Witam.Jestem tu nowy więc na wstepie proszę o wyrozumiałość.Pewnie
większość z was zakończy czytanie po paru linijkach,ale muszę
opowiedziec wszystko od początku,żeby przedstawic cały obraz.Moja
mama(bo to ona chorujr)ma 58 lat,astmę,alergię,pracę siedzącą(sędzia)
i nigdy nie chorowała na żadną poważniejszą chorobe.Pochodzi z
rodziny raczej długowiecznej,w której nikt nigdy nie miał
jakichkolwiek problemów zdrowotnych związanych z okładem
nerwowym,jednie siostry i siostrzenice mają problemy z tarczycą
(Czarnobyl robi swoje).Pierwszy objaw,który zupełnie zlekceważyliśmy
miał miejsce jakieś kilkanaście m-cy temu.Mama nagle straciła czucie
w nogach i osunęła się na mnie.Poniewaz potem sie to juz nie
powtórzyło ,doszliśmy do wniosku że to jakies omdlenie z
przemęczenia lub coś podobnego.Ponieważ wraz z ojcem jesteśmy
lekarzami(co prawda nie ludzkimi),staraliśmy sie w miarę dokładnie
wypytac o ewentualne inne symptomy,ale takowych nie było a iten był
wydawało sie incydentalny.Problemy pojawily się na początku ub.roku
(ja zauważyłem w marcu,ojciec twierdzi że cos mu się wydawało w
styczniu).Były to tiki nerwowe,rytmiczne tupanie nogą,tiki w
kącikach ust i oczu,ruchy mimowolne ręką,czasem porażenie mięśnia
twarzowego.Oczywiście nie pojawiło sie to wszystko
jednocześnie,tylko zmiany się nasilały.W okolicach weekendu majowego
mama spędziła 2 tyg. w szpitalu.Stwierdzono u niej zaburzenia
emocjonalne,problemy z pamięcią,tomograf ok.,tarczyca podwyższona
ale w normie,brak guzów,krwiaków i wylewów.Podstawowe inne parametry
w normie.Wykluczono stwardn. rozsiane.Neurolog postawił
rozpoznanie

ląsawica Huntingtona.Rozpoczął leczenie(haloperidol) i
skierował na badania genetyczne.Tu troche uprzedzę fakty,badanie
odbyło sie w połowie sierpnia,wynik w połowie STYCZNIA!!!
Kontynuowaliśmy leczenie,w czerwcu wydawało sie że jest troszeczkę
lepiej,mama chciała nawet wrócić do pracy,ale nagle pogorszył sie
jej wzrok,zaczęła widziec podwójnie.Miała i ma zaburzenia
snu,twierdzi że w nocy prawie nie śpi,w ciągu dnia jest ciągle
zmęczona,rozdrażniona i chyba zapomina.W okolicach lipca i sierpnia
pojawiły się nowe objawy.Mama zupełnie straciła smak.Zupa była albo
za słona alno prawie zupełnie bez soli.Ponadto zaczęły się ruchy
mimiowolne języka.Mniej więcej wtedy,jakaś koleżnka z pracy
zadzwoniła i zaproponowała mamie badanie na boreliozę,bo znajomy
znajomego miał dziwne objawy i to była borelioza.Wykonalismy badanie
Elisa-dodatni.MOge skłamać ale chyba IgM.To był pierwszy dodatni
wynik jakiegokolwiek badania do tej pory,bo genetyczne było w
toku.Zainteresowaliśmy się tym bardziej i okazało się,że Elisa jest
niezbyt wiarygodna.Wykonalismy PCR w Krakowie(ujemny),PCR w Poznaniu
(ujemny),Western-block i koinfekcje w Lublinie(ujemne).Trochę to nas
ostudziło,ale poprzez Stow. ustaliłem adres Pani dr w BB i pomimo
braku potwierdzenia choroby rozpoczeliśmy leczenie zgodnie z jej
wskazówkami(met.ILADS)-choć były duże trudności z nakłonieniem mamy
do terapii.Było to w połowie września.Po 3 m-cach leczenia brak
jakiejkolwiek poprawy , a wręcz stan się pogarsza.Mama staje się
coraz bardziej niedołężna,jej kończyny tak jakby żyły własnym
życiem,ciągle podrygują,język porusza sie bez przerwy,pojawiły się
drobne ale zawsze problemy z mówieniem.Widzenie cały czas
podwójne,choć mama twierdzi,ze czasem widzi lepiej a czasem
gorzej.Pod koniec grudnia,przed Świętami,żyły przestały
wytrzymywać.Po konsultacji z Pania dr odstawiamy Biotrakson i
przechodzimy na Tavanic.Azitrox i tinidazol cały czas.W połowie
stycznia wynik bad.genetycznego-UJEMNY.We wtorek rodzice byli u
neurologa.Zdziwił się,borelioze nie bierze pod uwagę,skierował mame
do szpitala na powtórne badania.NIe odniósł się do faktu ,,ze ponad
poł roku leczył moją mamę na wyimaginowaną chorobę.TEmu Panu już
dziękujemy.Zainteresowanym służę nazwiskiem-Wrocław.Tego samego dnia
rodzice udali się do innego neurologa.wg mnie chyba bardziej
rozsądnego ale nie do końca.Też skierował mamę do szpitala-jutro ja
zawozimy.Stwierdził,że to na pewno nie pląsawica,może neuroborelioza
ale antybiotyki to góra 2m-ce i powinien byc efekt.Postawił
przypuszczalne rozpoznanie:Choroba Kreutzfelda-Jacoba...
A piszę to wszystko dlatego,że zdajemy sobie sprawę,że wszystko inne
poza borelioza to dla mamy wyrok.Borelioza to diabeł-ale go znamy i
można próbować z nim walczyć.Ale to juz 5 miesiąc leczenia i troche
wątpimy...Jest jedno malutkie ale..Od kilku dni,może 10,mama zaczęłą
się uskarżać na silne bóle stawów-barkowych i kolanowych.Mówi,że
czasem jak leży to nie może zmienić boku ,bo tak ją bolą.CHyba
tez,ale nie jesteśmy na 100% pewni,nie rusza juz tak mocno
językiem,ale za to ciągle odczuwa suchość w ustach.Ki diabeł?CZy to
zmiany grzybicze wskutek długotrwałej antybiotykoterapii(chociaż
mama bierze probiotyki,rygorystycznie przestrzega diety,witaminizuje
się,nie ma nalotów na języku) czy też może to są te HERXY.Co o tym
myślicie?Czy to może w dalszym ciągu byc borelioza?Czy ew.działania
leków mogą być widoczne dopiero po tak długim czasie(Tavanic ok 50
dni)?Czy spotkaliście się z takimi objawami u chorych na boreliozę?
Czy dobrze zrobiliśmy decydując się ne leczenie bez potwierdzenia
choroby?Jeśli coś wiecie,coś możecie pomóc,tchnąć trochę
optymizmu,albo jak trzeba to niestety sprowadzić brutalnie na ziemię
to prosze.Napiszcie.Czekam niecierpliwie na każdą
odpowiedź.Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim dużo zdrowia!!!
Tomek