Dodaj do ulubionych

Nasi pupile...

06.06.08, 15:25
Zapewne narażę się swoją teorią .Od dawna obserwuję pewne zjawisko wsród moich
znajomych,rodziny itd.Stawiam tezę,że tam gdzie sa cięzkie choroby są w domu
zwierzęta. Może odwrotnie nie musi być tak,jednak coś w tym jest.Obciążamy za
wszystko kleszcza, może warto popatrzeć również z tej strony
Obserwuj wątek
    • stachenka Re: Nasi pupile... 06.06.08, 15:29
      A ja obalam Twoją tezę. U mnie żadnych zwierząt nie ma.
      Chyba, ze masz na myśli pająki za szafą wink
      • mea_51 Re: Nasi pupile... 17.08.08, 20:11
        Stachenka ,nie możesz obalić niestety mojej tezy, bo miałaś pieska!
    • rrrenifer Re: Nasi pupile... 06.06.08, 18:15
      O Twojej teorii. Może trochę łatwiej nam o kontakt (często pewnie niezauważony)
      z tymi jadowitymi stworami jeśli mamy pupila... to on częściej niż my się w
      krzaczory zapakuje. Ale nie wiadomo czy na pewno. W końcu do lasu, na łąkę, czy
      jeszcze gdzie tam te dranie mieszkają każdy miał okazję pójść.
      O pupilach. Z pupilami miewam do czynienia. Kleszcza "mojego" najprawdopodobniej
      przyniósł do domu pożyczony pies (bo to on się po chaszczach prowadzał nie ja).
      Dawniej miałam psa (i wyjmowałam mu kleszcze), nawet wtedy miałam jakąś plamę
      która mogła być rumieniem (po 18 latach nie obiecam, że to był/nie był rumień).
      Zresztą i tak sobie przypomniałam o tej plamie teraz, jak mi koleżanka swój
      rumień pokazała (wg zakaźnika boreliozowy). Wcześniej nic mi w głowie nie
      zaskoczyło sad
      • reni5553 Re: Nasi pupile... 06.06.08, 22:09
        Był taki czas, gdy na mojego pupila patrzyłam spode łba smile
        a on na mnie też big_grin bo nie wiedział o co jego Pani chodzi.
        kleszcze, pasożyty - fuj
        na samą myśl aż mnie trzęsło

        ale mi przeszło
        Mój pies systematycznie jest odrobaczany i chroniony przed
        kleszczami.
        • rrrenifer Re: Nasi pupile... 07.06.08, 07:58
          Też miałam czas, kiedy mi się trudno na pupila patrzyło (tego
          pożyczonego, od kleszcza). Przejściowy paraliż udało mi się opanować
          wraz z poprawą samopoczucia smile
          Jego pańcia też go zabezpieczała... niestety nie zawsze środki
          działają tak skutecznie jak ulotka opisuje. Nawet w lutym skubany
          potrafił znaleść w Kabatach kleszcza i spróbować przynieść do domu :
          ( Teraz w zasadzie nikt ze znajomych właścicieli nie wierzy tak
          ulotkom, i stara się bardziej, a psiaki prawie nie łapią pasażerów.
          Swoją drogą trochę nie udam środkom, które pozwalają łazić po
          futerku tym draniom, a zabijają dopiero po dłuższym czasie, po
          ukąszeniu, albo tylko zniechęcają. Szanse: taki drań poczęstuje
          naszego pupila, albo z niego zejdzie (bo mu zapach nie pasi) i
          zacznie szukać innego "krwiodawcy" gdzieś na osiedlu, albo nie daj
          rany w domu sad
          Psiaki mają lepszą opiekę zdrowotną, więc jest szansa na coraz
          skuteczniejsze środki. My na tym też skorzystamy
          • mea_51 Re: Nasi pupile... 07.06.08, 09:15
            Niestety na robakach i chorobach odkleszczowych nie kończą się choroby
            odzwierzęce i pomimo,że forum jest o boreliozie, piszę o tym, gdyz niektóre
            leczenie idą bardzo opornie..
            • reni5553 Re: Nasi pupile... 07.06.08, 11:15
              meo-co masz jeszcze na myśli ???
              • mea_51 Re: Nasi pupile... 07.06.08, 11:59
                "choroby odzwierzęce moga być spowodowane przz ok 90 gatunków różnych
                drobnoustrojów i pasożytów.Zarazki i pasożyty bytują nie tylko na skorze
                zwierzecia, ale w ich narządach wewnetrznych, wydzielinach .Niektóre
                drobnoustroje mogą nie wywoływać objawów chorobowych u zwierząt, któree są
                jedynie nosicielamibakterii, wirusów, grzybów, czy pasożytów, wywołujących
                niebezpieczne schorzenia u ludzi oraz zwierząt innego gatunku."
                www.krus.gov.pl
                • mrowkolew Re: Nasi pupile... 08.06.08, 13:31
                  mnie nieco denerwują te określenia choroby odzwierzęce w przypadku
                  niektórych chorób-ale są one tak określane choćby z powodów nadzoru
                  nad żywnością pochodzącą ze zwierząt albo dla leczenia osób
                  pracujących w zawodach z tym związanych-jako choroby zawodowe-bo np.
                  przez normalny kontakt z ptakiem np.nie złapiemy campylobakterii ale
                  zjadając mięso w którym ta bakteria mogłaby się namnożyć w większej
                  ilości potem już tak, brucelozą wywołaną przez brucella bovis
                  zakażają się ludzie np. dotykając zakażonego płodu krowiego po
                  porodzie (a jest i nasza własna brucella hominis, jest i psa i
                  owcza, to samo z prątkami gruźlicy-mycobacterium tuberculosis ale i
                  tzw. atypowe mycobacterium bovis czy avis-i tu rzeczywiście można
                  mówić że te dwa są odzwierzęce a mamy też swój własny-te odzwierzęce
                  łatwiej się leczy u ludzi bo mają mniej mechanizmów
                  przystosowujących do życia w ludzkim ciele niż M.tuberculosis)

                  już teraz można znaleźć nowe artykuły np. o giardia lablia-kiedyś
                  uważano prosto że to choroba odzwierzęca, potem że czysty szczeniak
                  trzymany jeszcze w domu może zarazić się równie dobrze od dziecka
                  chodzącego do przedszkola i mającego w ten sposób większa szansę na
                  złapanie czegoś od innych dzieci, teraz robione badania genetyczne
                  lamblii wykazały że jak wiele innych drobnoustrojów różnią się one
                  nieco między sobą i wyróżniono podtypy (zwykle określają je lierkami
                  jak paciorkowce, podtypy clostridium botulinum itd.) i okazuje
                  się,że niektóre mają zdolność do infekowania różnych gatunków ssaków
                  (mam na myśli też w rozumieniu nauki a nie kościoła-człowieka) a
                  niektóre są bardziej przystosowane do jednego u innych gatunków
                  tylko wyjątkowo mogłyby wywołać zakażenie
                  raczej powinniśmy patrzeć na to z punktu widzenia mikrobiologa-
                  jesteśmy otoczeni całą masą drobnousrojów które starają sie jak i my
                  przetrwać i niestety te które do przetrwania potrzebują innego
                  orgaznimu, cały czas kombinują jakby go tu przechytrzyć, a że są
                  mniejsze, mniej DNA, to łatwiej im zrobić w nim zmiany, korzystne
                  mutacje, przy czym wyższe organizmy nie są bezbronne-też mają swoje
                  mechanizmy, ale myślę ze teraz więcej chorujemy bo zatrute
                  srodowisko i szybkie tempo życia=toksyny i hormony stresu wydzielane
                  przez nadnercza czyli sterydy-wiadomo że wpływają na aktywność
                  komórek układu odpornościowego
                  niestety zwierzęta też chyba są pod tego wpływem, ale i zarazki
                  coraz bardziej kombinują
                  mało kto np. zdaje sobie sprawę że np. gronkowiec złocisty u naszych
                  pupili to nasza bakteria (wiele psów z powikłaniem alergicznych
                  zmian skórnych ma naszą "wgłaskaną" tą bakterię ), większosć
                  zwierząt na zdrowej skórze ma gronkowca pośredniego, ale w obrębie
                  staphylococcus aureus badaniami genetycznymi (nie jak dawniej
                  różnicą w wygladzie na płytce z podłożem do hodowli) wykazano też
                  różnice i są np. typy izolowane od królików (wtedy np. można by
                  mówić o chorobie odzwierzęcej jeśli u człowieka taki typ wywołałby
                  chorobę ale to zwykle właśnie przy immunosupresji) poza tym właśnie
                  ten fakt że pojawiają się nowe mutacje ciągle a zawsze najwiksza
                  szanse na prztrwanie mają zarazki jeśli mają zdolność "zadomowienia
                  się" w różnych organizmach

                  od kiedy mój pies zachorował i dowiedziałam się coś więcej o
                  boreliozie mam już dwu pacjentów psich z objawami osłabienia i
                  trudności z chodzeniem na tylne kończyny, ugryzionych przez
                  kleszcze, tylko u mnie jest odwrotnie-ja muszę tłumaczyć i dawać
                  materiały o boreliozie właścicielom (przy okazji informuję ich o
                  zagrozeniu dla nich i zachowaniu ostrożności przy usuwaniu kleszcza)-
                  i ja dziwnie się czuję-bo badania za drogie jak dla psów a i mojemu
                  herxującemu co 4 tygodnie po 6 tygodniach abx po 3 dniach metro PCR
                  w Warszawie laboratorium wet wyszedł ujemny-jak jakiś znachor albo
                  zrzucajacy objawy innej choroby na jakąś nieidentyfikowalną
                  boreliozę-brakuje mi lekarzy wet z którymi mogłabym to
                  przedyskutować, tak czy siak walkę toczymy wszyscy jako zwierzątka
                  wyższe z mikrobami i to jest pewne( nie tak jak odzwierzęcość
                  niektórych chorób), ale i niektóre mikroby są nam potrzebne-jak te
                  korzystne lactobacillusy,a niektóre są podstępne jak escherichia
                  coli-pomaga nam syntetyzując witaminki ale jak tylko niedaj co co
                  potrafi i posocznice wywołać (więc te witaminy syntetyzuje bo tak
                  ma,korzystając z naszego jedzenia, wcale nie chce nam pomagać tylko
                  sobie znalazła jadłodajnie i "dom" w naszch jelitach,a witaminy to
                  taki jej produkt uboczny)

                  na dowód że jesteśmy od zarania wieków związani z "pasażerami" -i
                  bakteriami i pasożytami-poza tym że wytworzyliśmy układ
                  odpornościowy żeby z nimi walczyćo(a teraz wiadomo że i genetycznie
                  ludzie nie są identyczni-też pojawiają się mutacje które daja
                  odporność osobniczą na choroby-nam te mutacje-różnice w populacji
                  ludzkiej też dają szansę przetrwania jako gatunku, może nawet nie
                  wiemy że jakieś mutacje które pojawiły się teraz dadzą sansę
                  przetrwać części osobników jakąs epidemię nowym szczepem wirusa czy
                  bakterii która pojawi się dopiero za jakiś czas), są i takie dane,
                  że dzieci z
                  alegrią pokarmową leczono dając zabite jaja glisty ludzkiej doustnie-
                  bo jedna z tez o powstawaniu alergii poza uszkodzeniem układu
                  odpornościowego przez toksyny cywilizacyjne, to to że nie mając
                  wrogów w postaci licznych kiedyś pasożytów (oraz bakterii od
                  nadużywania antybiotyków), układ odpornościowy niejako nudząc się
                  zaczyna walczyć z cząsteczkami pokarmu czy pyłkami roślin
    • nataszkam Re: Nasi pupile... 08.06.08, 21:30

      Pudło i strzał w dychę smile
      Pudło, bo nie mam żadnych domowych żyjatek. Ale z drugiej strony-
      jakiezto ciężkie choroby mamy...

      Strzał w dychę, bo teściowe to psiarze, ONA "chora" cięzko przez
      całe życie (leków bierze więcej ode mnie i syna razem), az się
      dziwię, że jeszcze żyje. Tyle tylko, że pies wymaga codziennego
      kilkukilometrowego spaceru,bez względu na pogodę, więc trudno mi
      doszukać sie tej- ponoć- ciężkiej choroby u teściowej tongue_out
      • mea_51 Re: Nasi pupile... 30.07.08, 22:15
        A nie przyszlo Ci do glowy, skoro tesciowie to "psiarze",że Twoj mąż , Ty i
        Twoje dziecko macie bliski kontakt ze zwierzętami?
        • mea_51 Re: Nasi pupile... 10.08.08, 11:07
          up
        • nataszkam Re: Nasi pupile... 10.08.08, 15:19

          Nie mamy smile Teściowie mieszkają prawie na drugim końcu Polski, więc
          bywamy tam kilka dni w roku. A ja jeszcze rzadziej wink
    • katarinka.z Re: Nasi pupile... 11.08.08, 07:43
      Hmmm, ja też jestem chora - a w momencie zachorowania nie miałam żadnego
      zwierzątkasmile Więc w moim przypadku też to się nie sprawdzasmile
      W sumie to nie wiem skąd miałam kleszcza.. Nigdy go na oczy nie widziałamindifferent
      A teraz mam kochaną papużkę, która mi umila dni gdy "umieram" w domu.
      Rozmawiamy sobie ze sobąsmile
      A kiedy przychodzi żeby ją pogłaskać - mam wrażenie, że tylko ona mnie rozumie i
      po prostu jest przy mnie...
      Może śmieszne, ale jak jej nie było - to siedzenie samej w 4 ścianach było dla
      mnie masakrą.
      • mea_51 Re: Nasi pupile... 11.08.08, 08:10
        Ja też nie miałam i nie mam żadnego zwierzątka.Natomiast mój mąż i jego rodzina
        owszem.Ja i moje dzieci bywaliśmy tam często. Nigdy nie patrzyłam pod tym
        kątem.Dopiero od pewnego czasu... Wujek chorował nie wiadomo na co przez wiele
        lat, zasypiał przy stole "na siedząco" -cukier ok! Zmarł na nowotwor
        kręgosłupa.Jego syn w młodym wieku 2 udary, po drugim "roślinka" i równiez młodo
        zmarł.Zyjące-żona i córka- porażenie twarzy ,opadnięte kąciki ust - żadna nie
        miała ani udaru ani wylewu.Poza tym u jednej z nich pamiętam od prawie 40 lat
        makabryczny, leczony bez skutecznie rumień na nogach. Zawsze mieli po kilka
        psów. Ilekroć tam bywałam,psy ocierały się jej o nogi - to pamietam do dziś
        .Dopiero niedawno wszystko to pozbieralam "do kupy".Przykładów mogłabym
        mnożyć.Mąż mój równiez nie żyje. Zmarł młodo / teraz wiem,że w wyniku powikałń
        boireliozowych /Po 45 latach zmagan z choroba i chorobami najblizszych śmialo
        stawiam taka tezę.Nie proponuję pozbywac się zwierzaków, ale wskazuje problem i
        konieczność podjęcia środków ostroznośći - zwłaszcza w stosunku do przyszłych
        mam i dzieci
        • mea_51 Re: Nasi pupile... 17.08.08, 12:47
          Ze starego wątku ...

          Grypa mózgu
          Tygodnik "Wprost", Nr 1209 (12 lutego 2006)


          Kocie odchody mogą być przyczyną obłędu

          Monika Florek-Moskal

          Przeziębienie, katar i zapalenie gardła kojarzone są z dokuczliwymi, ale
          niegroźnymi dolegliwościami górnych dróg oddechowych.
          Tymczasem mogą powodować poważne choroby. Uczeni z Karolinska Institutet w
          Sztokholmie wykryli w surowicy krwi chorych na
          anoreksję i bulimię przeciwciała atakujące neurony odpowiedzialne za odczuwanie
          głodu i sytości (obecne w podwzgórzu i przysadce
          mózgowej). Przeciwciała powstały w wyniku działania wirusów grypy typu A oraz
          powodujących anginę paciorkowców Streptococcus
          pyogenes.
          Nie dowodzi to jeszcze, że zaburzenia odżywiania są wywoływane przez zarazki.
          Coraz więcej wyników badań wskazuje jednak, że
          pospolite drobnoustroje mogą się przyczynić do powstania zaburzeń psychicznych.
          - Mikroby wywołują głównie infekcje, ale zamiast
          bezpośrednio atakować tkanki organizmu, mogą sprawić, że będzie je niszczył
          wprowadzony w błąd układ odpornościowy - mówi dr
          Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w Warszawie. Tak
          powstają tzw. choroby autoimmunologiczne, do
          których zaliczane są m.in. stwardnienie rozsiane i reumatoidalne zapalenie
          stawów. Podejrzewa się, że podobnie mogą się rozwijać
          depresje i nerwice natręctw. Wszystko zależy od tego, które tkanki zaatakuje
          układ immunologiczny - komórki nerwowe czy
          chrząstki stawów.

          Mimikra mikrobów
          Paciorkowce powodujące zwykle anginę, zapalenie gardła i ucha mogą uruchomić
          atak komórek odpornościowych na melanokortyny -
          hormony przekazujące informacje dotyczące głodu i sytości. Zaburzenie ich
          działania wywołuje nadmierny apetyt albo brak
          łaknienia i w efekcie anoreksję lub bulimię. Ponad połowy pacjentów nie udaje
          się wyleczyć. Badania uczonych z Karolinska
          Institute wykazały, że podobną reakcję mogą wywołać bakterie Helicobacter
          pylori, odpowiedzialne za wrzody przewodu pokarmowego,
          oraz wirusy Epsteina-Barra, powodujące ostre zapalenia gardła i migdałków.
          - Wirus wślizguje się do DNA organizmu i powoduje, że komórki zaatakowanego
          zaczynają produkować obce białka. U niektórych
          zakażonych mogą one być rozpoznawane przez komórki odpornościowe jako groźne i
          niszczone - mówi dr Paweł Grzesiowski. Bakterie
          powodują z kolei tzw. mimikrę molekularną - produkują białka podobne do obecnych
          w tkankach narządów. Wprowadzony w błąd układ
          odpornościowy, walcząc z bakteriami, niszczy również własne tkanki. Wirus grypy
          modyfikuje komórki mięśnia sercowego, narażając
          je na atak układ odpornościowego, co może doprowadzić do tzw. przewlekłej
          kardiomiopatii rozstrzeniowej, powodującej ciężką
          niewydolność serca. Paciorkowce wytwarzają w zaatakowanym organizmie tzw. białko
          M, przypominające znajdującą się w komórkach
          serca miozynę, odpowiedzialną za kurczenie się mięśni. Organizm, walcząc z
          bakterią, niszczy także komórki mięśnia sercowego i
          znajdujące się w nim naczynia krwionośne. Dochodzi wtedy do groźnego zapalenia
          mięśnia sercowego, objawiającego się silnymi
          bólami w klatce piersiowej, przyspieszonym rytmem serca i narastającą
          dusznością. - Jeśli pacjent lub lekarz zlekceważy te
          objawy, może dojść do tak znacznego uszkodzenia mięśnia sercowego, że jedynym
          ratunkiem dla chorego będzie przeszczep serca -
          mówi prof. Witold Rużyłło z Instytutu Kardiologii w Warszawie.

          Penicylina na schizofrenię
          Leki przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe mogą się okazać skuteczne w leczeniu
          niektórych przypadków psychoz i depresji.
          Najnowsze badania wykazały, że wywołujące kiłę krętki blade (Treponema pallidum)
          przyczyniają się do rozwoju schizofrenii, manii
          i depresji. Syfilitycy w pierwszej połowie minionego stulecia stanowili aż jedną
          trzecią pacjentów zakładów psychiatrycznych.
          Ta trudno wówczas uleczalna choroba w zaawansowanym stadium atakuje także mózg,
          powodując m.in. zaburzenia psychiczne i wiąd
          rdzenia. Chorzy na kiłę zniknęli ze szpitali psychiatrycznych, gdy w latach
          czterdziestych minionego stulecia zaczęto stosować
          penicylinę.
          Najnowsze analizy epidemiologiczne ognisk chorób psychicznych ujawniły, że
          pojawiają się one i znikają podobnie jak ogniska
          chorób zakaźnych. Schizofrenię częściej diagnozuje się w dużych miastach, na
          obszarach o chłodnym klimacie i w wielodzietnych
          rodzinach, czyli w warunkach sprzyjających rozprzestrzenianiu się zarazków. W
          Anglii i Walii na schizofrenię zachorowało prawie
          dwukrotnie więcej osób urodzonych w czasie epidemii grypy w 1957 r. niż w
          pokoleniu, które przyszło na świat rok wcześniej. U
          dzieci, których matki chorowały na grypę w czasie ciąży, zagrożenie schizofrenią
          wzrasta trzykrotnie. "W tym wypadku pierwotną
          przyczyną rozwoju choroby jest reakcja układu odpornościowego matki" - wyjaśnia
          amerykański neurolog dr Robert C. Bransfield.
          "Białka uruchamiające reakcję obronną organizmu (tzw. cytokiny) uszkadzają
          połączenia nerwowe w mózgu płodu. Ten defekt ujawnia
          się dopiero w wieku dorosłym" - dodaje.
          W podobny sposób do schizofrenii przyczynia się pierwotniak Toxoplasma gondii
          znajdujący się w kocim kale, zanieczyszczonej
          wodzie i surowym mięsie. Prof. Alan S. Brown, epidemiolog z University of
          Columbia, wykazał, że dzieci, które miały kontakt z
          toksoplazmozą w łonie matki, są nie tylko zagrożone niedorozwojem narządu wzroku
          czy serca, ale też dwukrotnie częściej chorują
          na schizofrenię. - Aby uchronić płód przed odrzuceniem, układ odpornościowy
          kobiet w ciąży działa intensywniej niż normalnie i
          na ogół potrafi stłumić agresję komórek atakujących własne tkanki. Czasami
          jednak nie udaje mu się obronić - wyjaśnia dr
          Grzesiowski.

          Zaraźliwa nerwica
          Mikrobiolodzy z University of California w Irvine, badając bliźnięta, doszli do
          wniosku, że u dzieci zarazki są przyczyną aż 60
          proc. przypadków nerwicy natręctw. Skutkiem uruchomionego przez zarazki
          samoniszczenia organizmu może być nawet autyzm, który
          najczęściej ujawnia się w pierwszych trzech latach życia. Najprawdopodobniej
          matki chorych dzieci w czasie ciąży zostały
          zainfekowane wirusem cytomegalii, którym można się zarazić przez kontakt ze
          śliną, moczem, nasieniem i wydzieliną pochwy.
          Jeszcze bardziej zaskakujące jest podejrzenie, że wirusy mogą być przyczyną
          otyłości! Badania uczonych z University of Wisconsin
          przeprowadzone na kurczętach wykazały, że wywołujący u ludzi przeziębienie
          adenowirus Ad 37 powoduje również zaburzenia
          metaboliczne. Poddany testom drób zaczął nadmiernie przybierać na wadze. Nikt
          dotychczas nie wykazał, że podobny mechanizm
          działa u ludzi. Wielu wirusologów jest jednak przekonanych, że współczesna
          medycyna wciąż nie docenia wpływu drobnoustrojów na
          powstawanie i rozwój chorób niezakaźnych.
          • zosial.0 Re: Nasi pupile... 17.08.08, 19:13
            Dlaczego naukowcy nie idą tym śladem,to doprowadziłoby do odkrycia wielu
            przyczyn chorób autoimunologicznych min takich jak SM??? To naprawdę ma sens.
            • mea_51 Re: Nasi pupile... 17.08.08, 19:58
              A ja się dziwię,dlaczego w pierwszej kolejności nasi chorzy nie idą tym śladem.
              Watek jest"martwy" , piszę sama dla siebie -mam wrażenie,że albo nikt sie nad
              tym nie zastanawia -albo nie dopuszcza do siebie tej mysli,że ulubiebiec,
              niemalże członek rodziny, może też być odpowiedzialny za wiele powaznych chorób
              i dolegliwości.W wielu wątkach czytam o psach,śpiących w łóżku właściciel,
              wylegujących się na kanapach, liżących po rekach, twarzy....Zdecydowana
              większość na tym forum ma jakiegoś zwierzaka, może warto nad tym się zastanowić
              i wymienić spostrzeżenia.
              • lyrica Re: Nasi pupile... 17.08.08, 23:54
                mea_51 ja mam psa, spał z nami w łóżku, wyleguje się na kanapie, liże po rękach
                i nie tylko (tu akurat ja chętna nie jestemwink) zabezpieczam go comiesięcznie
                kropelkami plus dodatkowo obroża, dawno nie przyniósł kleszcza, oczywiście nimfy
                mogłam nie zauważyć (o tym nie wiedziałam jak wpuszczałam go do łóżka) zdaję
                sobie sprawę z problemów jakie poruszasz, ale: co mam zrobić?? wyleciał już z
                łóżka i nie mam sumienia wywalać go dodatkowo z kanapy, nie pozbędę się go także
                z domu chociaż mam podwórko, bo: ogromnie go kocham i jest moim największym
                szczęściem i przyjacielemwink trudna sprawa...
                • baska192 Re: Nasi pupile... 20.08.08, 16:48
                  pies.onet.pl/11343,14,19,uwaga__kleszcze,artykul.html
                • bagnowska Re: Nasi pupile... 20.08.08, 17:43
                  Sledzę ten wątek i mam ambiwalentne odczucia...
                  Jedynymi żywymi istotami, które zostają przy Grzesiu, jak ja
                  wychodze na 8 godzin do pracy są nasze ukochane futrzaki: 1 pies
                  (suka) i dwa koty (płeć już nieokreslona wink)Grzegorz od zawsze miał
                  w domu psa (koty doszły kilka lat temu)i bardzo te psy kocha... Tak
                  trudno uwierzyć, że to one wyrządziły mu taką straszną
                  krzywdę,ale... Jednak to juz sie stało w naszym przypadku i pozbycie
                  się z domu naszych sierściastych przyjaciół jest dla nas
                  niewykonalne...
                  Być może w przyszłości ludzkość dowie się pewnego poranka z wielkich
                  tytułów w gazetach, że to właśnie psy (koty) sa odpowiedzialne za
                  wystepowanie np. sm i od dnia tego likwiduje się te zwierzęta, aby
                  nie niosły zagrożenia (podobnie jak ptaki- ptasią grypę). I wbrew
                  pozorom nie jest to takie nieprawdopodobne...Ale to już nas (mnie i
                  Grzesia) dotyczyć nie będzie...na szczęście smile)POzdrawiam ciepło ,
                  Basia
                  • mea_51 Re: Nasi pupile... 20.08.08, 18:17
                    Basiu! Wcale nie mam zamiaru dokuczać komuś z powodu posiadania zwierząt,dla nas
                    juz troche pózno -wszyscy jesteśmy już naznaczeni tymi chorobami.Wazne,żeby
                    problem nie byl bagatelizowany, bo padały tutaj takie stwierdzenia,że mój pies
                    jest zdrowy, bo jest odrobaczany..I chyba takie bylo do tej pory przekonanie.Nie
                    mozna zamykac uszu na prawdę- mamy dzieci, chcemy miec zdrowe wnuki, prawnuki. I
                    dlatego zalożyłam ten wątek.Przyznam,że zrobiłam taką małą ankietę na własny
                    użytek. Mój wniosek: najtrudniejsze przypadki tam gdzie kilka zwierząt .zdaje
                    sobie sprawę,że probka 100 osób jest może zbyt malo reprezentatywna...ale. Sami
                    musicie sie zastanowić nad tym problemem, bo on niestety jest.Nie podam nicku,
                    ale jest osoba na forum, ma zestaw: pałeczka ropy błękitnej, kingella kingae,
                    escherichia coli, cytomegalia, toxoplazmoza, helicobacter pylori, bartonella
                    hensela, bartonella quintana, borelioza i mykoplazma. Mieszanka naprawde
                    wybuchowa .Ma 3 koty.Moze warto się nad tym zastanowic.Poza tym nauka nie
                    odkryla jeszcze wielu patogenow, zarowno u ludzi, jak i zwierzat.Basiu,naprawde
                    nie chcialam Cie dotknąc.Jestem weteranką w chorobach swoich i bliskich i takie
                    jest moje zdanie.I dodam jeszcze,że to własnie Twój Grzesiu i Frank Kasi i ich
                    choroby zainspirowały mnie do tych statystyk.Pozdrawiam Was ciepło
                    mea_51
                    • bagnowska Re: Nasi pupile... 20.08.08, 18:32
                      mea! Wcale mnie nie dotknęłaś! Ten problem od dawna mnie gnębi, tak,
                      gnębi! Mogę jedynie przypuszczać, że gdzieś tam w zakamarkach natury
                      tkwi wiele nieodkrytych zagadek, mogących nieść niemałe zagrożenie
                      dla ludzi (ale ludzie również są zagrożeniem dla natury, prawda?)
                      Temat ważny , doceniam naprawdę, że jedyna na forum go poruszyłaś.
                      Chciałam tylko wyrazić, jak bardzo człowiek może przywiazac się do
                      takiego sierściucha, który zawsze JEST i tak patrzy w oczy, że...
                      Pewnie niejedno z nas (my Tak..., niestety sad( doświadczyliśmy
                      samotności i opuszczenia w chorobie.Grześ przepracował z bardzo
                      zgranym zespołem 18 lat w jedej firmie, były wspólne wyjazdy,
                      wakacje, imprezy, , a od czasu przejścia na rentę(12 lat) nie
                      odwiedził go nikt...I tu te zwierzaki zapełniaja pustkę, tęsknotę
                      za kimś bliskim, żywym, kto po prostu tylko? jest...
                      I to, co napisałam , o potencjalnym zagrożeniu ze strony chorób
                      odzwierzęcych, wcale nie jest fantazją , wiemy o tym najlepiej.
                      POzdrawiam Cię bardzo ciepło- Basia
                      • mea_51 Re: Nasi pupile... 20.08.08, 18:39
                        Basiu! Byłoby zbrodnią pozbawiać Grzesia Jego ulubieńcow ,ale dostrzegasz
                        problem i to jest ważne ...choćby tylko dla przyszłych pokoleń. Przynajmniej ja
                        tak myślę.
          • mrowkolew Re: Nasi pupile... 20.08.08, 18:05
            ale co w tym poście jest o chorobie od zwierząt?-tylko toksoplazmoza która
            jednak jako choroba pierwotniacza (pasożytnicza) jest łatwiejsza do leczenia niż
            bakteryjne, reszta to choroby typowo "ludzkie"
            proszę tego nie odbierać jako negacji w ogóle zakażeń od zwierząt ale znacznie
            częściej u ludzi są zakażenia zarazkami "ludzkimi"- bakterie(wyodrębniono
            podtypy) i wirusy bardzo często są specyficzne gatunkowo, wirusy mają jeszcze
            target cell-tzn. potrafią łączyć się co jest im niezbędne do powielenia
            (namnożenia) tylko z komórkami danej tkanki (lub wielu tkanek jak np. wirus
            nosówki psów-z tej samej rodziny jest wirus odry ludzkiej-i ludzkiego wirusa
            próbowano używać kiedyś do szczepienia psów zanim udało się stworzyć bezpieczne
            szczepionki z psiego wirusa dla psów, poza tym wtedy istniała tez możliwość
            rozsiewania przez szczepionego psa atenuowanego wirusa odry przez niedługi okres
            po szczepieniu-przy czym ważne jest że wirus w szczepionce został wprowadzony
            przez iniekcję natomiast nie stwierdzono zakażenia naturalnego wirusem odry
            ludzi u psa-to wykorzystuje się też w diagnostyce laboratoryjnej-przez
            inokulację pobranego materiału a więc nienaturalną drogą wprowadza się go do
            zwierzątka prostego do hodowli w laboratorium nawet jeśli naturalnie byłoby
            niewrażliwe na zakażenie a tak albo zachoruje albo uda się uzyskać
            komórki zakażone wirusem do dalszych badań-np. gryzonie są naturalnym
            rezerwuarem wirusa wścieklizny więc długo nie mają objawów choroby a są tylko
            zainfekowane ale gdy wprowadzi się materiał od podejrzanego chorego bezpośrednio
            do mózgu myszki umierają one szybko i z ich mózgu łatwo jest pobrać do badania
            immunofluorescencyjnego materiał z oczyszczonym niejako i namnożony w nieco
            nienaturalny sposób)
            tak więc to wszystko nie jest takie proste-ale fakt najłatwiej nawet na gatunek
            niewrażliwy przy kontakcie bezpośrednim-głaskanie,dotykanie,wdychanie powietrza
            wydychanego,jest zarazić drogą wstrzyknięcia-dlatego wiele chorób które nie
            przeniosą się ze zwierzaka z którym mamy kontakt mogą przenieść owady krwiopijne
            wstrzykując materiał zakaźny bezpośrednio do naczynia krwionośnego-jest to jakby
            od razu taka posocznica, bo gdyby wnikniecie zarazka nastąpiło np. przez
            zjedzenie czegoś z zarazkami to układ odpornościowy ma jeszcze możliwość
            ograniczenia zakażenia do miejscowego-odgraniczenie od reszty tkanek dzięki
            naciekowi zapalnemu,i zduszenie infekcji zanim zaatakuje resztę tkanek
            pl.wikipedia.org/wiki/Zaka%C5%BCenie
            www.publikacje.hdwao.pl/zagrozenia_bakteryjne/
            trochę gorzej jest z bakteriami-bo one występują wokół nas
            wszędzie-gleba,woda,powietrze i są mniej "wybredne" niż wirusy-bo "rozmnażają
            się" same-nie muszą wbudować się w DNA żywiciela jak wirusy które nie rozmnażają
            się same ale muszą zmusić żywiciela żeby je namnożył a poza organizmami są
            bardziej wrażliwe niż bakterie-bakterie występują nawet w gorących
            źródłach-gejzerach

