Dodaj do ulubionych

Łączą nas Siedlce

28.11.14, 13:51
Łączą nas Siedlce i wspólna przyszłość.

I tak jest tylko jaka będzie ta przyszłość WASZA, a jaka nasza wszyscy w mieście wiemy.
Obserwuj wątek
    • tarabl.anka Re: Łączą nas Siedlce 28.11.14, 22:18
      Dobrze, że już się kończą te kampanie wyborcze... Nabruździli jedni drugim, raz mniej, raz więcej. Moja sąsiadka z bloku widziała jak prawie codziennie rano dwóch panów wymieniało swoje banery wiszące na płocie przy chodniku, bo co wieczór ktoś im przecinał albo zamalowywał "twarze". Jedna z kandydatek bezpartyjnych też "wisiała" na płocie u sąsiada, dzień później powiesili baner kandydata z partii, ale za dwa dni jej baner zniknął, chodziły słuchy, że ten partyjny nie znosi konkurencji. To nie jedyny przypadek był. Przeciwnicy na forach piszą, że po wyborach będą je sprzedawać na allegro.
      "Na mieście" chodziły opowieści jak to jedna partia płaciła za wyciąganie ze skrzynek ulotek obcych kandydatów. Rwetes okrutny panował. Mieszkańcy bloków początkowo zaciekawieni, później trochę już znudzeni, a pod koniec czasami agresywnie reagujący na kolejne kolorowe "reklamy" i gazetki nie odróżniając już wyborczych od sklepowych (większość z nas to jednak leniwce umysłowe, nie chce nam się wiedzieć więcej, nie chce nam się poznać nieznanego kandydata zodnie z zasadą inzyniera Mamonia "Lubię te piosenki, które już raz słyszałem").

      Jeden z plusów tej kampanii to dużo większe niż zwykle dochody siedleckich drukarni. A dla właścicieli posesji darmowa rozpałka do pieca. Chociaż niektórzy narzekali, że papier kredowy się marnie rozpala (dlatego ja swoje robiłam na offsecie, jest cieńszy, ale lepiej się pali).

      Mam też swoje własne korzyści z tej kampanii: zdobyłam doświadczenie współpracy z obcymi ludźmi, naoglądałam się jak mieszkają siedlczanie poza moim osiedlem (wiecie, że gdzieniegdzie zachowały się jeszcze stare kapliczki?), obejrzałam najstarszy dom na ul. Garwolińskiej (z mosiężnymi klamkami z jakiegoś pałacu i pięknymi drewnianymi schodami), wysłuchałam wielu skarg ludzi na ich biedny los, ale najważniejsze, że poznałam kilkanaścioro naprawdę wartościowych ludzi z komitetu i mam nadzieję, że te znajomośći przetrwają dłużej.

      Wizerunki kandytatów były przeróżne: małe, duże i wielkoformatowe, z rękami ułożonymi, wyciągniętymi albo puszczonymi swobodnie, twarze "wylaszczone" fotoszopem i naturalne, z uśmiechami przyjemnymi, sztucznymi i zagadkowymi. Z hasłami było trochę nudnawo i zachowawczo, bez rewelacji w skali ponadlokalnej.

      Za to gama emocji wyborczych była szeroka: wielka pewność siebie ustępowała coraz większemu zaskoczeniu, nadzieja raz malała, raz rosła i raptem umierała, u niektórych zaskoczenie przeradzało się w strach, w dyskusjach internetowych nienawiść i złość sięgały zenitu, były słowa obraźliwe, poniżające i ośmieszające, zaobserwowano przypadki silnego wzburzenia i gniewu. U kilku osób została jeszcze niepewność, ale nie taka jak w piosence Marka Grechuty ("czy to jest miłość, czy to jest kochanie").

      Niezależnie od wygranej na stanowisku prezydenta mam nadzieję, że panowie podadzą sobie dłonie w geście pokoju (no cóż, polityka to brudna gra) i wspólnie będą pracować dla dobra miasta. Chyba o to chodzi w demokracji, prawda? Niech nikt na nikim się nie mści, nie trzyma urazy, a będzie dobrze. W poniedziałek wszyscy się odprężymy i znów spotkamy się w sklepie, w pracy i w kościele. Normalne życie będzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka