kovy
11.10.05, 09:53
„Marketiada” - czyli jak powstał prawdziwy świat cz.I
Prolog
„Na początku był dyskont spożywczy "Rosomak". Zaczynał, jak wszystkie
późniejsze tego typu miejsca od zwykłego pomieszczenia o wdzięcznym metrażu 10
do kwadratu. Jego potęga była wtedy nijaka, posiadał On jedynie dwie poślednie
kasjerki i jednego pana-właściwie-to-do-wszystkiego. Jednak dzięki
błyskotliwej polityce marketingowo-public relations'owej szybko zdobył kolejne
dwie panie i nawet ochroniarza (podczas gdy pan-właściwie-do-wszystkiego
awansował na dyrektora ds. zimnych mięs).
Nie interesują nas jednak kolejne etapy rozwoju "Rosomaka", ale problematyka
ogólna tzw. "Wojen Konsumpcyjnych" prowadzonych przez nasz dyskont i złośliwy
konkurencyjny market "Złoty Interes", który wprowadził w swe szeregi zasadę:
"Nasz klient, Rosomak ma w plecy", według której rozpoczęły się bitwy o
użytkowników sklepów.
Pamiętajmy przy tym, że coś takiego jak "drobnomieszczańskie sklepiki
pomniejszych kupczyków" miały się całkiem dobrze i prosperowały w zupełności
bez zastojów. Ani "Rosomak", ani "Złoty Interes" nie mogły otwarcie kraść
sobie klientów, a to z powodu traktatu o niezłodziejstwie międzysklepowym
zawartego przez oba centra zakupów. Ponieważ siebie atakować nie mogły,
wytoczyły artylerię przeciw owym wspomnianym już, dobrze prosperującym kupczykom.
Polała się krew.
Pierwszy był "Nowak i zięć". Rozerwany na strzępy przez bydlę, jakim jest
"Rosomak", wydał z siebie dużo klienteli, która od razu sprzeniewierzyła się
swojemu ulubionemu sklepikowi i poszła za magią Promocji. Promocja była to
bardzo podstępna dama. Usidlała każdego, starego, młodego, dużego, małego,
mordercę, gwałciciela, księdza. Nawet politykom nie dała spać po nocy, bo
zarobiwszy swoje tuziny tuzinów tuzinów... PLNów, nie mieli co z nimi zrobić i
jedynie Ona mogła im pomóc. Na czym "Rosomak" zyskiwał.
"Złoty Interes", widząc nadciągającą burzę i wzrost popularności przeciwnika,
zdominował sieć sklepów "Tu Kupujcie" a zarządcę Jana Ejakulanta Wagińskiego
zakuł w kajdany i umieścił w piwnicy swojego pawilonu jako czyściciela
klozetów. Starania "Rosomaka" o uwolnienie Wagińskiego spełzły na
nieczystościach ubikacji. Ponadto "Interes" zasabotował pracownika "Rosomaka",
niejakiego Analstazjusza Kupasa, który podobno miał związek z tamtejszymi
chłodnicami wędliniarskimi.
Tego było już nadto. "Rosomak" zapożyczywszy się niesłychanie wynajął "Shop
Murder Incorporated" w celu zlikwidowania reszty sklepików, na wszelki wypadek
gdyby "Interes" chciał je wykupić. "SM Inc." poradziła sobie genialnie. Już po
24 godzinach nie ostał się jeden klient w żadnym ze sklepów. Zostały tylko
opisywane przez nas markety. Warto dodać, że "Złoty Interes", za sprawą
kolejnych aneksji zyskał miano supermarketu, a później hipermarketu. Co tylko
rozjuszyło "Rosomaka".
Wszystko, co stabilne, zawsze się popsuje. Dlatego w jakieś 20 lat po
opisywanych wyżej wydarzeniach, powstał "Sojusz Kupców Uciśnionych" dowodzony
przez Tyberiusza Polluksa. Szpiedzy obu kolosów sklepowych od razu donieśli o
tym swoim mocodawcom.
Rozpętała się otwarta wojna, konflikt klientów, kupców oraz obu hipermarketów.
Trup ścielił się gęsto, aż do momentu, gdy Prof. Klocuch wynalazł bombę-D.
Nastąpił okres Desklepazytacji.
Ale to już należy do innej historii.
Ach, i pamiętajcie moi mili - kupujcie zawsze w... (zapis się urywa)”
John Fuller, „Historia Nowej Ery”