Gafy

27.05.05, 22:49
Czy wiecie, czego absolutnie nie wypada robic czy mowic przy Anglikach? Czy
zdarzylo sie wam zrobic cos a potem dowiedziec sie, ze to bylo totalnym
nietaktem?
Moj kolega np. nie wiedzial, ze w Chinach jak cie zapytaja, czy chcesz
herbaty, to powinno sie odpowiedziec nie (takie anglieskie "how are you",
ktore nie jest tak naprawde pytaniem). Kiedys poszedl odwiedzic kolege w
akademiku. Ten kolega akurat wyszedl i w pokoju zostali tylko jego koledzy -
Chinczycy. Zapytali sie go,czy chce herbaty. On sie oczywiscie zgodzil i
czekal na swojego kolege ponad godzine. Jak sie okazalo potem, to bylo
okropnym nietaktem :) Herbata herbata, ale ze potem jeszcze sie zgodzil
czekac?!
Macie w zanadrzu podobne historyjki?
Agnieszka
    • stafylokokus Re: Gafy 28.05.05, 11:33
      Ja pewnie codzien popelniam 15 gaf tylko jeszcze sie nie znam na tyle, zeby o
      tym wiedziec :))))))) Co prawda prosilam Anglikow u mnie w pracy, zeby mi
      zwracali uwage na takie rzeczy, jak rowniez na bledy jezykowe, bo chce sie
      nauczyc, ale ich mozna prosic... ( Kurcze, jak bylam we Francji, to nawet
      sprzedawca w Tabaku mnie poprawial, jak mowilam niepoprawnie i jezyk mi sam
      wchodzil do glowy, a tu sobie mozna mowic "Kali zjesc krowa" i nikt nawet nie
      drgnie)
    • edavenpo Re: Gafy 28.05.05, 11:46
      Jak przyjechalam do Anglii po raz pierwszy z 8 lat temu to nie moglam zrozumiec ze jak Anglik pyta
      'How are you' to tak naprawde masz odpowiedziec 'Fine, thanks. And you?' and nie odpowiedziec
      szczerze 'Ahh, nie za dobrze, boli mnie zab i przepuscilam cala wyplate na nowe buty wiec nie mam za
      co jesc do konca miesiaca.' ;-)

      Zauwazylam w pracy ze na przyklad mam na biurku jakies czekoladki, Anglik podejdzie i powie 'These
      look nice..' albo 'Where are these chocolates from?', albo cos w tym stylu i wtedy ja mam zapytac 'Would
      you like some?' i wtedy dopiero powiedza 'Oh yes, I'd love one'. Anglicy rzadko zapytaja wprost czy
      maga sie poczestowac.

      Jesli chodzie o chinskie zwyczaje, nie wiem czy widzielsiscie reklamy HSBC gdzie facet jest na kolacji z
      klientami z Chin i oni serwuja mu ogromna rybe. Anglicy uwazaja ze wszystko trzevba zjesc z talerza
      zeby pokazac ze ci smakowalo. Chinczycy z drugiej strony uwazaja ze jesli zjesz wszystko to znaczy ze
      chcesz dokladke. Wiec serwuja facetowi nastepna rybe, on je ta rybe zeby ich nie urazic, wiec oni
      serwuja nastepna itd. a facet przerazenie w oczach bo juz wiecej nie moze zmiescic.

      To to mi z kolei prztypomina maja mame i podkarmianie mojego meza w Swieta. On jest tak dobrze
      wychowany ze by nie odmowil wiec ja mowilam 'Dziekuje' a on jadl i jadl i jadl...
    • jagienkaa Re: Gafy 28.05.05, 23:23
      gafa jak gafa, ale jak przyjechałam pierwszy raz w odwiedziny do rodzców mojego
      (jeszcze wtedy nie) męża - zostałam przez chwilę sama z jego ojcem. Teściowie
      mieszkają w okolicach Manchesteru i mają dość ciężki akcent, no i tato męża się
      mnie pyta: ...... (w ogóle nie zrozumiałam). Więc proszę żeby to powtórzył, on
      powtarza a ja znowu nic nie rozumiem. Powtózył trzeci raz, w końcu stwierdziłam
      że lepiej powiedzieć 'I don't know". A on się mnie spytał czy ja mieszkam w tym
      samym mieście, co mąż...głupio mi było strasznie.
      Raz też teściowa mnie spytała "what would you like for tea?" zbaraniałam, no o
      co jej chodzi - Lipton czy PG Tips?! dopiero potem zrozumiałam że w Anglii mówi
      się tea zamiast dinner/obiad.
      Ja na pewno często popełniam gafy, bo generalnie dużo mówię, zwłaszcza jak
      jestem zdenerwowana...
      • deadeasy Re: Gafy 09.06.05, 00:24
        hi-hi, doskonale Cie rozumiem. Moj maz jest z Heywood, "tea", "brew" tez mnie
        na pocczatku dezorientowalo :)

        Ale nie o tym chcialam. Przypomniala mi sie historia, gafa jaka moja kuzynka
        walnela. Kuzynka jak przyjechala do UK to angielskim raczej (ehem!) "srednio"
        wladala. No wiec kiedys byla na obiedzie w domu przyszlych tesciow. Wieksze
        zebranie rodzinne bylo. Wiadomo, przyszla synowa na obiedzie. Kuzynce nagle
        podczas biesiady zachcialo sie do toalety (moze z nerwow napieralo na
        pecherz). Zwrocila sie do Pani Domu z pytaniem "Could you tell me where the
        toilet is, please? I am bursting for a piss". Ha! Towarzystwo zatkalo lekko.
        Problem byl w tym, ze ona obracala sie w towarzystwie wyluzowanym i
        rozrywkowym. Czesto wiec w pubie slyszala jak jeden koles do drugiego mowil "I
        am bursting for a piss" kiedy to ten musial isc "za potrzeba". Angielski znala
        raczej srednio i po przyjezdzie chlonela jak gabka wszystkie zwroty jak szlo.
        Nie wiedziala jednak, ktore gdzie zastosowac - no i jej sie walnelo.
    • effata Re: Gafy 29.05.05, 00:57
      Przypomniala mi sie jeszcze jedna historia, kiedy sie zblaznilam na calego.
      Mieszkalam wtedy w Szwecji, w czasach, kiedy cos takiego jak "degustacje" np.
      kremu czekoladowego :) w Polsce nie istnialy.
      Robilam wtedy zakupy w supermarkecie i zobaczylam, jak kobieta z niesamowitym
      zapalem cos reklamuje. Podeszlam wiec blizej, a ona widzac we mnie
      potencjalnego klienta zaczela cos nawijac po szwedzku, ktorego wtedy jeszcze
      nie znalam. Tak ladnie sie usmiechala i pokazywala na stol, gdzie lezaly miedzy
      innymi pokrojone w kostke warzywa, ze chcac byc mila (w koncu tak sie kobiecina
      produkuje, niech wie, ze dobrze jej idzie), poczestowalam sie warzywkiem. Jakas
      rzepa to byla, wiec sie zdziwilam, co w tym takiego niesamowitego. Kobieta
      popatrzyla na mnie nieco zszokowanym wzrokiem. I wtedy sie zorientowalam, ze
      pani reklamowala ... noze. A kostki rzepy byly "produktem ubocznym" ...
      • evian5 Re: Gafy 01.06.05, 16:19
        Ktoregos dnia przyjechali do mnie do Oxfordu w odwiedziny znajomi z Londynu. On
        jest Hindusem ale poniewaz mieszkal pare lat w Polsce wiec mowi swietnie po
        polsku. Podczas gdy my spacerowalismy ulica, moj znajomy wpadl so Sainsbury
        kupic napoj. W kolejce przed nim staly dwie Polki. Nawet by im przez mysl nie
        przeszlo, ze on moze je zrozumiec bo przeciez sa w Anglii a on w dodatku jest
        ciemny jak czekolada wiec wiadomo, ze raczej tutejszy hindus. Moj znajomy czytal
        gazete w kolejce i przez nieuwage popchnal jedna z tych pan. Na co ta druga mowi
        do niej glosno: 'Hej, uwazaj na tego goscia! Sprawdz czy masz torebke zapieta!'
        Na co on spojzal na nie i powiedzial 'Przepraszam' po polsku. Tym paniom zrobilo
        sie wyraznie glupio i pewnei mialy nauczke, zeby uwazac co mowia na przyszlosc :))
    • deadeasy Re: Gafy 09.06.05, 00:06
      Uch! Ja to mam okropna pamiec do imion angielskich, jakos mi do lba nie wlaza.
      Zawsze na poczatek mieszam imiona, Catherine z Christine, Julie z Jackie i itp.
      itd. Najgorsze jest to, ze ludzie w pracy pamietaja moje imie i czesto kobiety
      z kafejki jaka mamy "na dole" witaja mnie po imieniu. Wstyd, bo ja ich imion
      za cholere nie pamietam :( Jak przychodzi Boze Narodzenie to mam niezly
      klopot. Wszyscy tu sobie na wzajem daja kartki swiateczne. Nie dosc, ze
      imienne to jeszcze wypisuja czlonkow rodzin *po imieniu!*. Dla mnie koszmar!
      Pewne nauczycielki to widuje raz na miesiac i to tez w przelocie. Za chiny nie
      wiem jak maja na imie. Przychodza Swiata i ja sie poce z obawy zeby gafy nie
      walnac...
      • effata Pamiec do imion 09.06.05, 00:44
        Ja tez na poczatku, przy przedstawianiu nie zapamietuje imion. Jak mieszkalam w
        Szwecji, to miala taki usprawiedliwiajacy mnie tekscik : Sorry, ale
        zapomnialam, jak sie wymawia twoje imie" i najczesciej sie udawalo. Az pewnego
        razu musialam zwrocic sie po iminiu do jednego Niemca, z ktorym pracowalam co
        tydzien w kafeterii (jakos udawalo mi sie lawirowac bez imienia, ale tym razem
        do czegos je potrzebowalam). Wiec rzucilam ten swoj asekuracyjny tekst, a on
        wielce oburzony i zgorszony moja ignorancja powiedzial: "Jak to? Przeciez moje
        imie jest bardzo proste w wymowie: "Tis"! (no rzeczywiscie, jezyka sobie na tym
        raczej polamac nie mozna :))
    • sylwiastep Re: Gafy 09.06.05, 19:11
      Witam,
      Ja i angielska rodzina pewnie nigdy nie zapomna tego wydarzenia.

      Pewnego dnia, podczas mojej pierwszej wizyty w Anglii, u rodzicow Matta (wtedy
      chlopaka mojego) jedlismy uroczysty obiad z cala rodzina.

      Chcialam powiedziec, ze my z Mattem to czasami taki ubaw mamy z czegos tam (we
      make fun)
      No i powiedzialam:
      - Me and Matt often make laugh (co zabrzmialo jak love, oczywiscie).

      Cala rodzina z matka na czele i nie wylaczajac Matta spojrzala na mnie z
      przerazeniem - otwarta ta Polka, o takich rzeczach gadac...

      Innym razem Matt nauczyl mnie okreslenia f**k me boots, oczywiscie zapewniajac,
      ze to takie powszechne okreslenie. Nie zapomne twarzy siostry Matta jak
      powiedzialam, ze ma swietne f**k me boots :)

      A babcie zszokowalam okresleniem, ze mnie 'tits' bola (w ciazy bylam). Nie
      wiedzialam jeszcze, ze babcia moze wolec np. breast.
    • edzior1 Re: Gafy 09.06.05, 21:11
      kolezanka w ciazy bedac u pielegniarki nazywala swoja pochwe pussy.... bo tak
      mowil jej maz...... haha na to pielegniarka ze to raczej vagina.....
      ja natomiast chcac przymierzyc buty poprosilam o shoe spoon.... hahah a pani z
      wielkimi oczami poszla na zaplecze i wrocila sie z wiekszymi oczami ze ona
      lyzek nie ma.....a to przeciez shoe horn!
      • deadeasy Re: Gafy 09.06.05, 23:56
        Gdzies na forum juz przytaczalam historie mojej kolezanki.

        W trakcie porodu w szpitalu zaczela sie domagac lekarza. Midwife odpowiedziala
        jej, ze lekarz nie moze do niej przyjsc bo jest w "theatre". Kumpela niemal
        awanture wszystkim zrobila, ze jakto? ona rodzi a on sobie do teatru idzie!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja