Dodaj do ulubionych

Nie tylko dla orłów

IP: 193.0.117.* 04.07.02, 10:12

Refleksja na dziś,
Maksymy Gorkiego,
Krótki Informator Techniczny,
Klechdy sezonowe,
Wiersze najszczersze,
Latający słój, który mówi,
Baśnie nim zgaśniesz,
Z pamiętnika doktora Wyciora,
Odcinek dla świnek,
Z działa ogłoszeń,
No to cykl,
Spostrzeżenia pana Henia,
Mówią weki,
Doradztwo intymne,
Z ostatniej chwili
oraz Część artystyczna, czyli przyśpiewki przaśne

Obserwuj wątek
    • aniela_ Re: Nie tylko dla orłów 04.07.02, 10:25
      aha moze byc przytoczyl ktorąs z czesci? ku uciesze.
      • Gość: makary Re: Nie tylko dla orłów IP: 193.0.117.* 04.07.02, 10:31
        • aniela_ Re: Nie tylko dla orłów 04.07.02, 10:34
          hehehe a cos z pamietnika doktora wyciora? i zeby bylo o mojej patronce.
          • Gość: makary Re: Nie tylko dla orłów IP: 193.0.117.* 04.07.02, 10:39
            trgo nie mam

            pamiętam odzywkę doktora Wyciora
            Gdyby to słyszał mój dziad z Zamojskich
            Z tych? - Pan Henio
            Nie, z Zamościa - z zawstydzeniem doktor
          • piotr_c Re: Nie tylko dla orłów 04.07.02, 10:40
            Ech piekna sprawa, wspomnienia mnie naszły, jak nudząc sie na praktykach w
            Polfie słuchaliśmy nagranych przez kolege audycji. A potem toczylismy bitwy na
            kartonowe pzrekladki do pudełek , ech młodość
            • aniela_ Re: Nie tylko dla orłów 04.07.02, 10:45
              aha a do doktora wyciora: niech pan zapnie rozporek bo dzis nie wtorek.
              -sprawdzilem. dzis jest wtorek.
    • oxycort Re: Nie tylko dla orłów 04.07.02, 11:27
      A jeszcze:
      Las człowieka
      Ulubione gawędy
      Z działa ogłoszeń
      Odcinek dla świnek
      • oxycort Re: Nie tylko dla orłów 04.07.02, 11:28
        Poniedziałek
        Wczoraj po ostrym dyżurze ordynator polecił mi abym sobie uciął drzemkę. Ale z
        tego zmęczenia uciąłem sobie chyba coś innego, bo potwornie krwawiłem.

        Wtorek.
        Bardzo silnie uderzyłem się w twarz butlą tlenową. Nigdy by do tego nie doszło,
        gdybym nie zrobił sobie omyłkowo zastrzyku ze spirytusu. Przypuszczam, że
        spirytus podrzucił mi pielęgniarz Gniady z zemsty za to, że zamiast od bólu
        głowy, dałem mu na przeczyszczenie. Kiedy go czyściło, zrobiłem mu trepanację i
        napchałem do głowy gazet.
        Myślę, że bredzę. Dobranoc, kochany dzienniczku. Chyba już w tym tygodniu nic
        nie napiszę.

        Środa. Po południu.
        Dzisiaj rano otworzyłem pana Bielinka, tego spod czternastki. Już od tygodnia
        skarżył mi się, biedaczek, że mu coś leży na wątrobie. A jednak niczego nie
        znalazłem. Ciekawe, dlaczego chciał mnie wprowadzić w błąd. Podobnie zresztą,
        jak pan Paprotka, który usiłował mi wmówić, że ma zimną krew. A kiedy
        przetoczyłem mu ją do butli, to się okazało, że jej temperatura wynosi grubo
        powyżej zera. A ściślej mówiąc, 36 i 6, czyli razem 42. A ten Paprotka,
        widocznie ze wstydu, już się więcej do mnie nie odezwał.

        Czwartek.
        Popadłem w konflikt z naszym anestezjologiem, doktorem Zegrzyńskim. Zegrzyński
        uważa, że przekraczam swoje kompetencje usypiając bardziej kłopotliwych
        pacjentów bez jego wiedzy i na dłużej. A ja pytam co to znaczy dłużej? Te dwa,
        trzy miesiące zdrowego snu tylko wzmocnią organizm chorego i obsługi.

        Piątek.
        Konflikt trwa. Nie miałem innego wyjścia. Uśpiłem doktora Zegrzyńskiego.

        Sobota.
        Dzisiaj przywieziono czterech pacjentów z wypadków. Po ich uśpieniu i
        długotrwałej operacji wyszło mi dwóch. Zdecydowałem się ich uśpić.

        Niedziela.
        Zbudzili Zegrzyńskiego, żeby mnie uśpił.

        Sobota.
        Jestem trochę niespokojny. Wczoraj zacząłem dość zawiłą operację na panu
        Łukaszu spod siódemki. Nie zauważyliśmy, jak czas zleciał i zrobiła się
        szesnasta i koniec roboty. Pan Łukasz został na stole do poniedziałku. Martwię
        się, że będzie próbował sam się zaszyć.

        Poniedziałek.
        Wszystko dobre, co się dobrze kończy. W czasie weekendu była przerwa w dostawie
        prądu. Urządzenia przestały działać i pan Łukasz też.
        Dzisiaj miałem tylko dwa wyrostki. Dziwne, że u jednego pacjenta. No, ale
        poniedziałek jakoś zleciał, tym bardziej, że siostra Kulanka znalazła między
        protezami podręcznik anatomii. Bardzo ciekawy. Nigdy bym nie przypuszczał, że
        aż z tylu części składa się człowiek.

        Wtorek.
        Od rana pech. Podczas operacji plastycznej znów zabrakło skóry. Pożyczyłem co
        prawda kawałek ceraty od ajenta bufetu, no ale jak długo można nadużywać dobrej
        woli człowieka nie związanego przecież ze służbą zdrowia?

        Środa.
        W dalszym ciągu pechowa passa. Siostra Narcyza potrąciła mnie podczas operacji,
        kiedy akurat zerkałem na siostrę Honoratkę. Wszystko stało się bardzo szybko.
        Rodzina pana Korytko, który był na stole chce mnie skarżyć o to, że mu
        przyszyłem butlę z tlenem do pleców.
        Kiedy już ochłonąłem, to zrobiłem sobie na próbę zastrzyk nową jednorazówką z
        tego transportu, który dopiero co nadszedł. Bardzo bolesny, dwa razy zemdlałem,
        zanim wprowadziłem wszystko dożylnie. Siostra Jola powiedziała, że
        niepotrzebnie się męczyłem, bo igły do tych strzykawek przyjdą w przyszłym
        tygodniu i iniekcje mają być ponoć łatwiejsze. Eee, pożyjemy - zobaczymy.

        Czwartek.
        Dzisiejszy dyżur na oddziale reanimacji minął nadspodziewanie spokojnie.
        Praktycznie przez cały czas nie było prądu, więc aparatura nie hałasowała. Na
        szczęście włączyli fazę i zdążyłem jeszcze wypełnić wypiski. Natomiast mocno
        zastanawiająca historia przytrafiła mi się podczas porannego obchodu. Otóż
        spotkałem mojego sąsiada z bloku, inżyniera Bazydło. Powiedział, że przyszedł
        do naszej kliniki do Rentgena. Ciekawe to o tyle, że nikt z pracowników naszej
        placówki, ani też żaden, żaden z jej pacjentów nie nosi takiego nazwiska. No i
        kto mi teraz wytłumaczy, dlaczego inżynier Bazydło ukrył przede mną prawdziwy
        cel swojej wizyty?

        Piątek.
        Obchodzę mały jubileusz. Właśnie dziś wykonałem moją setną operację. Radość tym
        większa, że dzisiejszy zabieg był pierwszym udanym. Coraz częściej, szczególnie
        podczas trepanacji czaszki, odzywa się moje najskrytsze marzenie: chciałbym
        kiedyś rozpocząć studia medyczne. I może nawet je skończyć.

        Sobota.
        To był naprawdę ciężki tydzień. Jestem już bardzo zmęczony. Dosłownie
        przewracam się o każdego leżącego.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka