niebieskidymek
05.06.11, 18:42
Z boreliozą zmagam się od 2004 r. Kleszcza nie widziałam - rumień był. Od października 2009 r. leczenie wg ILADS. Duża poprawa nastąpiła po włączeniu przed 10 miesiącami rifampicyny 300 mg. Większość objawów wskazywała na obecność bartonelli mimo ujemnych testów PCR. Następny postęp w leczeniu to włączenie minocykliny. Największy postęp to podniesienie dawki tynidazolu do 2000 mg dziennie. Zaliczyłam wtedy herxy jakich nie miałam od początku leczenia. Wtedy po raz pierwszy miałam dni w których czułam się zupełnie zdrowa. Niestety pojawiło się zapalenie ścięgna prawdopodobnie jako skutek uboczny rifampicyny. Odstawiłam ją czekając na zamówiony tavanic. Objawy bardzo szybko wracały. Podwyższona dawka tyni nie przynosiła poprawy. W końcu włączyłam tavanic. Niestety żadnej poprawy, tylko dalsze powracanie objawów. Najgorszym z nich był brak czucia w prawej stronie ciała. Pojawiły się też nowe objawy których nigdy wcześniej nie było - ból podeszw stóp. Postanowiłam wrócić do rifampicyny tylko w dawce 600 mg. Dołączyłam też 2000 mg tynidazou + minocyklinę + rolicyn. Zaliczyłam koszmarnego herxa. W tym momencie dochodzę do siebie, duża część objawów się wycofała. Jasne jest dla mnie że, tavanic w moim przypadku nie działa. Rifampicyna - tak. Tylko co zrobić z zapaleniem ścięgna, które pewnie za parę dni powróci?? Może macie jeszcze inne pomysły. Cipronex testowałam. Niestety nie mogłam go brać ze względu na skutki uboczne. BLO prawdopodobnie mam od 30 lat. Niedawno mama przypomniała sobie że jako dziecko byłam hospitalizowana z powodu jakiegoś odzwierzęcego zakażenia, prawdopodobnie od kota. Później pojawiały się różne objawy które pojawiały się i znikały. Nikt nie umiał odkryć ich przyczyny. Później dołączyła bb i od tego czasu równia pochyła.
Edyta