Dodaj do ulubionych

Podejście lekarzy...

08.10.07, 12:11
Dlaczego podejście lekarzy do ludzi z chorobami zakaźnymi symulującymi choroby neurologiczne, alergie, laryngologiczne i cała masa z innych specjalizacji jest takie obojetne? Mnustwo osób z tego forum ma przykre doświadczenia z lekarami chcąc uzyskać jakąś pomoc. Jesteśmy brani za hopchondryków, niezrównowzonych psychicznie, symulantów lub wmawiane są nam choroby psychosomatyczne, nerwce, depresje itd. Po częsci wynika to napewno ze środków jakimi dysponuje budżet panstawa a 3/4 tego problemu leży po stronie lekarzy którzy chyba mineli sie z powołaniem i trafili własnie do ego fachu. Kiedy to sie zmieni? Czy tylko w Polce jest taka opinia o lekarzach? Zakładam ten wątek żebyśmy na wzajem sobie przekazywali informacje jak podchodzić do lekarzy w przypadku kiedy oni zaczynaja nam narzucać własne zdanie na temat naszego zdrowia chcąc tym samym nam uświadomić, że nie mają ochoty sie wysilać a najlepiej żeby sobie juz pójść.
Piszcie wasze doświadczenia to wszystkim bedzie łatwiej uzyskać jakies rezultaty w walce z lekarzami o to, żeby stanąć na nogi.
Obserwuj wątek
    • hopekk Re: Podejście lekarzy... 08.10.07, 18:07
      Poniewaz lekarze sa niedouczeni. Lekarz sie zna jak sam dostanie w kosc albo ktos z chorych go doszkoli (w tym przypadku i tak nie do konca rozumie co sie dzieje). Ja mam z lekarzami jak najgorsze kontakty. Nie pozostalo mi nic innego jak skorzystac z lekarzy polecanych na forum - na innych nie mam czasu ani sily - nie bede sie kopac z koniem.
      Ostatnio jedna frajerka sugerowala wizyte u psychologa i pytala o moje problemy osobiste. Dopiero jak powiedzialem ze jestem mgr inż. i pracuje dla międzynarodowej firmy jako doradca techniczny to inaczej ze mna gadala. Rozumiem Cie niestety doskonale sad
      • grizac Re: Podejście lekarzy... 08.10.07, 18:44
        Żeby nie było wyłącznie źle...
        Znajomy lekarz od "połamańców" nie udaje mądrego, tylko podaje ludziom mój numer
        telefonu i mówi - "ten facet ci powie do kogo się zwrócić po pomoc, bo ja za
        bardzo się na tym nie znam".
        • stachenka Re: Podejście lekarzy... 09.10.07, 00:11
          I to już jest bardzo dużo.

          Ja mam wrażenie, że wszyscy lekarze nagle zmądrzeli odkąd mam papierek -
          pozytywnego PCR'a (później pewnie jeszcze trafię na takich, co nie zmądrzeli).
          Dzisiaj jedna p. neurolog, u której był ktoś z rodziny, błysnęła nawet wiedzą o
          tym, że można złapać boreliozę pijąc mleko od zarażonej krowy. I wszyscy
          pochylają głowy mówiąc: uuuu... przerypane sad
          Ale zanim zdobyłam papierek... nikt nic nie wiedział.

          Z tym numerem telefonu do Ciebie, to jest bardzo dobry przykład.
    • dartom.www Re: Podejście lekarzy... 09.10.07, 11:31
      to wyglądało tak u mnie:

      neurolog -> zakaźnik -> neurolog -> psychiatra -> zakaźnik ->
      neurolog

      każdy z lekarzy odsyła cię do innego specjalisty i żaden nie może ci
      pomóc
    • asmyk7 chcę awansować na psa 10.10.07, 23:40
      Podejście lekarzy do chorych z chorobami zakaźnymi jest takie samo jak z innymi
      chorobami. Oto prawdziwa historyjka z własnego doświadczenia.

      Wystarczy trochę pochorować i ma sie dość polskich lekarzy i ich pogardy dla
      pacjentów. W Polsce lepiej być chorym psem niż chorym człowiekiem.

      Poszedłem z psem na USG jamy brzusznej. Byłem umówiony na 11:00. Weterynarz
      spóźniwszy się 10 min (był obecny, ale kończył badanie innego psa) grzecznie
      przeprosił i mnie i mojego czworonoga. Potem sprawnie przeprowadził badanie
      nawet nie wygalając kudłów, nota bene dość długich.

      Następnego dnia poszedłem sam na USG. Miałem się zgłosić o 13:00. Okazało się,
      że nie jest to żadne umówienie na godzinę, tylko o tej porze lekarz rozpoczyna
      badania. W poczekalni zastałem kolejkę około 10 osób. Lekarza nie było. Zjawił
      się z 45 minutowym opóźnieniem. Nawet nie powiedział "dzień dobry". O takiej
      bzdurze, jak przeproszenie czekających w ogóle nie pomyślał.

      Gdy wreszcie dotarłem przed jego oblicze, narzekał, że moja krótka broda mu
      przeszkadza (robił USG szyi). Zamilkł, gdy wspomniałem, że weterynarz potrafił
      zrobić USG psa z dłuższymi kudłami i jeżeli nie daje sobie rady, niech
      popraktykuje w przychodni weterynaryjnej.

      Wyszedłem o godzinie 15:55.

      W Warszawie jest ponad 300 przychodni weterynaryjnych, które muszą się same
      utrzymać, więc każdy kudłaty pacjent jest w cenie, a lekarze nie muszą się
      martwić o materiał na przerób.
      • artur737 Re: chcę awansować na psa 10.10.07, 23:54
        Z drugiej strony wlosy rzeczywiscie przeszkadzaja - gorzej widac.
        • asmyk7 Re: chcę awansować na psa 10.10.07, 23:58
          > Z drugiej strony wlosy rzeczywiscie przeszkadzaja - gorzej widac.

          Ale jednak weterynarz dał sobie z tym radę. Stanowczo warto awansować na psa.
          Przynajmniej w Polsce.
          Pozdrawiam
          asmyk
    • nataszkam Re: Podejście lekarzy... 11.10.07, 22:12
      Może to dziwnie zabrzmi, ale przynajmniej części lekarzy należy się
      obrona smile
      Lekarze muszą wykonywać swoją pracę, opierając się na solidnych
      podstawach. Taką podstawą powinna być wiedza ze studiów, stażu, no i
      specjalizacji, szkoleń itp. Lekarz nie ma powodu, aby podważać
      wiedzę, którą zdobył własnie na tych formach kształcenia. Jeśli
      jednak w swoim zyciu trafi mu się "dziwny" pacjent albo ktoś z
      własnej rodziny, i jego wiedza u nich sie nie sprawdzi, to jest
      szansa, że stanie się lekarzem bardziej otwartym- choćby na sugestie
      swoich pacjentów czy wiedzę "forową" (otwarty to znaczy- nie odrzuca
      od razu bez sprawdzenia, przemyslenia i wgryzienia się w temat).
      Diametralnie inna jest sprawa tych lekarzy- ignorantów, którzy
      uważają, że posiedli wiedzę absolutną, niedostępną dla przeciętnego
      smiertelnika i niedopuszczają, że może być jednak inaczej, niż to
      stoi w podręcznikach czy innych źródłach wiedzy- zwłaszcza wtedy,
      gdy są one sprzed kilkunastu laty. A z takimi jednak część
      forumowiczów miała do czynienia.
      W mniejszości są pewnie lekarze, którzy doskonale wiedzą, co sie
      dzieje z boreliozą, jej diagnostyką i leczeniem, ale jest to ich
      wiedza "dla siebie", nieoficjalna; oficjalnie to nalezy problem
      ignorować, z pacjentów kpić i bagatelizować chorobę, a w
      ostateczności zasunąć stwierdzeniem o tym, że tylko lekarz wie
      najwięcej i najlepiej na ten temat. Przykładem lekarza tego pokroju
      jest na pewno dr n.med. K z Wolskiej i jeden z naszych lubelskich
      zakaźników.
      Są też i tacy, którzy nie znają się za wiele na boreliozie, mówią o
      tym otwarcie,jednocześnie nie krytykuja tego, czego nie znają (np.
      sposobu leczenia).

      Lekarze otwarci są nam jak najbardziej potrzebni, bo tylko oni będą
      nas leczyć. Ostatnia grupa lekarzy jest wg mnie "neutralna" i nie
      czepiałabym się ich- nie każdy zna się na wszystkim i nalezy docenić
      u nich szczerość.

