braineater 26.04.05, 21:57 hardkor to w odniesieniu do naszej debaty TAM:) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
staua Re: ło jezu jaki 26.04.05, 22:30 No. Szkoda tylko ze i tak (procz Itka, ktorego tu nie ma) nie wciagnelo to zadnych nowych osob o interesujacych, czy kontrowersyjnych, pogladach. Byloby ciekawiej... Zastanawiam sie, jak w ogole FK moze przyciagnac swieza krew - ludzie o nieznanych nickach wpisuja sie na ogol tylko pod recenzjami i tak trafia to na forum... Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: ło jezu jaki 26.04.05, 22:40 Hmmm - może spójrzmy na to od innej strony:) To może my jesteśmy lekko nienormalni, dośc ostro organizując kawął naszego życia wokół ksiązek, sztuki i takich tam abstraktów. A inni traktują ksiązki i cała resztę jako potrzebny i owszem, ale jednak dodatek. Ja tak nie potrafię, moge sie tłumaczyc, że takie mam wykształcenie i zawód ale TY? Jakie masz wytłumaczenie na marnowanie czasu czytając? Powinnas przecież rodzić dzieci, gotowac obiady cerowac prasować i grzebac w genach a nie jakieś tam ksiunszki...:) Pozdrowienonka:) Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: ło jezu jaki 26.04.05, 22:57 grzebanie w genach i szyszynkach jest bardzo przyjemne. Nie wiem jak ze staua (inna plec, inny wiek, choc zawody podobne). Zawsze czegos szukam i zamkniecie sie w jednej dziedzinie (biologia molekularna, literatura czy co tam jeszcze) byloby dla mnie zbyt bolesne. Byloby forma smutnego ograniczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: ło jezu jaki 26.04.05, 23:04 I pewnie dlatego brochu sie dogadujemy pomimo różnicy wieku, sytuacji zyciowych i poglądów. To własnie o to chodzi, żeby szukac czytać oglądać, bawić się swiatem i tym co przynosi a nie złapać jedną rzecz i kurczowo się jej trzymać. Jezu poleciałem jak ortodoxyjny niu ejdżowiec:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: ło jezu jaki 26.04.05, 23:21 Mam podobnie jak Broch. Spotykam na swojej drodze (zawodowej) ludzi naprawde dobrych w tym, co robia (lepszych ode mnie, niewatpliwie, jesli chodzi o wyniki pracy), ale otwierajacych usta ze zdziwienia na wzmianke o Pynchonie, powiedzmy. Albo o wymienionym na FK Faulknerze (tak! I to byl Kanadyjczyk, co nigdy o F. nie slyszal). I mysle, ze cos ich jednak omija. Czytanie (albo to forum) przeszkadzaja mi czasem w pracy :-) na przyklad dzis mam rozne paronastominutowe inkubacje i wtedy lece do komputera sprawdzic, czy cos napisaliscie. A powinnam np. czytac (artykuly naukowe). Albo (jeszcze lepiej) je publikowac jeden po drugim. Cos tam w tej pracy czytac chyba trzeba. A jakbym byla wylacznie pania domu, to pewnie tez bym czytala, moja mama na urlopie macierzynskim SPALILA ziemniaki (siedzac w kuchni nad ksiazka!!!). A gotowac lubie... To jest na przyklad tworcze zajecie (choc chcialabym przekonac o tym mojego meza). No, Braineater, nju ejdz w najlepszym wydaniu, nie pomyslalabym :-) A na doktorat w koncu nie wyjechales, teraz (z FK) wiem juz, ze to dlatego, ze jestes slimakiem w skorupie! Aha, roznice wieku w pewnym momencie (i w pewnych sytuacjach) troche sie zacieraja... Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: ło jezu jaki 27.04.05, 09:00 Co do wyjazdowego doktoratu o ktorym kiedyś tam mówiliśmy, to sprawa jest jak najbardziej aktualna wciąż, tyle, że muszę sie pewniej poczuć z etykietką 'naukowca', opublikować coś tutaj i sprawdZić reakcję a później, wzmocniony takim doświadczeniem rzucić się w świat szeroki. Jak na razie wszystko idzie w dobrą stronę i czekam na publikację paru większych tekstów, ale może się okazać że to totalna sieka jest, więc nie warto się wysilać:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Cynicznie (ale zgodnie z prawda)... 28.04.05, 18:48 braineater napisał: > Co do wyjazdowego doktoratu o ktorym kiedyś tam mówiliśmy, to sprawa jest jak > najbardziej aktualna wciąż, tyle, że muszę sie pewniej poczuć z > etykietką 'naukowca', opublikować coś tutaj i sprawdZić reakcję Drogi braineaterze! Widze, ze masz typowy syndrom polskiego inteligenta (to bardzo pozytywne okreslenie) - niestety, z moich wieloletnich doswiadczen wynika, ze stopnie naukowe nie robia ci najmadrzejsi, ale ci zdecydowani! Nie ma sensu czekac na uznanie srodowiska - trzeba sie zdecydowac, i zrobic. Znam koszmarnie tepego faceta, ktory uchodzil za synonim ograniczenia naukowego, wszyscy podsmiewali sie z niego..... zrobil doktorat na MIT! Naprawde! A przeciez nagle nie zmadrzal.... Wiem, ze cyniczne jest to wszystko i malo porywajace do Poszukiwania Prawdy - ale tak to jest. Powodzenia - KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Cynicznie (ale zgodnie z prawda)... 28.04.05, 19:17 Mucios gracias dottore za słowa zachęty, ale ja jestem teraz po prostu na etapie przymierzania tejże etykietki i problem polega na tym, że nie wiem, czy dobrze się z nią czuję. Do tego, jako dziecko cywilizacji konsumpcyjnej, wychowane w kulcie natychmiastowej gratyfikacji, potrzebuję samolubnego potwierdzenia siebie w tej roli przez kogoś z zewnątrz. Inaczej nadal będę miał wrażenie, że pcham się gdzieś, gdzie sa setki, tysiące ludzi bardziej kompetentnych, oczytanych i inteligentniejszych ode mnie a ja jestem jakims małomiasteczkowym hochsztaplerem, który po prostu bedzie robił za głupa. I o to własnie chodzi - znaczy kompleksa mam po prostu:) P.S. po dottorowych doświadczeniach na FK zaczynam uważać na to co piszę, bo jeszce mnie kto upotomni:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: Cynicznie (ale zgodnie z prawda)... 28.04.05, 19:35 Rzeczywiscie, na etapie doktoratu juz mniej licza sie zdolnosci i inteligencja, a bardziej upor, okreslenie celu i trzymanie sie go. Na poczatku mojego doktoratu wysnulam ten odkrywczy wniosek, widzac wokol siebie a) mase glupkow z doktoratami, b) sporo ludzi duzo inteligentniejszych ode mnie, ktorzy zdecydowali sie go nie robic, albo przerwali. Trzeba po prostu wiedziec, ze sie tego akurat chce... Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Polski problem... 28.04.05, 19:48 Mam taki problem z moimi studentami: jak juz ktorys zdolny i bystry, to z kolei na mysl o doktoracie dostaje bialej goraczki. A jak ktory ciapa i ma problemy z zawiazaniem butow zas lotnoscia intelektu przypomina (no wlasnie.. niczego nie przypomina :( ...), to naukowcem chce zostac koniecznie. Najczesciej zostaje - potem pisze rozmaite publikacje oceniane przez podobnych do niego samego, awansuje, dorabia sie wlasnej szklanki na herbatke, wyzywa sie na studentach.. slowem staje sie Prawdziwym Naukowcem. Tak wiec trzeba byc ostroznym. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Polski problem... 28.04.05, 19:54 dr.krisk napisał: wyzywa sie > > na studentach.. slowem staje sie Prawdziwym Naukowcem. O i to jest główny problem nr 2 - publiczne bredzenie przed studentami, bez ochronnej otoczki internetowej anonimowości. Ale do tego mam nadzieje mozna się jakoś przyzwyczić. (Choć po ostatnim doświadczeniu na konferencji naukowej coraz gorzej się czuję w roli prelegenta:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Ee tam.. 28.04.05, 20:00 braineater napisał: > jakoś przyzwyczić. (Choć po ostatnim doświadczeniu na konferencji naukowej > coraz gorzej się czuję w roli prelegenta:) A co, zrzuciles laptopa na ziemie, a moze pomyliles prezetacje i wyswietliles slajdy z ostatniego przyjecia u braineaterow? Najwazniejsze w tym falszywym swiecie nauki - nie przejmowac sie!!! Jak bylem mlodszy to nawet napisalem publikacje z dziedziny o ktorej nie mam zielonego pojecia (oczywiscie pod faszywym nazwiskiem). Oczywiscie - zmyslona bibliografia, autorzy, pojecia... Zaprosili do wspolpracy..... Totez troche cyniczny jestem. Ale tylko troche. Tez pozdrawiam - KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Ee tam.. 28.04.05, 20:07 Laptop?! Zaraz widac że doktor do zagramanicznych konferencji dostosowany. Zrzucic to ja mogłem projektor lampowy typu Kubuś ale nawet tego nie było:)A co do meritum, to po prostu produkowałem się, produkowałem, dziadunie patrzyły sie jak w obrazek, kiwały łepetynkami siwizną pokrytymi ale jak przyszło do dyskusji, to okazało się, że mimo 40 minutowego nawijania o artyźmie w komiksach, całośc sprowadzona została do stwierdzenia, 'ale po co oni tak robią? przeciez to dla dzieci ma być...' Noż kmać:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Dlatego tez... 28.04.05, 20:15 .. na konferencjach rozmaitych chodze wylacznie na: - otwarcie (daja materialy, teczuszki i dlugopisiki); - bankiet na rozpoczecie; - bankiet wlasciwy; - wlasne wystapienie; - koncowa dyskusje. Tu jestem aktywny nad wtraz, stwarzajac wrazenie ze przesiedzialem caly ten czas na Obradach. Dobrze jest tez zapasc w pamiec Prezydium przewracajac na przyklad fikus. Potem beda pamietac: a to ten co fikus przewrocil! Pozostaly czas spedzam w spelunkach rozmaitych, albo podziwiam przyrode, albo inne rzeczy robie. Bardzo to lubie! Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: Dlatego tez... 28.04.05, 22:26 Tylko, zeby byc aktywnym w koncowej dyskusji, musisz wiedziec sporo na temat konferencji wczesniej. Szef mojego meza tak robi: caly wyklad spi, po czym na koncu sie budzi i zadaje kluczowe pytanie, bo po prostu na ogol wie wiecej od prelegenta i reszty sluchaczy... Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: Polski problem... 28.04.05, 22:24 Tu troche jestem poza tematem, bo za wczesnie wyjechalam. Ale troche tych zdolnych pewnie tez zostaje...przynajmniej w mojej dziedzinie bylo troche ludzi, ktorzy byli naprawde zdolni, doktoraty porobili w Polsce i albo wyjechali na troche z nadzieja powrotu, albo zostali i dobrze im idzie... Moze troche to tez zalezy od dziedziny? Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Jakbym samego siebie sluchal... 28.04.05, 19:37 braineater napisał: > wrażenie, że pcham się gdzieś, gdzie sa setki, tysiące ludzi bardziej > kompetentnych, oczytanych i inteligentniejszych ode mnie a ja jestem jakims > małomiasteczkowym hochsztaplerem, który po prostu bedzie robił za głupa. I o to > > własnie chodzi - znaczy kompleksa mam po prostu:) A no wlasnie - kompleksa rozmaite, watpliwosci drazace, itp. Oczywiscie, jezeli chodzi o same literki przed nazwiskiem, to g.. one warte, i szkoda czasu na takie glupoty. Zal mi bidokow, co pol zycia strawili nad badaniem rozkladu naprezen w resorze kolejowym, doktoraty z tego resora porobili a tera habilitacje resorowa skrobia... Ale pojechac sobie za granice milo - a bez tych magicznych literek trudno troche... KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: Jakbym samego siebie sluchal... 28.04.05, 20:37 braineater czy Ty naprawde wierzysz w te wszystkie rzeczy? Doktorat nie ma nic wspolnego z niczym. Jest potrzebny do wyjazdu za granice. Czy na wykladach bedziesz wyglupial sie jako dochtor (moze przez "H" nie wiem) czy jako magister to nie ma wiekszego znaczenia. Faktycznie to awans s szynowego na starszego szynowego w zajedni tramwajowej. Co zyskujesz? Ano tyle ze zamiast Ty innym inni beda Tobie kanapki z wedlina przynosili. Nie ma co demonizowac. Zaleta doktoratu jest nadzieja na uzyskanie pelnej (czyli 50%) niezaleznosci w dosc nieokreslonym czasie. No i te wyjazdy... Choc nie wiem jak to wyglada w Twojej dziedzinie. W naukach eksperymentalnych doktorat = wyjazd. Jesli nawet ktos Ci "dolozy" to i tak bedziesz wiedzial czy krytyka wazka czy glupia. Jesli tego nie bedziesz wiedzial, to nie ma co robic doktoratu. Namawianie na doktorat jest bez sensu, jesli widzisz jakies korzysci z PhD to rob szybko bo czas ucieka. Jesli nie widzisz nic przekonujacego, to nie zastanawiaj sie tylko rzuc tezy w cholere ...bo czas ucieka. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Jakbym samego siebie sluchal... 28.04.05, 21:57 Na tyle Brochu, widzę korzyści(?) z robienia dr, że go robię:) tyle że zastanawiam się, mówiąc po mesku i szczerze - po chuj mi to... Zasiłek od tego nie wzrasta:) Stad tez plan, który wykonałes Ty, stauka, i dottore, czyli wyjazd w siną dal:) tyle, że jeśli o środowisku naukowyum w III RP mam jakies pojęcie, to jakiekolwiek TAM to czysta terra incognita Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: Jakbym samego siebie sluchal... 28.04.05, 22:24 pewnie ze terra incognita i wlasnie dla mnie to bylo dosc ekscytujace. Na pewno motywy wyjazdu dzisiaj sa nieco inne niz te pare lat temu. Po jakims tam pobycie TAM, moge powiedziec tyle ze najwiecej traci sie na wachaniach. Po wyjezdzie wiele rzeczy zaczyna sie od zera, jestes w sytuacji gorszej niz dzicy (czyli tubylcy/tambylcy?), zaczynasz budowac costam z kilkuletnim opoznieniem i zawsze bedziesz ten z akcentem (i tu plus dla Am.Pn bo nie widac tak bardzo od bardzo dawna). Z drugiej strony nie budujesz dla przyszlych pokolen po raz kolejny (a efekt nie znany) tylko dla siebie. Nikt nie gwarantuje ze bedzie lepiej, ale jest (realna) nadzieja i sporo, choc nie wszystko jest w Twoich rekach. Wyjazd na Zachod i powrot do Polski uwazam za strate czasu: pieniedzy AZ TAKICH nie przywieziesz, a po powrocie bedziesz dokladnie w tym samym miejscu co przed wyjazdem. Pewnie jednak i tak wiesz co chcesz dalej robic, tak sobie wiec tylko gawedzimy :) Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: Jakbym samego siebie sluchal... 28.04.05, 22:30 Moj motyw to byla generalna duchowa niestabilnosc i niedojrzalosc. Finansowo w Polsce nie moglam narzekac (moja siostra lepiej sobie radzi niz ja, a nie wyjechala), naukowo-stolkowo tez mialam jakies tam perspektywy, ale nudzilo mi sie... Napisalam kiedys nawet list do Wprost w odpowiedzi na artykul o ekonomicznych motywach do wyjazdu naukowcow. I wydrukowali go, choc nie zgadzalam sie z teza autora... (jedyny raz, kiedy prasa nie zignorowala mojego komentarza) Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: Jakbym samego siebie sluchal... 28.04.05, 22:27 O, ja nie wiedzialam nawet, ze DrK jest za granica... Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Owszem, za granica, ale.... 29.04.05, 01:09 .. tymczasowo. Za jakis czas wracam sobie na lono ojczyzny, po czym znowu sobie zamierzam wyjechac. Taki mam sposob na zycie & rozrywke..... I nie zgadzam sie z brochem w kwestii celowosci/niecelowosci powrotu do Polski po pobytach zagranicznych, ale tutaj ciezko nawet dyskutowac: kazdy zyje tak jak lubi. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: Owszem, za granica, ale.... 29.04.05, 01:17 Ja tez znam pare osob, ktor albo wrocily i kontynuuja prace naukowa, albo zamierzaja wrocic po postdocu. Trzeba utrzymac stare kontakty, pewnie, ze to sztuka, ale niektorym sie udaje. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk To bardzo zalezy... 29.04.05, 16:30 .. do czego sie wraca. Podejrzewam, ze wielu dziedzinach naukowych nie ma juz po co wracac do Polski..... Zreszta jestem zmeczony juz dyskusjami p.t. "co z polska nauka?". Jestem czlonkiem jednego z zespolow tematycznych PAN - jalowe to dyskusje, tylko ciasteczka niezle. Wole robic swoje i na swoj rachunek. Jakos przestalem sie przejmowac, zabierac glos w dyskusjach, zbawiac i poprawiac. Jest tylu innych chetnych... Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: To bardzo zalezy... 29.04.05, 16:47 Tez doszlam kiedys do wniosku, ze sa jalowe - ale ciekawe, ze jest ich az tyle, w Rumunii mam znajomych w tym samym srodowisku, a nie rozmawia sie ciagle drazac ten jeden, jedyny temat... Moze to tez polska specyfika? Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk A to mnie zdziwilas.. 29.04.05, 19:16 Sadzilem, ze dlugie dyskusje pt "jakby to bylo, gdyby bylo inaczej" pod melodyjne siorbanie herbatki sa wspolna spuscizna demoludow. A tu prosze - w Rumunii nie.... Moze rzeczywiscie to nasza polska specjalnosc? Ja mam juz uczulenie na takie gadanie, bo w ten sposob przegadalem z pare lat mego zycia, a nie zmienilo to nic. No i natychmiast zasypiam - na Radach Wydzialu zawsze staralem sie zasiadac w miejscu malo widocznym, zacienionym i dobrze wentylowanym. I jak widzialem profesora X. , jak wstawal i zagajal "No trzeba sobie odpowiedziec na pytanie, w jakim miejscu jest nasza nauka, jakie ma znaczy tego, prespektywy....", oczy same sie zamykaly.... Troche to przygnebiajace. Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: A to mnie zdziwilas.. 29.04.05, 20:26 Wydaje mi sie, ze w Rumunii ludzie uwazali zawsze, ze bylo, jest i bedzie beznadziejnie i nastroje sie nie zmienily (tak ogolnie). Poza tym duzo mniejsza frakcja spoleczenstwa uwaza sie za narod wybrany (w Polsce chyba wszystcy maja poczucie wyjatkowosci i krzywdy Polakow, a wyjatki mysla inaczej). Tam sie siorbie herbatke (no, herbatki akurat nie, ale kawke) spedzajac czas na smniechach, zartach, tancach i ogolnie imprezy wygladaja zupelnie inaczej, niz "dlugie nocne Polakow godziny". Ale tez jest to pezproduktywne, oczywiscie, tylko ze na wesolo i bez pretensji intelektualnych. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk A moglabys... 30.04.05, 16:40 .. napisac jak tam w onej Rumunii jest? Bo ciekaw jestem okrutnie, a w Polsce trudno znalezc jakikolwiek sensowny opis, itp. W TVP co chwila mozna obejrzec filmy o zyciu Pigmejow, natomiast o naszych sasiadach: Rumunach, Czechach itp. - ani slowa. Znam troche srodowisko rumunskich emigrantow w USA: i powiem ci szczerze, ze troche dziwne ludzie sa. Chyba maja jakies kompleksy, bo strasznie zwracaja uwage na to jakim samochodem sie jezdzi, i gdzie kupuje sie ubrania. Na mnie patrza z przerazeniem, bo ubieram sie w sklepach z uzywana odzieza i uwielbiam zartowac na temat "jak beznadziejnym krajem jest Polska". Ale oczywiscie moje spostrzezenia odnosza sie do hermetycznej grupy kilku osob, dosc specyficznej (emigracja). Dlatego ciekaw jestem twojej opinii. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: A moglabys... 30.04.05, 22:06 Ja z kolei nie znam zupelnie typowych srodowisk emigracyjnych, bo obracam sie wylacznie wsrod pracownikow uniwersytetu i studentow. Studenci, rumunscy czy inni, tutaj na ogol dziela dom z innymi studentami i maja jakis stary samochod, bo jest to konieczny srodek transportu. Rumuni w Rumunii... znam wlasciwie dwa srodowiska, ludzi w moim wieku (ok. trzydziestki), biochemikow oraz mlodszych, studentow, wydaje mi sie, ze malo sie roznia od tych z Polski, tylko bawia sie troche inaczej niz przynajmniej moi znajomi w Polsce. Drugie srodowisko to rodzice i krewni mojego meza, w wieku rodzicow (ca. 60), wiekszosc z tych ludzi ma wyksztalcenie srednie najwyzej, tutaj nie mam porownania z Polska (w Polsce w tej grupie wiekowej znam raczej srodowisko typowo inteligenckie), ale sa bardzo sympatyczni, otwarci, duzo sie smieja, malo sie interesuja polityka, potrafia zyc za male pieniadze i cieszyc sie z tego (moze troche tak, jak w Polsce bylo przed 1989? Ludzie wiedzieli ze jest ciezko, wiec probowali zyc niezaleznie od tego, co sie dzialo wokol. Spekuluje, bo bylam wtedy za mloda na jakies dokladne obserwacje). Wydaje mi sie, ze duza roznica wynika z innego temperamentu, ze wzgledu na to, ze Rumunia jest otoczona przez kraje slowianskie, jakos sie zapomina, ze to kraj o tradycjach srodziemnomorskich (!) Zajrzyj na forum Rumunia, do ktorego mam link na dole. Odpowiedz Link Zgłoś
monikate Re: ło jezu jaki 27.04.05, 18:03 Ziemniaczki spaliła? To nic. Ja tak miałam, że kiedy wyprowadzałam na spacer córkę w wózku, to na skwerek, na ławkę i do książki! Jak niunia plakała, kołysałam czytając. Podczas karmienia-czytałam. Podczas jej usypiania-też czasem czytałam. Mimo gadania, co się odpowiednio dziecku nie poświęcam. Dziecko się ładnie uchowało i też czytać lubi. Kiedy naprawdę się chce-można wszystko pogodzić. Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: coś mi umkło 29.04.05, 21:17 W piątkowy wieczór nie mam tyle czasu na forum i coś mi najwyraźniej umkło. Nie bądźcie wiśnie i nakreślcie pokrótce co to było, bo mnie zaintrygowaliście z tym pomniczkiem dla Kasi, pliiiiiz:) Pozdro;) Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: coś mi umkło 29.04.05, 22:56 cokolwiek badziewny wątek about jakimś pro żydowskim tekście, co spowodowało pojawienie się klasyki polemistycznej made in Poland Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Mea culpa... 30.04.05, 16:32 To ja bylem ten klasyk polemistyczny... Ale trudno czasem wytrzymac wpisy Prawdziwych Polakow, stroskanych o etos, patos i aramis. Ale dobrze, ze takie paluby slomiane sa usuwane z forum. Stad moj propomniczkowy wpis. Aloha. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś