gugitsa
28.10.06, 12:43
macierzynstwo jest swietne. macierzynstwo jest czyms pieknym. macierzynstwo
mnie wykancza...
mam wrazenie, ze nie potrafie juz...
oscar nie chce spac. odmaiwa snu w dzien, odmawia i w nocy. a ja ze zmeczenia
juz nie wiem jak sobie odmawiac krzyku na meza, bo na dziecko przeciez nie
mozna. maluch nie chce i juz, bo zlapie pol godziny i koniec. w nocy wstaje
co 1,5.
oscar nie chce zaypiac. beze mnie, bez mojej reki, ktora - dopoki nie padnie -
moze miadlic bez konca. walka o skromne pol godziny wolnego czasu, choc
nigdy dla siebie, trwa godzine, czasem wiecej.
oscar nie chce sie sam bawic. nie chce siedziec w kojcu, woli postac,
pochodzic w chodziku; wszystko, byle nie kojec/lozeczko/kanapa.
co gorsza, oscar nie chce jesc. zjada po 200 ml mleka lekko zageszczanego
kleikiem ryzowym okolo osmej wieczorem, tylez samo o 12. w dzien nie je nic.
ani na sniadanie, ani o zadnej innej porze dnia. nie tknie swojej ulubionej
kaszki z bananami, samego banana, niegdys pochlanianego w mgnieniu oka,
papek, przecierow, zupek. nigdy jednak nie przepadal za domowymi wyrobami
mamy... dziecko w wieku osmiu miesiecy zuzywa ogromne ilosci energii. ale
moje wcale nie chce pobierac zadnych skladnikow, by te energie wytwarzac.
rodzi sie pytanie: czy moje dziecko czerpie ja z powietrza? bo ja nie
potrafie... od trzech miesiecy miewam bole glowy. dzien w dzien. doskonale
wiem, z czego one sie biora; z niewyspania i paskudnej diety. nie jem
sniadania, nie mam czasu przygotowac. jem wszystko, co wymaga jedynie zdjecia
opakowania, a ze zazwyczaj sa to slodycze, nie trudno sie domyslec.
wczoraj postanowilismy wprowadzic rezim nocny. zrezygnowalismy z wygodnego
lozka w naszej sypialni na rzecz spokojniejszych nocy w przyszlosci (spimy w
salonie, na pseudo materacu zlozonego z poduszek z kanapy). zamykamy
wszystkie drzwi w momencie gdy maluch sie budzi, by ni slyszec marudzenia
przeplatanego placzem...
mam dosc wyzywania sie na mezu za to, ze moje dziecko nie spi i ze przez
dziecko nie spie ja. nie mam sily sluchac jego skowytu przy zasypianiu i
plakac mi sie juz chce za kazdym razem, gdy minie poltorej godziny. i
wreszcie, mam dosc przezywania delirki za kazda lyzeczka pzystawiana do buzi
oskara...