jankolodziej
25.11.10, 16:09
Demokracja w Polsce jest jeszcze wyraźnie napiętnowana okresem socjalizmu. Ludzie nie wierzą w możliwość dokonania korzystnych zmian, czemu trudno się dziwić. Stąd ta niska w sumie frekwencja. Dlatego powinniśmy się przyjrzeć zasadom i procedurom, jakie obowiązują w krajach o demokracji ugruntowanej. „Egzotyczny” dla nas przykład – Australia. Tam nieobecność przy urnach skutkuje finansową grzywną. Ale przed wyborami media prezentują wszystkich kandydatów tak, by każdy potencjalny głos był oparty przede wszystkim na własnych przemyśleniach wyborców.
Podobny model musimy wypracować, co jest bardzo trudne w centralistycznie zarządzanym państwie. Do pierwszej tury wyborów przystąpiliśmy w miarę normalnie, jak na nasze warunki. Lecz barwy kampanii wyborczej i końcowe wyniki potwierdziły sporo ułomności systemu. Ale te wyniki są nawet pomimo tego wynikami wyborów demokratycznych. Teraz mamy drugą turę. Moim zdaniem przypomina ona rozprawę przed amerykańskim sądem z tą różnicą, że ława przysięgłych liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nie może być tak, że tej ławie swoje racje będą wyłuszczać jedynie oskarżyciele. Powinni też być obrońcy, nawet jeżeli z konieczności mają pełnić funkcję advocatus diaboli.
Obydwoje kandydatów ma swoją „miejską” przeszłość. Jedna jest nam znaną niemal powszechnie, druga nieco mniej. Niestety – w obydwu tych przypadkach krystaliczną nie jest. Dlatego tak trudno podjąć nam decyzję. Nie możemy przy tym liczyć na rzeczową debatę z udziałem kandydatów. Najlepszą byłaby taka, w której zasadnicze pytania zadaliby niezależni specjaliści, a odpowiedzi dotarłyby do wszystkich. TV Sfera tego nie zapewni w stu procentach, bo jej zasięg jest ograniczony, a sam sposób prowadzenia debaty niezbyt dobry. Trudno też opierać się na lekturze „Wiadomości Rudzkich” i „Prawdy o Rudzie Śląskiej”, bo informacje w nich podawane są zbyt krańcowo od siebie odległe, a niewielu zada sobie trud wyciagnięcia z nich „złotego środka”.
Uważam też, że jednym ze środków do osiągnięcia celu byłoby nawet sformułowanie konkretnych pytań tutaj, na forum. Na zebrane potem pytania, kandydaci powinni odpowiedzieć rzeczowo, precyzyjnie i publicznie. Niezależnie od wyniku drugiej tury, nikt z nas na pewno nie chciałby bowiem jednego: podstaw do kolejnego rozgrywania „czarnych” kampanii za cztery lata, a bazujących na niskich instynktach.
Ktoś przypisał mi tutaj zwrot o 180 stopni. To nieporozumienie. Gdybym skutecznie upublicznił moją osobistą wiedzę o kandydatach i zebrane doświadczenia, frekwencja mogłaby znacznie spaść. Ale stawką jest przyszłość miasta, przynajmniej ta najbliższa, dlatego na tym etapie tego nie zrobię. Raczej zaproponuję pierwsze pytania i uprzedzę, że odpowiedzi wymijające będą wątpliwościami na niekorzyść kandydata:
- Czy Pan/Pani przyznaje się do błędów, związanych ze sprawowaniem dotychczasowej funkcji? Co Pan/Pani uznaje za największy?
- Jeżeli tak – jak Pan/Pani zamierza je naprawić, zapobiec ich powtarzaniu?
- Jeżeli nie – za kogo Pan/Pani uważa ludzi, uważających się za ofiary tych błędów?
- Czy i jakie działania, związane z zadaniami gminy Pan/Pani podejmie dla rozwoju obywatelskiego społeczeństwa?
- W czym Pan/Pani upatruje źródła oszczędności, koniecznych dla zmniejszania zadłużenia miasta?
- Jak Pan/Pani widzi przyszłość funkcjonowania spółek „miejskich” i możliwość publicznej oceny pracy ich zarządów?
- Czy i jak Pan/Pani widzi konieczność utworzenia „miejskiego zasobu kadrowego” i korzystania z niego?
- Jak Pan/Pani zamierza sprostać konieczności tworzenia nowych miejsc pracy?
- Jakie Pan/Pani widzi możliwości, pozwalające miastu i mieszkańcom unikać skutków prognozowanych podwyżek cen energii elektrycznej, cieplnej oraz kar za brak spójnej
gospodarki odpadami?
- Jak Pan/Pani odniesie się do mogącej nastąpić konieczności dalszego dofinansowania Szpitala Miejskiego, skąd będą pochodziły środki?
Gdybym ja był takim kandydatem, miałbym prawie na wszystko jedną odpowiedź: autonomia.