            P.S. jestem na klarytromycynie + metronidazol z powodu cat animal bites,choć
            pogryzło mnie i podrapało co najmniej 20 kotów nie mówiąc o tysiącach chorych z
            ropniami itp. z których te bakterie po rozcięciu ropni "fruwały" sobie w
            powietrze,mój pies choruje od ponad roku na boreliozę-wkładam mu gołą ręką
            antybiotyk do pyska na nasadę języka(mnóstwo śliny,także na zranione ręce zanim
            rozpoznana borelka u niej, mam też kota,wyciągałam kleszcze bez rękawic-nie mam
            herxa choć obawiałam się że mogę mieć już utajoną borelkę od wyciągania
            kleszczy-gdyby kot pacjent nie wgryzł się w tkanki nie zaraziłby mnie tym czym
            zaraził przez samo dotykanie go-jakiś paciorkowiec lub pasterella którego można
            wprowadzić w ranę także z brudnych gwoździ, kolców roślin itp gdzie osiadają
            małe ilości bakterii ale dopóki dotykamy roślinki czy zwierzaka czy jego
            wydzielin nie zarażamy się-bakterii w jamie ustnej ludzi czy zwierząt jest ponad
            200 gatunków-saprofitów,jednak zakażenie i chorobę mogą wywołać tylko niektóre z
            nich
            przykład wręcz skrajny-bakteria która mają prawie wszyscy ludzie w choruje tylko
            pewien odsetek
            http://64.233.183.104/search?q=cache:z1s8EvGhlNgJ:www.addenbrookes.org.uk/resources/pdf/patient_visitors/patient_information_leaflets/other_languages/polish/PIN312_MRSA_for_inpatients.pdf+warunkiem+zaka%C5%BCenia+podatny&hl=pl&ct=clnk&cd=3&gl=pl

            kolejny przykład a propos poruszonego tematu Toxoplasma-pasożyt ten występuje w
            naszym otoczeniu od dawna(wieków) i wcale nie trzeba mieć zwierzaka w domu aby
            się zakazić bo cysty pasożyta z wyschniętego kału kotowatych(nie tylko kota
            domowego) są roznoszone z wiatrem na duże odległości a więc może wystarczyć
            zjedzenie nie umytego jabłka a co lepsze-jeśli zakazimy się nie będąc osłabieni
            czy chorzy na coś innego w danym momencie to tak jak po szczepionce nabędziemy
            odporność czyli każde następne toksoplazmy które wtargną do naszego organizmu
            zostaną szybko wytłuczone przez immunokompetentne komórki zaraz po wyjściu z
            jelit,niebezpieczne jest natomiast pierwsze zarażenie jesli wystąpi w czasie
            ciąży-niestety płód jest organizmem obcym dla ciała matki-zawiera materiał
            genetyczny a więc i prezentowane antygeny pochodzące od innego człowieka-ojca w
            50 %-to jakby przeszczep od niezgodnego dawcy-i w organizmie samicy są
            uruchamiane pewne mechanizmy dzięki którym płód nie jest "odrzucany"-to ułatwia
            też niestety zarazkom pokonanie układu odpornościowego-ale to nie kobieta zwykle
            choruje na toksoplazmozę a zagrożony jest najbardziej płód-bo układ
            odpornościowy w pełni rozwinięty jest dopiero do kilku miesięcy po urodzeniu tak
            więc zarazki mogą sobie "hulać" po płodzie gdzie im się tylko zamarzy, podobnie
            ma się rzecz u osób z defektami wrodzonymi układu odpornościowego albo nabytym
            zespole upośledzenia odporności, dodatkowo kot który zakazi się toksoplazmą
            cysty wydala tylko przez ok. 2 tygodnie od zakażenia a potem układ odpornościowy
            tłucze pasożyty w jelicie uniemożliwiając im rozmnażanie się natomiast jak u
            niektórych ludzi i pozostałych zwierząt część populacji pasożyta przechodzi w
            stadium podobnym do cyst w boreliozie-osiadając m.in. w mięśniach skąd mogą się
            rozsiewać jeśli zasłabnie układ odpornościowy w wyniku innej choroby czy
            osłabienia np. przez niedożywienie-dlatego domowe koty nie wychodzące na dwór i
            nie jedzące surowego mięsa=usunięcie możliwości nadkażenia w doskonałej
            większości już nie wydalają cyst z kałem=nie stanowią źródła zakażenia,za to ta
            60% populacji ludzi która ma odporność zapewne uzyskuje ją w wieku dziecięcym
            połykając cysty toksoplazm od populacji dzikich kotowatych-biorąc do buzi brudne
            ręce-i potem mają spokój (jest pojęcie dawka zakaźna-więc jeśli tych toksoplazm
            jednorazowo jest mało-to nie dadzą rady pokonać układu odpornościowego i nie
            wywołają choroby, te kolejne dawki działają jak szczepienia przypominające
            podtrzymując swoistą odporność-zresztą podobnie ma się sprawa z innymi
            zarazkami-w Indiach i in. egzotycznych miejscach wakacyjnych wypraw ludzie piją
            wodę z rzek i nie chorują-bo nabywają od dziecka odporność na lokalne zarazki,za
            to gość z Europy wiadomo co od razu, to samo było z Indianami-gdzie z kolei
            najeźdźcy przywlekli zarazki z którymi ich organizmy były "zapoznane"-ze
            zwykłymi odmiany wirusa grypy wywoływały śmierć stykających się po raz pierwszy
            z nim Indianami-ale potem i ich populacja uodporniła się

