gavko
06.01.08, 10:16
Witam wszystkich na forum, udzielam sie troche w dyskusjach od paru
dni ale dopiero teraz opisuje swoją historię. Jestem z Białegostoku.
Lecze się u Pana Piotra w Warszawie od trzech tygodni, narazie za
wcześnie pisać o efektach, ale może od początku:
Nie wiem kiedy tak na 100% wszystko się zaczęło. Jak dzisiaj
sięgam pamięcią w poszukiwaniu pierwszych objawów to cofam się o
jakieś 5-6 lat. Wtedy pamiętam jakiegoś kleszcza którego złapałem na
Mazurach. Nie miałem rumienia a kleszcz siedział w skórze bardzo
krótko. Potem o wszystkim zapomniałem. Jeśli chodzi o jakieś
pierwsze objawy to wydaje mi się że pierwsza dziwna dolegliwość jaką
odkryłem była silna reakcja na alkohol (kac kładł mnie do wyrka na
cały następny dzień) nie miałem pojęcia co się dzieje, cały czas
myślałem że to mioże jakaś nietolerancja która przyszła z czasem.
Póżniej miewałem w okresie studiów różne przypadki małych
dolegliwości w stylu: wypadanie włosów (miałem bardzo długie więc
myślałem że to osłabienie cebólek i sprawa genetyczna), pojawiały
się coraz częściej dni kiedy czułem się osłabiony i w nieciekawym
nastroju, pojawiać się zaczęły strzelanie w stawach i ciągle zimne
dłonie. Wszystkie te objawy wiązałem z moim stylem życia bardzo
nerwowym i stresującym, zawsze byłe nerwusem i hipochondrykiem więc
przeczuwałem że moge mieć jakieś problemy nerwicowe. Moja Mama miała
nerwice i depresje więc swoje objawy przypisywałem tym
dolegliwościom, które często się dziedziczy.
W grudniu 2006r. zmarła moja Mama. Był to dla mnie wielki szok i
stres. Osłabiła się moja odporność i opadłem mocno na siłach. Po
kilku miesiącach zaczołem wracać do siebie ale czułem że moja
kondycja psychiczna i fizyczna jest bardzo nadszarpnięta.
Po pół roku od tego smutnego wydzarzenia wyjechałem do pracy w
Londynie. Była to dla mnie spora szansa bo dostałem posade
architekta. Praca w polsce męczyła mnie psychiczne więc postanowiłem
spróbować. Praca w londynie okazała się dość męcząca i stresująca
ale byłem bardzo zadowolony - do czasu.
Po około 5 tygodniach zostałem zaproszony na małą impreze,
wypiłem troche alkoholu ale wszystko pamiętam

Następnego dnia po
przebudzeniu zauważyłem że widzenie w lewym oku jest rozmyte, poza
tym kac oczywiście strasznie męczył. Następnego dnia w pracy
poczułem jakieś dziwne osłabienie, które utrzymywało sie ponad
tydzień. Doszedłem do wniosku że sie przepracowuje i postanowiłem
odpocząć. Przez trzy dni dużo spałem i nic nie robiłem - zmęczenie
powoli przeszło i wszystko wróciło do normy.
Niestety po niecałych dwóch miesiącach owo zmęczenie pojawiło się
ponownie i już mnie nie opuszczało. W między czasie miałem jakieś
dziwne piszczenie w jednym uchu a potem pojawiła się wrażliwość na
dźwięki.
Przyjechałem na urlop do Polski ale moje samopoczucie było
kiepskie. Najbardziej dokuczało ciągłe osłabienie i uczucje braku
sił witalnych. Po powrocie do Londynu pracowałem jeszcze miesiąc ale
postanowiłem wrócić bo wiedziałem że coś jest nie tak bo zaczołem
miewać bezsenne noce, byłem jakiś rozbity i ciągle zdenerwowany i
napięty. Pojawiły się nerwobóle serca, bóle w klatce piersiowej i
jakieś dziwne lęki, skoki temperatury.
W Polsce poszedłem do psychiatry - diagnoza: nerwica i możliwa
depresja. Załamałem sie troche ale postanowiłem sie leczyć. Przez
pare tygodni chodziłe do psychologa, wizyty troche pomogły bo
przeszły bóle w klatce piersiowej i lęki przestały mi dokuczać. Ale
wiele innych objawów pozostało w tym głównie brak sił witalnych,
problemy ze snem, skoki temperatury, jakieś dziwne drgania mięśni i
inne.
Przy okazji badań krwi coś mnie tknęło by zrobić test na
borelioze... no i wtedy ku mojemu zdziwieniu Elisa wskazała
nieznacznie dodatnie IgM. Byłem totalnie w kropce jak sie
domyślacie. Trafiłem na forum i znalazłem namiary do pana Piotra z
Warszawy. Byłem na wizycie i postanowiłem zacząć leczenie. Przed
leczeniem zrobiłem WB w PZH w Wawie, test wskazał lekko pozytywne
Igg. Mykoplazma negatywna.
Czekam narazie na koinfekcje z Lublina.
W tym wątku będe opisywał postępy i na bierząco relacjonował co i
jak.
Pozdrawiam.