Gość: newsroom
IP: *.31.206.16.Dial1.Tampa1.Level3.net
11.01.04, 13:57
IMIGRACYJNA AMNESTIA CORAZ BLIŻEJ
newsroom
IMIGRACYJNA AMNESTIA CORAZ BLIŻEJ
=================================
W minioną środę (7 bm) prezydent George Bush wysunął oficjalnie propozycję
imigracyjnej amnestii dla “nielegalnych”.
Zgodnie z dwustronną propozycją, mieszkający już w USA “wakacjusz” będzie
mógł wystąpić o 6-letni status legalnego pracownika w Stanach i jednocześnie
o stały pobyt. Zaś imigranci z zagranicy mogliby przyjeżdżać tymczasowo do
pracy na maksimum 6 lat i nie przysługiwałoby im prawo do “zielonej karty”.
Zwolennicy tej propozycji twierdzą, że jest to najbardziej znaczący program
proimigracyjny od czasu sławnej amnestii Reaganowskiej z 1986. Na zasadzie
briefingu, Bush przedstawił swą propozycję najpierw prezydentowi Meksyku -
Vincente Foxowi w porannej rozmowie telefonicznej, a następnie omówił główne
założenia projektu na 20-minutowej konferencji w Sali Wschodniej Białego Domu.
Oto główne punkty.
Zgodnie z propozycją, nielegalny imigrant przebywający już w Stanach powinien
posiadać w USA zatrudnienie. A w przypadku przyjazdu z zagranicy - udowodnić,
że istnieje pracodawca, mający zamiar zatrudnić obcokrajowca. Aplikant
cieszyłby się przy tym pełnymi przywilejami zawodowymi. Włącznie z prawem do
wynagrodzenia nie niższego, niż minimalne ($6.15 na godz.) i płatnego oraz
bezpłatnego urlopu, jak też do prawa jazdy. Co więcej, imigrant - po
spełnieniu określonych warunków - otrzymałby tymczasowy dokument pracownika
(Temporary Worker’s Card), upoważniający do wyjazdu i wjazdu do USA w
przeciągu 6-letniego pobytu w Stanach. Zaś osoby, przyjeżdżające z zagranicy
w ramach programu pracy tymczasowej, po powrocie do ojczyzny mogłyby
otrzymywać wypracowane w Stanach świadczenia emerytalne, bazujące na podatku,
płaconym na fundusz Social Security. Korzystałyby też ze zniżek podatkowych
na rachunkach oszczędnościowych. W obu kategoriach, imigranci mieliby prawo
do zmiany pracy. Poza tym, prezydent zaproponował znaczący wzrost liczby -
przeznaczonych dla pracowników - “zielonych kart”, których obecnie wydaje się
co roku ok. 140,000 z ogólnej liczby 1 mln. Jak twierdzi Biały Dom, projekt
ten “pozwoli skojarzyć chętnych do zatrudnienia pracowników z chętnymi
pracodawcami”. W dotychczasowej ocenie, system ten się nie sprawdzał. Oprócz
zalegalizowania “wakacjuszy”, wiele kontrowersji dotyczy możliwości
otrzymania statusu pracownika tymczasowego w USA, bez możliwości pozyskania
pobytu stałego. Dotyczyłoby to głównie Meksykanów, którzy - zwłaszcza z
rejonów przygranicznych - przyjeżdżaliby do pracy sezonowej. Ten postulat, od
ponad 3 lat forsowany był przez prezydenta Meksyku - Vincente Foxa. Bush
spotkać się ma z Foxem w przyszłym tygodniu w Monterrey (Meksyk), na szczycie
ekonomicznym. Sprawy imigracyjne mają być głównym tematem dwustronnych rozmów.
Busha może jednak czekać ostra walka w Kongresie, o przeforsowanie
propozycji. Zwłaszcza konserwatywni republikanie atakują prezydenta
za “forsowanie amnestii imigracyjnej dla mieszkańców, łamiących prawo”.
Propozycja Busha jest oparta o założenia projektu ustawy imigracyjnej,
wniesionej do Kongresu latem 2003 przez senatora Johna McCaina oraz
kongresmanów - Jima Kolbe i Jeffa Flake’a. Wszyscy ci politycy są
republikanami z Arizony. W tym właśnie stanie, nacisk na rozwiązania
proimigranckie jest szczególnie silny. -Z ogromną radością przyjęliśmy
propozycję Busha - stwierdził kongresman Flake. -Od dawna staliśmy na
stanowisku, że trzeba stworzyć pomost pomiędzy tymi, którzy chcą w Stanach
pracować, a tymi, którzy potrzebują pracowników. Dlatego cieszy nas
realistyczne podejście Białego Domu do tego problemu, z jakim stykamy się na
co dzień. Pod niektórymi względami propozycja prezydenta jest nawet jeszcze
korzystniejsza dla imigrantów, niż projekt kongresmana Flake’a. Np.
kongresman Flake proponuje trzyletni okres oczekiwania na “zieloną kartę”.
Bush zakłada, że objęty amnestią “nielegalny”, przebywający w USA mógłby o
stały pobyt wystąpić natychmiast po rozpoczęciu programu. Szacuje się, że w
USA przebywa 8-14 mln “nielegalnych”. Szacunki różnią się ze względu na
trudną do uchwycenia liczbę “wakacjuszy”, pracujących i żyjących w szarej
strefie. Ok. 60 proc. z nich to Meksykanie. Prezydent Fox ocenia, że ok. 3.5
mln jego rodaków przebywa w USA nielegalnie.
Niektórzy twierdzą, że propozycja Busha jest jedynie chwytem wyborczym przed
listopadową batalią prezydencką. Przypomina się, że Bush dostał się w 2000 do
Białego Domu również szermując hasłami proimigranckimi, ubiegając się o głosy
głównie Latynosów (dostał prawie 50 proc.). Od tego czasu niewiele jednak
zrobił. Sprawa nabrała tempa pod koniec lata 2001, kiedy to oficjele
meksykańscy i amerykańscy prowadzili daleko już zaawansowane negocjacje.
Zamachy z 11 września pokrzyżowały plany zapowiadanej legalizacji. Od tego
czasu, wysuwano różne propozycje programów pracy tymczasowej dla imigrantów.
Żaden nie przeszedł jednak jeszcze przez Kongres, gdzie znajdują się 3 inne
propozycje legalizacji. Propozycja Busha przewiduje, że nieudokumentowany
pracownik musi wystąpić o objęcie amnestią razem ze swym pracodawcą który
byłby sponsorem aplikanta. Zaś imigrant zainteresowany pracą tymczasową,
mógłby wystąpić o trzyletni pobyt w USA, z możliwością jednorazowego
przedłużenie tego okresu o kolejne trzy lata. Po tym czasie, pracownik
musiałby powrócić do ojczyzny. Jednym z kluczowych aspektów programu będzie
określenie liczby “zielonych kart”, przewidzianych dla amatorów amnestii. Z
obecnej liczby 140,000 rocznie, jedynie 10,000 przewidziano dla pracowników
niewykwalifikowanych. O ile Biały Dom nie osiągnie tu sukcesu, oczekiwanie na
stały pobyt w ramach proponowanego programu - krytykują oponenci - potrwa 10-
20 lat. Prezydent Bush przyznaje, że oczekiwanie na stały pobyt mogłoby
potrwać 6 lat lub nawet dłużej. Stwarzałoby to niezręczną sytuację -
imigrant, który otrzymał pozwolenie na 6-letni pobyt w USA mógłby nie
doczekać tu “zielonej karty” i musiałby wracać do swego kraju i dopiero
stamtąd starać się o wyjazd. W tej sytuacji - twierdzą krytycy - imigrant
lepiej zrobiłby pozostając w USA nielegalnie, z możliwością bezterminowego
pobytu niż oddając się w ręce urzędu imigracyjnego i ryzykując deportacją. -
Imigranci braliby więc udział w programie, zapewniającym im raczej szybkie
wydalenie niż stały pobyt w USA - twierdzi Cecilia Munoz, wiceprezes National
Council of La Raza, latynoskiej organizacji proimigranckiej. Prezydenta
krytykują także środowiska sprzeciwiające się zwiększaniu imigracji. -
Niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy uniknąć tego terminu, chodzi o
prawdziwą imigracyjną amnestię - twierdzi Mark Krikorian, dyrektor wykonawczy
Center on Immigration Studies, organizacji antyimigranckiej. -Chodzi przecież
o zalegalizowanie “nielegalnych”. Inni obawiają się, że nowe rozwiązania mogą
doprowadzić do wykorzystywania imigrantów. Pracodawcy posiadać będą olbrzymią
kontrolę nad sponsorowanym aplikantem, który praktycznie może stać się
niewolnikiem sponsora. Przeciwnego zdania jest Bush.
Uważa on, że nowa propozycja pozwoli “nielegalnym” wyjść z cienia, w którym
obecnie muszą się chować”. To jest nie do przyjęcia i nie ma nic wspólnego z
duchem Ameryki - powiedział, w momentami wzruszającej przemowie, w której
nawiązał do ciężkiej pracy i wyrzeczeń imigrantów. Poza tym prezydent, na
konferencji rozpoczętej o godz. 1:45 po południu czasu chicagowskiego
podkreślił, że nowy program zwiększy bezpieczeństwo mieszkańców USA - władze
będą miały większe rozeznanie w tym, kto i z jakiego kraju przekracza
granice.Propozycja ma jeszcze wiele niewiad