      Poza tym- w medycynie zmienia się jednak wiele, ale powoli- za 40-
      50lat nikogo nie bedzie dziwiła drastyczna metoda leczenia boreliozy-
      tak, jak dzisiaj nie dziwi leczenie gruźlicy czy nowotworów. Obyśmy
      tylko nie musieli czekac tak długo na odzyskanie zdrowia...
      • nataszkam Errata 11.10.07, 22:13
        NIE DOPUSZCZAJĄ
        • aqarel Re: Podejście lekarzy... 12.10.07, 18:09
          Witam.
          Napisaliście---> Piszcie wasze doświadczenia to wszystkim będzie łatwiej uzyskać
          jakieś rezultaty w walce z lekarzami o to, żeby stanąć na nogi./..
          . Gdy wreszcie dotarłem przed jego oblicze, narzekał, że moja krótka broda mu
          przeszkadza (robił USG szyi). Zamilkł, gdy wspomniałem, że weterynarz potrafił
          zrobić USG psa z dłuższymi kudłami i jeżeli nie daje sobie rady, niech
          popraktykuje w przychodni weterynaryjnej.”

          Czekając w kolejce do lekarza przeraża mnie pośpiech, agresja pacjentów w
          stosunku do innych chorych i do lekarzy.
          Pomyślmy czego oczekujemy od lekarzy..... tego żeby byli
          mili,wrażliwi,zaprzyjaźnili się z nami podczas wizyty, miła to może być kelnerka
          .....ja wolę lekarza profesjonalistę a że gburowaty (co mi tam może miał
          wcześniej kontakt „walecznym” pacjentem). Cenię lekarzy którzy nim postawią
          diagnozę to pomyślą i/lub wyślą mnie na badania specjalistyczne (mogę nawet za
          nie zapłacić) a jeśli lekarz powie że nie potrafi znaleźć przyczyny naszej
          choroby i odsyła nas do innego specjalisty to chyba dobrze...mamy szanse na
          dalsze leczenie. Leczenie to sztuka....nie każdy lekarz ma ten dar. Lekarz to
          zawód jak każdy inny są lekarze czeladnicy i lekarze mistrzowie.
          Czeladnik przychodzi do pracy na określoną ilość godzin....odwala robotę i do
          domku, mistrz wkłada serce i umysł w to co robi...dla niego liczy się efekt
          końcowy, tak jest w każdym zawodzie.
          Obyśmy w sytuacjach podbramkowych trafiali do mistrzów.

          Pozdrawiam...i zyczę zdrówka
          • hopekk Re: Podejście lekarzy... 12.10.07, 18:15
            Oby nam zycia starczylo, zeby trafic choc na jednego kompetentnego lekarza. Czym krocej zyjemy tym mniej musza nam wyplacac w kwestii rent i emerytur a tym wiecej mozna zwiekszyc wyplaty lekarzy, ktorzy notabene za nasze podatki sie ksztalcili na uczelniach panstwowych. Lekarzy, ktorzy nie potrafia tak naprawde nic - oczywiscie poza wyjatkami ktore potwierdzaja regule. Chocby takich wyjatkow bylo 100 na cala liczbe lekarzy w Polsce to bedzie raj.
            • aqarel Re: Podejście lekarzy... 12.10.07, 19:07
              hopekk napisał:

              > Oby nam zycia starczylo, zeby trafic choc na jednego kompetentnego lekarza. Czy
              > m krocej zyjemy tym mniej musza nam wyplacac w kwestii rent i emerytur a tym wi
              > ecej mozna zwiekszyc wyplaty lekarzy, ktorzy notabene za nasze podatki sie kszt
              > alcili na uczelniach panstwowych. Lekarzy, ktorzy nie potrafia tak naprawde nic
              > - oczywiscie poza wyjatkami ktore potwierdzaja regule. Chocby takich wyjatkow
              > bylo 100 na cala liczbe lekarzy w Polsce to bedzie raj.

              Należy się cieszyć że z podatków można ludzi kształcić ,nie tylko lekarzy ale i
              mgr.inż innych profesji.
              Problem w tym że ze Służby Zdrowia zrobiono dochodowe
              przedsiębiorstwa.....kiedyś miałeś do dyspozycji Służbę Zdrowia teraz masz
              prawo do usługi(opieki) zdrowotnej w Niepublicznych Zakładach Opieki Zdrowotnej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka