grizac
12.08.08, 21:34
Postanowiłem założyć ten wątek zainspirowany kilkoma spotkaniami w ostatnich
dniach. Chciałbym, żeby mój wątek był pozytywny, więc proszę moderatorów o
usuwanie z niego tych wpisów, które temu nie służą.
Rok temu pewna lekarka w przychodni na hasło borelioza wyrzucała pacjenta za
drzwi. Ostatnio ta sama lekarka z widocznym współczuciem w oczach powiedziała:
”to ciężka choroba i trzeba ją leczyć nawet rok”, po czym wypisała recepty i
skierowanie na dodatkowe badania.
Lekarz rodzinny z małej, nikomu nie znanej bliżej miejscowości na Śląsku
skierował chorego z podejrzeniem boreliozy na test PCRrt (nie ELISA!) i podał
mu namiar na jednego z naszych lekarzy.
Tych kilku/kilkunastu lekarzy, którzy się ujawnili lub nie na zjeździe
Stowarzyszenia w Warszawie nie zobaczyło hipochondryków. Widzieli osoby bardzo
chore i osoby bliskie wyleczenia. Widzieli ich upór i determinację w walce o
swoje zdrowie.
Lekarze, z którymi ostatnio rozmawiałem nie będą leczyć boreliozy, bo to
zupełnie nie ich działka, ale byłem zaskoczony ich otwartością. Sami
zaproponowali, że powieszą u siebie plakaty Stowarzyszenia i rozłożą ulotki.
Niestety zdają sobie również sprawę z problemu, jakim jest obalanie dogmatów w
medycynie.
Odwiedziłem pielęgniarkę, której dziecko od wielu lat jest chore. Kilka razy
było już w szpitalu, zrobiono mu dziesiątki badań, postawiono tyleż samo
diagnoz i... wreszcie odkrycie: borelioza. Wściekłość tej pielęgniarki na
lekarzy w swoim otoczeniu (szpital wojewódzki z oddziałem zakaźnym) była
ogromna. Ale był też optymizm, bo jest wreszcie diagnoza i leczenie dające
nadzieję. I jest też nadzieja, że uda się może namówić kolejnego lekarza na
leczenie chorych z bb, bo jest tym autentycznie zainteresowany. Oczywiście nie
od razu, bo to wymaga czasu i nauki.
Kontaktował się ze Stowarzyszeniem lekarz, który jakiś czas temu na podstawie
ELISA wykluczył u chorej boreliozę. Teraz prosi o informacje o innych testach.
Piszą do nas lekarze, którzy choć sami nie zajmują się boreliozą, życzą nam
powodzenia w walce ze złymi schematami diagnozy i leczenia. Piszą lekarze,
którzy sami potrzebują pomocy dla siebie lub swoich bliskich.
Wiem, że lekarze zaglądają na to forum, wiem, że rozmawiają o tym w swoim
środowisku. Wiem, że są w trudnej sytuacji, ponieważ wytyczne leczenia,
skompromitowane w USA, w Polsce nadal obowiązują. Jednak obserwuję jak powoli
zmienia się nastawienie wielu lekarzy-zaczynają dostrzegać problem. Atakowanie
ich w różnych wątkach, choć zwykle uzasadnione, buduje jednak niepotrzebny
mur, usztywnia ich postawę, odstręcza od refleksji i zastanowienia. A przecież
tak bardzo są nam potrzebni. I stąd mój pomysł na ten wątek.
To forum, Stowarzyszenie i... kleszcze zmieniły już bardzo wiele. Kleszcze nie
wybierają, atakują ludzi z różnym wykształceniem, w różnym wieku, pracujących
i bezrobotnych, również lekarzy i ich bliskich. Do Stowarzyszenia zapisują się
kolejne osoby pracujące w służbie zdrowia i deklarują, że zrobią wszystko, co
tylko w ich mocy, by we własnym środowisku mówić głośno o problemie. Wierzcie
lub nie, ale lekarze też boją się kleszczy. Niestety wielu z nich nie ma
pojęcia o skali tego problemu. Zagoniony między kilkoma miejscami pracy,
czasem przepracowany, czasem wpadający w rutynę lekarz nie dostrzega tego, co
widzą chorzy i nasi lekarze; stąd nadal w mediach słyszymy “naiwne”
wypowiedzi zaproszonego/złapanego do wywiadu przypadkowego lekarza. Ale tych
wypowiedzi jest ostatnio jakby mniej. Lekarze nie chcą już otwarcie mówić o
tym, że to łatwa w leczeniu choroba, wolą skoncentrować się na ostrzeganiu
przed kleszczami.
Lekarze, którzy zaglądacie na to forum-nie zrażajcie się niepochlebnymi
opiniami, czytajcie, pomóżcie nam.