dębowych pni, skutkujące powstaniem kosztu ?
- jaki rachunek zasilił przychód ze sprzedaży kostki brukowej ?
- co robią miejscy inspektorzy nadzoru, czy posiadają wiedzę fachową ?
- co robi tak liczna w Rudzie Śląskiej Straż miejska ?
- na co zostaną wydane pieniądze, „za zajęcie pasa drogowego” przez 4-5 miesięcy ?
- ile wyniesie odszkodowanie dla właścicieli za wyznaczenie objazdu ich drogą ?
- czy zawarta UMOWA zwalnia wykonawcę z przestrzegania prawa ?
- czy kopalnia obciąży wykonawcę za pogorszenie stanu wiaduktu ?
- kto i jak wyrówna mieszkańcom koszty objazdu w przypadku jego kolejnego
zamknięcia ?
- kto poinformuje współfinansującego (Unia) o skandalicznym sposobie
prowadzenia robót i
ich nadzorowania ?
- czy przychody dodatkowe (opłaty za wycięcie drzew, za zajęcie pasa
drogowego, kwoty ze
sprzedaży drewna) będą odliczone od sumy, którą dofinansowuje Unia Europejska?
- czy przychody po stronie wykonawcy, np. korzyść ze skracania sobie drogi
poprzez
przejazdy wiaduktem, sprzedaż kostki i drewna, widzi” właściwy Urząd Skarbowy ?
- kiedy pracownicy Urzędu miasta zaczną interesować się swoimi obowiązkami ?
- jak będzie wyglądała i kiedy nastąpi rekultywacja terenów budową kanalizacji
zdegradowanych ?