            P.S.2 mimo tego co wiem nadal nie wiem dlaczego niektórzy ludzie/zwierzęta nie
            chorują na boreliozę (często pogryzionych przez dziesiątki kleszczy w swoim
            życiu) ale uodparniają się, podobnie jak i na inne zakażenia i pewnie jeszcze
            długo się nie dowiem
            • mea_51 Re: Nasi pupile... 20.08.08, 18:35
              Nasze forum jest przykładem na to, jak zostają obalane pewniki medyczne, tym
              bardziej nie można o zwierzętach nic powiedziec na 100 % My ciągle uczymy się
              tych chorób,też nieraz nie potrafimy dokładnie opisać swoich dolegliowści a one
              nawet sie nie poskarżą na samopczucie.Podejrzewam,że też czasami miewają
              kiepskie, kiedy nagle spokojny pies rzuca sie na wlasciciela.To nie tylko
              kwestia wychowania. A drogi przenoszeniu chorób i u ludzi i u zwierząt nie są
              nigdzie udowodnione na 100 %.
              • mrowkolew Re: nie pupile 21.08.08, 21:10
                nie rozwijam tego tematu bo nie ma sensu-jak groch o ścianę,jak ktoś
                nie rozumie że bakterie są wszędzie i saprofity także wykorzystują
                osłabienie organizmu
                proponuję przede wszystkim przestać jeść produkty spożywcze
                pochodzenia zwierzęcego-mięso,jajka i ryby-skoro krowa lub świnia
                jest bezobjawowym nosicielem to w badaniu ubojowym nic nie widać a w
                jej tkankach są zarazki-nie robi się posiewów z każdej tuszki,w
                Polsce 80 % niosek ma zjadliwą dla ludzi salmonella enteritidis i są
                one na niemal każdym jajku i każdej tuszce z kurczaka-ile ludzi
                choruje na salmonelloze choć nie myje środkiem dezynfekcyjnym blatu
                po obróbce mięsa na obiad a robi sobie tam kanapkę chwilę potem??
                ryby z naturalnych zbiorników i mórz żyją w ludzkich ściekach-nie
                oszukujmy się-ile w nich musi być bezobjwowo naszych bakterii tylko
                przenoszonych-bo ryba na nasze bakteryjne się nie rozchoruje-i to
                codziennie nowa porcja różnych serotypów tych bakterii,spoza naszego
                terenu
                pupile żyją w tym samym biotopie co my-więc złapać od nich coś czego
                sami nie mamy jest trudno
                ptaki dzikie,zajączki,jeże,lisy,gryzonie biegajace nocą po osiedlach
                także wielkich miast codziennie z odległych terenów ze swoimi
                wydalinami przenoszą zarazki zwłaszcza ptaki odbywajace wędrówki
                przez kilka kontynentów mogą przenieść coś egzotycznego(jak ptasia
                grypa zakaźna dla ludzi-z Tajlandii)-to są większe zagrożenia a
                jakoś to nie wywołuje w Tobie takiej gorączki jak temat zarazki od
                pupila
                ja kończę ten pusty temat-nie pojawił się w nim żaden konkret bo nie
                może-borelię roznoszą dzikie zwierzęta a domowe zwierzęta i ludzie
                zakażają się z tego samego źródła-kleszcz, bartonella niektore
                gatunki są od kotów ale dopóki kot nie ugryzie/zadrapie lub jego
                krwi nie przeniesie kleszcz/pchła człowiek nie choruje-nie na darmo
                też bartonele łatwiej złapać od małego kotka przygarniętego z dworu
                lub kota półdzikiego tzn. takiego który jest puszczny z domu na dwór-
                to już nie jest pupil,jest babesia microti od gryzoni i divergens od
                przeżuwaczy,nie zauważyłam wyników na tym forum z babesia canis choc
                to nie ma związku z pupilem w domu, bo przenieść go może kleszcz a
                nie kontakt z psem; w boreliozie za trudne do leczenia koinfekcje
                ponoć jest odpowiedzialna inna bartonella niż te znane do tej pory,
                na tym forum są odpowiednie konkretne i naprawdę rzeczowe wątki w
                sprawie tych chorób
                • mea_51 Re: nie pupile 21.08.08, 21:30
                  Pomimo Twoich naukowych wywodów mam prawo nie zgadzać sie z Twoją tezą i
                  ośmielam sie mieć inne zdanie.Uważam ,że wątek jest rzeczowy a Twoja ironia
                  ,ktorą wyczuwam w poście ,że nie powinnismy jeść mięsa itd...bo zakazone
                  bakteriami -przecież nie jemy na surowo ,to samo z salmonellą od kur- wszedzie
                  są ostrzeżenia.Tak samo sprawa "obróbki mięsa i robienia kanapek" Usiłujesz
                  zbagatelizować naprawdę powazny problem .Co chcesz udowodnić?
                  • ren.ika Re: nie pupile 22.08.08, 09:41
                    Jak we wszystkim zdrowy rozsądek i wiedza to dobre drogowskazy. Moje
                    średnie dziecko uwielbia konie. Mieszkamy na terenie, gdzie łatwo o
                    realizację takiej pasji. Wybierając stajnię patrzyłam nie na jej
                    cennik, a na warunki sanitarne, na dbałość o padoki, etc.
                    www.voltahorse.pl/print.php?what=article&id=2954
                    Natomiast z przykrością obserwuję, jak bardzo świat "spsiał". Zbyt
                    duża liczba zwierząt uwięzionych w miastach, źle dobrane rasy do
                    profilu rodziny, warunków mieszkaniowych. Brak odpowiedzialności za
                    zwierze. I makabrycznie zanieczyszczone miasto. Są ulice w
                    Warszawie, którymi latem nie da się przejść. Fetor i psie kupy jedna
                    na drugiej. Ani razu nie widziałam właściciela sprzątającego odchody
                    swojego pupila. Choć specjalne kosze w niektórych miejscach są.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka